Titanic. Pamiętna noc, Walter Lord

titanic pamiętna noc walter lordAgora, 2016

Liczba stron: 208

O Titanicu napisano tysiące stron tekstu, nakręcono tysiące kilometrów taśmy filmowej. Nic dziwnego, statek reklamowany jako jeden z najbardziej luksusowych i niezatapialnych, zatonął podczas swojej pierwszej podróży przez ocean. Najbardziej fascynujące jest to, że jego sława nie przeminęła i nadal, wiek po katastrofie, ukazują się nowe publikacje i wznowienia książek o Titanicu.

Reportaż Waltera Lorda wyróżnia się tym, że skupia się prawie wyłącznie na przebiegu feralnej nocy. Chociaż to literatura faktu, niektóre fragmenty czyta się jak książkę przygodową. Śledzimy losy Titanica od momentu zauważenia góry lodowej przez członków załogi aż po dzień, gdy rozbitkowie zostali sprowadzeni do Nowego Jorku. W końcowych rozdziałach autor poświęca trochę miejsca skutkom katastrofy, doniesieniom medialnym na jej temat oraz zmianom obyczajowym, do których pośrednio przyczyniło się zatonięcie statku.

Książka po raz pierwszy ukazała się w 1955 roku. Autor  zbierał materiały do niej nie tylko ze źródeł pisanych. Przystąpił do gromadzenia relacji w czasach, gdy żyło jeszcze wielu ocalonych pasażerów. Przeprowadził z nimi rozmowy, zweryfikował ich słowa (zaznacza te fragmenty, których nie był w stanie potwierdzić). „Pamiętna noc” opisuje minuta po minucie, co działo się na pokładzie klasy pierwszej i drugiej, wśród oficerów i radiooperatorów, w maszynowni i na mostku. Najmniej wiadomo, co działo się na pokładzie trzeciej klasy, co jest oczywiste, jeśli spojrzymy na listę ocalałych pasażerów podróżujących w tej części statku. Śledzimy też losy szalup ratunkowych, możemy poznać nastroje na nich panujące oraz jeszcze raz podłamać się niefortunnymi zbiegami okoliczności i nierozgarniętymi radiooperatorami i marynarzami, których opieszałość doprowadziła do tego, iż płynące obok statki nie pospieszyły na ratunek rozbitkom z tonącego Titanica.

Chwilami relacja bywa nieco nużąca. Wydaje mi się, że głównie dlatego, iż głos oddano zbyt wielu osobom. Każdy widział i zapamiętał coś innego, stąd urywana narracja. Bardziej współczesna książka skupiłaby się raczej na kilku bohaterach (prawdopodobnie pochodzących z różnych sfer towarzyskich) i pokazała wydarzenia pamiętnej nocy z ich punktu widzenia (być może kumulując relacje wielu uczestników). Forma, którą wybrał autor, jest najbliższa prawdzie, choć cierpi na tym komfort czytelnika. Nie znaczy to, że ostatnie godziny statku zostały opisane w sposób niestrawny. Titanic, jego pasażerowie i załoga zostali upamiętnieni przez autora w sposób realistyczny, bez epatowania heroizmem ani tchórzostwem – bo przecież przypadki obu postaw miały miejsce wśród ludzi w tej krytycznej sytuacji. Autor nie piętnuje nikogo i stara się zachować najdalej posunięty obiektywizm. Przeczytałam z zainteresowaniem.

Wołanie grobu, Simon Beckett

wolanie-grobu simon beckettAmber, 2011

Liczba stron: 362

Trzy pierwsze części cyklu o doktorze Hunterze  czytałam już dość dawno. W pamięci pozostały takie hasła jak: antropologia, kości, obrzydliwe opisy, emocjonująca akcja, Nic dziwnego, że wreszcie sięgnęłam po ostatnią (jak na razie) część tej serii.

„Wołanie grobu” na dzień dobry przenosi nas w czasy sprzed oszołamiającej kariery Davida Huntera, antropologa współpracującego z policją przy sprawach wymagających badania kości ofiar zbrodni. Osiem lat wcześniej Hunter był konsultantem podczas dość paskudnej sprawy, w której policja miała winnego, lecz nie mogła znaleźć ciał zamordowanych przez niego młodych kobiet. Po dużej ulewie jedna z zabitych dziewczyn została przypadkiem znaleziona na wrzosowisku w pobliżu Dartmoor. Pozostała jeszcze kwestia wskazania miejsc pochowania ciał bliźniaczek, które zaginęły mniej więcej w tym samym czasie. W śledztwo zaangażowany był również antypatyczny archeolog, młoda behawiorystka, która miała pomóc w przesłuchiwaniu winnego, a prowadził je dawny znajomy Huntera, z którym antropolog nie utrzymywał już kontaktów towarzyskich. Po ośmiu latach, gdy wciąż jeszcze nie znaleziono bliźniaczek, oskarżony ucieka z więzienia. Czyżby chciał się zemścić na pomagających podczas wizji lokalnej? Wiele na to wskazuje. Hunter zostaje wmieszany w sprawę, która jest dla niego równie zagadkowa i nieprzyjemna jak śledztwo sprzed lat.

Mam kilka spostrzeżeń po lekturze. Po pierwsze, Hunter praktycznie nie prowadzi żadnego śledztwa, nie ogląda kości, nie stawia hipotez. Nie ma tu robali, larw i procesów gnilnych. Po drugie, zupełnie nie rozumiem jego zaangażowania w opiekę nad behawiorystką, która jako pierwsza ucierpiała po ucieczce przestępcy z więzienia. Babka była antypatyczna, od początku wiadomo było, że z prawdą jej nie po drodze, a Hunter rycersko przy niej trwał w jakimś położonym na odludziu domu. Po trzecie, książka rzeczywiście wciąga i czyta się ją bardzo szybko. Sporo się dzieje, to, co wydawało się faktem, zmienia się w kłamstwo. Jak do tego dorzucimy dużo plenerów nocnych, odludnych, spowitych mgłą, robi się mrocznie i strasznie. A potem, jeszcze bardziej hardcorowo, akcja przenosi się pod ziemię.

Jeśli wyczuliście ironię, to właściwie. Za dużo tu sensacji, za dużo niezbyt umiejętnie ukrytych zagadek, bo w związku z tą nieumiejętnością niewiele może czytelnika zaskoczyć. Pościgi, strzelanki, kłamstwa, kłamstwa i naiwność. Przeczytałam, bo mnie wciągnęło – nie twierdzę, że Beckett nie potrafi zainteresować, twierdzę, że nieco rozczarowałam się tą częścią. Autor za bardzo próbował wyrwać się z gatunku, który sam stworzył. Rzucił tę antropologię w cholerę i zabrał się za zwykły kryminał, co niestety nie wyszło mu najlepiej. Dla tych, którzy dopiero odkrywają kryminały, pewnie będzie w porządku, bo jest tu wszystko to, co powinno być w kryminale. Dla tych, którzy nieco już poczytali, „Wołanie grobu” może okazać się za grubymi nićmi szyte.

Cień eunucha, Jaume Cabre

cień eunucha jaume cabreMarginesy, 2016

Liczba stron: 496

Wszystkie dotychczas przeczytane książki tego autora dostarczyły mi wielu wrażeń estetycznych i literackich oraz zaskakiwały niespodziewanymi zwrotami akcji, splątaniem wątków, które Cabre mistrzowsko rozplątywał w finale. I tym razem liczyłam więc na powieść, którą będę czytać z wypiekami na twarzy.

Po pogrzebie swojego przyjaciela z czasów młodości Miquel Gensana wybiera się na kolację w towarzystwie koleżanki z redakcji. Julia chce napisać artykuł wspominkowy o tragicznie zmarłym polityku,  to ona więc zaprasza Miquela do modnej restauracji w niewielkiej, położonej nieopodal miejscowości. Ku przerażeniu mężczyzny okazuje się, że restauracja mieści się w domu, który od pokoleń należał do jego rodziny i stosunkowo niedawno został utracony na poczet długów. To miejsce skłania go do wspomnień, zamiast więc skupić się na osobie zmarłego, zaczyna opowiadać historię swojego rodu.

A jest to opowieść długa, skomplikowana, najeżona dygresjami. To, co Miguel wie o swojej rodzinie, opiera się w dużej mierze na tym, czego dowiedział się od stryja przebywającego w ostatnich latach życia w zakładzie dla chorych psychicznie. Chociaż początkowo młodszy z rodu Gensana nie traktował opowieści wuja poważnie, z czasem wciągnął się w odkrywanie dziejów rodu, demaskowanie grzeszków nieżyjących już członków rodziny i odkrywanie ich prawdziwych twarzy.

Jednocześnie wplata swoją własną historię oraz relacjonuje dzieje przyjaźni z człowiekiem, w  którego pogrzebie właśnie uczestniczyli. Na jego całym życiu zaważyła decyzja opuszczenia domu, porzucenia studiów i przyłączenia się do socjalistycznej bojówki. Dość dużo miejsca poświęca temu okresowi, ponieważ był to również czas największych sercowych wzlotów i upadków, czas życiowych decyzji i działań obciążających sumienie. Skupia się również na swoich uczuciach i nieudanych zawiązkach z kobietami.

W przedmowie i opisie książki zwraca się uwagę na konstrukcję tekstu, która odpowiada konstrukcji dzieła muzycznego. Muzyka klasyczna w tej powieści odgrywa dużą rolę, sporo w niej nawiązań do różnych utworów, bohaterowie grają na instrumentach, spędzają czas na koncertach, słuchają muzyki w domu. Miguel nie potrafi grać na żadnym instrumencie, w czasie koncertu może być „tylko” słuchaczem oraz krytykiem. Tym też się zajmuje zawodowo. Brak talentu muzycznego (a także literackiego) doprowadza go do frustracji. Twierdzi, że jest niczym więcej niż cieniem eunucha – może co najwyżej stać w blasku tych, którzy zostali obdarzeni talentem.

Z przykrością muszę powiedzieć, że nie zagrało między nami. Choć znam styl autora i wiem, że trzeba cierpliwie czekać na wstrząs i pogmatwanie akcji, to w przypadku „Cienia eunucha” nie doczekałam się niczego, co by mnie poruszyło. Było dość płasko, nudnawo, szczególnie znużyły mnie fragmenty o działalności partyjnej Gensany. Gadulstwo narratora działało na mnie usypiająco. Trochę podciągnęły książkę opowieści starego stryja o czasach, których Miguel nie mógł pamiętać, aczkolwiek to za mało, żeby rozkochać mnie w tej powieści. Wkurzała mnie postawa bohatera w związkach z kobietami, kiedy zachowywał się jak bluszcz z giętkim kręgosłupem. A na dodatek, nie mam wystarczającej wiedzy o muzyce klasycznej, żeby móc docenić kunszt autora, więc i ta kwestia mnie nie porwała. Przebrnęłam przez „Cień eunucha” i z każdą stroną byłam coraz bardziej zaskoczona tym, że nic mnie nie zaskakuje.

Zaliczyłam swoje pierwsze rozczarowanie powieścią Cabre. W związku z tym, że w Polsce jego książki wydawane są od najświeższej do najstarszej (ta jest z 1996 roku), widać w nich jak kształtował się styl autora, w jaki sposób dochodził do wirtuozerii, która ujawniła się w „Wyznaję” czy „Głosach Pamano”.  Można przeczytać, ale tym, którzy jeszcze nie znają innych powieści autora, raczej nie polecałabym zaczynania od tej książki.

Wcześniej czytałam i polecam:

WYZNAJĘ

GŁOSY PAMANO

JAŚNIE PAN

Idealna, Magda Stachula

idealna magda stachulaZnak Literanova, 2016

Liczba stron: 384

„Idealna” to książka, która z jednej strony bardzo mnie intrygowała, z drugiej, wydawało mi się, że tak szeroka akcja promocyjna debiutanckiej powieści musi mieć jakieś drugie dno. Okazało się, że drugiego dna nie ma, a książka naprawdę czyta się sama.

Anita marzy o dziecku. Bezskutecznie leczy się od kilku lat, każdy miesiąc przynosi rozczarowanie. Jej mąż traktuje tę sprawę znacznie bardziej swobodnie, lecz czuje, że nieuchronnie oddala się od Anity, która często wszczyna awantury i całe ich życie podporządkowuje swojemu celowi.  Anita pracuje w domu, izoluje się od ludzi, boi się wychodzić na ulicę. Jej całym światem są internetowe kamerki w różnych miastach na świecie. Szczególnie upodobała sobie jedną w Pradze, która umieszczona jest w wagonie tramwaju konserwującego tory. Trzy razy w tygodniu obserwuje parę, którą zaczyna traktować jak swoich najbliższych znajomych. To jedyny stały punkt odniesienia w jej życiu. Zwłaszcza od chwili, gdy coś dziwnego zaczyna dziać się w jej domu. Pewnego dnia znajduje w torebce nie swoją szminkę. Innym razem, nowe sukienki w szafie. Jest pewna, że sama ich nie kupiła. Jej mąż jednak zaczyna uważać, że Anicie odbija.

Książka rozpisana jest na cztery głosy i cztery punkty widzenia. Anita znajduje się w centrum zdarzeń. Drugi głos należy do jej męża. Trzeci do pewnej Marty. Ostatni do młodego artysty, który dostaje szemrane zamówienie. Losy tej czwórki połączą się w dość dramatycznych okolicznościach. Okazuje się bowiem, że Anita i jej mąż są pionkami w czyjejś grze i tylko rozgrywający wie o jaką stawkę chodzi.

„Idealna” to opowieść o zemście, psychopatycznym zacięciu, sypiącym się małżeństwie i bezdzietności, która może zaważyć na losach dotychczas szczęśliwego małżeństwa.  Dzięki zmyślnej konstrukcji niedługim rozdziałom, wciągającej akcji i narastającym poczuciu niepewności czyta się ją błyskawicznie. Uważam, że autorka miała dobry, nieoklepany pomysł na fabułę i udało jej się go zrealizować dość sprawnie. Mam jednak pewne zastrzeżenia do tempa akcji na pierwszych stu stronach książki. Gdybym nie wiedziała, że jest to thriller, raczej nie brnęłabym dalej. Za dużo mielenia ciągle tego samego wątku obyczajowego i stąpania w miejscu. Wiem, natomiast, że jestem w mniejszości ze swoją niechęcią do powieści obyczajowo-romantycznych, więc to, co mnie się nie podobało, zapewne zjedna sobie czytelniczki literatury kobiecej. Jednak gdy akcja już rusza, to trudno za nią nadążyć. I rzeczywiście nie ma sensu odkładać książki przed finałem. Jestem przekonana, że „Idealna” zyska Waszą przychylność.

Czytam nawet wtedy, gdy nie czytam

Właśnie wpisałam do notesu setną przeczytaną w tym roku książkę.

Zastanawiacie się często jak to robię, że tyle czytam. Zapewne myślicie, że głównie leżę z książką i pachnę, nie przejmując się niczym. Prawda jest inna.  Nie mam służących, mam rodzinę, mieszkanie do ogarnięcia. No i pracuję jak głupia, rano w szkole, a wieczorami tłumaczę książki. Mimo takiego nawału obowiązków każdego roku udaje mi się przeczytać ponad 150 książek. Na czym polega moja tajemnica? Na właściwym wykorzystaniu czasu i częstym korzystaniu z cudownego wynalazku – audiobooków.

storytel 1

Kilka lat temu miałam podobny problem, jak większość z Was. Nie umiałam skupić się na treści audiobooka, wszystko mnie rozpraszało, a gdy słuchałam wygodnie siedząc lub leżąc, po krótkiej chwili zapadałam w sen. Nauczyłam się słuchać… w szpitalu. Przez te kilka dni spędzonych na oddziale zdołałam się wyspać za wszystkie czasy, więc mogłam leżeć i nie walczyć z opadającymi powiekami. Byłam jednak na tyle słaba, że męczyło mnie nawet trzymanie książki. Na szczęście miałam przy sobie odtwarzacz i słuchawki oraz wgranego audiobooka. Zaczęłam słuchać… i zadziałało. Nic mnie tam nie rozpraszało, oczy się nie zamykały. Po jednej książce przyszły następne, z każdą coraz łatwiej. Teraz nie wyobrażam sobie, że nie mam jakiegoś audiobooka pod ręką. A jest to o tyle łatwe, że nie muszę już zabierać dodatkowego odtwarzacza, bo ten mam w telefonie.

Korzystam z aplikacji Storytel. Mam w niej dostęp do tysięcy książek różnych gatunków. Mogę słuchać ich bezpośrednio z internetu lub pobrać do telefonu i odsłuchiwać offline. Mogę również bezpłatnie pobrać fragment, żeby sprawdzić czy polubię się z lektorem. Książki w sklepie posegregowane są względem gatunku, więc łatwo wybrać coś dla siebie. Mnie bardzo podoba się to, że mam tam bogaty katalog książek po angielsku, lecz katalog audiobooków po polsku jest również bardzo duży i ciągle się powiększa. Dodatkowo, co dla mnie ma znaczenie, aplikacja odlicza czas nie tylko przesłuchanego fragmentu, lecz również od razu pokazuje, ile zostało do końca. Aplikacja działa bez zarzutu i zawsze pamięta, gdzie ostatnio skończyłam słuchanie, nawet jeśli słucham naprzemiennie kilku książek. Ponadto można dodać swoje zakładki – na przykład, żeby zaznaczyć jakiś ważny cytat.

in2

Dlaczego audiobooki są dla mnie ważne i kiedy ich słucham? Przede wszystkim podczas małych i dużych podróży. W tramwaju, autobusie, pociągu – odgradzam się od plotek, łomotu zwanego muzyką wydostającego się spod słuchawek współpasażerów, rozmów telefonicznych. Nie mam samochodu, ale gdybym go miała, na pewno słuchałabym książek zamiast radia. W warunkach domowych audiobook towarzyszy mi podczas gotowania – mam zajęte ręce, ale wolne uszy, a że gotowanie to najgorsze, co może mi się przytrafić, to przynajmniej odciągam swoją uwagę od tego, co przykre. Słucham również podczas sprzątania – mycie podłogi, naczyń, okien – wszystko to jest o wiele przyjemniejsze, gdy towarzyszy mi jakaś emocjonująca książka. No i nie wyobrażam sobie kolorowania bez audiobooka. Jak wielu dorosłych i ja złapałam bakcyla kolorowania, ale miałabym wyrzuty sumienia, gdybym machała kredkami i nic poza tym nie robiła. Największy relaks dla mnie to obrazek i książka w uszach.

Chociaż wolę, gdy audiobook jest odczytaną przez lektora książką, mam słabość do pewnego słuchowiska. Właśnie przesłuchałam trzecią część komiksu pt: „Żywe trupy”. Jest to słuchowisko nagrane z dużym rozmachem. Stanowczo moje ulubione. Opowiada o grupie ludzi, którzy próbują zachować życie i człowieczeństwo w świecie po epidemii, która umarłych zmienia w zombie. Dwie poprzednie części zrobiły na mnie duże wrażenie, ta ostatnia, w której Rick opuszcza bezpieczne więzienie i wyrusza na poszukiwanie pilotów przelatującego helikoptera i trafia do posępnego miasteczka Woodbury, mocno mną wstrząsnęło. Dopóki walka rozgrywała się między bezmyślnymi zombie i ludźmi, tratowałam to jak bajkę. Tutaj człowiek staje przeciwko człowiekowi. Nie jest to książka dla nieletnich, ponieważ jest dość drastyczna. Niemniej jednak, jeśli nie gardzicie fantastyką, polecam Wam tę serię na początek przygody z audiobookami. Każda część to zaledwie 2-3 godziny słuchania. Łatwo śledzić tę historię dzięki odgłosom dodatkowym i licznym odtwórcom ról. Gdyby jednak uwaga Wam szwankowała, Storytel daje możliwość cofnięcia ścieżki odtwarzania o dowolną liczbę minut – wystarczy przytrzymać jeden przycisk.

storytel 3

Jeśli chcecie sprawdzić tę aplikację, na moim instagramie (agaczyta) właśnie rozpoczął się konkurs, w którym możecie wygrać słuchawki oraz miesięczny abonament w Storytel.

Agnieszka Kalus o książkach i czytaniu