Twardziel z Saffle, Maj Sjowall & Per Wahloo

Amber, 2011

Liczba stron: 224

Bardzo chętnie sięgam po książki duetu Sjowall i Wahloo. Znajome miejsca i bohaterowie nie są tu bez znaczenia, kiedy czas na czytanie się kurczy i potrzeba mi lektury, w której od razu odnajdę swoje miejsce, bez przydługich wstępów i opisów.

Ta odsłona rozpoczyna się od mocnego uderzenia. W szpitalu zostaje zamordowany chory mężczyzna. Jego śmierć jest nagła i bardzo brutalna. Wkrótce okazuje się, że zamordowany był policjantem o nazwisku Nyman. Martin Beck oraz jego najbliżsi współpracownicy nie mają najlepszego zdania o Nymanie. Kojarzą go z wielu niepochlebnych działań, agresji, korupcji i chamstwa. Generalnie uważają go za zakałę policji i takich jak on najchętniej wyrzuciliby ze swoich szeregów lub zastosowali środki zmuszające go do zmiany zachowania. Mimo swojej niechęci do Nymana robią wszystko aby złapać jego mordercę.

Akcja powieści zamyka się w ciągu jednego dramatycznego dnia. Każdy z zaangażowanych w dochodzenie policjantów będzie musiał zmierzyć się z własnymi ograniczeniami i sumieniem. Poruszony w książce problem bezkarności przedstawicieli prawa oraz mataczeń i fałszywych poręczeń jest sprawą istotną i znaną pod każdą szerokością geograficzną. Niewypełnianie swoich obowiązków oraz brutalność wobec zatrzymanych są na porządku dziennym, a wszelkie skargi na postępowanie policji zostają odłożone ad acta i zignorowane. Innymi słowy ręka rękę myje. Potrzeba masakry do jakiej doszło na kartach powieści, aby sprawie nadużyć poświecić więcej czasu.

„Twardziel z Saffle ” to bardzo emocjonująca odsłona działań policji Sztokholmskiej. Czyta się jednym tchem, pragnąc żeby wszystko zakończyło się pomyślnie. Polecam wszystkim, którzy mają mało czasu a chcieliby przeżyć jakąś podnoszącą ciśnienie przygodę z książką w roli głównej.

Jedwab, Alessandro Baricco

Czytelnik, 2007

Liczba stron: 106

Niech Was nie zwiedzie mikra objętość tej książki. Na niewiele ponad stu stronach znajdziecie zamknięty świat i życie ludzkie. Znajdziecie tyle emocji, wrażeń i wzruszeń, że aby się z nimi uporać będziecie musieli przeczytanej historii poświęcić jeszcze dłuższą chwilę.

Herve Jancour jest ważną osobą w społeczności miasteczka. Jako były wojskowy został wybrany przez prominentnych mieszkańców do wypełnienia ważnej misji – każdego roku przemierza tysiące kilometrów i w Japonii zaopatruje miejscowy przemysł jedwabniczy w jajeczka jedwabników. Podczas jednej z podróży przydarza mu się coś, co zmieni bieg jego życia. Bo czy ktokolwiek jest gotowy na nadejście takiego dnia, w którym swoje serce i duszę będzie musiał dzielić między to, co znane i oswojone, a to co egzotyczne i pociągające swoją niedostępnością?

Jak żyć z tęsknotą za tym, co jest tylko obietnicą szczęścia? Jancour przyjmuje postawę wyczekiwania i pokory, nie przyspiesza wypadków, nie ryzykuje swoim codziennym szczęściem. Jednocześnie wiemy, że trawi go gorączka, niewidzialna z zewnątrz, niewypowiedziana, ale skłaniająca do podjęcia ryzyka wyprawy do kraju w stanie wojny.

Czy Jancour jest szczęśliwy? Czy pokora, z jaką żyje i wypełnia swoją misję i zobowiązania wobec bliskich, przyjaciół i lokalnej społeczności ma źródło w wewnętrznej równowadze, czy może jest maską?

Baricco opowiada historię, opowiada ja niespiesznie. Nie analizuje zachowania bohatera, nie poddaje go psychoanalizie. Pozostawia mnóstwo niedomówień, które stanowią o sile tej historii. Niedomówienia otwierają przestrzeń dla czytelnika, który musi sam zmierzyć się z opowieścią, dopasować do niej siebie, swoje życiowe doświadczenia i swoją wyobraźnię. Czytelnik musi sam przeżyć tę historię.

Puszczyk, Jan Grzegorczyk

Znak, 2012

Liczba stron: 432

Najlepiej „Puszczyka” czytać po lekturze „Chaszczy”, ponieważ wiele wątków rozpoczętych wraz z przyjazdem Staszka do domu w puszczy kontynuowanych jest w tej książce. I tym razem Staszek odnajduje zwłoki. Spóźnia się na umówione spotkanie z księdzem Melchiorem, który postanawia zdradzić mu długo skrywaną tajemnicę oraz pożyczyć egzemplarz książki „O naśladowaniu Chrystusa” wraz ze swoimi dopiskami. Staszek przybywa za późno i znajduje martwego księdza. Miejscowa policja kwalifikuje śmierć proboszcza jako nieszczęśliwy wypadek. Coś jednak nie daje Staszkowi spokoju. Dzieli się swoimi wątpliwościami z pomocnikiem nowego księdza, Radkiem, który jest byłym policjantem. Razem prowadzą prywatne śledztwo, które ma na celu nie tylko wyjaśnienie śmierci proboszcza, ale także dotyczy śmiertelnych wypadków z poprzedniej części.

W „Puszczyku” akcja się zagęszcza, więcej w nim kryminału niż w poprzedniej części, ale jest również i romans, bo po przekroczeniu pięćdziesiątki Staszek nie może opędzić się od kobiet. Autor sprawnie prowadzi wątek kryminalny podrzucając fałszywe tropy i nowe punkty zaczepienia. Tworzy ciekawe i skomplikowane postacie męskie, może oprócz głównego bohatera, który przez swoją kochliwość stał się bardzo przewidywalny i naiwny.

Niestety, tego samego nie można powiedzieć o postaciach kobiecych, które wszystkie bez wyjątku, są napalone na głównego bohatera. Poza tym wszystkie mówią posługując się frazesami, silą się na romantyczność i natchnioną gadkę, która jest po prostu śmieszna. I aż dziw bierze, że inteligentny Staszek nabiera się na tę pozę, nie dostrzegając ich płytkości, i po jednej nocy każdą ze swoich kochanek nazywa narzeczoną i planuje z nią przyszłość.

Gdyby nie Magda, Krystyna i Iwona książka wcale nie byłaby denerwująca… Przekonajcie się sami ile te kobiety mogą napsuć krwi i to nie tylko czytelnikowi, a także bohaterom powieści.

Cuba libre. Notatki z Hawany, Yoani Sanchez

WAB, 2010

Liczba stron: 221

Yoani Sanchez nie jest bohaterką. Nie robi nic nadzwyczajnego, a jej popularność wynika z tego, że pisze blog o swoim codziennym życiu. A jednak Yoani Sanchez jest bohaterką. I jest nią dlatego, że pisze blog o swoim codziennym życiu. Skomplikowane? Bez sensu? Zaprzeczam sama sobie? Otóż, nie! Bohaterką czynią ją okoliczności i miejsce zamieszkania. Yoani mieszka w Hawanie na Kubie, w państwie które zabrania obywatelom korzystania z internetu i pisania o prawdziwym życiu na wyspie. Blogerka umieszcza wpisy na swoim blogu dzięki podszywaniu się za turystkę i korzystaniu z internetu w hotelach.

Yoani tak pisze o wizycie na targach książki, podczas których została poinformowana, że dostęp do internetu na stoisku firmy telekomunikacyjnej zarezerwowany jest tylko dla cudzoziemców:

„Nie mogę zrozumieć, jak w miejscu zadedykowanym czytaniu i wiedzy – jakim powinny być targi książki – może istnieć obszar zakazany dla miejscowych. Jeszcze bardziej absurdalny jest fakt, że ‚strefa zastrzeżona’ to drzwi do ogromnej biblioteki, archiwum i i encyklopedii, jaką jest internet. Nie rozumiem jak można w tej samej przestrzeni zachęcać do czytania i zabraniać dostępu do informacji, sprzedawać książki i cenzurować strony internetowe, propagować słowa i nie pozwalać nam korzystać z czatów, sprzedawać encyklopedie i nie pozwalać nam konsultować Wikipedii.”

Kuba, jak wszystkie państwa autorytarne, dba o swój wizerunek prezentowany na zewnątrz i filtruje informacje, te wypływające z wyspy i te docierające do Kubańczyków. Życie w ciągłym rozdwojeniu nauczyło mieszkańców sprytu i obchodzenia zasad. Zakupy żywnościowe dokonywane są na czarnym rynku, ponieważ sklepy świecą pustką, a to, co ewentualnie znajduje się na półkach nie jest przeznaczone dla zwykłych obywateli. Sytuacja nie do pozazdroszczenia i trochę podobna do PRL – owskiej rzeczywistości.

Yoani opisuje to, co ją otacza, to, co budzi w niej sprzeciw. Nie atakuje nikogo, nie jest rewolucjonistką, ale za taką ją uważają, ponieważ ma odwagę opisać prawdziwą Kubę. Sam Castro poświęcił jej cały akapit swoich cotygodniowych rozważań, spotkała się także z wiele bardziej brutalnymi represjami.

Podoba mi się to, jak pisze. Porusza ciekawe tematy, uświadamia potęgę systemu, pozwala zajrzeć za próg swojego domu i do swojej duszy. I tylko jednego nie potrafię zrozumieć. Yoani udało się wyjechać z synem do Europy. Przez jakiś czas mieszkała w Szwajcarii. Zdecydowała się jednak wrócić na Kubę. Sam powrót okazał się dużym problemem, ponieważ nie jest łatwo wrócić do kraju, który uznał cię za zdrajcę i wroga. Ona jednak się uparła. Po co tam wróciła? Do biedy, represji, beznadziei? Po co skazała swoje dziecko na edukację z telewizora, studia, które wybiorą mu nauczyciele i pusty żołądek? Czyżby nie miała już o czym pisać? Szkoda, że tak mało miejsca poświęciła epizodowi europejskiemu, może taka notatka wyjaśniłaby motywy jej postępowania.

Zapoznajcie się z tą książką. Poznajcie kraj z rozdwojoną jaźnią. Warto!

Bromba i inni, Maciej Wojtyszko

Nasza Księgarnia, 1989

Liczba stron: 126

Ci, którzy przeczytali „Brombę i filozofię” oraz „Brombę i psychologię” wiedzą już co nieco o dziwnych stworkach zamieszkujących książki Macieja Wojtyszki. Kto jest ciekaw ich pochodzenia oraz chciałby poznać garść faktów na ich temat powinien sięgnąć po „Brombę i innych.”

Bromba jawi się jako główny mierniczy – w swojej wielkiej torbie nosi miarki, termometry, linijki i notesy, w których notuje zebrane pomiary. Marz jej się jedno uniwersalne urządzenie mierzące wszystko. Kajetan Chrups jest detektywem, który jest pomocny w rozwiązywaniu spraw beznadziejnych. To on rozwikłał niezwykle skomplikowaną kryminalną sprawę, w którą zamieszany był Kot Makawity. Poznajemy również początek wielkiej miłości Malwinki i Fikandra. Wiemy czym na co dzień zajmują się Fumy i kto doręcza listy i telegramy na „wczoraj”.

Lubię o nich czytać i wyobrażać sobie ich świat, w którym wszystko wygląda trochę inaczej. Niezmienne pozostają uczucia, przyjaźń, miłość, ciekawość świata. Na przykład Nulek porzuca swoją rodzinę zainstalowaną w samochodzie, nie wyściubiającą nosa poza karoserię i zainteresowaną tylko działaniem maszyny. Rusza w świat, przyciąga go jezioro i przyroda. Jak jego decyzję przyjmie rodzina? Więcej Wam nie zdradzę, ponieważ chciałabym żebyście sami, niezależnie od wieku, zajrzeli do książek o Brombie i jej przyjaciołach.