Zapytaj taty, Jan Balaban

Książkowe Klimaty, 2013

Liczba stron: 238

Ta książka zupełnie nie poddaje się stereotypowej opinii o czeskiej literaturze i sztuce – nie jest nawet trochę zabawna. Dotyczy bowiem żałoby po śmierci ojca, z którą zmagają się jego dorosłe dzieci. Odejście ojca, który przez ostatnie miesiące był chory i cierpiący, lecz wciąż był życiowym drogowskazem i stałym punktem odniesienia, pozostawia wyrwę w ich życiu. Jest ona tym bardziej trudna do załatania, że ktoś rozsiewa pogłoski, które stawiają zmarłego w bardzo złym świetle. Czy można wierzyć temu człowiekowi, który za punkt honoru przyjął oczernianie człowieka na łożu śmierci? A może w tym, co twierdzi jest ziarno prawdy? Czy dzieci chcą dowiedzieć się jak było? Czy warto ryzykować i grzebać w przeszłości?

Jan Balaban napisał książkę uniwersalną dla bloku krajów wschodnioeuropejskich. Odbija się w niej echo minionych czasów – czasów tajnych współpracowników i jawnych donosicieli, czasów teczek i kwitów. Zawartość niektórych z nich mogłaby pokrzyżować rozwijające się obecnie kariery i zmienić relacje towarzysko-rodzinne. Powieść portretuje również pokolenie, które może korzystać z wolności, ale pamięta jeszcze czasy komunizmu. Jak pokierowali swoim życiem? Jakimi drogami poszli i czy są szczęśliwi?

„Zapytaj taty” to melancholijna opowieść o życiowych wyborach i ludzkiej mocy kształtowania swoich losów. Nie daje prostych odpowiedzi i nie przypochlebia się czytelnikowi. Mimo tego, a może przede wszystkim dlatego, warto ją poznać.

Warszawa. Perła Północy, Maria Barbasiewicz

PWN, 2014

Liczba stron: 376

Warszawa w latach dwudziestolecia międzywojennego była miastem kontrastów. Maria Barbasiewicz próbuje pokazać ją z różnych perspektyw, powołując się dane z roczników statystycznych, pism architektonicznych i kronik towarzyskich. Publikacja ilustrowana jest wieloma zdjęciami ulic, placów, miejskich wydarzeń oraz ludzi. Ci wywodzą się z bogatych rodzin, niektórzy są artystami, są też fotografie zrobione w dzielnicach biednych ilustrujące handel uliczny oraz półświatek.

Autorka sprawnie przeprowadza nas po Warszawie najpierw kreśląc podłoże historyczne, następnie przechodząc do architektury i mieszkańców, o których pisze najciekawiej. Władze Rzeczypospolitej po odzyskaniu niepodległości w pierwszej kolejności zabrały się za likwidowanie rosyjskich elementów krajobrazu. W drugiej kolejności trzeba było zająć się budową mieszkań dla coraz liczniejszych mieszkańców i ludności, która napływała do miasta w poszukiwaniu pracy. W tym celu zagospodarowano tereny, na których wcześniej znajdowały się elementy ufortyfikowania miasta oraz zaczęto oczyszczać i zbroić tereny dotychczas dzikie i niezamieszkane. W latach trzydziestych powstała spójna wizja rozbudowy miasta, jednakże wybuch wojny pokrzyżował plany architektoniczne i doprowadził do ruiny coraz piękniejsze ulice centrum Warszawy.

Rozdziały mówiące o ludziach wyraźnie wskazują na duże zróżnicowanie ludności pod względem zamożności, pochodzenia, narodowości. Wymieniono również rozrywki, wśród nich najpopularniejsze było kino oraz pikniki nad Wisłą, o których mowa w piosence o karuzeli na Bielanach. Okazuje się, że w latach poprzedzających II wojnę światową w Warszawie działały dobrze zorganizowane grupy przestępcze, a ich przywódcy zasiadali w radzie miasta i sprawowali szanowane funkcje społeczne.

Warszawie daleko jeszcze było do innych europejskich miast, do wielkości których aspirowała, lecz pod koniec lat trzydziestych była na dobrej drodze ku zmianom. Szkoda tego miasta, szkoda domów i ulic, które rozsypały się pod gradem bombardowań. Przepadł również czarujący świat niemych filmów, dyskusji o literaturze, Skamandrytów, wielkich dobroczyńców i mądrych przedsiębiorców. Teraz można już o nich tylko poczytać, obejrzeć zdjęcia i powzdychać. „Perła północy” to książka dla wszystkich, a przede wszystkim dla tych, którym bliska jest historia Polski, którzy lubią okres dwudziestolecia i stare fotografie.

Kochane Lato z Radiem, Roman Czejarek

Marginesy, 2014

Liczba stron: 384

Roman Czejarek od 25 lat jest szefem audycji radiowej Jedynki pt: Lato z Radiem. W czasach mojego dzieciństwa była to audycja, która wyróżniała się ponad inne tym, że była zabawna, wesoła, kolorowa, lekka i przyjemna w przeciwieństwie do czasów, w których żyliśmy. Wraz ze zmianą układów politycznych, należało zmienić formułę programu. Wtedy właśnie pojawił się Czejarek, który opisuje swoją długą przygodę z Latem z Radiem. Nie jest to jednak książka biograficzna, nie ma w niej chronologicznego omówienia każdego sezonu. Są za to anegdoty, zdjęcia, ciepłe słowa o artystach, przypomnienie dziwacznych akcji i konkursów przeprowadzanych na scenach w całym kraju.

Książkę otwiera przegląd artystów grających dla Lata z Radiem – są tu uznane zespoły takie jak Perfect czy Budka Suflera, artystki dużego formatu np. Maryla Rodowicz, lecz także grupy, które postrzegane są przez pryzmat jednego przeboju. Czejarek nie pisze o drodze artystycznej gwiazd, lecz o swoich doświadczeniach z pracy z nimi. Ma w zanadrzu mnóstwo anegdot, sytuacji, które teraz są zabawne, lecz mogły zaważyć na powodzeniu koncertu. Bo co zrobić, gdy w drodze na występ, perkusista zespołu będącego gwiazdą wieczoru zmasakrował sobie rękę? Jak dostarczyć artystów na scenę, gdy widzowie zablokowali jedyną drogę przejazdu? Co poradzić na to, gdy podczas zaplanowanego na wieczór koncertu odbywa się finał mistrzostw piłkarskich, a zespół koniecznie chce go oglądać? Pomysłowość organizatorów nie zna granic!

Druga część książki to omówienie wielkich, głośnych i zabawnych akcji organizowanych przez Lato z Radiem. Wśród nich nie mogło zabraknąć oczywiście wyborów Miss Lata, które rozgrzewały publiczność do białości, jako że nagrodą dla najpiękniejszej był samochód. Początkowo obśmiewana zabawa, w której całe lato poszukiwano najbardziej łaciatej krowy, stała się wielkim hitem, a dekoracja zwycięskiej mućki, zmroziła krew w żyłach najbardziej odważnym mieszczuchom. W książce znajdziecie też przepis na porcję zupy rybnej, jaką ugotowano w największym garze, który całe lato podróżował po Polsce.

Nie jest to oczywiście wielka literatura, lecz książka na tyle sprawnie napisana i dość zabawna, by zabrać ją ze sobą na wakacje i dać się ponieść tokowi opowieści. Wybuchy śmiechu gwarantowane. „Kochane Lato z Radiem” nadaje się dla wszystkich członków rodziny, bo każdy, niezależnie od wieku, znajdzie w nim coś dla siebie. Ja, niestety, nie umiałam się powstrzymać i przeczytałam całą w jeden dzień. Szkoda, bo powinnam rozciągnąć przyjemność na dłużej.

Rekin z parku Yoyogi, Joanna Bator

Biblioteka Akustyczna, 2014

Czas nagrania: 7 godz. 17 min. Czyta Anna Dereszowska

Liczba stron: 240

Nie czytałam pierwszej książki Joanny Bator o Japonii, nie jestem w stanie więc ich porównać. Znam natomiast prawie wszystkie jej książki o Polsce i zastanawiałam się czy na Japonię i Japończyków autorka patrzy równie przenikliwie. „Rekin z parku Yoyogi” powstał po kataklizmie związanym z nadejściem tsunami. W niektórych rozdziałach przebija się to mocnym echem, bo nie sposób nie porównać Japonii przed i po tragedii, której skutki wciąż dochodzą do głosu.

Książka składa się z rozdziałów poświęconych różnym aspektom popkultury i kultury japońskiej, zahacza również o rejony trudniejsze do zdefiniowania i opisania, ponieważ tak bardzo różną się od europejskiego standardu. Najbardziej zaskakuje postawa Japończyków w obliczu tragedii – każde zrządzenie losu przyjmowane jest z pozornym spokojem, ujawnianie emocji nie leży w naturze tego narodu. Sama pisarka jest równie powściągliwa w wydawaniu sądów, nie ocenia, nie stawia się wyżej, opisuje zjawiska takimi jakie są, nie siląc się na tanią sensację. A przecież wielu polskich dziennikarzy, pisarzy, felietonistów mogłoby mieć nie lada używanie, gdyby pojęli tematy otaku, anime, mangi czy mody na przebieranie się za lolitki, której ulegają również panowie.

Słuchałam z wielkim zainteresowaniem – część tematów była dla mnie zupełnie nowa, niektóre poznałam dzięki książce nieco lepiej. Bardzo odpowiadała mi forma i styl, który nie narzuca interpretacji. Miłośnicy Murakamiego znajdą sporo odniesień do jego książek, choć to nie jedyny pisarz japoński, o którym mowa. Podobało mi się i polecam!

O audiobooku:

Książka doskonale nadaje się do takiego formatu. Dzięki niezbyt długim rozdziałom, można robić sobie przerwy. Dereszowska czyta poprawnie po polsku. Po angielsku powinna poćwiczyć 😉

Tajemnice Rutherford Park, Elizabeth Cooke

Marginesy, 2014

Liczba stron: 368

Zupełnie nie rozumiem tego mechanizmu, bo raz po raz daję się złapać na haczyk marketingowców, którzy roztaczają przede mną wizję niezapomnianej opowieści, której akcja toczy się w starej angielskiej posiadłości w przededniu pierwszej wojny światowej. Wszystko to, co w drugiej części zdania jest prawdą, lecz brakuje elementu sprawiającego, że książka jest niezapomniana. Przez większość czasu miałam wrażenie, że zlepiono ją z wielu mocno wyeksploatowanych schematów.

Zastanówmy się czego można spodziewać się po książce obrazującej życie rodziny z wyższych sfer w wielkiej posiadłości na prowincji. Uwiedzionej służącej? Długo ukrywanej zdrady? Nieślubnych dzieci? Wyzysku służby i ludzi pracujących w podłych warunkach na dobrobyt właścicieli fabryk? Naiwnej nastolatki, która niczego nie wie o życiu i o świecie, bo przez cały czas trzymana była pod kloszem? Pragnącej wyzwolić się z okowy konwenansów kobiety, która poznała już słowo „sufrażystki”? Niespodziewanej miłości? Syna trwoniącego majątek i mającego inny pomysł na życie niż zaplanował jego ojciec? Wszystko to (i jeszcze więcej) w książce jest. I naprawdę niczego nie spoileruję, bo wystarczy wziąć powieść do ręki, by po 30 stronach domyślić się dokąd zmierza akcja.

Doczytałam ją do końca, bo nie jest zbyt gruba i szybko się ją czyta, lecz w pewnym momencie wzdychałam już i powtarzałam sobie „Trzeba doczytać tę Isaurę” (jedyny serial jaki oglądałam, co miało miejsce 30 lat temu). Jest jednak coś, co mi się podobało, bo nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam. Tacy zamożni ludzie z wyższych sfer otoczeni byli służącymi, których liczba wielokrotnie przewyższała liczbę osób, którym usługiwano. I ci służący bezustannie plotkowali, wymieniali między sobą zasłyszane informacje i w sumie byli najlepiej poinformowani w całym domu. Aby nie dać służbie powodów do obmawiania, sportretowani w powieści Cavendishowie bardzo się pilnowali i robili wszystko, by zachować pozory, więc zachowywali się bardzo nienaturalnie i byli więźniami we własnym domu. Przykład? Zabawa matki z dziećmi była wysoce niewskazana, bo dziećmi mogła zajmować się tylko niańka lub guwernantka. Wychodzi więc na to, że poniekąd służba narzucała skostniałe standardy zachowań i nie tolerowała zmian ani rozluźnienia panujących w posiadłości stosunków.

Dla mnie za płytka, zbyt przewidywalna, zbyt schematyczna i na dodatek z hollywoodzkim zakończeniem. Zabrakło tylko planszy „…i żyli długo i szczęśliwie”. Kto lubi takie klimaty i tak sięgnie, a mnie nic do tego.