Opowieści przebrane, Wojciech Kuczok

WAB, 2005

Liczba stron: 244

Chociaż mam kilku ulubionych polskich autorów, wśród nich Kuczoka, to staram się nie pochłaniać zachłannie wszystkich ich książek. Dawkuję sobie „pewniaków” co jakiś czas, żeby się nimi nie przesycić i żeby dać im szansę na napisanie czegoś nowego. Wszakże mam świadomość, że czytam znacznie szybciej niż oni mają możliwość napisać kolejne książki. Idąc tym tropem sięgnęłam po starszą książkę Wojciecha Kuczoka pt: „Opowieści przebrane.” Jest  to zbiór opowiadań wybranych z dwóch „młodzieńczych” zbiorów tego autora: „Szkieleciarek” oraz „Opowieści słychanych”, których wcześniej również nie czytałam. Oprócz „Senności” zawierającej trzy dłuższe opowiadania, to na razie pierwszy tom z krótkimi formami tego autora, jaki miałam okazję poznać i nie jest źle. A nawet jest bardzo dobrze.

Stylowo dość różne, tematycznie również, chociaż pobrzmiewają w nich echa znane mi z powieści autora. Pierwszy w tomie „Diobol” to opowiadanie podobne w treści do „Gnoju” z domowym piekiełkiem w temacie przewodnim. Tak jak i powieść, opowiadanie jest równie przybijające, co wciągające. „Cobyś wiedzioł…” i „Ttadzik” przywodzą znów na myśl „Spiski” – wakacje w Tatrach i pierwsze miłości, zauroczenia i inicjację seksualną. Inne opowiadania to fragmenty z życia młodego mężczyzny i kobiet w różnym wieku – trochę irracjonalne, trochę jakby spisywane z marzeń sennych, rozerotyzowane, przesycone wolnością i młodzieńczym duchem. Najmniej leżały mi te z elementami horroru – duchami, anomaliami. To zupełnie nie moje klimaty.

W zbiorze takim jak „Opowieści przebrane” doskonale uwidacznia się smykałka autora do tworzenia zaskakujących fabuł, operowania różnymi stylami i konwencjami. Opowiadania skupiają w sobie esencję poczucia humoru i wyobraźni Kuczoka, którą możemy odnaleźć później w dłuższych formach. Jeśli nie znacie twórczości tego pisarza, może warto rozpocząć znajomość z nią od opowiadań? Ja zaczęłam od „Senności” i to również był świetny wybór.

Rozmówki polsko-angielskie, Agata Wawryniuk

Kultura Gniewu, 2012

Liczba stron: 106

Jeszcze parę lat temu wyjazd do pracy do Anglii wydawał się rajem obiecanym. Nieważne gdzie, nieważne czy na czarno, czy na biało, ważne, żeby płacili w funtach. Nie inaczej myślą bohaterowie autobiograficznego komiksu Agaty Wawryniuk, którzy do Anglii wyjeżdżają teoretycznie mając załatwioną kwaterę oraz pomoc przy szukaniu zajęcia. Jadą pełni nadziei na dobrą zabawę i nowe wyzwania. Nie wiedzą jeszcze, że angielska rzeczywistość okaże się pełna pułapek i zagrożeń czyhających na nich w miejscach, które uważali za bezpieczne.

Czego doświadcza trójka przyjaciół? Kolejek, których nie znają z Polski, ponieważ urodzili się za późno, żeby pamiętać PRL i jej realia. Za czym te kolejki stoją? Za pracą. Ich pobyt w Londynie przypada na czasy powszechnego exodusu z Polski, więc w londyńskim pośredniaku większość poszukujących pracy to Polacy. Doświadczają również osławionej przez Adasia Miauczyńskiego „polskiej życzliwości.” Rodacy, którzy przyjechali wcześniej, chętnie pomagają tym, którzy próbują się odnaleźć w Anglii. Oczywiście nic nie dzieje się bezinteresownie. Niestety, Agata i jej przyjaciele także wpadną w machinę cwaniactwa.

Opisane i narysowane imigracyjne perypetie bohaterów z jednej strony śmieszą, z drugiej pokazują jakimi jesteśmy. Bezlitośnie uwypuklają chamstwo, cwaniactwo, kombinatorstwo. Ukazują również pracowitość, zaangażowanie i rzetelność Polaków. Na obcym gruncie wymienione przeze mnie cechy widoczne są jak na dłoni i do nich odwołuje się autorka w kolejnych scenkach w „Rozmówkach.”

To komiks bardzo współczesny – nie ma na rynku wielu książek szczerze opisujących czego doświadczyli ci, którzy po otwarciu granic skorzystali z możliwości wyjazdów za granicę w celu zarobkowym. W „Rozmówkach polsko-angielskich”  poruszonych zostało wiele aspektów życia za granicą, o których mało kto mówi. Zatem lektura tego komiksu to nie tylko przeżycie estetyczno-kulturalne, ale także edukacyjne i poszerzające światopogląd. Bardzo mi się podobało!

Imigracje, Kaja Malanowska

Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2011

Liczba stron: 238

Biorąc do ręki tę książkę, byłam przekonana, że jest powieścią. Dopiero bardziej wnikliwy wgląd w opis na okładce ujawnił, że się myliłam. Nic to, pomyślałam i postanowiłam przeczytać ten chwalony w wielu miejscach zbiór pod tytułem „Imigracje.” Opowiadania podzielone zostały na dwie grupy: historie, które się wydarzyły oraz historie, które wydarzyć się mogły.

Wspomniany podział sugeruje, że pierwsza część książki oparta została na faktach, druga jest fikcją. Szczerze mówiąc, mnie ten podział nie robi żadnej różnicy, bo wszystkie opowiadania łączą się w pewną całość, której tematem przewodnim lub też słowem kluczem jest WYOBCOWANIE. Bohaterka opowiedzianych historii przebywa w różnych miejscach – w Indiach, w Stambule, w klubach gejowskich, na emigracji i na stypendium naukowym w Stanach. Niezależnie od miejsca, zawsze jest obca, oceniająca i wyizolowana. Być może część z tych historii oparta jest na osobistych doświadczeniach autorki. Osobiście wolałabym, żeby tak nie było, ponieważ nie polubiłam żadnej z postaci żeńskich, narratorek i głównych bohaterek opowiadań.

Wszystkie te postaci (a może wciąż ta sama postać w różnych odsłonach) to neurotyczna młoda kobieta, o której niewiele wiadomo, oprócz tego, że jest „dziwna” – jakby na siłę starała się wyróżnić. Wydaje się niedojrzała i niczym heroina z powieści XIX wiecznych, cierpi na napady lękowe i zdarza jej się biec w popłochu przed siebie bez żadnego widocznego powodu. Jednocześnie jest wnikliwą obserwatorką szybko diagnozującą problemy innych ludzi, choć zupełnie nie radzi sobie sama ze sobą. Bohaterka niczym nie umie się cieszyć. Jej ponuractwo, skłonność do depresji i lęków dostają w opowiadaniach nowych znaczeń, nadaje się im całkiem niesłuszną głębię, także intelektualną. Może z 20 lat temu mogłabym się zachwycić taką bohaterką, w moim wieku (wieku autorki książki) nie podziwia się znerwicowanych kobiet. Raczej zastanawia się czy już należy je hospitalizować czy tylko poddać obserwacji.

Może i przyczepiłam się do jednego aspektu i nie dostrzegłam innych walorów opowiadań, ale skoro tak się stało, to znaczy, że nie jestem stworzona do czytania prozy Kai Malanowskiej, bo zamiast patrzeć na dzieło z większej perspektywy, czepiam się szczegółów. Wszędzie ostatnio pełno tej pisarki i odnoszę wrażenie, że modnie jest czytać jej książki. Jeszcze bardziej stylowo jest się nią zachwycać. Ja pozostaję poza tym nurtem.

Opowiadania zimowe, Olga Tokarczuk (audiobook)

3kropek Audio Publishing, 2004

Czas nagrania: 1 godz. 14 min. Czyta autorka.

Na płycie znajdują się trzy opowiadania wybrane z tomu „Gra na wielu bębenkach.” Łączy je czas akcji – zima, okolice Bożego Narodzenia. Dzieli znacznie więcej.

„Żurek” to opowieść o poszukiwaniu ojca. O niewielkiej przygranicznej wsi oraz nieodgadnionych ścieżkach ludzkich dusz. Zaskakujące i dość mroczne. Słuchając go zastanawiałam się nad możliwymi rozwiązaniami i zakończeniami.

„Profesor Andrews w Warszawie” to mój faworyt. Anglik przyjeżdża do Warszawy na serię wykładów. Nie zna języka, miasta, nie ma praktycznie żadnych kontaktów do polskich współpracowników. Pomaga mu Gosia, która ma zająć się organizacją wszystkich spraw i spotkań. Jednakże kontakt z nią niespodziewanie się urywa, a Andrews zostaje sam w tym egzotycznym kraju, w którym na ulicach miasta zabijane są karpie.

„Bardo. Szopka” zaczyna się jak nota biograficzna szopki w Bardzie (szopki, której nie było i która została wymyślona na potrzeby tego opowiadania). Stopniowo historia szopki zmienia się w opis życia jej opiekunki. Tragiczna losy jednaj i drugiej trudno wyrzucić w pamięci.

Nigdy nie czytałam opowiadań Olgi Tokarczuk i jestem zaskoczona tym, że wszystkie były tak dobre. Mimo niewielkiej objętości skrywają w sobie ogromny potencjał i historie, opowiedziane w sposób zapadający w serce. Tokarczuk nie używa wielu słów, unika górnolotnych określeń, swoimi bohaterami czyni zwykłych ludzi, którzy nie pragną się wyróżniać i odpowiada im status „zwykłego człowieka.” Autorka potrafi wydobyć z nich „niezwykłość”, oryginalność.

Piękna lektura, polecam!