Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem, Oliver Sacks

Zysk i S-ka, 2010

Liczba stron: 302

Czy książka popularnonaukowa o medycynie może być ciekawa? Owszem, jeśli napisze ją ktoś taki jak Oliver Sacks – amerykański neurolog, wykładowca na Uniwersytecie Columbia. Nie zaprzeczycie, że już koło tytułu trudno przejść obojętnie? Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem to jeden z pacjentów Sacksa, cierpiący na nieuleczalną zmianę neurologiczną, która objawia się tym, że pacjent nie jest w stanie rozpoznać poszczególnych przedmiotów lub ludzi jako całości. Może je zidentyfikować jedynie skupiając się na jakimś charakterystycznym szczególe – w przypadku ludzi identyfikuje ich po brzmieniu głosu, w przypadku rzeczy jest to niemal niemożliwe.

Sacks opisuje więcej różnych przypadków neurologicznych. Pisze między innymi o kobiecie, której mózg na skutek gwałtownej choroby, przestał rozpoznawać jej ciało. Nie widział go i nie potrafił nim sterować. Dzięki ćwiczeniom i silnej woli pacjentka nauczyła się kontrolować swoje ruchy wzrokiem. Jednak każdy z nich był wymuszany, na skutek czego poruszała się trochę jak robot, trochę jak osoba pod wpływem alkoholu, co w miejscach publicznych czyniło z niej osobą napiętnowaną.

Autor opisuje wiele takich niezwykłych przypadków, które otworzyły mi oczy nie tylko na nowe fakty, ale także i przede wszystkim na odczucia osób dotkniętych chorobami neurologicznymi. Czy ktokolwiek zastanawiał się co może odczuwać osoba dotknięta zespołem Tourrett’a, czy amnezją obejmującą kilkadziesiąt lat życia? Sacks napisał również o chorobie, o której powstała odrębna książka „Left Neglected” autorstwa Lisy Genova (tej, która napisała „Motyla„). Chory cierpiący na tę przypadłość nie widzi w ogóle niczego, co znajduje się po jego lewej stronie. Nie widzi połowy swojej twarzy, talerza, ani niczego innego.  A jednak wiekowa pacjentka Sacksa radziła sobie z tym w sposób zadziwiająco dobry.

Opowieści Sacksa czyta się bardzo dobrze, ponieważ ogranicza on do minimum żargon lekarski, koncentrując się na człowieku i jego odczuciach. Autor jawi mi się jako wybitny humanista, a jednocześnie dobry lekarz, cierpliwy i dociekliwy specjalista. Ta książka otwiera czytelnika na sprawy, o których nie miał większego pojęcia, zatem ma dużą wartość poznawczą, a przy tym oferuje silny ładunek emocji. Jestem bardzo ciekawa innych książek tego autora.

Prześwietny raport kapitana Dosa, Eduardo Mendoza

Znak, 2012

Liczba stron: 160

Międzyplanetarne klimaty poznaliśmy już w powieści „Brak wiadomości od Gurba.” W „Prześwietny raporcie kapitana Dosa” poznajemy losy statku kosmicznego, który leci do nieznanego celu wioząc na pokładzie przestępców, kobiety upadłe oraz nieprzewidywalnych staruszków. Sytuacja staje się krytyczna gdy zgromadzone na podróż zapasy zaczynają się wyczerpywać. Brakuje wody, jedzenia oraz różu do policzków w sektorze kobiet upadłych. Na domiar złego kapitan Horacio Dos nie wie ile dni potrwa podróż do celu – nie wie nawet, która stacja kosmiczna jest celem ich podróży, ponieważ misja jest supertajna. Chcąc nie chcąc, musi zatrzymać się na najbliższej stacji, aby uzupełnić zapasy. Wszyscy jednak odradzają mu postój w miejscu, które wybrał. Nikt nie umie sprecyzować na czym polega niebezpieczeństwo.

Przygody głupiutkiego, aczkolwiek nieustraszonego kapitana Dosa nawet w połowie nie są tak zabawne jak przygody kosmitów na ziemi, opisane w „Braku wiadomości od Gurba”. Książkę, mimo tego, czyta się dość dobrze i szybko. Przygoda goni przygodę, kolejne odwiedzane stacje kosmiczne serwują wiele emocji. Pojawiają się nowe postacie, a przetrwanie załogi i pasażerów statku kapitana Dosa coraz bardziej zależy od sprytu jednego ze skazańców, który sprytnie wkrada się w łaski Dosa.

Powieść można odczytać jako satyrę na współczesne społeczeństwo. Szemrane układy między rządzącymi i kryminalistami, fatalna sytuacja finansowa krajów skrywana na fasadą blichtru to fakty, o których można usłyszeć w wiadomościach. Na poziomie samego statku kosmicznego można również dostrzec liczne aluzje – statkiem dowodzą oficerowie o reputacji wielokrotnie skalanej, niezbyt rozgarnięci, popełniający liczne błędy, które nikogo już nie szokują, kapitan dopuszcza się nadużyć i nikt nikogo nie szanuje. Po prostu grupa trzymająca władzę jak się patrzy!

To lekkie czytadło dla każdego, kto lubi Mendozę i jego poczucie humoru. Może nie jest śmiesznie do rozpuku, ale relaksująco i bezstresowo.

Listy do młodego pisarza, Mario Vargas Llosa

Znak, 2010

Liczba stron: 121

Książka noblisty, którą ostatnio wydano, nie jest powieścią. To zbiór esejów w formie listów, w których autor opowiada adeptowi pisarstwa w jaki sposób konstruować powieść. Książka powstała na potrzeby nienazwanego wydawnictwa, które zaproponowało Llosie udział w projekcie wydawniczym, podczas którego uznani fachowcy w danej dziedzinie mieli opisać swoją pracę. Książek z tego cyklu nie wydano i projekt upadł. Llosa pozostał z przygotowanymi materiałami, które prezentuje w tej książce.

Autor bierze pod lupę poszczególne etapy powstawania powieści i omawia decyzje, które powinien podjąć pisarz zanim przystąpi do pisania i w trakcie tworzenia książki. Pokazuje różnice wynikające dla czytelnika i twórcy związane z dobraniem narratora, poziomu realności fabuły, czy czasu, który jest najbardziej umowny.

Do zilustrowania kolejnych punktów Llosa wybrał powieści znane na całym świecie i kilka takich, o których słyszałam po raz pierwszy. Nie cytuje ich w obszernych fragmentach (jak robił to Umberto Eco w „Wyznaniach młodego pisarza”), ale pokrótce streszcza akcję i wskazuje na wykorzystany przez autora chwyt stylistyczny. Niestety, opowiada treść do końca i w ten sposób poznałam zakończenie dwóch książek, które czekają u mnie na przeczytanie.

Listy zatytułowane są jak rozdziały w typowej książce – od razu możemy się zorientować jaka kwestia będzie omawiana. Całość napisana jest dość technicznym językiem i raczej trudna w odbiorze – szczególnie dla kogoś kto nie ma ambicji pisania powieści. Może być jednak bardzo przydatna tym, którzy marzą o pisaniu. Warto bowiem przed rozpoczęciem pracy nad powieścią poświęcić trochę czasu na zastanowienie się nad swoim stylem i celem, do którego się zmierza. Tym bardziej, że porad udziela nie byle pierwszy lepszy pisarzyna, tylko autor o ugruntowanej pozycji, lubiany przez szerokie grono odbiorców i uhonorowany najwyższymi nagrodami literackimi przez krytyków.

Jesienna sonata, Mons Kallentoft

Rebis, 2011

Liczba stron: 464

Chyba najbardziej depresyjna pora roku w Szwecji. Linkoping spływa deszczem. Jest zimno i ponuro. Na domiar złego każdy z policjantów wydziału zabójstw ma osobiste problemy. Szef rozstał się z żoną i został postawiony wobec trudnego wyboru – dostał propozycję awansu i zastanawia się czy nie skorzystać z otwierającej się przed nim odmiennej ścieżki zawodowej. Malin Fors – jedyna kobieta w zespole znowu rozstała się ze swoim partnerem i ojcem jej córki i wróciła do swojego mieszkania w mieście. Niepowodzenia życiowe topi w alkoholu. Wszyscy widzą jej problem alkoholowy, ale ze względu na trudny charakter Malin wolą nie wchodzić jej w drogę. Aż do czasu kiedy alkoholizm zacznie kolidować z obowiązkami zawodowymi.

Wielka posiadłość za miastem, zwana zamkiem, staje się sceną brutalnego morderstwa. W fosie leżą zwłoki właściciela posiadłości – znanego prawnika. Kto mógłby mu źle życzyć? Lista kandydatów nie jest długa, ale wrogowie dość potężni. Śledztwo koncentruje się na arystokratycznej rodzinie, która ze względu na swoją sytuację finansową zmuszona była sprzedać zamek, który należał do rodu od wieków. Czyżby gorycz utraty i chęć posiadania zamku były tak wielkie, że doprowadziły do zbrodni? A może w szał wpadł któryś z dzierżawców? Winnego można też szukać wśród klientów prawnika, jego kochanek i znajomych. Sprawa jest skomplikowana, tym bardziej, że część zespołu została zaangażowana do przeglądania akt prowadzonych przez zmarłego i utknęła w „papierkowym Hadesie”.

Wątek kryminalny bardo dograny i ciekawy. Ponadto koresponduje w ogólnym nastrojem przygnębienia w książce. Denerwował mnie jedynie wątek Malin Fors i jej życia, które sama sobie komplikuje. Nie cierpię takich kobiet i z książki na książkę coraz bardziej wzdrygam się czytając o jej kolejnych ekscesach alkoholowych i brutalności nad którą nie panuje. Podziwiam cierpliwość jej współpracowników i wyrozumiałość szefa. I wcale nie sądzę, że bez Malin Fors wydział nie miałby tylu sukcesów, bo Zeke wcale nie zostaje za nią w tyle. Gdybym była Kallentoftem wysłałabym tę bohaterkę na przymusowy urlop na kolejną część książki, żeby dać czytelnikom odpocząć od tej nielubianej postaci.

Czerwona Wilczyca, Liza Marklund

Czarna Owca: 2011

Liczba stron: 464

Czasem główna bohaterka – Annika – mnie irytuje. W tej odsłonie irytuje mnie bardziej niż zwykle. Po nieprzyjemnych dla niej wydarzeniach opisanych w „Zamachowcu”, Annika pozostawała na urlopie zdrowotnym zajmując się dziećmi i dbając o dom. Liczne konferencje prasowe i zainteresowanie mediów uczyniły z niej osobę rozpoznawaną na ulicy. Jako dziennikarka – freelacerka – Annika może pracować nad tym, co ją interesuje, choć oczywiście musi mieć „błogosławieństwo” szefa. W końcu chce przecież opublikować zebrane materiały. I choć wraca do pracy, nie czuje się najlepiej – słyszy głosy śpiewających aniołków. (Litości…)

Po „Zamachowcu” mocno zainteresował ją temat terroryzmu i pragnie zbadać niewyjaśnioną od ponad dwudziestu lat katastrofę, do której doszło w wojskowej bazie lotniczej. Przypuszcza się, że na skutek zamachu terrorystycznego w płomieniach stanął jeden samolot znajdujący się na płycie lotniska. Nikt nie został skazany, a sprawę zatuszowano. Annika umawia się z innym dziennikarzem mieszkającym w pobliżu bazy i twierdzącym, że dotarł do nowych informacji. Zanim jednak uda im się spotkać, dziennikarz ginie w wypadku. Szybko okazuje się, że jego śmierć nie była przypadkowa.

Tropy prowadzą do działających w latach siedemdziesiątych skrajnych maoistycznych organizacji młodzieżowych. Pojawia się więcej ofiar, a policja jest przekonana, że do Szwecji powrócił jeden z przywódców ruchu. Jego szlak znaczą kolejne zbrodnie, każdej z nich towarzyszy list z maoistycznym przesłaniem. Annika podejmuje trop, który wydaje się tak nieprawdopodobny, że dziennikarka traci poparcie szefa i wikła się w śmiertelnie niebezpieczne sytuacje.

Na domiar złego jej związek z Thomasem przeżywa ogromny kryzys, a Annika podejrzewa męża o zdradę. Nie powiem co robi w tej sytuacji, ale uwierzcie, że nie postępuje jak typowa zdradzana kobieta.

Jak najbardziej polecam tę odsłonę przygód nieustraszonej dziennikarki śledczej, o ile uodpornicie się na śpiewające aniołki… Wątek kryminalny jest bardzo ciekawy i szkoda trochę, że pozostaje nieco na uboczu miłosnych i zdrowotnych perypetii dziennikarki. Podejrzewam, że każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie.