Fiasko. Podręcznik nieudanej egzystencji, Tomasz Mazur

Carta Blanca, 2012

Liczba stron: 197

Nie lubię i nigdy nie lubiłam poradników. Nie przemawiają do mnie truizmy sprzedawane niczym „prawdy objawione.” Poradnik to coś, co nieodmiennie kojarzy mi się z Bridget Jones i całym otaczającym ją kiczem. Antyporadniki również do mnie nie przemawiają – z tych samych względów. Jak zatem można się domyślić nie ja wpadłam na pomysł zakupu tej książki – zostałam nią obdarowana. Po odleżakowaniu książki na półce, postanowiłam się przyjrzeć temu podarunkowi z bliska.

Opowiada Anthony – osobnik raczej żałosny, samotnik bez ambicji, bez werwy, wspominający swoje marne dzieciństwo, rozwodzący się nad swoimi nieudanymi związkami, kiepską pracą, słabymi więzami rodzinnymi oraz ogólną apatią. Tytuł każdego rozdziału jest zarazem radą jak zepsuć sobie życie. Potem następuje przykład z egzystencji Anthonego oraz krótkie podsumowanie i uzasadnienie.

Tak, wiem co to jest ironia, sarkazm i wiem na czym polegają tego typu antyporadniki. Jednak ani mnie ta książka nie rozśmieszyła (hmm… co tu dużo mówić, ona mnie nawet nie skłoniła do uśmiechu), ani nie wyniosłam z niej żadnej wiedzy. Również bohater był mi całkowicie obojętny. Psucie sobie życia nie leży w sferze moich zainteresowań, aczkolwiek dostrzegam u siebie pewne cechy i zachowania wyszczególnione przez autora. Popracuję jednak nad nimi na swój sposób.

Jest jedna korzyść z lektury tej książki (w większości przeczytanej po łebkach) – wiem na 100% że nie powinnam czytać poradników.

Daleka jestem jednak od zniechęcania Was do tego typu lektur czy też do tej konkretnej książki, o której wielu pisało dobrze i bardziej profesjonalnie niż ja. Jeśli lubicie poradniki napisane lekkim, ale niegłupim stylem, przeznaczone dla bardziej rozgarniętych niż Bridget, powinniście dać szansę „Fiasku.”

Łabędź i złodzieje, Elizabeth Kostova

Świat Książki, 2011

Czas nagrania: 20 godz. 27 min. Czytają: Anna Dereszowska i Jacek Rozenek

Liczba stron: 560

Rober Oliver, malarz i wykładowca na uczelni artystycznej zostaje aresztowany po tym jak próbuje zniszczyć obraz w Galerii Narodowej. Obraz, który Robert zaatakował przedstawia Ledę uwodzoną przez łabędzia. Robert trafia do placówki leczącej zaburzenia psychiczne, gdzie zajmuje się nim psychiatra – Andrew Marlow. Leczenie malarza jest skomplikowane, ponieważ po pierwszej rozmowie Robert zamyka się w sobie i przestaje mówić. Jego dnie wypełnia praca (maluje wciąż tę samą postać kobiecą) oraz lektura starych listów. Marlowa fascynuje ten nieprzenikniony mężczyzna. Aby dowiedzieć się co jest jego obsesją, łamie wszelkie zasady postępowania i etyki lekarskiej – odwiedza byłą żonę artysty oraz nawiązuje kontakt z jego byłą kochanką. Poznaje także treść listów, które tak fascynują jego pacjenta. Równolegle poznajemy losy malarki żyjącej i tworzącej we Francji pod koniec XIX wieku – jak ta historia sprzed wieku ma się do obsesji Roberta?

Absolutnie nie mam żadnych zarzutów pod kątem treści książki – jest to historia, którą odkrywałam z dużą przyjemnością i zaciekawieniem. Nie przeszkadzały mi (a nawet podobały się) długie, szczegółowe i bardzo plastyczne opisy – w końcu książka dotyczy środowiska artystów malarzy, więc opisy dzieł, krajobrazów, wnętrz były jak najbardziej na miejscu. Drażniły mnie jedynie ciągłe, powtarzające się i nie wnoszące niczego nowego opisy wyglądu Roberta Oliviera. Pewnie jeszcze za pół roku będę w stanie wyrecytować szczegóły wyglądu tego bohatera…

Nie podobały mi się jednak rozwleczone wątki poboczne, które niczego nie wnosiły do sprawy – a ta, przypomnę, dotyczyła przyczyny obsesji Roberta i ataku na obraz. Do szału doprowadzały mnie opowieści obu kobiet – w pewnym momencie myślałam, że streszczą ze szczegółami każdy dzień swojego życia z tym mężczyzną. Wkurzało mnie, że każdy bohater książki, łącznie z tymi drugoplanowymi, parał się malarstwem. Rozumiem, książka jest o artystach, ale obrazy można po prostu kolekcjonować a nie koniecznie samemu je malować. Nadmiar szczegółów nieistotnych dla sprawy był mocno irytujący, ale i tak mam po książce lepsze wspomnienia i wrażenia niż po chwalonym „Historyku.” Tutaj przynajmniej autorka nie wplotła w akcję żadnych wątków magiczno-fantastycznych.

O audiobooku:

I lektor, i lektorka mają bardzo fajne głosy. Przez większość czasu jest bardzo dobrze, jedynie momentami grali zamiast czytać. W niektórych fragmentach ta egzaltacja jest irytująca. I nie rozumiem dlaczego wszystkie damskie głosy były albo omdlewające albo przypominające głosik nieśmiałej pensjonarki. Przecież bohaterki były silnymi i nowoczesnymi kobietami – a w interpretacji lektorów stały się płaczliwymi, niepewnymi paniusiami kruchymi jak trzcina na wietrze.

Księżyc z lodu, Jan Costin Wagner

Jacek Santorski & Co, 2007

Liczba stron: 383

To chyba chronologicznie pierwsza powieść z tymi bohaterami. Klimatycznie jest bardzo podobna do dwóch pozostałych, aczkolwiek „Księżyc z lodu” nie jest typowym kryminałem o policjantach i przestępcach. Akcja rozgrywa się na trzech płaszczyznach – śledzimy depresję i żałobę Kimmo Joenty, który na początku tej powieści traci żonę. Śledzimy obłęd mordercy i bardzo szybko wiemy kim on jest. Obserwujemy także żmudną policyjną pracę zmierzającą do jego ujęcia.

Z punktu widzenia stróżów prawa sprawa wygląda na skomplikowaną – w mieście dochodzi do serii morderstw popełnianych na ludziach, których nic nie łączy. Każda z ofiar zostaje zabita w nocy, podczas snu. Nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał. Z mieszkań nie ginie nic wartościowego, a ofiary wyglądają tak jakby spały.

Najciekawszą postacią jest Joentaa, który zmagając się z żałobą i pustką pozostawioną przez zmarłą żonę rzuca się w wir pracy. Świeże rany czynią go bardziej wrażliwym. Inni koledzy jego intuicję postrzegają jako zdziwaczenie i reakcję na własną tragedię, ale nie przeszkadzają mu w prowadzeniu śledztwa.

Książka przygniata ponurą atmosferą, depresyjnymi postaciami zmagającymi się z osobistymi dramatami i koszmarami i radzącymi sobie z nimi na różne, niekonwencjonalne sposoby. Granica oddzielająca mordercę od policjanta jest bardzo mała – przygniatające doświadczenia życiowe jedni topią w alkoholu, inni odreagowują w pracy, jeszcze inni dają zostają zawładnięcie przez obsesyjne myśli.

Trzy kobiety w dobie ciemności, Sylvie Courtine-Denamy

Świat Książki, 2012

Liczba stron: 322

Bardzo intrygujący tytuł, prawda? Czerwono-czarna okładka też od razu przyciąga wzrok eksponując delikatną kobiecą głowę na tle swastyki. W podtytule czytamy, że jest to historia trzech kobiet: Edith Stein, Hannah Arendt i Simone Weil. Wszystkie trzy zajmowały się filozofią i torowały ścieżki innym kobietom na uniwersytetach. Wszystkie łączyło także to, że były Żydówkami w czasach hitleryzmu i „ostatecznego rozwiązania.”

Książka ma ciekawą konstrukcję. Pokrótce opowiada o latach dzieciństwa i wczesnej edukacji szkolnej filozofek, a następnie szczegółowo opisuje lata od 1933 do 1943. Każdy z rozdziałów zaczyna się kroniką wydarzeń na arenie międzynarodowej ze szczególnym naciskiem na Francję, która stała się schronieniem dla każdej z nich w latach pogromu Żydów. Następnie relacjonowane są losy trzech bohaterek oraz ich praca naukowa w tym okresie, na nią dość duży wpływ wywarły wydarzenia mające miejsce w Europie.

Przekonania i losy każdej z kobiet były odmienne – Edith Stein została konwertytką, przyjęła religię katolicką i wstąpiła do klasztoru, gdzie kontynuowała pracę naukową i tłumaczyła prace świętego Tomasza z Akwinu. Hannah Arendt, uczennica Heideggera i Jaspersa, pozostała wierna swojemu żydowskiemu pochodzeniu. Jako jedyna przeżyła wojnę i kontynuowała swoją działalność naukową w Stanach Zjednoczonych. Simone Weil miotała się między ateizmem, mistycyzmem, katolicyzmem. Jej sympatia dla ruchów lewicowych sprawiła, że większość opisywanej dekady spędziła na ciężkiej pracy fizycznej, a także współpracy z europejskimi ruchami antyfaszystowskimi. Zabiła ją choroba w 1943 roku.

Obraz tych  trzech kobiet, wyróżniających się intelektem, wiedzą, dogłębnym zrozumieniem, którym przyszło żyć w czasach zagłady jest bardzo poruszający. Chociaż w tekście znajdziemy dużo odniesień do ich pracy naukowej, nurtów filozofii i filozofów tworzących w pierwszej połowie XX w., to najciekawszą, moim zdaniem, warstwą książki jest ta o prywatnym życiu filozofek, zmaganiem z własną tożsamością narodową i religijną oraz ich wojennych losach. Książka uświadomiła mi także jedną ważną kwestię. My, Polacy, postrzegamy II wojnę światową przede wszystkim przez pryzmat działań na terenie Polski. Ta pozycja rozszerza pole widzenia i bierze pod lupę kraje Europy zachodniej – Francję, Holandię, Hiszpanię, niemal całkowicie ignorując wydarzenia na wschodzie. To nie jest książka łatwa w odbiorze, lecz taka, która poszerza horyzonty.

Prawdziwa królowa. Elżbieta II jakiej nie znamy, Andrew Marr

Marginesy, 2012

Liczba stron: 398

Będąc na fali czytania o Windsorach chwyciłam kolejną książkę o monarchii angielskiej. Z książką było mi jak najbardziej po drodze, ponieważ Elżbieta II jest córką Jerzego VI, o którym pisałam niedawno przy okazji książki (audiobooka) „Jak zostać królem.”

W przeciwieństwie do swojego ojca, Elżbieta wiedziała jaki czeka ją los i przygotowywała się pod kierunkiem króla, szambelanów i doradców do roli królowej. Nie spodziewała się jednak, że przyjdzie jej rządzić krajem i Wspólnotą Narodów zaraz po ślubie z Filipem. Już jako królowa urodziła i odchowała czworo dzieci, odbyła tysiące podróży, reprezentowała swój kraj na każdym kontynencie, przyjmowała całe korowody gości. W międzyczasie ze stoickim spokojem zmagała się z rodzinnymi skandalami, nieprzychylnością społeczeństwa, mniej lub bardziej lubianymi premierami rządu oraz ogromnym pożarem, który kolejny raz zachwiał pozycją monarchii.

Nie spodoba Wam się ta książka jeśli liczycie na plotki z dworu królewskiego. Nie znajdziecie tu żadnych niedyskrecji. Większa część książki opiera się na faktach i tylko faktach. Sporo w niej polityki wewnętrznej kraju, a także stosunków z krajami Commonwealth’u. Poznajemy tajniki królewskich ceremonii, wystąpień, cotygodniowych spotkań z premierami, grilla organizowanego przez królową i króla dla mniej lub bardziej oficjalnych znajomych w Balmoral. Od czasu do czasu treść okraszona jest jakąś anegdotą czy wzmianką o ciętej ripoście królowej. Jednak daleko im od tonu plotkarskiego.

Z relacji Andrew Marra można domyślić się, że Elżbieta II ma swoje prywatne poglądy, sympatie, upodobania. Ale ani ten biograf, ani (prawdopodobnie) żaden inny nie zbliży się na tyle do królowej, żeby je poznać i dostać zgodę na ich upublicznienie. Elżbieta II jest ikoną wywodzącą się z czasów sprzed huraganu mediów, której dość zgrabnie udała się transformacja i dostosowanie do współczesności. Chociaż rodzina królewska zbłaźniła się na wiele różnych sposobów, zapewne powodując małe trzęsienia ziemi w Buckingham, sama królowa (oraz monarchia) wyszła z nich obronną ręką.

Książka jest bogato ilustrowana fotografiami, wydana w sposób staranny, dobrze leży w ręce (choć jest zbyt ciężka żeby czytać ją w mojej ulubionej horyzontalnej pozycji;)). W środku natknęłam się na garstkę ewidentnych pomyłek (nadgorliwości) w przekładzie. Generalnie język książki jest trochę sztywny, zapewne właśnie takim „narzeczem” napisał ją Andrew Marr, ale całość czyta się całkiem przyjemnie. Warto przyjrzeć się tej pozycji z bliska.