Tajemnica Vivaldiego, Pedro Mendoza

Hiszpański muzyk Lucio Torres przyjeżdża na festiwal muzyczny do Wenecji, miasta, o którym wiele czytał i które bardzo pragnie poznać. Lucio cieszy się także możliwością przejrzenia starych archiwów zawierających m.in. dane na temat Vivaldiego oraz jego pracy i twórczości. W Wenecji poznaje Marię, córkę właścicielki pensjonatu, w którym się zatrzymał. Maria opowiada mu o tajnym stowarzyszeniu Fraternitas Charitatis, do którego należał Vivaldi oraz o zaginionej wiadomości, którą umierający w Wiedniu mistrz wysłał do Wenecji. Jak nie trudno się domyślić wiadomość ta zawierała pilnie strzeżoną tajemicę o nieznanej treści, a osoba, która ją otrzymała zaginęła wkrótce w niewyjaśnionych okolicznościach.

Lucio przypadkowo odnajduje w archiwum partyturę, która nijak nie pasuje do kompozycji tworzonych w osiemnastym stuleciu. Okazuje się, że jest to zaszyfrowana wiadomość, której poszukiwano od wielu lat na całym świecie. Od tego momentu Lucio i Maria muszą uciekać, nie wiedzą jednak, że ściagają ich dwie niezależne od siebie fanatyczne grupy, których jedynym celem jest przejęcie zaszyfrowanego listu i klucza do szyfru oraz odczytanie wiadomości.

Akcja toczy się wartko, historia jest ciekawa, aczkolwiek wszystko zazębia się trochę zbyt idealnie – wszyscy są podejrzani i wszyscy tropią tajemnicę, każdy Wenecjanin, który staje na drodze Lucia i Marii wie o zagadce sprzed stuleci. Moim zadaniem za dużo tutaj zbiegów okoliczności nawet jak na książkę przygodową. Także wątek miłosny jest bardzo naiwny i niezgrabnie wetknięty pomiędzy przygodę. Nie zmienia to faktu, że książka jest przyjemną rozrywką. Co wiecej, bardzo podobają mi się opisy współczesnej Wenecji, smaki i zapachy miasta oraz jego tajemnicza atmosfera.

Skarby hrabiego, Aneta Cierechowicz

Z książką wiązałam duże nadzieje – po pierwsze opisywane przygody dzieją się w Poznaniu, po drugie liczyłam na dobrą zabawę sugerując się tytułem oraz tym, że jest to książka dla młodzieży.

Okazało się, że albo ja jestem za stara i przestałam być targetem dla powieści przygodowych, albo książka się nie wybroniła. W każdym razie w trakcie lektury czułam się poirytowana i trochę rozczarowana.

To powieść o poszukiwaniu skarbu. Nastolatka zwana Krychą podsłuchuje rozmowę dwóch starszych panów, w której wspominają skarb ukryty przez hrabiego, gdzieś na terenie Kobylepola. Krycha namawia na poszukiwania swoją przyjaciółkę Natę oraz jej starszą siostrę maturzystkę Izę i jej licznych znajomych. Wśród nich jest Joanna, „pani profesor”, nauczycielka a zarazem narzeczona nastoletniego Filipa. Za sprawą właśnie tej Joanny książka wywoływała u mnie ukryte pokłady agresji oraz belferskie podejście do czytanej powieści.

Broń mnie Boże i moje dziecko też, przed takimi nauczycielkami, które nie dość, że romansują z nastolatkami, to jeszcze nie mają za grosz wyobraźni i wypuszczają bandę wyrostków na nocną wyprawę pod ziemię. Nie dość tego, Joanna posuwa się dalej – mimo braku kontaktu oraz bardzo długiej nieobecności dzieciaków, nie wszczyna alarmu i nie próbuje ratować zasypanych w podziemnych korytarzach nastolatków. Czeka…

Przygoda pod ziemią skończyła się dobrze, skarb został odnaleziony, dzieci dowiedzały się co nieco o sobie i o łączących ich więzach przyjaźni. Ja dowiedziałam się, że książki dla młodzieży nie zawsze są dobre. Raziły mnie liczne nieścisłości i niedopowiedzenia, dialogi były dość naiwne i nierówne, (moja młodzież tak nie mówi), humor był kiepski – zaledwie raz czy dwa razy udało mi się uśmiechnąć podczas czytania. Wracam z podkulonym ogonem do książek dla dorosłych. Na razie literaturę młodzieżową zostawiam dla młodzieży.