Talki w wielkim mieście, Monika Piątkowska & Leszek K. Talko

Zbiór kilkudziesięciu felietonów autorstwa Piątkowskiej i Talki nie zawiódł moich oczekiwań. Oczekiwania te nie były jednak bardzo wygórowane, bo kojarzyłam Talków jedynie z felietonami, które kilka lat temu czytałam w Twoim Stylu.

W tym zbiorze głównymi bohaterami autorzy uczynili siebie, małżeństwo Roszków, Kazika z narzeczoną i Edzia Obsta. Na przykładzie rozmaitych interakcji pomiędzy tymi zaprzyjaźnionymi parami oraz dzięki spostrzegawczości autorów – udało się wychwycić wiele zabawnych sytuacji oraz tych mniej zabawnych, ale opisanych w lekkim stylu. Felietony te są głównie krytyką (słuszną) osób pretendujących do współczesnej klasy średniej. Wyśmiewają tak powszechne parcie na szkło czy ustawianie się do fotografii na bankietach, by znaleźć się gdzieś w magazynie plotkarskim. Pokazują, że niezawodnym sposobem zyskania popularności wśród dalszych i bliższych znajomych jest puszczenie pogłoski o rychłym rozwodzie – moim zdaniem, w takich okolicznościach można trafić nawet na okładkę. Zdarzają się też inne sytuacje, którym autorzy wnikliwie się przyglądają – niefrasobliwość pieszych na drogach, pożyczanie książek (wiadomo jak to jest), budującej sile zazdrości o współmałżonka i inne.

Czyta się to wszystko bardzo przyjemnie, choć oczywiście bez poczucia odkrywania nowych lądów – większość inteligentnych ludzi wysnuwa podobne wnioski na własny użytek, choć niewielu potrafi tak zgrabnie ubrać je w słowa jak Talki.

Piknik pod Wiszącą Skałą, Joan Lindsay

„Piknik pod Wiszącą Skałą” pokazuje Australię taką, jaką miałam nadzieję zobaczyć (oczyma wyobraźni) w powieści „Mam łóżko z racuchów”. Ta druga książka pozostawiła mnie w stanie niedosytu, podróż na antypody bez pobytu w buszu nie była do końca udana, dlatego tak szybko wróciłam w klimaty australijskie.

Przyroda odgrywa w powieści niemal równą rolę jak fabuła. Jest rok 1900, pensja pani Appleyard to droga szkoła z internatem dla dziewczyn z zamożnych rodzin. W samym środku lata, w dniu świętego Walentego, kilkanaście panienek i dwie opiekunki wyruszają na piknik, w okolice oddalonej o kilka godzin jazdy konno Wiszącej Skały. Oprócz dziewcząt piknik urządzają w pewnej odległości państwo Fitzhubert z bratankiem Michałem oraz służącym Albertem. Gdy cztery nastolatki oddalają się od reszty grupy to owi dwaj młodzi mężczyźni są ostatnimi osobami, które widzą pensjonarki. Piknik kończy się tragicznie – trzy dziewczyny nie wracają na miejsce zbiórki, ginie też nauczycielka, której odejścia od grupy nawet nikt nie dostrzegł.

Książka opisuje także wydarzenia, które miały miejsce po tym tragicznym zajściu na pikniku – działania policji, schyłek świetności pensji, rodzącą się przyjaźń pomiędzy Albertem i Michałem, losy drugiej obecnej tam nauczycielki i inne wydarzenia pośrednio związane w zagadką Wiszącej Skały.

Książka nie byłaby tak zajmująca (bo doprawdy dzieje się w niej niewiele), gdyby nie atmosfera wytworzona przez autorkę drobnymi, lecz istotnymi zabiegami literackimi. Przyroda zdaje się spowijać czytelnika swoją duszną letnią atmosferą. Kwiaty w pełnym rozkwicie pachną tak mocno, że można niemal poczuć ich zapach, po dachu pensji skaczą oposy, spłoszone kangury wyskakują z buszu pod nogi koni, mrówki zbierają okruchy po niedawno zakończonym pikniku – to wszystko działa na moją wyobraźnię. Ponadto dzieją się inne niewyjaśnione rzeczy – zegarki zatrzymują się w samo południe, znienacka pojawia się łabędź, dziewczyny podążają górską ścieżką jakby coś je tam wzywało. Czas niewinności dobiega końca. Autorka wyraźnie jednak sugeruje, że każdy koniec stanowi początek dla nowych doświadczeń.

Lato przed zmierzchem – Doris Lessing

Bohaterką tej książki jest Kate Brown. Lato opisane w powieści jest momentem przełomowym w jej życu, jest czasem, kiedy Kate dopuszcza do siebie swoje prawdziwe uczucia i pragnienia. Zaczyna też inaczej pojmować otaczającą ją rzeczywistość. Tak naprawdę nie dzieje się w jej życiu nic strasznego – po prostu pierwszy raz od wielu lat jest sama przez kilka miesięcy. Na nikogo nie czeka, nikim nie musi się opiekować, nie musi o nic dbać. Jej mąż wyjeżdża na staż do Ameryki, dorosłe dzieci jadą w różne miejsca na świecie w swoich sprawach, czy też na wakacje. Sama Kate otrzymuje ofertę pracy przy tłumaczeniach podczas wielkiej konferencji w Londynie. W normalnych warunkach nigdy by jej nie przyjęła – pieniędzy Brownom nie brakuje, Kate nie ma doświadczenia w tłumaczeniu symultanicznym. Jednak za namową męża i w obliczu perspektywy samotnego spędzania wakacji w Londynie, przyjmuje tę pracę – trochę dla zabawy, trochę po to, by się sprawdzić. Dom Brownów zostaje wynajęty na całe lato. Po kilku tygodniach konferencja zostaje przeniesiona do Konstantynopola, gdzie Kate poznaje młodszego od siebie mężczyznę, z którym spontanicznie wyrusza w podróż do Hiszpanii.

Możliwość decydowania o sobie, brak odpowiedzialności, świat widziany z perspektywy tanich hoteli, małych miasteczek i prostych ludzi wpływają na Kate w ogromnym stopniu. W pewnym sensie dokonuje ona rozliczenia ze swoją przeszłością i obrazem siebie jako matki czwórki dzieci, żony znanego lekarza, statecznej Kate Brown, poważanej, solidnej, pogodzonej ze zdradami męża, mediatorki, opiekunki, opoki. Zauważa to, czego przez lata nie widziała – nie jest sobą, gra narzucone jej role, gra perfekcyjnie, bo wszystko, co robi, robi najlepiej jak umie.

Postać Kate Brown wypełnia karty książki prawie w stu procentach. Opowieść jest pełna symboli, nastrojowa. Relacja jest raczej chłodna, choć opisuje silne emocje. Metamorfoza Kate, która dokonuje się w powieści prowadzi ją do uwolnienia swoich uczuć, odrzucenia masek, sama bohaterka zauważa, że „wyszła na zewnątrz, na zewnątrz swojego życia”. Kate zyskuje nową perspektywę, na siebie, swoje małżeństwo, rodzinę. A sama książka, tak jak pokój Maureen, w którym ląduje pod koniec,  jest miejscem, gdzie może być sobą, może być widoczna, autentyczna, inna niż na co dzień – i taką ogląda ją czytelnik. Jaka Kate będzie po powrocie na łono rodziny? Nie wiem na pewno, ale myślę, że inna niż przed wakacjami.

Słomiana wdowa, Iwona Czarkowska

Wydawnictwo Replika ufundowało tę książkę w konkursie w lokalnej gazecie. Udało mi się wygrać i odebrać nagrodę tuż przed wyjazdem na wakacje – opis z okładki sugerował wyraźnie, że powinnam zapakować tę pozycję do walizki i cieszyć się lekką, ale niegłupią literaturą na plaży. Tak też zrobiłam.

Zuzanna niedawno wyszła za mąż za Michała, lekarza, który ze względów przyziemnie materialnych wyjeżdża do pracy do Londynu. Zuzanna, nieutulona w żalu słomiana wdowa musi radzić sobie sama. Co jak co, ale życiowa zaradność i gospodarność nie leży w jej naturze. Zu jest absolutnym beztalenciem w zakresie prowadzenia domu, potrafi spalić każdy czajnik, zapomina o konieczności płacenia rachunków, jest wiecznie poobijana, bo nieustannie wpada na wszelkie nieruchome i ruchome przedmioty. Jednocześnie jest zadziwiająco skuteczną agentką nieruchomości – ma wrodzoną Książka to zbiór migawek, krótkich zabawnych (naprawdę) rozdziałów ułożonych chronologicznie, które połyka się w błyskawicznym tempie. W pewnym momencie czytania naszła mnie jednak refleksja – fajnie się czyta, ale do czego to wszystko zmierza? Długo po połowie książki nie ma jeszcze żadnego przewodniego wątku, a czytelnik zmaga sie z problemami czyhającymi na niezorganizowaną Zu – gubieniem komórki, spóźnieniami do pracy. Sytuacje te są zabawne, ale nic z nich nie wynika. Aż chciałoby się aby wreszcie coś spoiło te kadry. Tym czymś jest ostatecznie kamienica Kowalików, ale wątek, moim zdaniem, nie jest wystarczająco wyraźnie wyeksponowany.

Aby jednak nie kończyć marudzeniem, powiem, że warto przeczytać tę powieść, bo Iwona Czarkowska jest dużą konkurencją dla Szwai czy Grocholi, których styl pisania niejednemu czytelnikowi już się przejadł.

Miastka Zapominane, Aleksandra Paprota

To nie jest typowa powieść z wątkiem głównym, pobocznymi, bohaterami, wstępem i zakończeniem. Ksiażka Alaksandry Paproty to zbiór impresji na różne tematy. Krótkie rozdziały noszą nazwy miastek, a ich treść jest bardzo różnorodna.

Autorka zajmuje się w podobnym stopniu tematami współczesnymi, uniwersalnymi, zabawą słowami, jak i osobistymi książkowymi inspiracjami. Miastka, które opisuje, zamieszkałe są przez różne istoty, baśniowe, rzeczywiste, wymyślone, poczciwe, żałosne, pogodzone ze sobą, próbujące zmieniać świat i wiele wiele innych. Miastka skrywają okruchy dnia codziennego, przemyślenia, sny, opowieści, gry słowne oraz często skomplikowaną symbolikę.

Nie wszystkie miastka są ciekawe – czasem nie miałam pojęcia, o czym czytam, przesłanie, zakamuflowane za symbolem, do mnie nie docierało. Niektóre rozdziały są po prostu nudne, inne zawierają ciekawie ujęte skrawki codzienności, jeszcze inne są napisane poetyckim językiem. Różnorodność poruszanych tematów, krótkie rozdziały i ciągłe przeskoki stylu, formy i treści sprawiają, że książka nie nadaje się do czytania jednym tchem. To raczej lektura na kilka lub kilkanaście krótszych sesji. Czytanie ubarwiają liczne ilustracje, ładna szata graficzna oraz ogólna dbałość o szczegóły. Treścią jestem trochę zawiedziona, nawet nie doczytałam ostatnich kilkunastu stron. Może kiedyś do nich wrócę.