Torebki i morderstwo, Dorothy Howell

Bellona, 2012

Liczba stron: 382

Gdy pierwszy raz usłyszałam o tej książce od razu pomyślałam, że to coś dla mnie. Morderstwo – czyli kryminał, gatunek literacki, w którym dobrze się odnajduję; i torebki, do których mam słabość. Potem przeczytałam pierwsze recenzje i chociaż były pozytywne to główną bohaterkę przedstawiały w takim świetle, że nie za bardzo chciałam z nią „obcować.” Postanowiłam dać książce szansę, a bohaterce możliwość wykazania się. I dobrze zrobiłam, bo bawiłam się przednio podczas lektury.

Główna bohaterka dwudziestokilkuletnia Haley Randolph pochodzi z bardzo bogatej rodziny i pewnie stąd u niej zamiłowanie do wszystkiego, co firmowe i drogie. Stąd też brak umiejętności planowania wydatków. Folgując swoim zachciankom i nagradzając się przez kilka miesięcy za znalezienie pracy w księgowości znanej firmy prawniczej, Haley zadłuża się po uszy. Pensja z kancelarii stanowczo przestaje jej wystarczać, zatem po godzinach zatrudnia się jako szeregowy pracownik w pogardzanym przez siebie domu towarowym Holt’s. W jednym momencie jej spokojne dotychczas życie zostaje wywrócone do góry nogami – zostaje zawieszona w pracy w kancelarii za domniemane machlojki finansowe. Na domiar złego w magazynie domu towarowego znajduje zwłoki swojego przełożonego.

Haley jest naiwna i łatwowierna, ale nie jest głupia. To cwana osóbka, która, co prawda powoli, ale kojarzy fakty i potrafi poskładać je do kupy. Z pomocą znajomego detektywa przeprowadza własne dochodzenie, które przyniesie nieoczekiwane dla niej skutki.

To nie jest ani typowy kryminał, ani typowa książka dla kobiet – Dorothy Howell zgrabnie połączyła te dwa gatunki tworząc powieść, która ma szanse spodobać się osobom poszukującym w literaturze rozrywki, oderwania od własnych kłopotów, którzy nie traktują czytania śmiertelnie poważnie i otwarci są na takie eksperymenty. A co do Haley to ja ją lubię, bo choć jest puściutka, to przynajmniej jest prawdomówna i nie udaje kogoś, kim nie jest. Czekam niecierpliwie na kolejne części z równie fajnymi torebkami na okładkach 😉

Sarenka, Magda Szabo

Czytelnik, 1961

Liczba stron: 176

Zobaczcie jaką staruszeczkę znalazłam na bibliotecznej półce. Mimo zaawansowanego wieku książki, twarda okładka trzyma wszystkie strony w ryzach, więc czytanie nie skończyło się zgrzytaniem zębów nad zagubionymi kartkami. W środku mamy druk – maczek, nawet Kaczka Dziwaczka, pisząca listy w podobny sposób, byłaby usatysfakcjonowana. Gorzej znosiły go moje oczy…

„Sarenka” to książka o rozliczaniu się z ze swoją przeszłością. W głównej mierze napisana jest w formie monologu skierowanego do kochanka głównej bohaterki – Eszter. Obrazuje bardzo trudne dzieciństwo w prowincjonalnym miasteczku, biedę, ciężką pracę, przyjęcie na siebie roli dorosłych i błyskawiczne dojrzewanie. W tle śledzimy zmieniające się jak w kalejdoskopie uwarunkowania społeczno-polityczne, w tym drugą wojnę światową oraz komunistyczne rządy na Węgrzech.

Eszter w dorosłym życiu zostaje aktorką, choć jest chyba najmniej próżną osobą, o której kiedykolwiek słyszałam. Zawód ten sam ją wybiera, a ona poddaje się temu losowi i jak wszystko inne, stara się go wykonywać perfekcyjnie, aby tylko znowu nie cierpieć głodu i tymczasowej bezdomności.

Przez całą książkę przewija się wątek relacji Eszter z Angelą. Angela pochodzi z zamożnej rodziny, sama nigdy nie musiała pracować, zawsze ktoś się nią opiekował i podtykał jej najlepsze kąski do ust. I chociaż sama Angela wydawała się być zawstydzona takim życiem i za wszelką cenę próbowała się zbliżyć do Eszter znającej najciemniejsze strony egzystencji, to relacja między nimi nigdy nie była bliska. W dorosłym życiu skomplikuje się jeszcze bardziej…

Mimo niewielkiej objętości książka zawiera w sobie mnóstwo treści i wątków. To taka książka, która pozostawia po sobie ślad. Chociaż momentami wydawała mi się monotonna, czy mało zrozumiała, to po połączeniu luźnych końców fabuły, okazywało się, że jej treść i przesłanie mają moc. Potrzeba długiej chwili, aby móc otrząsnąć się po przeczytaniu książki. Poza tym nie można zapominać, że jest to książka również o miłości.

Każdy znajdzie w niej coś, z czym będzie mógł się identyfikować i coś, co go poruszy. Na pewno postać Eszter zamieszka na długo w każdym czytelniku. Polecam!