Witajcie w Rosji, Dimitry Glukhovsky

Insignis, 2014

Liczba stron: 352

Właśnie uświadomiłam sobie, że w aktualnie tytuł tej książki brzmi niezwykle złowieszczo. Pomińmy jednak bieżącą sytuację i przyjrzyjmy się, co ma do powiedzenia Dimitry Glukhovsky – popularny pisarz, znany na całym świecie z serii Metro 2033. W tej książce autor odchodzi nieco od konwencji, do której przyzwyczaił swoich czytelników, ponieważ na warsztat wziął Rosję i Rosjan i napisał o nich przesycone sarkazmem opowiadania.

Forma tych opowiadań na pierwszy rzut oka jest lekka, miła i przyjemna – w końcu to fantastyka. Jednak po chwili zaczyna nas coś uwierać, rzeczywistość uparcie wypływa ponad fantastyczne czary-mary. W opowiadaniach co prawda pojawiają się kosmici czy jakieś zjawiska nadprzyrodzone, ale niczym nie da się zamaskować smutnej i przerażającej prawdy o współczesnej Rosji. Jeśli ktoś śledzi doniesienia mediów i coś tam w życiu przeczytał o Rosji, to na pewno nie będzie zszokowany. Dyskomfort jednak ma gwarantowany, bo nie da się obojętnie przejść nad takimi tematami jak: medialny kult jednostki, wyzysk robotników przywożonych z najdalszych rubieży kraju, łapówkarstwo, programowe niszczenie prawych i uczciwych, samowola zamożnych.

Po lekturze tych opowiadań, które dla mnie były czymś pomiędzy reportażem a fantastyką, zastanawiałam się czy byłoby możliwe wydanie w Rosji tak krytycznego tekstu bez otoczki beletrystyczno-rozrywkowej. Zakładam, że nie. Glukhovsky wydaje się być rozczarowany swoim państwem, jest  krytyczny w stosunku do niego i zauważa to, co wielu Rosjan po prostu zaakceptowało. Ta pozornie lekka lektura sprawia, że czytelnik częściej otwiera szeroko oczy ze zdziwienia niż uśmiecha się pod wpływem zgrabnie przemyślanej puenty czy fabularnego rozwiązania. Polecam wszystkim, którzy lubią wiedzieć więcej.

Uparte serce. Biografia Poświatowskiej, Kalina Błażejowska

Wydawnictwo Znak, 2014

Liczba stron: 338

Jako dziecko i nastolatka uwielbiałam poezję, stąd te kilka tomów wierszy w domu. Wśród nich jest także książka wydana w 1994 roku pt: Poezje zebrane, których autorką jest Halina Poświatowska. Ten tom przybył do mnie już pod koniec fazy lirycznej, więc nie jest mi zbyt dobrze znany. Przed przystąpieniem do lektury biografii poetki wiedziałam więc o niej mniej więcej tyle, co większość z was – młodo umarła na serce, pisała sporo erotyków, na zdjęciach zwykle jest smutna. Kalina Błażejowska wykonała kawał dobrej roboty, by pokazać Poświatowską jako człowieka, którego można polubić lub znielubić, lecz nie można wobec niego pozostać obojętnym.

Zbeletryzowana biografia opiera się na wielu źródłach – listach, dokumentach, wycinkach z gazet, wspomnieniach osób, które znały poetkę. Tam, gdzie autorka uznała to za słuszne, zastosowała dialogi, w innych miejscach są cytaty z listów, jeszcze w innych, fragmenty wierszy, które powstały pod wpływem jakiegoś wydarzenia w życiu Poświatowskiej. Nie ma dłużyzn, nie rozwija się wątków pobocznych, a przedstawione wydarzenia mają duże znaczenie i pokazują bohaterkę z różnych perspektyw.

„Upartemu sercu” daleko do laurki. Pokazuje Poświatowską również z tej strony, której nie znamy, jako że wciąż panuje przekonanie, że o zmarłych nie mówi się źle. A tu okazuje się, że była kapryśna, kochliwa, często egoistyczna, złośliwa. Oczywiście jest wiele przykładów na to, że była również wielkoduszna, rodzinna, sumienna, uparta, pracowita, ambitna. Można w nieskończoność mnożyć przymiotniki opisujące jej osobę, co świadczy o wnikliwości autorki biografii oraz umiejętności przedstawienia bohaterki.

Książka jest bardzo ładnie wydana – choć spora, to dość lekka (co ważne, gdy czyta się w łóżku), zawiera dużo fotografii i przypisów, które również czyta się wyśmienicie. Zaciekawi nie tylko miłośników poezji. Polecam!

Przyślę Panu list i klucz, Maria Pruszkowska

Formicula, 2009

Liczba stron: 153

Ta ocalona od zapomnienia książka robiła kilka lat temu oszołamiającą karierę na blogach książkowych. Nic w tym dziwnego, skoro opowiada o rodzince, która nade wszystko uwielbia czytać powieści, a świat literacki miesza w rzeczywistym, co doprowadza do różnych gaf i zabawnych sytuacji.

Narratorem jest jedna z dwóch sióstr – ta młodsza, brzydsza, mniej przebojowa. Swoją opowieść zaczyna od tego skąd wziął się u nich taki głód czytania. Nie trudno się domyślić, że największym orędownikiem takiego sposobu spędzania czasu był ojciec. Obie jego córki wyssały miłość do książek z mlekiem matki (która generalnie była najbardziej oporną jednostką) i podobnie jak ojciec zanurzały się w fotelu zaraz po odbębnieniu najpilniejszych obowiązków. Starsza z sióstr wielokrotnie miała problemy związane ze swoim hobby. Czasochłonne pochłanianie kolejnych powieści sprawiało, że brakowało jej czasu na zadania domowe, a umiłowanie do wcielania się w postaci z książek wiele razy skutkowało poważnymi kłopotami w szkole. Śledzimy losy tej zaczytanej rodzinki przez wiele lat, z czego lwia część ksiażki powinna nosić podtytuł „Jak wydać za mąż mola książkowego”, bo kwestia miłości w świecie rzeczywistym (nie literackim, bo tutaj żadna z sióstr nie miała problemu w wyborze obiektu uczuć) zajmuje poczesne miejsce.

Oprócz elementów obyczajowych, można doszukać się wielu nieprzemijalnych dylematów czytelniczych – kwestia pożyczania książek (u nich rozwiązana w sposób następujący: książki słabe stały na ogólnie dostępnym regale, te ukochane były pod kluczem w miejscu, gdzie nie sięgnie ręka obcego) oraz dzielący czytelników problem czy wracać do znanych powieści czy poznawać wciąż nowe historie. „Przyślę Panu list i klucz” to miłe czytadło, taka ramotka, która sprawia, że z sentymentem myślimy o latach 50 i 60, kiedy do czytania było tyle co nic, a bohaterowie siedzieli po uszy w trylogii Sienkiewicza, Jamesach Curwoodach czy „Trędowatej”, a w domu porozumiewali się cytatami z książek.

Pożegnanie dla początkujących, Anne Tyler

Świat Książki, 2014

Liczba stron: 190

To jedna z książek, która kazała mi się przeczytać. Nie znałam ani autorki, niezbyt wiele wiedziałam o treści, lecz odkąd zobaczyłam okładkę w zapowiedziach książkowych, miałam ją na uwadze. Nie musiałam długo czekać, by pojawiła się na bibliotecznej półce. Sięgnęłam po nią bez obaw, że wpakuję się w jakieś romansidło. Rzadko mam taką pewność w przypadku nieznanych autorów.

Bohater tej książki, Aaron, od dziecka jest niepełnosprawny, co nie przeszkadza mu cieszyć się życiem i pracować zawodowo. Jest redaktorem naczelnym rodzinnego wydawnictwa, które specjalizuje się w wydawaniu poradników „dla początkujących”. Przez większość życia musi opędzać się od swojej namolnej, nadopiekuńczej siostry, która przelewa na niego nadmiar uczuć. Wreszcie, jako człowiek w sile wieku Aaron poznaje niezależną, niezbyt piękną, ale charakterną Dorothy. Małżeństwo z nią jest dla niego wszystkim. A jej śmierć w nieszczęśliwym wypadku pogrąża go w żałobie połączonej z pewnym zdziwieniem, bo przecież nie tak miało być. Jak ma teraz żyć, gdy cały jego dotychczasowy świat legł w ruinach? Pożegnanie z żoną jest łatwiejsze odkąd Aaron zaczyna widywać jej ducha.

To chyba najpiękniejsza książka o żałobie jaką czytałam. Jest taka prostolinijna i nieprzekombinowana, a nie jest wyciskaczem łez ani powieścią nastawioną na efekt. Nie sposób nie polubić głównego bohatera – trochę zagubionego, trochę niedzisiejszego, a jednocześnie bardzo autentycznego. Autorce udało się stworzyć atmosferę zażyłości między czytelnikiem a bohaterami, również dzięki opisom funkcjonowania małego wydawnictwa, w którym każdy pracownik czuje się na swoim miejscu. Powieść nie ma w sobie nic z romansu, a jednocześnie jest o miłości i o przezwyciężaniu złych dni i znajdowaniu nadziei.

Kolacja dla wroga, Ismail Kadare

Świat Książki, 2014

Liczba stron: 174

Książki wydawane w serii Mistrzowie Prozy nigdy jeszcze mnie nie zawiodły. Sięgam po kolejne powieści w ciemno, choć w tym przypadku akurat kierowałam się nazwiskiem autora. W związku z tym, że w mojej bibliotece nie było nominowanego do nagrody Angelus „Wypadku” tego autora, wzięłam to, co było dostępne. „Kolacja dla wroga” dała mi pojęcie o tym, czego spodziewać się po tym albańskim pisarzu.

Tytułowa kolacja to wydarzenie brzemienne w skutki. Odbyła się w Gjirokastrze podczas drugiej wojny światowej, w chwili, gdy niemieckie wojska zajmowały Albanię. Została wydana przez miejscowego lekarza, Gurameto, na cześć jego niemieckiego przyjaciela z czasów studiów medycznych – aktualnie oficera dowodzącego oddziałem, który ma rozkaz zniszczenia miasta. To, co wydarzyło się podczas uczty obrosło lokalną legendą. Początkowo w mieście krążyło wiele plotek na temat przebiegu tego wieczoru, później sprawa odeszła w zapomnienie. Zmieniły się wiatry historii i do władzy doszli komuniści. Ambitni działacze pragną wyjaśnić to, co przemilczane.

„Kolacja dla wroga” to przejmująca powieść o ludziach uwikłanych w historię i zniszczonych przez tych, którzy okrutnie celebrują dostęp do władzy. Z jednej strony jest to historia jakich wiele, szczególnie dobrze znają je mieszkańcy Europy Środkowej. Z drugiej strony, ta niesamowita kolacja w drżącym ze strachu mieście nadaje całej opowieści niesamowitości i wymiaru uniwersalnego. Książka jest smutna, tak jak smutne są losy opisanych w niej ludzi. Ostatecznie wszyscy są przegranymi.