Cisza w Pradze, Jaroslav Rudis

cisza w pradze jaroslav rudisKsiążkowe Klimaty, 2014

Liczba stron: 295

Współczesna literatura czeska jest dla mnie w dużej mierze niezbadanym lądem, ale jest pisarz, po którego powieści zawsze sięgam, gdy tylko zostaną przełożone na język polski. Jaroslav Rudis jest autorem młodego pokolenia i porusza tematy, które młodym szczególnie pasują – samotność w wielkim mieście, jałowość i powierzchowność związków międzyludzkich. Jego bohaterami są często ludzie zaburzeni, w depresji, buntownicy lub ci, którzy dążą do radykalnej zmiany w życiu.

W „Ciszy w Pradze” przeplatają się głosy kilku osób – motorniczego tramwaju, który leczy złamane serce, młodej buntowniczki, wokalistki zespołu rockowego, emeryta i wdowca, który szuka ciszy w Pradze, odnoszącego sukcesy zawodowe Amerykanina mieszkającego w Czechach oraz kobiety, która na wyjeździe służbowym dopuściła się zdrady i poczuła, iż jest to moment na zmiany w życiu. Losy bohaterów splatają się, jedne już na początku książki, inni spotykają się w scenie finałowej. Ludzie, których pozornie niewiele łączy, okazują się podobni do siebie w szukaniu swojej drogi, odreagowywaniu traum i chęci na coś więcej niż przelotny związek. Jedynym bohaterem, który odstaje, jest starszy pan, miłośnik ciszy, próbujący naprawiać świat. Wyposażony w nożyczki „zbawia” zasłuchanych w hałas sączący się ze słuchawek, dając im możliwość posłuchania własnych myśli.

To gorzka i zabawna powieść o mieszkańcach wielkiego miasta – ludziach nowoczesnych, ale tęskniących za stabilizacją, pewnością w związku, świeżością uczuć. Ludziach, których gniecie życie, jakie wiodą, ale poddają się prądowi zdarzeń. Rudis tak przedstawia swoich bohaterów, że łatwo się z nimi identyfikować, współczuć im i trzymać za nich kciuki. Wartka narracja, intrygujące historie i współczesna Praga z perspektywy jej mieszkańców dodają książce kolorytu. Warto przeczytać, jak każdą wydaną w Polsce powieść tego autora.

Inne książki Rudisa:

Koniec punku w Helsinkach

Grandhotel

Terror, Dan Simmons

terror dan simmonsVesper, 2015

Liczba stron: 668

Czytałam kilka książek o wyprawach polarnych, m.in. „Żony polarników”, w której był obszerny rozdział o Lady Franklin, ale nie zapamiętałam szczegółów związanych z ostatnią wyprawą Erbusa i Terroru. Ekspedycja mająca na celu odnalezienie legendarnego przejścia północno-zachodniego prowadzącego przez tereny arktyczne rozpoczęła się w 1845, a jej tragiczne losy w dużej mierze okryte są tajemnicą. Dan Simmons wykorzystał fakty historyczne i scalił je wymyśloną przez siebie fabułą z pogranicza horroru. Fabułą zapierającą dech w piersi. Hipnotyzującą i oddziałującą na wyobraźnię.

Dowódca wyprawy Erbusa i Terroru, admirał John Franklin, jest doświadczonym odkrywcą, choć zupełnie pozbawionym wyobraźni i zdrowego rozsądku. Zawodzi go myślenie logistyczne, popełnia błędy i bardziej troszczy się o swoje dobre imię, niż o zostawienie wiadomości o przebiegu wyprawy ewentualnym wyprawom ratunkowym. A że statek flagowy, Erbus, nie wydostanie się z lodu jest już pewne. Wyprawa ma bowiem wielkiego pecha – arktyczne lato nie stopiło lodu i okręty tkwią uwięzione pod kołem biegunowym już od kilkunastu miesięcy. Dowódca drugiego okrętu, Francis Crozier, ma więcej oleju w głowie, lecz póki można przedsięwziąć jakieś kroki, jest podwładnym zadufanego w sobie, przesadnie religijnego Franklina.

Na obu statkach zaczynają się wyczerpywać zapasy świeżego jedzenia, brakuje węgla. Najgorszym jednak, co spotyka marynarzy, jest strach przed nieznaną siłą, ni to zwierzęciem, ni duchem, potworem polującym na ludzi, pojawiającym się znienacka i porywającym krzątających się wokół statku żeglarzy.  Wielu prostych marynarzy uważa, że winą za te niepotrzebne śmierci należy obarczyć przygarniętą na statek młodą Eskimoskę – madame Ciszę. Czy jest jakiś związek pomiędzy nią a potworem?

„Terror” to książka napisana z rozmachem, ale bez dłużyzn. Każda scena jest ważna i prowadzi do celu. Każda postać ma swoje miejsce. Simmons doskonale charakteryzuje swoich bohaterów, obdarza ich cechami niejednoznacznymi, pokazuje ich rozwój lub uwstecznianie się. Trudne doświadczenia dla jednych są lekcją pokory i okazją, by ukazać swoje człowieczeństwo, dla innych stają się okazją do podłości i odkrycia swojego prawdziwego, paskudnego, charakteru. Świadomość, że ta historia w dużej mierze jest autentyczna, przyprawia o dreszcze. Simmons stopniuje napięcie i trzyma czytelnika w garści od pierwszej do ostatniej strony. Z tym, że jest to niewola bardzo przyjemna – naprawdę nie chce się opuszczać śnieżnej i mroźnej krainy, w której dzieją się rzeczy niewytłumaczalne. Lektura obowiązkowa!

Archeologia starych wpisów – 5 książek o psychopatach

Dzisiejsza piątka to wybór książek o psychopatach. Dominują w niej jednak pozycje naukowe. Są również dwie książki beletrystyczne obrazujące zachowania psychopatyczne – jedna z nich jest połączeniem horroru z kryminałem, druga to typowa powieść kryminalna. Tradycyjnie kliknięcie na tytuł i okładkę przeniesie Was do obszerniejszej recenzji.

kevin dutton madrosc psychopatowMądrość psychopatów, Kevin Dutton  to tytuł książki, która próbuje udowodnić, że bycie psychopatą nie jest najgorszym, co mogłoby nas spotkać. Przynajmniej w niektórych sytuacjach i zawodach. Cechy typowe dla psychopatów, takie jak: bezwzględność, urok i koncentracja, odporność psychiczna, nieustraszoność są pożądane przez wielu z nas, bo mogą przyczynić się do zawodowego lub życiowego sukcesu. Poważnie i strasznie zaczyna się robić dopiero wtedy, gdy przymioty te zaczynają dominować nad rozsądkiem, sumieniem i empatią.

teoria zła simon baron cohen
„Teoria zła. O empatii i genezie okrucieństwa” Simon Baron-Cohen Autor jest psychologiem, który na „warsztat” wziął pojęcie zła, jego przyczyny możliwe do określenia za pomocą testów psychologicznych oraz dogłębnego badania mózgu przy użyciu najnowocześniejszych urządzeń. Jego teoria skłania do odrzucenia stereotypowego pojęcia zła i spojrzenia na nie pod innym kątem. Naukowiec próbuje dowieść, że zło to nic innego jak brak empatii, która w zależności od różnych okoliczności i typów osobowości może doprowadzić do mniejszego lub większego okrucieństwa.

bestia dlaczego zło nas fascynujeborwin bandelow„Bestia. Dlaczego zło nas fascynuje” Borwin Bandelow. W tej książce psychopatia schodzi na drugi plan, ponieważ autor specjalizuje się w badaniu zjawiska strachu. Pragnąc zgłębić tajemnicę zła, rozmawiał z ofiarami uprowadzeń i innych przestępstw oraz ze sprawcami morderstw, porwań, oszustami i świadkami wydarzeń. W „Bestii” zadaje pytanie o to dlaczego ludzie ulegają urokowi tych, którzy ewidentnie są źli. Aby zobrazować uwodzicielską siłę zła, Bandelow sięga po sprawy, które w swoim czasie były na pierwszych stronach gazet i zapisały się w annałach psychologii.

biała wiedźma adam zalewski„Biała Wiedźma” Adam Zalewski. Na miasteczko pada strach. W biały dzień psychopata zabija siekierą Erniego oraz dwie klientki baru. Wkrótce potem ktoś porywa chłopca, który wybrał się do lasu. Mniej więcej w tym samym czasie, w lesie nad stawem zwanym Białą Wiedźmą ukazuje się tajemnicza postać kobieca przypominająca ducha. „Biała Wiedźma” irytuje, obrzydza, straszy i wciąga w duszną atmosferę niewyjaśnionych zagadek. Jednocześnie nie sposób się oderwać od kart powieści.

dziewczyny ktorych poządał jonathan nasaw
„Dziewczyny, których pożądał” Jonathan Nasaw. W trakcie lektury wielokrotnie przyszło mi do głowy, że miotają mną emocje, których nie przeżywałam od wielu lat – od czasów, gdy czytałam Deavera i jego wyśmienite książki z początków pisarskiej kariery. Skoro już wspomniałam, że Nasaw pisze równie ciekawie jak Deaver, to dodam jeszcze, że u Nasawa fabuła jest znacznie bardziej brutalna, a przez to straszniejsza. Policja w trakcie przypadkowej kontroli drogowej ujęła mężczyznę, który na przednim siedzeniu wiózł „świeżo wypatroszoną” nastolatkę…. i nie jest to jedyna ofiara pojawiająca się w tej książce.

 Zainteresowała Was któraś z książek? Znacie jakieś inne tytuły związane z tą tematyką?

Okularnik, Katarzyna Bonda

okularnik katzrzyna bondaMuza SA, 2015

Liczba stron: 848

„Okularnik” poraził i onieśmielił  mnie swoją objętością. Odłożyłam książkę na wakacje, żeby w razie czego nie zarywać nocy. Spodziewałam się bowiem, że będzie lepszy od nieco przegadanego i zbyt rozwlekłego „Pochłaniacza”. Okazało się jednak, że jest inaczej. A jedynie fakt, że czytałam książkę podczas urlopu sprawił, że znalazłam dość cierpliwości, by dotrwać do końca.

Sasza wyjeżdża do Hajnówki, żeby spotkać się z Łukaszem, mężczyzną, z którym coś ją kiedyś łączyło, a jednocześnie podejrzanym o brutalne morderstwa kobiet. Mężczyzna jest tam leczony w prywatnej klinice psychiatrycznej. Niestety, okazuje się, że właśnie został wypisany i ślad po nim zaginął. Sasza jednak trafia na dużą aferę – ktoś podrzuca policji wykopane z ziemi czaszki. Nie wiadomo jeszcze czy są to szczątki ofiar wojennych, powojennych rozgrywek na tle narodowościowym, czy też są dowodami w jakichś świeższych sprawach. Miejscowy bogacz, podejrzewany o zamordowanie co najmniej dwóch ze swoich kobiet, planuje małżeństwo z młodą dziewczyną z biednej rodziny. Miejscowe gangi skrajnie prawicowe przeprowadzają kilka akcji skierowanych przeciw ludności pochodzenia białoruskiego. Ktoś zostaje porwany. Ktoś zna miejsce pochowania zamordowanych po wojnie ludzi. Ktoś się ukrywa. Ktoś kogoś morduje. W tym wszystkim jest Sasza – niezorientowana w miejscowych powiązaniach, ale znajdująca się na tyle blisko epicentrum zdarzeń, by być główną podejrzaną.

Milion stron, milion postaci, milion wątków. Trudno połapać się w tym chaosie. Trudno wyłuskać to, co najważniejsze, tym bardziej,  że okazuje się, że niektóre zajmujące po kilkadziesiąt stron wątki prowadzą zupełnie do niczego i są tylko tłem. dla rozgrywających się wydarzeń. Ponadto, co dla mnie jest niewybaczalne, nie wszystkie nitki zostają złapane na koniec i czytelnik nie poznaje wszystkich rozwiązań. (Założyłam, że to JA nie skapowałam, ale przegadałam sprawę z koleżanką i ona też nie wie.)Trudno w przypadku tej książki mówić o jednym zakończeniu, ponieważ równolegle ciągnęło się kilka spraw. I tak jak wspomniałam, niektóre w ogóle zostały zapomniane i nie doczekały się zwieńczenia, inne miały zakończenie za bardzo wydumane, a jeszcze inne całkiem znośne.

Królowa polskiego kryminału? Niestety, nie. Królowa galimatiasu, to bardziej pasuje. Podczas lektury naszły mnie takie refleksje: Bonda lubi pisać, widać, że pisanie sprawia jej przyjemność, bo nie potrafi przestać w porę. Bardziej skupia się na samym wymyślaniu postaci, wątków i miejsc, niż kontrolowaniu przebiegu fabuły.  Stąd niedoróbki i chaos, stąd rozciągnięcie historii na niemal tysiąc stron, stąd nagromadzenie wątków, które mogłyby posłużyć do opowiedzenia innej, pełnowymiarowej powieści, a tutaj tylko zaśmiecają ogląd. Jestem zawiedziona i rozczarowana.

Longin. Tu byłem, Marcin Prokop

Longin2 Tu bylem Marcin ProkopZnak, 2015

Liczba stron: 163

Longin powraca w wielkim stylu i rusza na podbój świata. W najnowszej książce Marcin Prokop zabiera młodych czytelników w podróż w czasie, do późnych lat osiemdziesiątych. Są wakacje, a przed nastoletnim Longinem-Marcinem jedna z najbardziej ekscytujących wypraw w jego życiu.

Jakimś cudem rodzicom chłopca udaje się dostać paszporty i zorganizować wyjazd do rodziny mieszkającej w Paryżu. Podróż pożyczonym samochodem z bardzo ograniczonymi środkami finansowymi jest ekscytująca od samego początku – w pamięć zapada szczególnie moment przekraczania granicy z NRD. Na zachodzie przed Longinem otwiera się cały, nieznany świat barw, smaków i zapachów. Chociaż nie stać go na zakupy w bajecznie kolorowych sklepach, może przynajmniej zrobić zdjęcia, by pokazać te cuda chłopakom z osiedla. Po powrocie do kraju Longin ponownie wyrusza w drogę – tym razem z babcią i wujkiem jedzie na Mazury, gdzie rozkręca swój pierwszy biznes – wyprowadzanie psów bogatych wczasowiczów. Końcówkę wakacji wieńczy wyjazd na obóz, gdzie daje się zapamiętać jako najbardziej krnąbrny uczestnik.

Marcinowi Prokopowi udało się stworzyć, czy może spisać, historię, która bawi i uczy. Z jednej strony jest śmieszną opowiastką o perypetiach i przygodach młodego, rozbrykanego, pomysłowego chłopca, z drugiej natomiast opowieścią o nieodległych czasach, które urodzonym po 2000 roku wydają się równie nierzeczywiste jak science fiction. Nie ma w książce żadnych złośliwości w stylu „gimby nie wiedzo”, lecz próba przedstawienia świata, w jakim dorastali rodzice współczesnych uczniów podstawówek i gimnazjów. Na końcu książki znajduje się nawet ilustrowany słownik słów kłopotliwych, takich jak Pewex, kaseta magnetofonowa czy ścinki z torcików wedlowskich.

„Longin. Tu byłem’ jest autentycznie zabawną książką, którą z przyjemnością przeczytają dorośli, co chwilę pokrzykując „Tak było!” Natomiast ich dzieci, momentalnie poczują sympatię do wysokiego, wiecznie pakującego się w kłopoty Longina, który teraz jest dość poważnym panem z telewizji, oraz jego nietuzinkowej rodziny.