Lód i woda, woda i lód, Majgull Axelsson

WAB, 2010

Liczba stron: 553

Mam zazwyczaj pewne opory, gdy widzę takie grube tomy. Boję się zacząć czytanie, bo wiem, że z książką spędzę trochę więcej czasu niż przeciętnie. Dlatego też podświadomie mam większe oczekiwania odnośnie samej książki. Skoro mam ją czytać 2-3 dni to opowiadana w powieści historia powinna mnie jakoś do siebie przytulić, dać mi odczuć, że nie jestem intruzem. Oczywiście do tego dochodzi lęk, że książka może okazać się słaba, a ja zostanę postawiona przed dylematem czy brnąć dalej, czy rzucić w kąt. Akurat w przypadku Axelsson ta ostatnia opcja raczej nie wchodzi w grę, więc zabrałam się za lekturę wiedząc, że przeczytam ją od deski do deski.

Lodołamacz Odyn podąża w kierunku koła podbiegunowego. Na jego pokładzie znajduje się kilkudziesięciu uczestników wyprawy, głównie naukowców, ale także kilku artystów oraz lekarz pokładowy. Susanne jest pisarką w średnim wieku. Podczas rejsu, z którym wiązała duże nadzieje, odczuwa bezpośrednie zagrożenie, ponieważ podczas jej nieobecności ktoś regularnie zakrada się do jej kajuty i pozostawia mało eleganckie ślady swojego myszkowania w rzeczach pisarki. Susanne nie dzieli się swoim lękiem z nikim z załogi, ponieważ nie wie komu mogłaby zaufać.

Czas spędzony w podróży jest dobrym momentem na dokonanie pewnego podsumowania w życiu. By do tego doszło Susanne musi wrócić pamięcią do wydarzeń z czasów, gdy była nastolatką i wychowywała się ze swoim kuzynem, który w Szwecji osiągnął ogromny sukces jako gwiazda popu. Czytelnik zostaje też zapoznany z wydarzeniami, które miały miejsce jeszcze przed narodzinami Susanne, a dotyczyły jej matki i ciotki – bliźniaczek, których drogi rozeszły się już wieku kilkunastu lat.

Historie przedstawione w powieści dotyczą kobiet oraz powiązań rodzinnych. Nie ma tu prostych życiowych ścieżek. Skomplikowane relacje między członkami rodziny, małżeństwa zawarte nie z miłości lecz z kalkulacji, chorobliwa miłość do dziecka lub odwrotnie – brak tego uczucia, manipulowanie przyjaciółmi, wina i jej odkupienie to główne tematy tej książki. Tytuł powieści można zinterpretować dosłownie jako krajobraz rozciągający się gdzie okiem sięgnąć podczas podróży Susanne przez strefę polarną. Można też potraktować go jako przenośnię – relacje między jej bliskimi zawsze były lodowate, brak ciepła odczuwali wszyscy, choć nikt nie umiał polepszyć sytuacji. A woda? Ma to do siebie, że płynie, tak jak życie toczy się dalej.

To druga powieść tej autorki, którą udało mi się przeczytać. I ponownie jestem pod wielkim wrażeniem talentu Axelsson do wyrażania emocji, cieni i półcieni uczuć, pisania historii, które rozlewają się po całym ciele i których nie sposób zapomnieć. Zamykając książkę poczułam w sobie ukłucie zazdrości o talent pisarski tej autorki, a jednocześnie wdzięczność, że jako czytelnik otrzymuję tak dopracowane i piękne historie.