Dzisiaj rozmawiamy o Pani, Agnieszka Nabrdalik

dzisiaj-rozmawiamy-o-paniWydawnictwo Literackie, 2017

Liczba stron: 252

Agnieszka Nabrdalik zaprosiła do swojego projektu siedem kobiet, które bardziej niż ze swoich osiągnięć znane są z tego, że są lub były żonami swoich sławnych mężów. Postanowiła przeprowadzić rozmowy o nich, nie o mężach. Okazało się to sprawą niełatwą, bo większość pań nieustannie wracała do mówienia o mężu jakby ich życiowym powołaniem było… bycie żoną.

Te najbardziej zapatrzone w swoich partnerów i w kółko opowiadające o nich, ich pracy, talencie, osiągnięciach to żony muzyków: Monika Gawlińska i Jolanta Pawlik. Chociaż panowie zajmują się zupełnie innym typem muzyki, ich żony zachowują się podobnie. Po pierwsze; ogarniają całą resztę, zajmują się promocją, produkcją, wspieraniem i nieprzeszkadzaniem. Po drugie: obie  po wielu latach w związku niedawno stworzyły coś swojego.

Te plasujące się w połowie to: Alicja Kapuścińska i Wacława Myśliwska, żony ważnych literatów oraz Anna Religa. I chociaż dwie pierwsze łączy to, że ich mężowie zajmowali się jedną dziedziną sztuki, to znacznie więcej je dzieli. Pani Kapuścińska przez pół życia była sama, bo mąż wciąż podróżował zawodowo, a gdy był w domu, to pisał w pokoju na poddaszu. Sama zajmowała się medycyną i również często wyjeżdżała na staże, konferencje, projekty. Pani Myśliwska nieustannie towarzyszy mężowi, który nie lubi ruszać się z miejsca. Jest jego pierwszą czytelniczką i krytyczką. Z zawodu jest redaktorem, więc mąż bardzo liczy się z jej zdaniem. Pani Religa sporo mówi o sobie, o rozczarowaniu pracą zawodową, o swoim życiu bez męża, gdy ten pracował na drugim końcu Polski, a także o filmie „Bogowie”, który nie poruszył jej tak jak innych widzów. Wszystkie trzy panie są bardzo oddane swoim mężom, także po śmierci, dbając o ich spuściznę, lecz doskonale wiedzą, gdzie zaczynają się one same. Ta granica jest dość mocno zarysowana.

W ostatniej grupie znalazły się te dwie żony, które z pasją rozmawiają o swoim zawodzie i zainteresowaniach: Karolina Niedenthal i Wiesława Starska. Żona fotoreportera i żona scenografa. Tłumaczka i kostiumolożka. Kobiety pełne pasji, energiczne, realizujące się w wybranych przez siebie dziedzinach sztuki. Owszem, opowiadają o mężach, ale nie stawiają ich na piedestale, nie podporządkowują się ich życiu, a raczej stawiają warunki, by nie tracić się z oczu na zbyt długo, gdy praca męża wymaga długiej rozłąki.

Starałam się w 2-3 zdaniach napisać o każdej z pań, która zgodziła się opowiedzieć o sobie, bo każdy z wywiadów był bardzo ciekawy. I każdy zawierał o wiele więcej informacji niż w moim streszczeniu. Życie u boku człowieka odnoszącego sukcesy w swojej dziedzinie, obsypywanego nagrodami, ikony, nie bywa łatwe. Sukces zawsze okupiony jest ciężką pracą, rozłąką, czasem topieniem stresu w alkoholu. Prawie każda z żon sporo musiała dźwigać na swoich barkach, lecz wszystkie znosiły i znoszą to dalej, nie dlatego, że lubią mieć mnóstwo obowiązków, lecz dlatego, że kochają. Kochają naprawdę.

Polecam.

Plaża za szafą. Polska kryminalna, Marcin Kącki

plaza-za-szafaAgora, 2017

Liczba stron: 328

Marcin Kącki we wstępie do tego zbioru reportaży kryminalnych deklaruje, że nie czyta i nie lubi kryminałów, sądzi bowiem, że nic nie jest w stanie prześcignąć prawdziwego życia. Ma sporo racji, bo pracując nad tą książką, na pewno dostał taką dawkę wrażeń, nieprzyjemnych doznań i wstrząsów, że dla rozrywki mógł tylko sięgać po coś, co tematycznie było odległe od jego pracy zawodowej. Na samym początku autor częstuje nas pytaniem: a Ty jak daleko byś się posunął? Człowieczeństwo to jednak nie jest jednoznaczna sprawa.

Wiele opisanych historii mogliśmy fragmentarycznie poznać z doniesień prasowych czy telewizyjnych. Tutaj mamy całość historii. Na przykład tytułowy reportaż opowiada o sprawie kradzieży cennego obrazu z Muzeum Narodowego w Poznaniu. Jednak to nie obraz jest w centrum zainteresowania autora, lecz osoba, która wymyśliła sposób, przeprowadziła operację i przez lata przetrzymywała skradzione arcydzieło. Podobnie w innych reportażach, czyn jest na drugim miejscu, na pierwszym zawsze sprawca. Czy nastoletni chłopcy, którzy dopuścili się świętokradztwa zżerając hostię to diabły wcielone, czy po prostu pogubili się w życiu? Czy oskarżony o utrzymywanie stosunków homoseksualnych hierarcha kościoła wyciągnął jakieś wnioski z konsekwencji swojego postępowania?

To teksty, które czyta się odczuwając całe spektrum emocji – złość, żal, oburzenie. To ostatnie chyba najczęściej. Teksty dotyczące małych dzieci są merytoryczne, lecz jednocześnie wzruszające. Jednak podczas ich lektury również trudno ukryć oburzenie, gdy czyta się o bezdusznym, okrutnym systemie opieki zdrowotnej. Nie wszyscy bohaterowie tych reportaży to czarne charaktery – są wśród nich ludzie o wielkich sercach, którzy w tym zalewie zła przywracają wiarę w człowieczeństwo. Mimo ciężaru poruszanych tematów, Kącki napisał książkę, którą można przeczytać jednym tchem, lub, w zależności od wrażliwości, dawkować sobie przez jakiś czas jak np. reportaże zamieszczane w magazynach. Wyraźnie widać warsztat dziennikarski i to, że wiele z reportaży (może wszystkie) powstało na potrzeby gazety. Ogromną zaletą jest przytaczanie zdania obu zainteresowanych stron i brak nachalnego umoralniania. To teksty bez puenty. Puentę każdy musi sam sobie wypracować.

Księga luster, E. O. Chirovici

ksiega-lusterZnak Literanova, 2017

Liczba stron: 336

Czasem wydaje mi się, że pochwały wydawców bywają przesadzone. W przypadku tej książki również zakładałam, że peany na jej cześć są tylko elementem promocji. Okazało się jednak, że po przeczytaniu kilkudziesięciu stron nie mogę się oderwać i koniecznie muszę poznać dalszy ciąg tej intrygującej historii

Zznany agent literacki otrzymuje fragment rękopisu. Człowiek, który go nadesłał, twierdzi, że jest to opowieść, która mówi o wydarzeniach z jego młodości. Po upływie wielu lat postanowił spisać to, czego się ostatnio dowiedział, bo przez większość życia wierzył w inny przebieg wydarzeń. Powieść opowiada o zabójstwie znanego psychologa, wykładowcy na uniwersytecie w Princeton, o które przez pewien czas oskarżany był autor rękopisu. Przez pewien czas pracował bowiem w domu profesora nad uporządkowaniem jego księgozbioru. W historię zamieszana była również studentka-asystentka profesora oraz jego podopieczny. Agent literacki chce podpisać umowę na publikację książki, lecz okazuje się, że w międzyczasie autor umarł i nigdzie nie można znaleźć dalszego ciągu jego powieści. Wobec tego zleca znajomemu misję – ma jak najwięcej dowiedzieć się o ludziach zamieszanych w tę sprawę kryminalną i spróbować dociec prawdy.

E.O. Chirovici napisał powieść, która w udany sposób łączy w sobie intrygę kryminalną z podłożem psychologicznym. Bohaterowie opowiadają o wydarzeniach ze swojej perspektywy, czyniąc założenia, jakie wydają im się prawdziwe. Prawda wciąż pozostaje ukryta. Nie można do niej dotrzeć prostą drogą, wygląda to raczej jak obieranie kolejnych warstw cebuli. Z tym, że do końca nie jesteśmy pewni rezultatu – może się okazać, że nigdy nie uda się wyjaśnić zagadki zbrodni popełnionej przed laty, za którą nikt nie został ukarany.

Nie jest to typowy kryminał, choć rzeczywiście chodzi o wyjaśnienie zbrodni, która wpłynęła na życie wielu ludzi. To raczej powieść o dociekaniu prawdy, analizowaniu motywacji ludzkich, odsiewaniu kłamstw od półprawd, manipulacji od rzeczywistości. Autor pisze lekko, zajmująco, sprawnie posługuje się słowem, stopniuje napięcie i uwiarygadnia zbiegi okoliczności. Zajmująca lektura, polecam!

Śmierć czeskiego psa, Janusz Rudnicki

smierc-czeskiego-psaWAB, 2017

Liczba stron: 208

Czytałam ebooka z wydania sprzed kilku lat, lecz mniemam, że treść nie uległa zmianie w najnowszym wydaniu, którego okładką posłużyłam się w tym wpisie. Janusza Rudnickiego uwielbiam od chwili, gdy przeczytałam „Życiorystę„. Na nieszczęście autor nie wydaje książek zbyt często, więc dawkuję sobie to, co wydał w przeszłości. Zwykle więc sięgam po niego, gdy mam słabszy nastrój, bo nikt tak jak Rudnicki nie potrafi mnie rozweselić. I nikt tak pięknie nie kurwuje.

Ten tom składa się z kilku opowiadań, z których najbardziej zapadły mi w pamięć dwa plus jedno, którego treści aż tak dobrze nie pamiętam, ale Rudnicki wspaniale w nim przeklina opowiadając o współpasażerach w pociągu oraz perypetiach na festiwalu filmowym. Opowiadanie o czeskim psie opiera się na zbiegach okoliczności, które prowadzą do niejednej tragedii, z której cało wychodzi tylko narrator. Natomiast opowiadanie o człowieku, który na całą noc utknął na wyciągu krzesełkowym z gromnicą, którą chciał zapalić na szczycie góry, sprawiło, że dosłownie popłakałam się ze śmiechu. Pozostałe teksty są również świetne.

Druga część książki to teksty napisane w oparciu o przeczytane biografie, podobne do tych, które później znalazły się w „Życioryście” pierwszym (drugi właśnie się ukazał!). Będę się powtarzać, ale uwielbiam jak Rudnicki czyta za mnie książki i potem je opowiada. Jest cudownie analityczny, uszczypliwy i trafnie komentuje postępowanie bohaterów, o których pisze.

Inteligentna, zabawna lektura, która trafnie komentuje rzeczywistość jednocześnie pozostawiając pole wyobraźni. Nie dla tych, których rażą wulgaryzmy w książkach. Ja je uwielbiam w wykonaniu tego pisarza.

Pragnienie, Richard Flanagan

pragnienieWydawnictwo Literackie, 2017

Liczba stron: 252

Flanagan zabiera nas w podróż w czasie i w głąb duszy – własnej i dusz bohaterów tej powieści, która rozgrywa się w latach 40. XIX wieku na Ziemi Van Diemena i w Anglii. Chociaż akcja toczy się dwutorowo, spaja ją postać Sir Johna Franklina.

Uznany podróżnik, człowiek powszechnie szanowany, chociaż pozbawiony większych ambicji i oddolnie sterowany przez żonę, otrzymuje posadę gubernatora kolonii karnej na Ziemi Van Diemena. Zastaje tam utrwalone układy i praktycznie wytrzebioną ludność aborygeńską. Ci, którzy jeszcze żyją, stoją na skraju śmierci. Kierując się odruchem serca oraz chęcią rozsławienia swojego nazwiska Lady Franklin przyjmuje pod dach osieroconą aborygeńską dziewczynkę o imieniu Mathinna. Pragnie wychować ją w duchu kościoła, ucywilizować i pokazywać angielskim znajomym jak swoje trofeum. Chociaż wydaje jej się, że kocha to dziecko, nie potrafi okazywać mu czułości, a jej miłość sprowadza się do wydawania rozkazów i karania za postępowanie niezgodne z jej myślą. Franklin natomiast marzy o kolejnej wyprawie w rejony polarne. Pragnienia tej pary są zupełnie odmienne. Nie ma w nich miejsca na prawdziwą opiekę nad dzieckiem.

Po latach, gdy nikt nie odnalazł  statków Franklina i zaginionych polarników, Charles Dickens zostaje zaproszony przez nieutuloną w żalu i walczącą do dobre imię męża Lady Franklin. Kobieta pragnie udowodnić światu, że pogłoski o kanibalizmie w obozie zaginionych polarników nie są prawdziwe i w Dickensie szuka swojego sojusznika. Ten bierze sobie do serca jej prośbę i bez reszty angażuje się w wystawienie sztuki o zaginionych odkrywcach. Jednocześnie walczy ze swoimi pragnieniami, które zaczynają brać nad nim górę.

Ta powieść ma doskonały tytuł, który mówi tak wiele o motywach postępowania bohaterów. Wszyscy kierują się pragnieniami, każde jednak stawia sobie za cel coś innego. W przypadku małżeństwa Franklinów pragnienia przysłaniają rozsądek. Lady Franklin dążąc do celu, chcąc wychować dzikuskę, zapomina o najważniejszym – o okazaniu jej akceptacji. Jej mąż tak zapamiętuje się w swoim pragnieniu, że nie zważając na okoliczności prze przed siebie, narażając powodzenie wyprawy. Dickens pragnie uwolnienia się od nieudanego małżeństwa, ale wie, że jego szczęście będzie oznaczało krzywdę jego dzieci. Stoi przed poważnym wyborem, paradoksalnie w podjęciu decyzji pomoże mu sztuka, w której występuje.

Ważnym bohaterem powieści, a raczej jej antybohaterem, jest epoka, w której żyją bohaterowie. Epoka przedkładająca konwenanse, surowość zasad i pozory ponad zdrowy rozsądek i uczucia płynące prosto z serca. W czytelniku z każdą stroną narasta bunt, sprzeciw i rozczarowanie tym, co reprezentują sobą postacie tego dramatu. Bezmyślność, okrucieństwo, krótkowzroczność to nie są jedyne cechy, jakimi można je opisać. Flanagan napisał bardzo pesymistyczną historię, stawiając w świetle reflektorów ikony ówczesnego społeczeństwa i obnażając ich wady, niedoskonałości i perfidię. To ważna książka, warto ją przeczytać.

Agnieszka Kalus o książkach i czytaniu