180 000 kilometrów przygody, Tony Halik

Poprzednia książka o przygodach Halika pt: „Z kamerą i strzelbą przez Mato Grosso” była odmienna od tego, co zaprezentowano w tomie „180 000 kilometrów przygody”. Zmienił się sposób podróży – małżeństwo Halików tym razem przemieszcza się po obu Amerykach jeepem przystosowanym do tak długiej i wyczerpującej eskapady w zmiennym klimacie. Zmienia się nawet tryb narracji. Opis podróży przez brazylijskie selwy był w pewnym stopniu chronologiczny, tej podróży autor nie opisuje tak szczegółowo. Jest to raczej opis przygód i ludzi, których podróżnicy spotkali na swojej drodze podczas czterech lat, które poświęcili na tę wyprawę.

Halik ma dar opowiadania różnych historii. W krótkich rozdziałach wspomina o ludziach, którzy użyczyli im gościny, o miejscach, do których niezmiernie trudno się dostać, obyczajach i wierzeniach ludów zamieszkujących salwy oraz peruwiańskie góry. Małżeństwo podróżników zdołało dokonać rzeczy bohaterskich i niesamowitych, mi.in. uratowali życie ludziom, którzy mieli wypadek na pustyni, dotarli do wioski indiańskiej, w której zostali wtajemniczeni w rytuał pomniejszania głów ludzkich. Sam Halik stał się poszukiwaczem szmaragdów w tajnie strzeżonej kopalni tego kamienia szlachetnego. Byli świadkami tajemnego ślubu młodych Indian, którzy postanowili spełnić swoje marzenia wbrew tradycji i  wierzeniom swoich plemion.

Świetna jest ta książka, bo świetne są opowiadane historie. Wszystko wydaje się niesamowite, odległe od rzeczywistości. Jednocześnie cały czas czytelnik wie, że wszystko w książce jest autentyczne. Halika pamiętam z programów telewizyjnych prowadzonych z Elżbietą Dzikowską. Programy te oglądaliśmy, gdy byłam dzieckiem. Halika zapamiętałam jako trochę śmiesznego, pierdołowatego starszego pana, który jeździł po świecie. Po przeczytaniu jego dwóch relacji z podróży mój obraz autora uległ zmianie – był to człowiek niezwykle przyjazny, pomysłowy, odważny, dający innym dużo od siebie, ciekawy świata i starający się go zrozumieć.

Obie książki gorąco polecam, zawarte w nich fotografie są również warte obejrzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *