Religa, Dariusz Kortko & Judyta Watoła

Agora, 2014

Liczba stron: 319

Jeszcze parę lat temu nie było chyba osoby w Polsce, która nie znałaby nazwiska Religa (teraz nie wiem, dzieci w liceach naprawdę niewiele wiedzą o świecie). Odmieniane było przez przypadki w mediach, które podsycały nadzieje tysięcy Polaków czekających na przełom w medycynie, który mógłby podarować im jeszcze kilka lat życia. Przeszczep serca wykonany w zabrzańskiej klinice przez Zbigniewa Religę wraz z zespołem zapaleńców, był ogromnym osiągnięciem medycznym, a także czynem pobudzającym ludzką wyobraźnię. Kardiochirurdzy zdobyli ogromne zaufanie u ludzi. Napisanie prawdziwej biografii bohatera ludzkich serc musiało być zadaniem ryzykownym – Religa nie był tak idealny jak większość chciałaby go widzieć. Był za to na wskroś ludzki.

Autorzy skupili się na zawodowej karierze kardiochirurga. Pokazali wysiłek, jaki był potrzebny, by stworzyć w Zabrzu klinikę oraz zbudować zespół „wariatów” wierzących, że przeszczep musi się udać. Porażki, klęski, krytyka, ale i drobne sukcesy to chleb powszedni zespołu, który małymi kroczkami uczył się jak kwalifikować chorych do operacji. Dosłownie na błędach uczył się ją przeprowadzać bez zbędnego ryzyka. Czasem zawodził sprzęt, lecz nie ludzie. Ci zawsze byli na miejscu, gdy ktoś ich potrzebował. Nie liczyli godzin spędzonych na sali operacyjnej. Przeżywali każdą porażkę, tym bardziej, że była ona zwykle powodem do triumfu dla tych, którzy nie wierzyli w powodzenie operacji kardiochirurgicznych.

Stres, wypalane dziesiątki papierosów, zapijanie nerwów alkoholem, życie między Warszawą a Zabrzem i nieustanne podróże odbijały się na kondycji Religi. A jednak były mu potrzebne – szybko się nudził. Znudziły go nawet przeszczepy i gdy już popadł w rutynę, chętnie odstępował miejsce przy stole operacyjnym młodszym kolegom, dzięki czemu wykształcił kolejne pokolenie kardiochirurgów. Kolejnym krokiem, na który się zdecydował była kariera polityczna – znane i hołubione nazwisko otwierało wiele drzwi. Autorzy biografii na chłodno analizują to, co Religa zrobił i czego nie zdołał zrobić dla medycyny jako minister.

Najmniej wiadomo o Relidze mężu, ojcu, dziadku. Rodzina nie uzewnętrznia się, niewiele opowiada. Trzyma dla siebie ten niewielki fragment biografii wielkiego-zwykłego człowieka. Z zebranych przez reporterów materiałów dowiadujemy się dość, by polubić Zbigniewa Religę za to, że był normalny, czasem porywczy, czasem figlarny, wściekał się, klął i upijał. Za życia nie był spiżowym pomnikiem, więc i po jego śmierci nie powinno ustawiać się go na cokole. Na pewno zaraz coś by wykombinował, żeby z niego zejść.

Niezwykle motywująca, uskrzydlająca książka. Jeśli jeszcze nie czytaliście, przeczytajcie!

Bez opamiętania, Lena Andersson

Wydawnictwo Pi, 2014

Liczba stron: 204

Ester Nilsson jest trzydziestoletnią intelektualistką, kobietą pewną swojej wartości. Zajmuje się literaturą i sztuką – pisze recenzje, udziela się jako ekspert. Prywatnie jest w związku, w którym etap największej namiętności i zafascynowania dawno minął i zmienił się w harmonijną stałość. Pewnego dnia Ester zostaje poproszona o napisanie i wygłoszenie referatu na temat twórczości artysty, Hugona Raska. Ten obecny jest na wykładzie, podoba mu się sposób, w jaki Ester interpretuje jego dzieła. Nawiązana tego dnia znajomość odmienia życie Ester. Cały jej dotychczasowy świat rozlatuje się pod wpływem nagłej miłości do Hugona.

Lena Andersson wnikliwie opisuje kolejne etapy destrukcyjnej fascynacji. Bezlitośnie portretuje zanik rozsądku u Ester, która całe swoje życie podporządkowuje miłosnej obsesji. Inteligentna kobieta zaczyna zachowywać się jak napędzana hormonami nastolatka – wynajduje powody, by odwiedzać artystę w pracowni, próbuje osaczyć go swoim intelektem, wyglądem, zachowaniem. Świat poza Hugonem przestaje dla niej istnieć. Natomiast on nie zachęca jej otwarcie do ekspresji uczuć, zamiast tego podejmuje wyrafinowaną grę z Ester.

Ta objętościowo niewielka powieść porusza istotne kwestie związane z miłością i władzą, które niepokojąco łączą się ze sobą, pozostawiając uczucie niesmaku. Tak naprawdę do końca nie umiem zdecydować kto kogo bardziej wykorzystuje w tej historii. Czy Ester, która jak pijawka próbuje przyssać się do swojego wybranka, czy może Hugo, który znajomość z kobietą ogarniętą obsesją na jego punkcie traktuje jak kolejny artystyczny projekt.

Jej żar i jego chłód. Pragnienie bliskości i pragnienie dystansu. Oddanie się bez reszty drugiemu człowiekowi i dawkowanie siebie. Wszystko to sprawia, że to lektura drażniąca, niepokojąca, dająca dużo do myślenia. Poddaje analizie motywy działań człowieka i pyta o granice miłości i obsesyjnej fascynacji. Zestawia namiętność z pragmatyzmem. Odruchy serca z artystycznymi ambicjami.

Magiczne dwudziestolecie, Przemysław Semczuk

PWN, 2014

Liczba stron: 319

W dwudziestoleciu międzywojennym do Polski dotarła moda na spirytyzm, wywoływanie duchów, jasnowidzenie, odczytywanie charakteru i losów człowieka z jego pisma, a także malarstwo transowe. W całym kraju powstawało mnóstwo kółek spirytystycznych, wydawano czasopisma o tej treści, pojawiało się wiele książek związanych z tematem. Modzie ulegli nie tylko ludzie prości. Wśród tych, którzy uczestniczyli w seansach jest Boy-Żeleński (który opisywał je w prasie), Witkacy, Ignacy Paderewski i sam marszałek Piłsudski.

Przemysław Semczuk przedarł się przez tonę materiałów, by wybrać najpopularniejsze trendy, najbardziej znanych badaczy spirytualizmu oraz osoby parające się jasnowidztwem, wróżeniem, wywoływaniem duchów itp. Nierzadko natykał się na takie perełki, jak ta z czasopisma „Hejnał”:

„Hejnał ogłaszał także rewelacje o otwarciu w Stanach Zjednoczonych szkoły języka angielskiego dla duchów. Tamtejsi spirytyści mieli bowiem tak wielkie kłopoty w porozumiewaniu się z duchami Indian, że zaproponowali kilku zmarłym pisarzom, by ci zaczęli nauczać języka. Na efekty nie trzeba było długo czekać, duch starego wodza indiańskiego tak się podciągnął w angielskim, że można było swobodnie z nim konwersować.”

Autor zacytował również protokoły licznych eksperymentów mających na celu rozpoznanie prawdziwych mediów i skompromitowanie oszustów zarabiających na naiwności ludzkiej.  Przede wszystkim jednak dał do myślenia sceptykom. Może coś w tym jest?

Najbardziej spektakularne rozdziały dotyczą eksperymentów i opisów zdolności paranormalnych kilku mediów. Jeden z nich, inżynier Stefan Ossowiecki, jasnowidz z silnymi zdolnościami telepatycznymi, zasłynął pomagając policji oraz zrozpaczonym rodzinom w poszukiwaniu osób zaginionych. Brał udział w akcjach z pierwszych stron gazet: odnalezieniu ekipy polskiego balonu, który zaginął podczas międzynarodowych zawodów czy określeniu miejsca wypadku samolotu. Inny, Rafał Schermann, z dostarczonej próbki pisma potrafił określić nie tylko charakter, lecz także wygląd oraz odczytać przeszłość. Były też kobiety obdarzone darem jasnowidzenia. Jednak znakomitą większość stanowili oszuści, bo i zarobki w tej modnej branży były nie do pogardzenia. Koła naukowe starały się sprawdzać pojawiające się nowe postacie na scenie parapsychologii, lecz ich eksperymenty najczęściej były niewiele warte. A eksperymentatorzy, podobnie jak inni ulegali sprytnym sztuczkom.

„Magiczne dwudziestolecie” okazało się zaskakująco ciekawą lekturą, odkrywającą wiele aspektów tego okresu historii Polski, o których prawie się już nie pamięta. Kto by się spodziewał, że wywoływanie duchów w gronie znajomych oraz udział w licznych biletowanych pokazach było wówczas jedną z ulubionych rozrywek? Seanse spirytualistyczne fascynowały nie tylko pospólstwo, lecz także ludzi wykształconych i piastujących wysokie stanowiska. Ciekawe ilustracje, a wśród nich zdjęcia z wywołanymi duchami, czynią lekturę jeszcze atrakcyjniejszą. Gorąco polecam!

Patka i Pepe, Aga Szczepańska – 3 zagadki

Studio Moema, 2013

Liczba stron: 127

Tytuł nie pozostawia wątpliwości – będzie zagadka do rozwiązania. Zanim to nastąpi poznajemy Patkę (Patrycję), która przyjeżdża z rodzicami na narty do górskiej miejscowości. W pensjonacie poznaje swojego rówieśnika, Pepe. Dzieci szybko łapią ze sobą kontakt. Patka jest bardziej żywiołowa, działa pod wpływem impulsu, wszędzie jej pełno, ma bogatą wyobraźnię i tysiąc pomysłów na minutę. Pepe, czyli Piotrek, jest spokojniejszy, nie ekscytuje się tak łatwo i do wszystkiego podchodzi w sposób naukowy. Informacje sprawdza na ajfonie, z którym nigdy się nie rozstaje. Pętając się po pensjonacie Patka wpada na trop zagadki kryminalnej. W jednym z pokojów przebywa niezidentyfikowany potwór, któremu wszyscy pracownicy dość niechętnie usługują. To trzeba wyjaśnić! Trzeba mieć oczy szeroko otwarte.

Studio Moema, 2013

Liczba stron: 159

Rodzice Patki i Pepe zaprzyjaźniają się. W związku z tym, że mieszkają daleko od siebie, postanawiają spędzić razem wakacje letnie. Obie rodziny wyruszają swoimi samochodami na wczasy w Chorwacji. Patka, powraca do kraju, w którym spędziła kilka lat życia, znajomość języka chorwackiego bardzo przydaje się podczas rozwiązywania kolejnej zagadki kryminalnej.

Meduza i jej dwaj bliźniaczo podobni do siebie ochroniarze wpadają Patce w oko już na samym początku wakacji. Kobieta zostaje tak nazwana przez dzieci przez dziwną fryzurę i odpychające usposobienie. Z podsłuchanej rozmowy dowiadują się, że szajka podejrzanej kobiety chce coś ukraść. Nie wiedzą o co, chodzi, lecz wykorzystują każdy moment niepoświęcony plażowaniu, by pokręcić się wokół potencjalnych przestępców. Przeżywają bardzo niebezpieczne przygody i tylko dzięki kotu (tak, kotu) udaje im się wyjść cało z opresji, jednocześnie rozwiązując zagadkę i zostając lokalnymi bohaterami.

Studio Moema, 2014

Liczba stron: 175

Drugi miesiąc wakacji dzieci spędzają w Gdańsku, w mieszkaniu państwa Wężowskich, rodziców Pepe. Ekskluzywne osiedle, na którym mieszka Pepe, od razu wydaje się dziewczynce trochę dziwne. Ogrodnikiem jest stary, niemówiący po polsku, Chińczyk, po sąsiedzku mieszka ciocia Lotta – starsza pani pochodzenia szwedzkiego, na dole natomiast grupa młodych muzyków. Pepe potwierdza przypuszczenia Patki, wyznając, że ciocia Lotta skarży się na odwiedzające ją nocą duchy. Pepe dość niechętnie dzieli się z żywiołową Patką swoimi podejrzeniami. Wie, że ta nie odpuści dopóki nie dowie się w czym rzecz. Okazuje się, że zagadka wieżowca związana jest nie tylko z duchami, lecz również z pobytem Lotty w Szanghaju.

Moja opinia o całej serii:


Książki o Patce i Pepe przeznaczone są dla dzieci z pierwszych klas podstawówki, którym w czytaniu pomoże ktoś starszy, lub starszych, którzy sami przeczytają przygody swoich rówieśników. Książki napisane są przystępnym językiem, trudniejsze dla dzieci słowa wyjaśnione zostały w przypisach. Perypetie Patki i Pepe na pewno spodobają się większości czytelników, udowadniają bowiem, że przygodę można przeżyć w dowolnym miejscu, wystarczy, że jest się ciekawym świata, dociekliwym i ma się oczy szeroko otwarte.

Bardzo podoba mi się szata graficzna tej serii. Ilustracje – czarno-białe plansze – wykonała Marsija i Sylwia Lenart (która współpracowała przy Tajemnicy Meduzy). Gdybym była dzieckiem, które dostaje tak ilustrowaną książkę, cieszyłabym się, że zostałam potraktowana jak osoba dorosła, która potrafi samodzielnie przeczytać i zrozumieć „poważną” książkę.

Sama przeczytałam wszystkie części z dużym zainteresowaniem i bez irytacji. Zwykle irytacją reaguję na moralizatorstwo, nachalne pouczanie, traktowanie dzieci jak półgłówków, które nie potrafią wyciągać wniosków oraz nadmiernie wygładzone słownictwo naszpikowane zdrobnieniami. Tego tutaj nie ma. Cykl o Patce i Pepe jest inteligentny, wciągający, w sam raz dla Was i Waszych dzieci.

Madagaskar. Tomek na czerwonej wyspie, Tomasz Owsiany

Bernardinum, 2014

Liczba stron: 349

Gdybym oceniała książki na podstawie tego, jak wpłynęły na mój światopogląd, „Madagaskar. Tomek na czerwonej wyspie” byłaby na wysokim miejscu. Moje wyobrażenie Madagaskaru (nie wiem skąd się wzięło) idealizowało i kraj, i ludzi. Wyspa zdawała mi się oazą zieleni, bogatą w pożywienie składające się głównie z warzyw i owoców, sielankowe krajobrazy i pogodnych, serdecznych ludzi. Ciekawe jak wyobrażał ją sobie Tomek, filolog romański, zanim, pod wpływem opowieści polskiego misjonarza, wyjechał do Afryki, by uczyć tam francuskiego na odległej katolickiej misji? Książka opowiada bowiem o wszechobecnych zaskoczeniach – upałem, brudem, zaniedbaniem oraz nachalnością tubylców.

Tomek nie był przygotowany na tak ekstremalne warunki. Wiele rzeczy go dziwi, wiele bulwersuje, nieraz traci wiarę w człowieka. Malgasze nie różną się bowiem od innych mieszkańców Afryki znanych chociażby z reportaży Kapuścińskiego. Nie myślą perspektywicznie, żyją dniem dzisiejszym, nie znają słowa obowiązek, a jeśli są gotowi do jakiegoś wysiłku, to wysiłek ten musi im się opłacić. Chociaż misja robi wiele dobrego dla okolicznych mieszkańców, musi się też przed nimi bronić: niedopuszczalne jest zostawienie jakichkolwiek drzwi niezamkniętych na klucz. Malgasze rozkradną wszystko, co można sprzedać nie zważając na to, że misjonarze pomagają im na co dzień.

Jednym z bardziej szokujących fragmentów był opis poziomu szkolnictwa i samych nauczycieli. W ogóle nie ma mowy o jakichkolwiek standardach nauczania. Nauczyciele sami znają francuski w zakresie podstawowym, nie przykładają się do pracy, co więcej, zdarzają się dni, że w ogóle nie otwierają szkoły.

Wieńczący wyjazd Tomka pobyt na jednej z wysp otaczających Madagaskar jest w sensie dosłownym i przenośnym oderwaniem od trudów i zaskoczeń wielomiesięcznego stażu w Afryce. Tu dopiero widzi pocztówkowy Madagaskar i honorowych ludzi, wiernych tradycjom.

Książka o Madagaskarze widzianym przez Tomka Owsianego to zapis wielu dziesiątek obserwacji ilustrujących zachowania, obyczaje, kulturę ludów zamieszkujących ten kraj. Dużo w niej fragmentów, które wywoływały we mnie, dość silne uczucia – zaskoczenia, żalu, rezygnacji. Naprawdę trzeba mieć w sobie niekończące się pokłady optymizmu, siły i wiary w to, co się robi, by próbować choć w najmniejszym stopniu odmienić los Malgaszów. Nie mówię tu o fundowaniu im coraz to nowych zdobyczy cywilizacji, lecz zmianie myślenia i nauczeniu ich dbałości o to, co mają, zapobiegliwości, uczuć macierzyńskich, obowiązkowości.

Rzecz warta polecenia jako odmiana od słodko-pocztówkowych relacji z wypraw. Owsiany pracując na Madagaskarze przez większość roku miał dość czasu, by przyjrzeć się opisywanym ludziom i miejscom i wniknąć w głąb problemów. W swojej książce starał się zrównoważyć spojrzenie krytyczne i zauroczenie egzotyką.