Blankets. Pod śnieżną kołderką, Craig Thompson

Timof i Cisi Wspólnicy, 2006

Liczba stron: 582

„Blankets” jest komiksem autobiograficznym, szczerym do bólu, pokazującym trudną drogę wyzwalania się młodego człowieka od religijno-obyczajowych nakazów narzucanych mu przez rodzinę i szkołę. To także historia dzieciństwa oraz pierwszej nastoletniej miłości. I choć temat należy do tych bardziej eksploatowanych w literaturze i filmie, Thompsonowi udało się nadać świeżości i szczerości swoim wspomnieniom.

Craig i jego młodszy brat mieli dość trudne i mało radosne dzieciństwo w domu, w którym twardą ręką rządził ojciec, a matka poświęcała swój czas na studiowanie Biblii i chodzenie na nabożeństwa. Dzieci wychowywane były w kręgach religijnych, stąd też zafiksowanie młodego Craiga na czytaniu pisma świętego i snuciu rozważań nad jego treścią. Religijność rodziców jednak nie przekładała się na uwagę poświęcaną dzieciom – żaden z rodziców nie interesował się na przykład faktem, iż ich dziecko często padało ofiarą osiłków w szkole lub w drodze do domu. Nie zauważali także znacznie poważniejszych problemów. Nic dziwnego, skoro problemy wychowawcze rozwiązywali w sposób odgórny, kategoryczny, bezdyskusyjny i niejednokrotnie okrutny. W domu Thompsonów z dziećmi się nie rozmawiało. Frustracje i smutki synowie Thompsonów przelewali na papier, spędzając godziny na rysowaniu.

Dojrzewanie to okres kiedy przewartościowuje się swoje poglądy, obiera się jakąś maskę, kształtuje osobowość. Craig na przykład nauczył się wtapiać w tłum i unikać konfrontacji. Podczas dorocznego wyjazdu na religijny obóz zimowy taka umiejętność okazała się bardzo pomocna. Co więcej, przyniosła rezultaty – Craig zaprzyjaźnił się z Rainą. Między nastolatkami z dwóch odległych stanów zaiskrzyło. Przyjaźń przerodziła się w głębsze uczucie podczas dwutygodniowego pobytu Craiga w domu Rainy. Domu, który okazał się być jeszcze bardziej skomplikowany niż rodzina Thompsonów.

Długa, bolesna droga ku dorosłości zilustrowana i opisana przez autora komiksu to historia, którą trudno będzie zapomnieć. Pewne obrazy i wydarzenia zapisały się już na stałe w mojej pamięci. A ogólne wrażenie dotyczące dużej i niepodważalnej wartości tego komiksu zostanie ze mną na zawsze. Naprawdę niewielu twórców potrafi wyrazić tak wiele przy pomocy tak nielicznych słów.

44 Scotland Street, Alexander McCall Smith

Muza SA, 2010

Liczba stron: 311

Powieść „44 Scotland Street” jest w pewnym stopniu nietypowa. Pomysł na nią autor zaczerpnął podczas jednego z wyjazdów za ocean, gdzie wciąż dość dużą popularnością cieszą się powieści publikowane w odcinkach w gazetach. Gdy okazało się, że i w Szkocji znalazł się chętny wydawca na tego typu powieść, McCall Smith rozpoczął swoją przygodę z powieścią w odcinkach. Stąd też wziął się podział na krótkie rozdziały traktujące o jednym wydarzeniu lub opisujące jednego bohatera. Umiejętnie zastosowane haczyki w tekście zlepiają poszczególne części w jedną zgrabną całość.

W książce śledzimy poczynania mieszkańców edynburskiej kamienicy przy Scotland Street. Zaczynamy od Pat, dwudziestokilkuletniej dziewczyny, która wynajmuje pokój w mieszkaniu zajmowanym przez narcystycznego Bruce’a – rzeczoznawcę nieruchomości. Sama Pat znajduje pracę w niedaleko położonej galerii, gdzie pomaga właścicielowi, który galerię otrzymał od bogatego ojca. Sam właściciel absolutnie nie ma pojęcia o sztuce i prowadzeniu firmy. Jego ignorancja doprowadzi do wielu zabawnych sytuacji.

Śledzimy też pierwszy bunt sześcioletniego genialnego dziecka, którego matka przeżywa zafascynowanie nowoczesną psychologią dziecięcą. Mały Bertie postanawia postawić się matce i zrezygnować z lekcji włoskiego oraz gry na saksofonie. Bunt wyrażany na gruncie domowym i w przedszkolu zawiedzie go i jego matkę do znanego psychoanalityka dziecięcego.

Sąsiadka Pam, Domenica, wprowadzi ją w świat artystyczny Edynburga, pokaże podziemne miasto oraz otrze niejedną łzę. Sama pozostanie jednak postacią zagadkową.

Książka to miła, łatwa, przyjemna, nie wprowadzająca żadnego niepokoju, napięcia, strachu czy niepewności. Opowiada ciepłe historie, portretuje zwykłych i tych mniej zwykłych ludzi trochę ich przerysowując. Przy tym osadzona jest mocno w Edynburgu, schlebia miastu i jego mieszkańcom. Drugoplanową postacią książki jest Ian Rankin, twórca moich ulubionych powieści kryminalnych z inspektorem Rebusem. „44 Scotland Street” bardzo mnie odprężyła podczas lektury. Teraz czekam na kolejną część przygód mieszkańców domu przy Scotland Street, będzie ona nosiła tytuł „Rozmowy przy kawie”.

Trzy cienie, Cyril Pedrosa

19

Kultura Gniewu, 2009

Liczba stron: 272

Mały Joachim mieszka z rodzicami gdzieś w krainie, gdzie dni mijają szczęśliwie. Rodzina obdarza się wzajemną miłością, czułością i ciepłem. Wszyscy troje chętnie spędzają wspólnie czas odpoczywając i pracując. Pewnej nocy sielanka zostaje zaburzona poprzez pojawienie się trzech cieni na wzgórzach nieopodal domu. Joachim wyczuwa niebezpieczeństwo z ich strony. Jego matka udaje się więc do miasta, by tam dowiedzieć się jakiego rodzaju niebezpieczeństwo zagraża jej rodzinie. Okazuje się, że cienie chcą zabrać dziecko. Ich pojawienie się jest nieodwołalne, nieuchronne i niczego nie można zrobić, by uchronić małego Joachima. Pogrążona w żalu, ale pogodzona z losem matka wraca do rodziny, by przekazać mężowi tę smutną wiadomość.

Ojciec nie potrafi przyjąć tej wiadomości w taki sposób, jak matka dziecka. Postanawia za wszelką cenę chronić życie syna. Pełen buntu i złości wyrusza z synem w daleką podróż, podczas której gotów jest do wszelkich i ostatecznych poświęceń by tylko uratować Joachima.

To przepiękna, wzruszająca opowieść o stracie, cierpieniu, próbach oszukania przeznaczenia, a wreszcie o pogodzeniu się z losem. Komiks może być czytany przez młodszych czytelników ukazując tylko jedno swoje oblicze – pełną perypetii ucieczkę ojca i syna przed trzema tajemniczymi cieniami. Drugie, metaforyczne dno ujawnia się przed starszym czytelnikiem, pokazując ogrom starań rodziców, by uchronić dziecko przed zbliżającą się śmiercią. Rozpacz, dramat i pogoń za bezpiecznym schronieniem bardzo poruszają. To jeden z piękniejszych komiksów, jaki udało mi się ostatnio przeczytać.

Ghost World, Daniel Clowes

Kultura Gniewu, 2006

Liczba stron: 80

Komiks, na podstawie którego nakręcono film pod tym samym tytułem, dotyczy dojrzewania i wkraczania w dorosłość. Wybory, jakich dokonują dwie nastoletnie bohaterki Enid i Rebecca dotyczą spraw małych i tych wielkich, które mogą rzutować na całe ich przyszłe życie. Małe wybory dotyczą na przykład koloru włosów i ekscentrycznego wyróżniającego stroju, charakterystycznego dla bardziej przebojowej Enid, restauracji, w której dziewczyny będą spędzać czas, czy znajomych, z którymi warto lub nie warto się zadawać.

Wybory poważne dotyczą przyszłości – studiów, które Enid ma podjąć za namową ojca w mieście odległym od aktualnego miejsca zamieszkania czy partnera do inicjacji seksualnej. Istotnym problemem dziewczyn jest seksualność oraz brak odpowiednich chłopaków.

Ghost World to świat otaczający główne bohaterki, chwilami straszny i paskudny, jak wtedy, gdy spotykają zakamuflowanego pedofila, chwilami zabawny i wyluzowany, jak w klimatycznej kafejce w stylu lat siedemdziesiątych, czasami zagadkowy, jak wtedy, gdy popadają w fascynację przedziwną parą, którą nazywają „Satanistami”. Jaki świat czeka na Enid i Rebeccę i czy ich przyjaźń ma szansę przetrwać w całym tym chaosie dnia powszedniego? Zapraszam do lektury, czas poświęcony na ten komiks na pewno nie będzie stracony.

Niewidzialny, Mari Jungstedt

Bellona, 2010

Liczba stron: 349

Na Gotlandii dochodzi do okrutnej zbrodni – z rąk mordercy ginie młoda kobieta. Jej zmasakrowane siekierą zwłoki, zostają znalezione przy plaży, po której spacerowała z psem. Podejrzenia padają na jej partnera, ponieważ wieczór przed zbrodnią wpadł w szał zazdrości. Inspektor Knutas (!) postanawia bez większego przekonania aresztować podejrzanego. Okazuje się jednak, że na tym nie kończą się napady na kobiety. Liczba ofiar wkrótce się powiększa, a na Gotlandię pada strach – wczasowicze odwołują rezerwacje, miejscowi boją się wychodzić z domów, nikt nie czuje się pewnie i bezpiecznie. Policja jest pod dużą presją ze strony władz, społeczności lokalnej oraz dziennikarzy, którzy na własną rękę próbują badać sprawę.

Akcja rozwija się szybko, krótkie rozdziały przenoszą czytelnika z komisariatu do innych miejsc i postaci. Działania policji nie są skoordynowane tak jakbyśmy tego sobie życzyli, błędy w postępowaniu, przesłuchaniach oraz ogólnym działaniu opóźniają śledztwo i w rezultacie kolejne kobiety płacą za to najwyższą cenę. Ale czy ta opieszałość i zaniedbania to tylko rezultat niedoświadczenia gotlandzkiej policji? Czy przypadkiem my, czytelnicy nie jesteśmy przyzwyczajeni do nieomylnych decyzji i skutecznych działań policji w innych powieściach? Czy to, co tak irytuje czytelnika nie jest przypadkiem odzwierciedleniem rzeczywistości, w której żyjemy?

Czytałam z zainteresowaniem, choć bez zbytnich ekscytacji. Podobnie jak w wielu innych szwedzkich kryminałach brak tu pędzącej akcji, zapierającej dech fabuły oraz nadludzkich superbohaterów. Mamy za to codzienną żmudną pracę policji, ludzkich, a przez to omylnych policjantów, ciekawy wątek kryminalny oraz skrupulatnie przedstawione uwarunkowania społeczne i lokalny koloryt. Niecierpliwie czekam na kolejne części.