Girl Online, Zoe Sugg

Insignis, 2015

Liczba stron: 365

Zoe Sugg, znana jako Zoella, jest jedną z najpopularniejszych brytyjskich vlogerek. Jej filmiki poświęcone modzie, urodzie i stylowi życia subskrybuje ponad 9 milionów użytkowników YouTube. Pierwsza książka Zoelli stała się bestsellerem w Wielkiej Brytanii. Czy powtórzy sukces w Polsce?

Penny jest zwykłą nastolatką z Brighton. Ma wspierających rodziców i brata oraz najlepszego na świecie przyjaciela. Elliot mieszka tuż obok i pojawia się na każde zawołanie, by wspierać, rozśmieszać i pocieszać swoją przyjaciółkę. Jako jedyny wie o tym, że Penny pisze blog „Girl Online”, w którym anonimowo opowiada o tym, co ją martwi i co ją raduje. W ostatnim okresie wiele rzeczy spędza jej sen z powiek – przestaje dogadywać się z przyjaciółką ze szkoły, kompromituje podczas szkolnego przedstawienia, zmaga z atakami paniki. Przedświąteczny wyjazd z rodzicami do Nowego Jorku wiele zmieni w jej życiu. Za sprawą przystojnego Noah wywróci je do góry nogami.

Chociaż Facebook i Twitter odgrywają w tej historii istotną rolę, jest to powieść bardzo tradycyjna – bardziej spodoba się fankom Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz niż miłośniczkom romansów paranormalnych. Bohaterka powieści podkreśla jak ważne jest wsparcie rodziny oraz wiara w siebie. „Girl Online” opowiada o prawdziwej przyjaźni i pierwszej miłości, mówi o zauroczeniu i o niegodziwości kogoś, kto wydawał się bliski i bezinteresowny. Dzieje się w świecie realnym, nie ucieka w fantastykę. Wysyła czytelne przesłanie – bądźcie autentyczni, otaczajcie się właściwymi ludźmi a poradzicie sobie ze wszystkimi małymi tragediami.

Nie wnikam tu czy książka rzeczywiście została napisana przez 24-letnią vlogerkę, czy też Zoella użyczyła tylko swojego nazwiska, bo to sprawa między nią a jej wydawcą. Prawda jest taka, że „Girl Online” to dobrze napisana, ciepła opowieść o tym jak to jest być nastolatkiem we współczesnym świecie. To historia, która może się podobać i starszym, i młodszym czytelnikom. Na pewno wyróżnia się pośród masowo produkowanych cykli o zakochanych wampirach.

Kruger. Szakal, Marcin Ciszewski

Znak, 2014

Liczba stron: 384

Dwaj osieroceni chłopcy wychowywani przez mistrza cyrkowego przechodzą intensywny trening, podczas którego uczą się rozmaitych sztuczek, wytrwałości, sprytu. Nie trafiają jednak do trupy cyrkowej, lecz pod skrzydła przestępcy, gdzie ćwiczą się pod kątem włamań, napadów i oszustw. Jeden z nich, tytułowy Wilhelm Kruger, ma siostrę Ewelinę, którą musi się opiekować ze względu na jej niepełnosprawność. Drugi, Cygan, podkochuje się w dziewczynie. Kiedy ich gang dokonuje napadu na bank w Warszawie, Kruger zostaje rozpoznany przez byłego rosyjskiego żołnierza, którym kierują nie do końca jasne pobudki. Trop za bandą wiedzie aż do pogrążonego w chaosie Lwowa, który ogarnięty jest walką o niepodległość. Na Krugera i jego bliskich czyha niebezpieczeństwo ze strony samozwańczego mściciela, policji oraz bezpośrednie zagrożenie związane z brutalną interwencją sił ukraińskich w Lwowie.

Pobieżne streszczenie akcji sugeruje niezłą rozrywkę. Niestety, szwankuje wykonanie. Szwy się prują, akcja rozłazi, motywy kierujące mścicielem są zupełnie bezsensowne, a niektóre elementy akcji zupełnie niewiarygodne. Bo jak można rozpoznać człowieka, którego nigdy się nie widziało, nawet na fotografii, nie ma się jego rysopisu, a jedynie świadomość, że taka osoba gdzieś żyje na świecie? Po co bohaterowie-cyrkowcy, skoro ani razu nie wykorzystują swoich umiejętności? A jednak ta książka opiera się właśnie na takich nieprzemyślanych zagraniach.

Powieść zaczyna się świetnie – szybkie tempo akcji, emocjonujący napad na bank, którego nie udaje się przeprowadzić zgodnie z planem. Po czym akcja siada, gdy bohaterowie docierają do Lwowa. Zaczynają się długaśne opisy sytuacji politycznej Polski, które nie mają większego znaczenia dla przebiegu akcji, nawiązuje się jakiś romans między Krugerem a naiwną dziewczyną, poznajemy przeszłe wydarzenia próbujące wyjaśnić dlaczego mściciel ściga Krugera. A na dodatek książka kończy się w takim momencie, że żaden z wątków nie jest domknięty. Trzeba czekać na kolejną odsłonę cyklu. Ja chyba jednak pozostanę w błogiej niewiedzy. Nie chce mi się czytać książek pisanych na kolanie, zaprzeczających logice, z akcją szytą grubymi nićmi. Jestem zawiedziona.

Więcej niż możesz zjeść, Dorota Masłowska

Noir Sur Blanc, 2015

Liczba stron: 131

Książki kucharskie, książki o dietach i zasadach łączenia produktów biją ostatnio rekordy popularności. Są łatwe do czytania i mają dużo kolorowych obrazków, poza tym każdy z nas coś je, więc jedzeniem w jakimś stopniu się interesuje.

Felietony parakulinarne Doroty Masłowskiej w pewnym sensie wpisują się w tę modę. Są krótkie, mają obrazki i dotyczą jedzenia. Zawiodą się jednak ci, którzy będą szukali w nich wytycznych jak ugotować wykwintne posiłki. Masłowska skupia się na doznaniach, a nie na siekaniu i pieczeniu. Na przykład, bierze pod lupę potrawy, które działają jak maszyna przenosząca w czasie. Kto dorastał w latach osiemdziesiątych lub wcześniej, na samo wspomnienie chleba z cukrem, mleka w proszku czy granulowanego kakao przenosi się myślami w czas dzieciństwa.

Podczas wyjazdów zagranicznych i podróży po Polsce autorka śledzi zachowania ludzi przy stole i na piknikach. Nie zostawia suchej nitki na tych, którzy pełną gębą (dosłownie) korzystają z all inclusive na stołówce i tych którzy w letni dzień wybierają się nad jezioro, gdzie oddają się rytuałowi piknikowania. Opisuje amerykańskie zwyczaje żywieniowe, gdzie zwykłe porcje podają w naczyniach rozmiaru koryta i wiadra. Z ulgą odpoczywa w małych miasteczkach, w których je się prosto i świeżo. Za to w Szwecji obżera się za wszystkie czasy rekompensując sobie dziecięcy zawód związany z zespołem Roxette. W trakcie czytania poznajemy również doskonały przepis na bal urodzinowy dla dzieci oraz sposób na wspaniałe doznania kulinarno-towarzyskie w rozgrzanej letnim słońcem Warszawie – kilka składników, a efekt piorunujący.

Dorota Masłowska już wcześniej dała się poznać jako świetna obserwatorka i komentatorka współczesności. W tych felietonach, pierwotnie drukowanych w magazynie Zwierciadło, jedzenie, o którym ma pisać, jest zawsze punktem wyjścia do rozważań o współczesnym świecie i ludzkich zachowaniach. Ludzkich, czyli także swoich. Bywa ironiczna, zgryźliwa i uszczypliwa, ale jest też sentymentalna, praktyczna, przyziemna. Przedkłada towarzystwo nad jakość i ilość jedzenia, nie snobuje się na znawczynię tematu. Nie jest jej to potrzebne – wystarczy, że zna się na ludziach i potrafi o nich pisać. Warto przeczytać. Na pewno wiele razy przyznacie autorce rację, a może nawet pozazdrościcie jej warsztatu pisarskiego.