1000 lat wkurzania Francuzów, Stephen Clarke (audiobook)

Biblioteka Akustyczna, 2013

Czas nagrania: 17 godz. Czyta Tomasz Ignaczak

Liczba stron: 420

Mam tak, że po prostu wiem, że powinnam sięgnąć po audioksiążkę zamiast książki tradycyjnej. W przypadku „1000 lat wkurzania Francuzów” nie dopuszczałam innej opcji. Nie mam racjonalnego wytłumaczenia na tę fanaberię. Być może związana jest z tym, że wydanie papierowe jest ogromne, w twardej okładce, więc zapewne również ciężkie, a ja najczęściej czytam na leżąco. Jak by nie było, wysłuchałam tej książki z wielką przyjemnością i rekordowo szybko – wykorzystywałam każdą chwilę by włączyć nagranie.

A o czym książka opowiada? O stosunkach angielsko-francuskich na przestrzeni wieków, licznych wojnach, potyczkach, sporach o kolonie, wzajemnej pogardzie i niezrozumieniu. Autor w satyrycznej formie przedstawia i komentuje wydarzenia historyczne. Nie muszę chyba dodawać, że zazwyczaj jest bardziej krytyczny w stosunku do Francuzów i ośmiesza ich liczne przywary. Próbuje m.in. udowodnić, iż wino i bagietki Francuzi zawdzięczają Anglosasom, bezlitośnie punktuje brak wyobraźni francuskich generałów i strategów oraz stereotypowy (a może tylko typowy?) francuski egocentryzm. Wydarzenia ułożone są chronologicznie. Autor nie pominął żadnych ważnych potyczek, mariaży i wojen, podczas których Anglia i Francja zacieśniały, lub częściej rozluźniały, swoje stosunki.

Dla mnie to była świetna powtórka z historii Anglii, rozszerzona o fakty, o których miałam niewielkie pojęcie – jakoś umknęła mi wcześniej wiedza o przepychankach Anglii i Francji w Ameryce Północnej. Dawno się tyle nie uśmiałam jak podczas lektury (słuchania) tej książki. Poczucie humoru Stephena Clarke jest dość specyficzne, jednak niektórym konkluzjom i komentarzom nie można odmówić śmieszności. W rezultacie raz po raz parskałam śmiechem.

Wydaje mi się, że książka ma szansę spodobać się szerszemu gronu odbiorców i targetem nie jest tu tylko grupa filologów angielskich 🙂 Ja ją wszystkim polecam, a nawet nalegam, żebyście przeczytali lub posłuchali.

O audiobooku:

Głos Tomasza Ignaczaka to była dla mnie nowość, ale słuchało się przyjemnie. Dobre tempo (nie za wolno, nie za szybko), dobra dykcja, przyjemny tembr głosu. Jedynie wymowa słów i nazw angielskich i francuskich przysparzała lektorowi problemów – to znaczy wymawiał je płynnie, ale prawie zawsze niepoprawnie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *