To co moje, Anne Holt

Santorski & Co, 2008

Liczba stron: 456

Kiedy ktoś porywa wracającą ze szkoły dziewięcioletnią Emilię, nikt nie spodziewa się jeszcze, że to dopiero początek serii zaginięć dzieci. Policja nie ma najmniejszego śladu sprawcy, który zdaje się perfekcyjnie planować każde kolejne posunięcie. Prowadzący śledztwo Yngvar Stubo postanawia przekonać do współpracy zajmującą się pracą naukową i badaniami skazańców Inger Johanne Vik. Inger długo się wzbrania – sama jest matką upośledzonej dziewczynki, nie ma ochoty zagłabiać się w umysł porywacza i mordercy dzieci. Ponadto zajęta jest swoją pracą naukową, ma też inne zobowiązania – pragnie dotrzeć do prawdy związanej z uwięzieniem prawdopodobnie niewinnego człowieka oskarżonego o zabójstwo dziecka. Obawy Inger w końcu udaje się pokonać – wraz z Yngvarem tworzą spójny i kreatywny team. Policja zatrzymuje podejrzanego mężczyznę o skłonnościach pedofilskich – tylko, że nie pasuje on do profilu i wyobrażeń prowadzącego śledztwo.

Sprawnie napisany, wciągający kryminał. Motywy działania sprawcy są zagadką do ostatnich stron książki. Sposób pracy policji oraz smutna przeszłość samego Yngvara wzbudzają sympatię. Co mnie jednak nie przekonało to: niepotrzebne rozciąganie w czasie i przestrzeni wahania Inger – przecież wiadomo było od początku, że będzie pomagała policji; mało prawdopodobne zakończenie pościgu, o którym jednak nie mogę napisać, by nie zepsuć wam przyjemności z lektury.

Odchodzę, Jean Echenoz

Nois sur Blanc, 2008

Liczba stron: 159

Felix Ferrer odchodzi od żony. Pomieszkuje tymczasowo u swoich kochanek lub na zapleczu galerii sztuki, której jest właścicielem. Żyje z dnia na dzień, pozornie wolny od trosk, lecz w sercu pełen obaw o stan interesów, o brak stałego portu w życiu, o swoje szwankujące zdrowie. Z marazmu wyrywa go śmierć asystenta oraz misja, której się podejmuje. Postanawia wyruszyć na koło podbiegunowe, by odnaleźć zaginione dzieła sztuki eskimoskiej. Pomysł ten zaszczepił mu współpracownik tuż przed niespodziewaną śmiercią. Wyprawa Ferrera kończy się sukcesem, lecz niedługo cieszy się spodziewanym zyskiem, ponieważ kolekcja zostaje skradziona.

O czym więc jest ta książka? Łatwiej wymienić o czym nie jest. Nie jest to powieść o policjantach i złodziejach, nie jest to powieść o miłości. To powieść o odchodzeniu. Ferrer opuszcza żonę, opuszcza kochanki, nie próbując zaangażować się w związek. W końcu i on zostaje porzucony, gdy najmniej się tego spodziewa. Ferrer odchodzi o zdrowego rozsądku w scenie konfrontacji ze złodziejem kolekcji. W końcu powoli odchodzi ze świata – poważna choroba, która unieruchamia go na kilka tygodni w szpitalu uświadamia mu nieuchronność losu. Jego odchodzenie nie jest jednak definitywne – niemal za każdym razem cofa się do bezpiecznego miejsca. Po operacji wraca do formy, po ataku szału skłania się ku rozejmowi i polubownemu zamknięciu sprawy kradzieży, po rozwodzie i nieudanych próbach stworzenia innego związku wraca do punktu wyjścia.

Jeśli ktoś twierdzi, że mężczyźni są mniej skomplikowani od kobiet, powinien przeczytać tę powieść. Ta niespiesznie snuta, momentami nużąca powieść udowadnia, że mężczyźni więcej skrywają, nie bywają histeryczni, ale podobnie jak kobiety mają problemy z decyzjami, ogarnianiem świata i szukaniem w nim sensu.

Zastanawia mnie wciąż kwestia Nagrody Goncourtów, która została przyznana książce w 1999 roku. Naprawdę na to zasłużyła? Nie było ciekawszych powieści? Czy urzekła formą, czy treścią? W czym była tak oryginalna, że otrzymała to znaczące wyróżnienie? Owszem, powieść skłoniła mnie do powyższych refleksji, lecz nie sądzę, by mogła stanowić kamień milowy dla czytelników.

Na ratunek, Sophie Hannah

Wydawnictwo G+J, 2009

Liczba stron: 512

Sally jest pracującą matką dwójki przedszkolaków. W wychowaniu dzieci wspiera ją mąż, lecz perfekcjonistka Sally ma zwykle wiele zastrzeżeń do sposobu, w jaki jej mąż zajmuje się domem. Sally jest przemęczona, by odetchnąć od życia w biegu z utęsknieniem czeka na pierwszy od dawna, tygodniowy wyjazd na konferencję. Gdy delegacja zostaje odwołana, kobieta postanawia w tajemnicy przed mężem wyjechać na tydzień gdzieś poza miejsce zamieszkania, by spędzić ten czas na dogadzaniu sobie. W hotelu poznaje mężczyznę, który przedstawia się nazwiskiem Mark Bretherick i składa jej propozycję niezobowiązującego tygodniowego romansu.

Po upływie ponad roku w wiadomościach informują o straszliwej zbrodni popełnionej w okolicy. Kobieta morduje swoją kilkuletnią córkę, po czym sama popełnia samobójstwo zostawiając list pożegnalny oraz fragment dziennika, który stawia ja w bardzo nieprzychylnym świetle jako matkę. Tą kobietą jest żona Marka Brethericka. Tylko mężczyzna pokazywany w telewizji nie jest człowiekiem, z którym Sally zdradziła swojego męża. Wszystko też wskazuje na to, że ktoś jej źle życzy – zostaje popchnięta pod autobus, jeździ za nią jakieś auto, zagraża jej realne niebezpieczeństwo. Sally musi dowiedzieć się prawdy, przede wszystkim po to, by ratować swoje małżeństwo – mąż nie może się dowiedzieć o wykradzionym tygodniu.

Autorka potrafi pisać w sposób wręcz hipnotyzujący. Postacie wykreowane w powieści, poplątana fabuła oraz wgląd w życie prowadzących dochodzenie policjantów, wplątanych w zbrodnię rodzin oraz portret psychologiczny głównej bohaterki przydają wiarygodności. Zakończenie książki nie rozczaruje największego malkontenta. Chętnie zapoznam się z innymi powieściami tej autorki.

Błękitnokrwiści, Melissa de la Cruz

Jaguar, 2010

Liczba stron: 319

Mój stosunek do wampirów jest zupełnie obojętny – jestem nieczuła do tego stopnia, że żadnego wrażenia nie zrobiły na mnie zmierzchowe bestsellery i ich ekranizacje. Po prostu zignorowałam cały szum i nie dałam się wciągnąć w czytanie. Jednak, by wiedzieć co w trawie piszczy, a przy tym pozostać trochę z boku podążającego ślepo tłumu, sięgnęłam po „Błękitnokrwistych”.

Rzecz dzieje się współcześnie w Nowym Jorku i dotyczy grupy obrzydliwie bogatych nastolatków, dzieci elity towarzyskiej, biznesowej i politycznej. Akcja toczy się w modnych klubach, na prywatnych imprezach, na sesjach do magazynów mody. Podobnie jak w typowych książkach dla młodzieży mamy miłość, przyjaźń, szkołę. Tutaj jeszcze dostajemy gratis ciekawą opowieść o wampirach.

Wszyscy główni bohaterowie uczęszczają do jednej szkoły, choć niekoniecznie należą do tych samych podgrupek. Nawet w tak elitarnym miejscu są lepsi i gorsi. Schuyler, wokół której toczy się akcja powieści, należy do grona odrzuconych. Jej najbliżsi przyjaciele Oliver i Dylan po części zastępują jej rodzinę – matka dziewczyny od lat pogrążona jest w śpiączce, której przyczyny są nieznane. Ojciec znikł z jej życia zanim zdążyła go zapamiętać. Jedyną jej krewną jest ekscentryczna babka. Za sprawą Dylana romansującego z dziewczyną ze świty najpopularniejszej w szkole Mimi, orbity tych dwóch grup zaczynają się stykać.

Kiedy Schuyler dostaje zaproszenie na spotkanie komitetu, do którego należą Mimi, jej brat bliźniak, kiku innych nastolatków oraz ich rodziców, sprawy nabierają tempa. Okazuje się, że komitet zrzesza błękitnokrwistych – wampiry, których bytność w Stanach Zjednoczonych datuje się od momentu przybycia statku Mayflower. Z czym się wiąże przynależność do błękitnokrwistych? I dlaczego ktoś zabija nastolatkę, która należała do tego grona? Jak to w ogóle możliwe by udało się zabić wampira?

Po trochę przydługim wstępie wypełnionym po brzegi nazwami coraz to bardziej luksusowych marek oraz klubów nowojorskich, akcja nabiera tempa. Rzeczywiście chce się czytać, by poznać losy Schuyler oraz kolejne fakty związane z błękitnokrwistymi. Niektóre z nich po prostu wzbudzają zazdrość – m.in. wampiry nie tyją, nie są w stanie się upić, nie umierają. Autorka spiętrzyła kilka zagadek, na które bohaterka będzie szukała odpowiedzi przez kolejne części serii. Ja jestem ciekawa jak się to wszystko potoczy, jak uda się scalić wątki współczesny i z czasów pierwszych osadników, a przede wszystkim chcę poznać prawdopodobnie tragiczne losy rodziców Schuyler.

Północ w ogrodzie dobra i zła, John Berendt

Prószyński i S-ka, 1998

Liczba stron: 352

Savannah. Niewielkie miasto w stanie Georgia. Zamknięta społeczność, niewrażliwa na światowe trendy, skoncentrowana na sobie, złożona z wielu ekscentryków i indywidualności.

Przebywający tam przejazdem powieściopisarz ulega urokowi tego miejsca i postanawia wynająć dom w Savannah i spędzać w nim kilka miesięcy w roku. Wkrótce okazuje się, że więcej czasu spędza na południu niż w Nowym Jorku. Mieszkańcy oraz specyficzny klimat miejscowości wpływają na niego do tego stopnia, że postanawia napisać o nich książkę.

„Północ w ogrodzie dobra i zła” to kronika wydarzeń towarzyskich i wnikliwe charakterystyki lokalnych barwnych postaci, oraz sprawozdanie z procesu sądowego. Mieszkańcy Savannah wciąż podzieleni są na białych i czarnych – niedpouszczalne są związki mieszane, dzielnice zamieszkiwane przez kolorowych najemców znacznie tracą na wartości. Autor jednakże zaprzyjaźnia się z członkami obu społeczności i poświęca im tyle samo miejsca w powieści. Najbarwniejsze postaci to miejscowy milioner, który podejrzany jest o morderstwo swojego młodego kochanka, Chablis – czarnoskóra tancerka erotyczna, seksbomba, która walczy z naturą by zmienić się z mężczyzny w stuprocentową kobietę, Joe Odom, wciąż wpadający w tarapaty finansowe prawnik, który swoją popularność zawdzięcza otwartości, inteligencji, optymizmowi i umiejętności dostrzegania zalet każdej sytuacji.

Jak to się czyta? Zupełnie nieźle. Zachwycają fragmenty dotyczące nietuzinkowych postaci, wciągaja relacje z procesów sądowych, śmieszy wiara w magiczne moce i sposoby przyzywania pomocy ze świata zmarłych. Są też fragmenty mniej porywające, na przykład te dotyczące polityki mieszkaniowej. Nasuwa się refleksja, że każde miasto powinno zazdrościć Savannah takiego hołdu, jaki pisarz oddał jej w swojej powieści, bo nieczęsto się zdarza, by jedno miasto stanowiło oś fabuły całej sporych rozmiarów powieści.