The Tinder Box, Minette Walters

 

Sowerbridge to mała miejscowość w Hampshire. Wiadomość o rabunku i okrutnym morderstwie dwóch starszych kobiet, a następnie aresztowaniu Patricka O’Riordana, Irlandczyka, elektryzuje całą ludność lokalną. Rodzina O’Riordanów ubogich emigrantów irlandzkiego pochodzenia nigdy nie cieszyła się poważaniem wśród miejscowych. Po aresztowaniu Patricka, jedynego syna kalekich starszych rodziców miejscowi rozpoczynają bezpardonową akcję mającą na celu sterroryzowanie i pozbycie się tej rodziny z angielskiego miasteczka. Nikt z szanowanych obywateli nie czeka na rozpoczęcie procesu w sprawie morderstwa i werdykt ławy przysięgłych – samo pochodzenie Patricka jest według nich dowodem na popełnienie przestępstwa.

O’Riordanowie mają jednego sojusznika wśród mieszkańców Sowerbridge. Siobhan Lavenham jest również Irlandką, żoną Anglika, osobą szanowaną w miasteczku. Siobhan nie zakłada, że Patrick jest winny. Wręcz przeciwnie, próbuje uświadomić policjantowi ogrom uprzedzeń i niechęci w stosunku do rodziny irlandzkiej. Sama zatrudnia Rosheen, daleką krewną O’Riordanów do opieki nad swoimi synami. Jednak jej wiara w uczciwość rodziny zostaje zachwiana po szczerej rozmowie z policjantem.

To książka o uprzedzeniach, o szukaniu najprostszych rozwiązań i przyjmowaniu za pewnik cudzej winy. To także obraz małomiasteczkowego społeczeństwa angielskiego – zakłamanie, ocenienie po pozorach, jawna niechęć do obcych to codzienność. Książka ma niewiele ponad sto stron, jednak daje dużo do myślenia na temat kondycji społeczeństwa. Poza tym jst ciekawą zagadką kryminalną.

Cieszę się, że przypomniało mi się o Minette Walters. Mam jeszcze kilka jej nieprzetłumaczonych powieści na półce, chętnie po nie wkrótce sięgnę. Kto nie czytał koniecznie musi nadrobić. W Polsce ukazało się kilka jej powieści, polecam szczególnie „Echo”, „Lodownię”, „Rzeźbiarkę’ i „Wędzidło sekutnicy”.

Pasje tajemne, Anita Shreve

 

Co to za pomysł aby TAKĄ książkę wsadzić w słodko-różową okładkę?!

Toż to cieżka dołująca powieść, w której od pierwszych stron wiadomo, że będzie źle i że nie ma co liczyć na happy end. To tragiczna historia z samymi przegranymi. Mary Amsbury pojawia się w mroźny wieczór w małej miejscowości St. Hillaire. Ma ze sobą półroczną córkę. Kobieta ukrywa się pod wielkimi okularami i szalikiem nasuniętym na twarz. Jednak nie udaje jej się skutecznie ukryć starsznie pobitej twarzy. Mimo tego, że Mary nie zwierza się nikomu, wszyscy w mieście domyślają się, że została pobita i przed kimś ucieka. Ludzie nie zadają jej zbędnych pytań. Wynajmują jej domek na brzegu morza, w którym Mary czeka na przypieczętowanie swojego losu.

Ta książka to studium uzależnienia od drugiej osoby i niemożności wyrwania się z matni. To też historia chorego związku ofiary z prześladowcą. A ofiarą można stać się niepostrzeżenie. Mary poznała swojego przyszłego męża Harrolda w redakcji gazety, w której oboje pracowali. Patrząc na swoje życie z perspektywy rozumie, że doświadczała przemocy już przed ślubem – najpierw w zawoalowany sposób Harrold narzucał jej swoją wolę i swoje zasady, pozbawiając ją możliwości decydowania. Musiała wyglądać tak, jak on tego chciał, zachowywać się według zasad ustalonych przez niego. Omotał ją do tego stopnia, że żyli w oderwaniu od całego świata, nie mieli przyjaciół i nikt nie wiedział co dzieje się za zamkniętymi drzwiami. A dzieje się coraz gorzej. Harrold często upija się, bywa zazdrosny, irytuje go płacz dziecka – wszystko to jest pretekstem do znęcania się nad rodziną.

Ta historia zawiera także oskarżenie pod adresem dziennikarzy, którzy dla sławy, pieniędzy i własnego zysku zręcznie żonglują faktami i opinią społeczną. Powieść skonstruowana jest w taki sposób, że mamy tu opowieści mieszkańców St. Hillaire, wspomnienia samej Mary, fragmenty wywiadów. Czytanie tej książki to była dla mnie ciężka przeprawa – ze względu na ponury i okrutny temat, a także z powodu specyficznego nastroju, który jest w większości książek tej autorki, gdzie cały czas czytelnik ma świadomość, że katastrofa jest w zasięgu ręki.

Hotel Paradise, Martha Grimes

 

Dwunastoletnia Emma Graham mieszka w Hotelu Paradise nad jeziorem. Hotel należy do jej rodziny i wszyscy pomagają w prowadzeniu tego interesu. Do jej obowiązków należy pomoc w przygotowywaniu posiłków oraz obsługiwanie klientów w ich trakcie. Nie chodzi do szkoły w czasie sezonu turystycznego, więc ma mnóstwo czasu.

Jest dziewczyną inteligentną, świadomą swoich wad i zalet, umiejącą zjednywać sobie ludzi, aczkolwiek nie ma zbyt wielu znajomych w swoim wieku. Najbardziej lubi przebywać i rozmawiać z osobami starszymi – szeryfem Samem, kelnerką Maud, starszymi paniami prowadzącymi małe sklepiki.

Emma ma dużą swobodę ruchów, nikt jej nie kontroluje i nie rozlicza z czasu spędzonego poza hotelem. Trochę z nudów, trochę z zaciekawienia, postanawia zająć się tajemniczym utonięciem dziewczynki w Jeziorze Duchów. Wydarzenie to miało miejsce czterdzieści lat wcześniej, a okoliczności śmierci dziewczynki nigdy nie zostały wyjaśnione.

Aby dowiedzieć się czegoś o zmarłej dziewczynce i ciotkach, z którymi mieszkała w domu na skraju jeziora, Emma musi odbyć kilka niedalekich podróży do Cold Flat Junction oraz odwiedzić niektórych starszych mieszkańców miasteczka. Nie może liczyć na pomoc zaprzyjaźnionego szeryfa, ponieważ w tamtym czasie  nie pracował jeszcze w mieście. Poza tym, jego uwagę całkowicie zaprząta sprawa zamordowanej w miasteczku niezidentyfikowanej dziewczyny.

Martha Grimes i jej pisarstwo spodobało mi się przy okazji czytania pierwszej z cyklu angielskich powieści z Richardem Jurym „Pod Huncwotem”. Tutaj mamy prowincjonalną Amerykę lat sześćdziesiątych odmalowaną z dużą dbałością o szczegóły. Jest to powieść adresowana ni to do nastolatków, ni to do dorosłych. Raziło mnie, że opisy i akcja są trochę zbyt rozwlekłe i powtarzalne. Z drugiej strony leniwie rozwiązywana zagadka z przeszłości splątana z nową zbrodnią wciąga i każe czytelnikowi towarzyszyć Emmie w jej rozterkach i odkryciach. Na pewno dokończę ten trzytomowy cykl amerykański, bo mam już na półce kolejny tom „Stacja Cold Flat Junction”.

Dziwny przypadek psa nocną porą / The Curious Incident of the Dog in the Night-Time, Mark Haddon

 

Piętnastoletni Christopher ma zespół Aspergera. Wszystkie bodźce słuchowe, wzrokowe, dotykowe, które do niego docierają ulegają zwielokrotnieniu, osaczają go, wprowadzają chaos i nieporządek. Nadmiar informacji sprawia, że mózg nie jest w stanie przetworzyć wszystkich impulsów i chłopiec odczuwa ból, który sprawia, że zamyka się w sobie, szuka ustronnych miejsc, jęczy, krzyczy, broni się.

To wszystko przełożone na życie znaczy mniej więcej tyle, że Christopher nie lubi: nowych sytuacji i nieznanych osób, zatłoczonych miejsc, być dotykany przez innych, niektórych potraw.

Lubi natomiast: w szkole przedmioty ścisłe, rzeczy i zagadnienia logicznie wytłumaczalne, jasne zasady i logiczny plan działania, swoją samotność, czytać książki popularnonaukowe, zwierzęta domowe.

Sprawia mu trudność: rozpoznawanie intencji i nastrojów u innych osób, prowadzenie pogawędki o niczym, nawiązywanie kontaktów z ludźmi, opanowanie emocji negatywnych w przypadku naruszenia jego strefy prywatnej.

Tak z grubsza wygląda charakterystyka chłopca, który jest głównym bohaterem i narratorem powieści. Śmierć psa sąsiadki staje się początkiem śledztwa, które ma na celu schwytanie brutalnego sprawcy, a które doprowadza chłopca do prawdy o rodzinie. Christopher opisuje swoje działania i tworzy powieść detektywistyczną pod kierunkiem szkolnej terapeutki Siobhan. Książka napisana jest bardzo prostym językiem, z wyjątkiem fragmentów, w których Christopher wyjaśnia skomplikowane obliczenia matematyczne. Chwilami jest śmiesznie, czasem wzruszająco. Ja zapałałam ogromną sympatią do tego chłopca.

„Dziwny przypadek …” to poruszająca książka o tym w jaki sposób dorośli krzywdzą swoje dzieci nie zdając sobie sprawy z bólu jaki im zadają. Rozgrywki dorosłych, ich kłótnie, nieporozumienia dotkliwie ranią dzieci, które mimo, iż nie rozumieją do końca o co chodzi, czują zagrożenie i bronią się przed nim. To lektura obowiązkowa dla wszystkich rodziców.

Tłumaczka snów, Chitra Banerjee Divakaruni

 

Rakhi jest córką tłumaczki snów. Jest rozwódką, wychowuje córkę. Jej były mąż Sonny, do którego czuje ogromną niechęć a może i nienawiść, uczestniczy w wychowywaniu córeczki. Rakhi jest współwłaścicielką herbaciarni. W wolnych chwilach maluje obrazy i zaczyna odnosić drobne sukcesy na tym polu artystycznym. Rakhi jest Hinduską, o ile za Hinduskę może podawać się osoba urodzona i wychowana w Kalifornii. Rodzice nie wpoili jej kultury, języka ani tradycji swojego rodzinnego kraju. Temat Indii był pomijany i trywializowany. Jako dorosła kobieta Rakhi ma o to żal do rodziców, bo czuje się pozbawiona korzeni.

Rakhi nie posiada umiejętności tłumaczenia snów. Ma pretensje do matki, że ta przed śmiercią nie przekazała jej swojej wiedzy. Ponadto czuje, że matka nie otwierała się przed nią i zataiła spore fragmenty swojego życia. Rakhi jest  zazdrosna o matkę, odczuwa złość i żal w stosunku do ludzi, którym jej matka pomogła, którzy znali ją za życia, którzy zostali przez nią w jakiś sposób obdarowani. Podczas porządków w rodzinnym domu odnajduje dzienniki matki. Ich lektura pozwala jej poznać lepiej tę kobietę i dowiedzieć się o niej więcej niż mogła poznać podczas wspólnych lat pod jednym dachem.

Akcja książki rozwija się dwutorowo – w dziennikach matki mamy wątek podszyty magią, świat wierzeń w sprawczą moc snów oraz wzmianki o indyjskiej szkole dla tłumaczek snów. Pozostałe rozdziały to teraźniejszość – tworzenie restauracji, zmaganie się z codziennością, budowanie relacji z ojcem, rozliczanie przeszłości oraz oswajanie świata na nowo po tragedii 11 września.

Wątek magiczny nie wciągnął mnie i nie przekonał. Ten drugi, byłby do przyjęcia gdyby nie sama osoba Rakhi, którą można opisać cytatem: „jestem podejrzliwa, pesymistycznie nastawiona do świata i skłonna myśleć o ludziach jak najgorzej”.

Gówna bohaterka jest straszliwie zgorzkniała, zazdrości innym, ale sama nie próbuje się zbliżyć do matki jeszcze za jej życia. Fragmenty powieści opisujące ją po śmierci matki strasznie mnie irytowały ze względu na  irracjonalną zazdrość, zawiść, nienawiść, w stosunku do wszystkich, którzy znali jej matkę. Takie zachowanie może i byłoby do przyjęcia u nastolatki, ale nie u dorosłej kobiety. Rakhi jest także oburzająco niesprawiedliwa w stosunku do swojego ojca. W ogóle ta kobieta jest jakaś toksyczna, absolutnie nie chciałabym jej mieć w gronie moich znajomych.