Lotnisko w Monachium, Greg Baxter

lotnisko w monachiumCzwarta Strona, 2015

Liczba stron: 316

Książka tak chłodna jak kolory użyte na okładce. Książka o samotności w tłumie. Książka tak dołująca, że chce się walić głową w ścianę.

Amerykanin mieszkający w Londynie przyjeżdża do Monachium wraz ze swoim dawno niewidzianym ojcem. Do Niemiec sprowadza ich rodzinna tragedia – umarła Miriam, siostra i córka. Panowie muszą uporządkować sprawy zmarłej, zidentyfikować zwłoki i… uporać się z przyczyną śmierci najbliższej krewnej. Ku swojemu przerażeniu dowiadują się, że Miriam zagłodziła się na śmierć. Po trzech tygodniach pobytu w Europie kontynentalnej szykują się do odlotu do Stanów Zjednoczonych z ciałem zmarłej. Plany krzyżuje im mgła paraliżująca lotnisko w Monachium. Ostatnie godziny spędzone w Niemczech w towarzystwie coraz słabszego ojca i pracownicy ambasady są dla anonimowego bohatera okazją do wspomnień i podsumowań.

Migawki z lotniska przeplatają się ze wspomnieniami z czasów, gdy wszyscy jeszcze mieszkali w Stanach, nielicznych spotkań z siostrą oraz ojcem, drogi do stabilizacji zawodowej oraz nieudanego małżeństwa.  Z powoli dokładanych fragmentów wyłania się rodzinna historia naznaczona obcością. „Lotnisko w Monachium” to bowiem powieść o rozpadzie rodziny, o zaniku więzi, o oddaleniu i wycofaniu. Bohaterowie tej książki rozjechali się po świecie, rzadko spotykali się w gronie rodziny, celowo, a może w wirze codziennych zdarzeń, nie dbali o pielęgnowanie więzi z bliskimi. W kontekście opisanej rodziny słowo „bliscy” zupełnie nie pasuje – tę trójkę łączy jedynie wspólne nazwisko i wspomnienia sprzed kilkudziesięciu lat. Dwóch pozostałych przy życiu członków rodziny wiążą teraz wyrzuty sumienia i bezgłośnie powtarzane pytania. Dlaczego nie zainteresowali się Miriam? Czy można jej było pomóc? Do końca swoich dni będą się zadręczać myślą o tym, co mogło skłonić tę młodą kobietę do odebrania sobie życia w tak okrutny sposób.

Problemy poruszone w powieści można odczytać w szerszym kontekście i odnieść do sytuacji wielu rodzin. Ponadto, znamienne dla naszych czasów jest to, że każdy z bohaterów dąży do samotności, najlepiej czuje się sam z sobą. Każdy ma świadomość tego, że inni ludzie nie są w stanie go zrozumieć ani wysłuchać, bo sami mierzą się z własnym życiem. Bohaterowie tej powieści są atomami krążącym po swoim świecie, odbijającymi się od innych cząsteczek, lecz nie tworzącymi trwałych więzi. Bardzo dobra książka, zaskakująca, szokująca. Stanowczo nie dla tych, którzy lubią w literaturze szybką akcję, dynamiczne dialogi i wolą „kawę na ławę”.

Trzynaście powodów, Jay Asher

13 trzynaści powodów jay asherRebis, 2015

Liczba stron: 272

„Trzynaście powodów” to książka o młodzieży, o problemach dorastania, szkole i życiu pozaszkolnym. Dlatego kierowana jest do młodszego czytelnika, ja jednak zachęcam do jej przeczytania przede wszystkim rodziców nastolatków.

Pewnego dnia nastoletni Clay Jensen dostaje paczkę. W środku znajduje kilka kaset magnetofonowych. Gdy zaczyna słuchać tej z numerem jeden, ogarnia go przerażenie. Okazuje się, że kasety zostały nagrane przez jego koleżankę ze szkoły, Hannah, która niedawno popełniła samobójstwo. Hannah we wstępie do nagrania mówi, że istnieje trzynaście powodów jej śmierci, a osoby, do których trafią kasety, są z nią powiązane.

Słuchanie tego, co mówi Hannah, jest dla Claya prawdziwym koszmarem. Po pierwsze, dowiaduje się jak wielką podłość skrywają w sobie koledzy i koleżanki ze szkoły. Po drugie, cały czas zastanawia się w jaki sposób skrzywdził dziewczynę, w której się podkochiwał. Wraz z upływem godzin i z każdą kolejna kasetą Clay przekonuje się, że czasem jedno niefortunne wydarzenie jest w stanie poruszyć lawinę nieszczęść. A plotki, pomówienia i oszczerstwa nigdzie nie rozchodzą się z taką szybkością jak w szkole średniej. Nadwrażliwa nastolatka bez prawdziwych przyjaciół, bez wsparcia ze strony dorosłych kumuluje w sobie lęk, wyobcowanie, wstyd i poniżenie.

Mam bardzo ambiwalentne odczucia po lekturze tej książki. Doceniam pomysł na fabułę oraz sprawne poprowadzenie akcji. Podoba mi się poruszony w powieści problem przemocy słownej (i nie tylko) skutkujący wycofaniem się w głąb siebie i niedopasowaniem do grupy rówieśniczej. Jednakże, mój niepokój budzi sposób przedstawienia samobójstwa jako szlachetnej drogi wyjścia ze skomplikowanej sytuacji. Dodam, że z tego typu kłopotami poradziłby sobie każdy dojrzały człowiek, więc taka gloryfikacja samobójstwa wydaje mi się trochę niebezpieczna w powieści skierowanej do młodszego czytelnika. Czytelnika, który na pewno ma problemy, czuje się niezrozumiany, odstaje od innych. Boję się, że książka może trafić w ręce przewrażliwionego młodego człowieka. Wszystkim dorosłym i dojrzałym gorąco polecam.

Idź, postaw wartownika, Harper Lee

idź postaw wartownika harper leeFilia, 2015

Liczba stron: 368

Harper Lee znana jest z uhonorowanej wieloma nagrodami i ukochanej przez czytelników powieści „Zabić drozda”. Po ponad pięćdziesięciu latach milczenia, 88-letnia autorka postanowiła wydać książkę, którą napisała jeszcze przed powstaniem „Zabić drozda” i która była pierwszą wersją jej najsławniejszej i do niedawna jedynej książki. „Idź, postaw wartownika” rozgrywa się kilkanaście lat po zakończeniu procesu opisywanego w „Zabić drozda”.

Dwudziestosześcioletnia Skaut przyjeżdża z Nowego Jorku na dwutygodniowe wakacje do Maycomb. Bardzo się cieszy na coroczne spotkanie ze swoim coraz bardziej zniedołężniałym ojcem Atticusem, który jest dla niej największym autorytetem, oraz przyjacielem z dzieciństwa Hankiem, który jest najpoważniejszym kandydatem na jej męża.

Sielanka wakacji w domu i radość ze spotkania z bliskimi zostaje zakłócona pewnego niedzielnego popołudnia, gdy dziewczyna udaje się na spotkanie Rady Maycomb, w której zasiadają dwaj najbliżsi jej ludzie. Jedno popołudnie wywraca świat dziewczyny do góry nogami, jej przekonania chwieją się w posadach, wszystko, w co wierzyła, rozpada się w proch.

„Idź, postaw wartownika” to opowieść o różnych sposobach pojmowania odpowiedzialności za swój kraj i obywateli w świetle przemian społecznych związanych z równouprawnieniem czarnoskórej ludności. Ścierają się w niej liberalne oraz idealistyczne poglądy osoby, która być może nie dociera do sedna problemu, z bardziej konserwatywnym zdaniem mieszkańców tego zakątka kraju, który może najbardziej się zmienić na skutek odgórnych rozporządzeń rządu. Dodajmy, że rządu ulokowanego tysiące kilometrów od zarzewia konfliktu.

To również książka o miłości i autorytetach, które zostają wystawione na największą próbę, zszargane, a nawet oplute, lecz ostatecznie zwycięskie. Podważanie autorytetów jest jedną z oznak dojrzewania, które nie zawsze przebiega bezboleśnie i bezkonfliktowo. Nie zawsze dojrzewa się w wieku kilkunastu lat. Bohaterce tej książki zajęło to o wiele dłużej. Bolesne zetknięcie się z hipokryzją i konformizmem odziera krainę dzieciństwa ze spowijającego ją blasku, a jednocześnie pozwala Skaut skonfrontować swoje idealistyczne wyobrażenia z ponurą rzeczywistością.

Nie jest to powieść idealna, niestety. Chwilami bywa nachalnie dydaktyczna, niektóre fragmenty, szczególnie te opisujące przygody przeżywane przez paczkę przyjaciół w dzieciństwie, wydają się wepchnięte na siłę. Muszę jednak przyznać, że bywają urocze i zabawne. Raziło mnie również to, że Skaut przez tyle lat miała klapki na oczach i nie zauważała świata i prawdziwego oblicza ludzi wokół siebie – trudno uwierzyć w taką niekonsekwencję w budowaniu postaci, bo przecież w obu powieściach przedstawiona jest jako bystra, chociaż krnąbrna dziewczyna. Przeszkadzało mi także i to, że właściwa akcja rozpoczyna się mniej więcej w połowie książki.

Jednak, nie szkoda mi czasu poświęconego  na przeczytanie „Idź, postaw wartownika”. Przyjemnie było przenieść się na południe Stanów, w niespokojne czasy lat 50., w okres intensywnych przemian, gdy nowoczesność walczyła z konwenansami rodem z XIX wieku, gdy biali ludzie nie umieli wziąć odpowiedzialności za bałagan, do jakiego doprowadzili ściągając z Afryki niewolników. Przyjemnie również było zobaczyć, co dzieje się u lubianych przeze mnie bohaterów i jak im się wiedzie w życiu. Jeśli „Zabić drozda” należy do Waszych ulubionych książek, powinniście poznać jej poprzedniczkę, która tak naprawdę jest jej kontynuacją.

45 puknięć w głowę, Grzegorz Kasdepke

45 puknięć w glowę grzegorz kasdepkeAgora & Tamaryn, 2015

Liczba stron: 142

Po sukcesie słowniczka ekonomicznego dla dzieci pt: „Zaskórniaki”, Grzegorz Kasdepke otrzymał propozycję napisania słownika wyrazów trudnych. Wydawca przygotował listę słów, które powinny się znaleźć w najnowszej książce i zostawił autorowi wolną rękę. Ten skwapliwie skorzystał z danej mu wolności, popuścił wodze wyobraźni i wspiął się na Everest kreatywności.

We wstępie, który przy okazji nawiązuje do słowa „uczciwość”, wyraźnie zaznacza że dziecko powinno czytać słowniczek z osobą dorosłą, ponieważ będzie potrzebowało wyjaśnień, omówienia lub  innych przykładów. Wszystkie hasła są ilustrowane, a obrazki stanowią integralną część książki i dopełniają treść w najlepszy możliwy sposób.

Jakie słowa tu znajdziemy? Wśród haseł z kategorii „Ludzie” znajduje się bohater, erudyta, snob, dyktator. Wśród abstrakcyjnych wyrażeń, m.in. agresja, arogancja, dyskrecja, kultura, kompromis, ironia, tożsamość i paradoks. Ostatni rozdział poświęcony cechom skupia się na przykład na: asertywności, próżności, samodzielności i oryginalności. Jak sami widzicie, wyjaśnienie ich w prostych słowach i obrazkach każdego może przyprawić o ból głowy. Chyba że pukniemy się w głowę, jak Grzegorz Kasdepke, i posłużymy różnymi formami wypowiedzi. Dzięki temu każdy dorosły będzie się bawił przy lekturze tak dobrze jak dziecko, a nawet lepiej, ponieważ jest w stanie zrozumieć ukryte aluzje.

O jakich formach mowa? Osoba pragnąca zostać autorytetem wysyła pięknie wykaligrafowany donos. Bohater udziela wywiadu. Poznajemy przepis na erudytę. Na naszych oczach rozgrywa się scena z westernu definiująca tradycję. Władza doczekała się przypowieści, a próżność bajki.  Każde z 45 haseł napisane jest w innym, zaskakującym stylu.

Zabawa konwencjami i formami sprawia, że trudno odłożyć słownik przed końcem, bo każda strona skrywa jakąś niespodziankę, rebus do rozwiązania, aluzję do wyhaczenia.  Warto po raz pierwszy przeczytać książkę bez udziału dziecka, by móc potem omawiać poszczególne hasła nie zanosząc się od śmiechu. Polecam dla małych i dużych.