P.S. Kocham Cię, Cecelia Ahern

 Holly jest młodą, bo zaledwie trzydziestoletnią wdową. Jej mąż Garry zmarł na skutek wyczerpującej choroby. Wiedząc, że umiera, postanowił zostawić swojej żonie listę „spraw do załatwienia”. Comiesięczne krótkie instrukcje są drogowskazami dla Holly w świecie bez Garrego – dotyczą najczęściej spraw błahych, ale pomagają czuć jego obecność i troskę oraz powoli wychodzić do świata.

Mimo tego, że Holly ma dwie świetne przyjaciółki od serca, kochających rodziców i rodzeństwo, często czuje się samotna, przygnębiona, nie potrafi cieszyć się z sukcesów swoich bliskich. W świecie, gdzie każdy musi być albo kimś albo z kimś, bezrobotna Holly przeżywająca żałobę po mężu nie potrafi odnaleźć komfortowego miejsca dla siebie.

Te powyższe wywody nie przedstawiają książki takiej jaka ona jest, bo książka jest przede wszystkim zabawna, czasem słodko-gorzka, czasem rzewna (chwilami za bardzo). Wątek uczuciowy rozwija się w przewidywalnym kierunku. Przyjaciółki balują i często są w samym centrum szalonych wydarzeń. Rodzeństwo Holly stopniowo odkrywa przed nią swoje grzeszki i tajemnice, wszyscy stają się sobie bliżsi, pomagając siostrze przebrnąć przez najgorsze chwile.

Książką jest czytadłem na pewnym poziomie. Ma swoje dobre i złe strony. Dobre, to według mnie, komediowa strona książki oraz zakończenie, które rzeczywiście zaskakuje. Do złych zaliczam dość cukierkowe i mocno osłodzone losy Holly (a może tak jest, że jak już raz spotka nas ogromne nieszczęście, to wszystko inne zaczyna się świetnie układać, nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi?). Nie przekonało mnie też studium przypadku kobiety w żałobie, chwilami miałam wrażenie, że bohaterka za bardzo się nad sobą użala. Może jednak w tej ostatniej kwestii nie mam racji, bo każdy przeżywa inaczej.

Tajemnica Rajskiego Wzgórza, Elizabeth Goudge

 

Musiałam przeczytać, bo moje dziecko było achwycone ekranizacją tej powieści.

Umęczyłam się okrutnie, bo książka jest zupełnie nie w moim guście. Opowiada historię osieroconej dziewczynki, która wraz ze swoją opiekunką sprowadza się do dalekiego krewnego na wieś. Sir Benjamin Merryweather zamieszkuje duży zamek, który owiany jest aurą tajemnicy i niedopowiedzeń. Dziewczynka, Marynia, szybko zaprzyjaźnia się z mieszkańcami zamku oraz zwierzętami – lwem, kucykiem i zajączkiem, którego ratuje z rąk kłusowników. Kłusownicy pochodzą z rodu Czarnych Ludzi i od wieków zajmują się uprzykrzaniem życia rodowi Merrywatherów oraz mieszkańcom ich wioski. Marynia postanawia pogodzić zwaśnione rody… przy okazji odkrywa tajemnicę Księżycowej Księżniczki.

Ufff… Lukier, kwiatuszki, słoneczka, niekończące się opisy wszystkiego, co ładne – pomieszczeń, ogrodów, ubrań itp. Akcja rozkręca się przez pół książki, a kolejne kawałki tajemnicy wyjawiane są w mało subtelny sposób. Co więcej większość kawałków można znacznie szybciej połączyć niż robi to przemądrzała bohaterka. Wszystko kończy się happy endem razy cztery.

Jednym słowem nuuuuudaaaaa… Ciekawe dlaczego tak mu się podobał ten film?!

Perfidna gra, Donna Leon

 

Po raz pierwszy sięgnęłam po książkę napisaną przez Donnę Leon.  Jest to kryminał, którego akcja toczy się współcześnie w Wenecji.

Podczas lektury poznałam komisarza Brunettiego oraz jego współpracowników – niezawodnego Vianella oraz signorinę Elettrę, posiadającą rozliczne kontakty i umiejętność zdobywania informacji. Nie mniej ważni w powieści są członkowie rodziny komisarza – jego żona Paola – profesor literatury i dwoje dorastających dzieci. (Żona Brunettiego – wzór cnót – wywarła na mnie negatywne wrażenie i nie pomogła jej w moich oczach nawet miłość do książek). Ważną rolę w powieści odgrywa jedzenie oraz Wenecja, zatłoczona turystami, malownicza i tajemnicza.

Wątek kryminalny dotyczy morderstwa. Od ran zadanych nożem ginie studentka Paoli. Jako że dziewczyna krótko przed śmiercią prosiła komisarza o radę w sprawie śledztwa sprzed pięćdziesięciu lat, komisarz czuje się szczególnie zaangażowany w wyjaśnienie powiązań studentki z interesami jej nieżyjącego od dawna przodka. Dodam jeszcze, że interesy te dotyczyły dzieł sztuki.

Autorka rysuje portret weneckiej machiny państwowej  – przekupstwo, łapówkarstwo, powszechny pęd do bogacenia się cudzym kosztem, brak tolerancji w stosunku do obcokrajowców, nieudolność policji w obliczu rozbudowanej biurokracji – a co z tym związane, brak dostępu do informacji, czy też długotrwałe ich gromadzenie. W powieściach angielskich, amerykańskich, skandynawskich policjanci szybko otrzymują niezbędne informacje i akcja pędzi na łeb na szyję. Tutaj wszystko musi odleżeć i nabrać tzw. mocy urzędowej. Muszę przyznać, że trochę mnie irytowało pokazywanie Wenecji z tej złej strony, miałam wrażenie, że obraz jest przerysowany.

Donna Leon dość zgrabnie prowadzi do rozwiązania zagadki jednakże chwilami książka mnie nudziła. Na pewno nie magnetyzowała mnie jak powieści kryminalne skandynawskich pisarzy czy Marthy Grimes. Po prostu nie umiałam się zaangażować emocjonalnie w prowadzone śledztwo i kryminalną łamigłówkę. Nie odczuwałam potrzeby szybkiego przewracania stron, a to nie najlepiej świadczy o powieści kryminalnej. Czytało się umiarkowanie przyjemnie i niekoniecznie szybko sięgnę po kolejne powieści Leon.

Anna In w grobowcach świata, Olga Tokarczuk

 

Myślałam, że będzie łatwiej. Książka objętościowo zachęca do czytania, treść jest zdradliwa, najeżona metaforami, odniesieniami do mitologii, współczesności, archetypów, a nawet science fiction. Dla mnie mieszanka może nie tyle wybuchowa, co ciężkostrawna.

Nie znałam wcześniej mitu o Inannie.  Ta książka przybliża sumeryjską boginię i jej podróż do świata umarłych. Wizyta w podziemiach wielkiego industrialnego, modernistycznego miasta żywych kończy się śmiercią Inanny. Z podziemi świata nikt nie może wrócić i nikt nie może pomóc osobie tam zamkniętej. Nawet Bogowie zamieszkujący najwyższe piętra budowli, odpowiedzialni za działanie ludzi, zwierząt, maszyn, przyrody nie podejmują się próby uwolnienia bogini. Inanna jednak wraca dzięki uporowi swojej służącej i przyjaciółki – Niny Szubur, która przemierza odległe przestrzenie w poszukiwaniu osoby, dla której los Anny In nie  jest obojętny. Jednocześnie Inanna musi złożyć ofiarę królowej podziemi w darze za uwolnienie.

To mit o kobietach, ich sile, woli przetrwania, solidarności, przyjaźni. Autorka przypisuje kobietom cechy w większości pozytywne. Mężczyźni – Bogowie to istoty próżne, nieczułe – księgowi, programiści, myśliciele niezdolni do współczucia i litości. Działają dopiero wtedy, gdy wisi nad nimi realna groźba utraty władzy i porządku świata.

Początkowe rozdziały zawierające industrialne opisy miasta, żywe walizki, podróż do podziemi i świat zmarłych zupełnie do mnie nie przemawiały. Musiałam sobie stopniować tę science fiction połączoną z fantasy i mitologią. Powieść zaczęła mnie wciągać od momentu spotkania Niny Szubur z Anną Enhudu. Opowieść tej drugiej jest bardzo poruszająca – dotyczy stworzenia i początków świata. Jest magiczna i daje do myślenia. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, o czym jest ta książka. Chociaż mogę się mylić w swoich interpretacjach, bo tak naprawdę ona jest o tym, co chcemy w niej znaleźć. Każdy znajdzie co innego i każdy będzie miał rację.

Autoportret reportera, Ryszard Kapuściński

 

„Autoportret reportera” nie jest typową książką Kapuścińskiego, bo powstał z fragmentów rozmów i wywiadów udzielonych przez autora na przestrzeni wielu lat. Krystyna Strączek wybrała odpowiednie cytaty, ułożyła je w zgrabną całość i opatrzyła wstępem. Ryszard Kapuściński udzielił publikacji błogosławieństwa.

Wpisy podzielone są tematycznie. Autor porusza wiele kwestii związanych z wykonywaniem zawodu reportera, odnosi się do subiektywnych doświadczeń w pracy reporterskiej oraz sprawdzonych osobiście metod poszukiwania informacji na dany temat. Oczywiście zaleca zbratanie się z ludźmi, o których dziennikarz ma zamiar pisać. Nie chodzi tylko o poznanie człowieka, reporter powinien być również ekspertem z historii, geografii i kultury danego regionu. Swój pobyt w danym miejscu powinien poprzedzić gruntownymi studiami i lekturą wielu książek.

Autor również opisuje i krytykuje sposób działania współczesnych mass mediów oraz dziennikarzy. Oburza się na metody pracy, tak zwanych, reporterów wielkich stacji telewizyjnych czy koncernów medialnych, którzy mieszkając w najlepiej strzeżonych hotelach i spożywając jedzenie importowane z zachodu, tworzą reportaże na temat sytuacji w kraju afrykańskim, którego zupełnie nie znają i którego nie mają zamiaru poznawać.

Bardzo ujmujące są fragmenty dotyczące stosunku Kapuścińskiego do literatury. Dowiedziałam się, na przykład, że autor posiadał kilka bibliotek w różnych miejscach świata, i że czytanie było dla niego podstawą tworzenia.

Podczas czytania „Autoportretu reportera” przydaje się znajomość innych książek autora, ponieważ są tu liczne odwołana do historii przytaczanych w innych wydawnictwach. Nie polecam zatem zaczynać poznawania Kapuścińskiego od tej książki. Natomiast powinna to być lektura obowiązkowa dla dziennikarzy, reporterów, studentów dziennikarstwa i filologii wszelakich.