Dzisiaj się rozstaniemy…

misio
Bez żalu żegnam 2015 rok. Rok bardzo pracowity, w którym z trudem udawało mi się znaleźć czas na czytanie, choć jakimś cudem przeczytałam prawie tyle samo, co zwykle. Widać, że inaczej nie umiem, a czytanie jest dla mnie tak naturalne jak oddychanie i spanie. W tym roku  pożegnałam się z blogiem na platformie bloxa i mozolnie, bo ręcznie, przeniosłam (z pomocą męża i syna) wpisy z ponad sześciu lat działalności. Teraz wreszcie jestem zadowolona ze swojego miejsca w sieci 🙂

Przeczytałam 157 książek (ostatnia, którą zaczęłam w tym roku, a skończę w 2016 to „Jolanta” Sylwii Chutnik, rok zaczęłam „Małą zagładą” Anny Janko.)

Książki polskich autorów: 56

dla dzieci / młodzieży: 13

audiobooki: 6

komiksy: 10

literatura faktu 30

W tym czasie przetłumaczyłam 3 powieści: „Oddech Boga” już się ukazał. W przyszłym roku Wydawnictwo Czwarta Strona wyda „Tymczasową żonę” oraz książkę, której tytuł prawdopodobnie będzie brzmiał „Unik”.

Oprócz bloga nadal działają i dobrze się mają:

facebook Czytam, bo lubię – ok. 58,600 obserwujących.

instagram @agaczyta – ok. 5600 obserwujących

Założyłam też kanał na You Tube pod nazwą Czytam, bo lubię (a jakże!) – na razie można na nim obejrzeć kilka animacji książkowych.

Na początku roku opublikuję listę najlepszych książek 2015, bo zapewne jesteście ciekawi, co mnie ujęło.

Życzę Wam aby przyszły rok nie był gorszy od tego, aby dopisywało Wam zdrowie i sprzyjał los. Życzę Wam również wielu udanych spotkań z literaturą i dużo czasu na czytanie 🙂

Zabij mnie, tato, Stefan Darda

zabij mnie tato stefan dardaVideograf, 2015

Liczba stron: 432

Na kasecie magnetofonowej przed właściwą taśmą znajdowała się tak zwana rozbiegówka, na której nie dało się niczego nagrać. Zanim  zagrała muzyka przez chwilę panowała cisza. Podobnie jest w tej książce – zanim zacznie się coś dziać, musimy przeczytać dobre kilkadziesiąt stron, które do samej akcji wprowadzają bardzo niewiele. Dopiero potem zaczynają się różne atrakcje.

Zdzisław Mokryna jest emerytowanym policjantem-samotnikiem. W niewielkiej miejscowości, w której kupuje mieszkanie, nie zna nikogo. Odcina się od przeszłości i próbuje zacząć na nowo jako ochroniarz w fabryce okien. Liczy na spokój, odpoczynek od stresującej pracy. Dość szybko zaprzyjaźnia się z małżeństwem prowadzącym pizzerię w miasteczku, często ich odwiedza, staje się przyszywanym wujkiem dla ich trzech córek. Sielankę przerywa niesłychana tragedia. Najstarsza z córek odprowadzając po szkole młodsze siostrzyczki spuszcza je na chwilę z oczu. Ktoś wykorzystuje tę sytuację i dzieci nie wracają do domu. Rozpoczyna się wyścig z czasem. Mokryna wspiera przyjaciół i próbuje pomagać w śledztwie. Nie spodziewa się, że to dopiero początek dramatu.

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Stefana Dardy uważam za udane, choć z początku próbował mnie zagadać, zwieść na manowce opowieściami o życiu, pracy, rodzinie, sprawdzić ile wątków obyczajowych jestem w stanie znieść zanim dostanę nagrodę. Jestem wytrwałą czytelniczką i nie dałam się łatwo zniechęcić, tym bardziej, że okładka obiecywała thriller, uprowadzenie, sensację, więc miałam na co czekać. Kiedy wreszcie wyszłam poza dygresje i wątki poboczne upchnięte w pierwszych rozdziałach, okazało się, że jest to niezły thriller – niezły, bo trzymający w napięciu. Autor dość przekonująco opisał swoich bohaterów: rodziców uprowadzonych dziewczynek, Mokrynę, policjanta z miejscowej komendy. Nie pasowało mi coś w najstarszej siostrze, bo czasami była zupełnie infantylna, a czasami przesadnie dojrzała. Ostateczny werdykt mimo długiej rozbiegówki jest pozytywny i wiem, że jeśli autorowi nie znudzi się pisanie thrillerów, ja będę je czytała.

Konkurs rocznicowo-noworoczny :)

konkurs

Miesiąc temu blog Czytam, bo lubię skończył siedem lat. Nie miałam czasu ani nastroju na podsumowania, bo wierzę, że siedem lat to nie wszystko, na co mnie stać. Pomyślałam jednak, że gdyby nie to, że mnie czytacie, a słupki oglądalności co miesiąc biją kolejne rekordy, nie miałabym takiej motywacji do pisania i dzielenia się swoimi lekturami. W związku z tym uznałam, że największą przyjemność sprawi mi obdarowanie jednego z czytelników jakimś przyjemnym zestawem.

Na powyższym zdjęciu widać, że zamierzam podzielić się z Wami kalendarzem na nowy rok, kolorowanką (jedną z najpiękniejszych, jakie mam) oraz notesem Czytam, bo lubię.

Spodziewam się i mam nadzieję, że zestaw jest atrakcyjny i będziecie chcieli go dostać. Przewidując, że będzie więcej chętnych niż nagród, wymyśliłam zadanie „konkursowe”:

Opowiedz mi swoją historię z Czytam, bo lubię, czyli możesz napisać: jak długo jesteś czytelnikiem / czytelniczką Czytam, bo lubię? Czy mój blog zainspirował Cię do czegoś? Jak się poznaliście? Czy śledzisz moje inne kanały (instagram, FB, twittera, youtube itp.) Nie musisz odpowiadać na te pytania, możesz napisać coś od siebie. Pamiętaj – masz czas do północy 1 stycznia 2016 r. Zwycięzcę wyłonię po zapoznaniu się z odpowiedziami, czyli w okolicach początku roku 🙂 Odpowiedź / zgłoszenie możesz zamieścić w komentarzu pod tą notką (ze względu na dużą ilość spamu komentarze są moderowane, więc uzbrój się w cierpliwość, Twoje zgłoszenie na pewno się pojawi) lub na Facebooku pod wpisem konkursowym.

ROZSTRZYGNIĘCIE:

Dziękuję za wszystkie miłe słowa i życzenia.

W związku z tym, że osoba, której wpis zwyciężył, od 10 dni nie zgłosiła się po odbiór nagrody (czyli nie zagląda na mój blog tak często, jak pisała 😉 ), postanowiłam przyznać zestaw książkowy Alicji Kosiek.

Alicjo, proszę podaj mi swój adres korespondencyjny (wyślij go na email lub wiadomością na Fb)

Gratuluję!

Lolo, Marta Szreder

lolo marta szrederZnak Literanova, 2015

Liczba stron: 222

Nie oglądałam filmu reklamowanego na okładce książki, więc będę się odwoływała tylko do treści powieści „Lolo”. Celowo nazywam książkę powieścią, ponieważ ma niewiele wspólnego z prawdą o Karolu Kocie. Dla niezorientowanych dodam na wstępie, że Kot był seryjnym mordercą działającym w latach 60. w Krakowie. Nie jestem pewna czy obrósł już legendą, tak jak głosi okładka. Wydaje mi się, że wciąż wraca się do tematu Kota za względu na jego młody wiek. Był maturzystą, gdy został ujęty i jak na swoje lata miał całkowicie niewinny, chłopięcy wygląd.

Autorka skupia się na okresie od sierpnia 1965 do maja 1966 roku. Przedstawia Karola Kota w jego środowisku – w domu, szkole, klubie sportowym. To chłopak nieśmiały, zamknięty w sobie, lubiący się uczyć. Nie sprawia kłopotów, nie interesuje się ani modnymi strojami, ani muzyką rozrywkową, nie pije, nie pali. Łatwo go zranić, bo jest wrażliwy. W klubie sportowym, gdzie trafia do sekcji strzeleckiej, poznaje starszą od siebie dziewczynę, studentkę ASP.  Zakochuje się w niej, ona trochę wodzi go za nos. To na jej rysunkach po raz pierwszy widzi nagą kobietę. Chcąc zaimponować chłopcom ze szkoły, których kręci zabawa nożami, Karol odkłada kieszonkowe i kupuje nóż. Potem dotąd ćwiczy sztuczki aż jest najlepszy ze wszystkich. Pewnego dnia w chwili wzburzenia, odczuwając upokorzenie i inność, Karol napada w kościele na staruszkę. Rani ją w plecy i ucieka. Od tej pory ataki na nieznane osoby są dla niego formą wyładowywania złości i napięcia. Cały Kraków drży przed ‚wampirem”, jak nazwały go gazety.

Książka napisana jest bardzo sprawnie, czyta się ją błyskawicznie. Ale cały czas coś nie dawało mi spokoju. Czułam, że zawodzi psychologia postaci. Normalny człowiek nie idzie zabijać, bo ktoś go zawstydzi. I nie myliłam się. „Lolo” jest lukrowaną laurką. Karol przedstawiony został jako szlachetny, nieśmiały chłopiec, niemal ofiara swoich bliskich. Tylko że to wszystko nie jest prawdą. On taki nie był. Wystarczy przeczytać wywiad z Kotem zamieszczony w książce Bogusława Sygita „Kto zabija człowieka…”, by poznać prawdziwe oblicze wampira. To psychopata od dziecka męczący zwierzęta, kolekcjonujący broń, kochający zadawać ból, pijacy krew, dumny ze swoich czynów, postrzegający moralność jako przyzwolenie na czynienie tego, co sprawia mu przyjemność. Człowiek bez skrupułów i sumienia.

Nie wiem, co skłoniło autorkę do napisania takiej zakłamanej książki. Czyżby naprawdę chciała stworzyć legendę? Tylko po co? Na okładce napisano, że Marta Szreder próbuje odgadnąć motywacje seryjnego mordercy, ale według mnie wychodzi od zupełnie chybionej hipotezy. Karol Kot nie był ofiarą, był katem od dawna ćwiczącym się w zabijaniu. Traktował zadawanie śmierci jako hobby. Pretekst do zabijania był nieważny. Gdyby nie został ujęty, zabijałby nadal i to nie tylko atakując nożem. Doskonalił swoje metody i coraz bardziej rozsmakowywał się w krwi. Czy naprawdę musimy robić bohaterów z psychopatów? Czy nie można było opowiedzieć jak było naprawdę? Skoro ja bez problemu dotarłam do wywiadu, to autorka również mogła sprawdzić różne źródła. To książka szkodliwa, naprawdę. Gdyby była fikcją literacką, o fikcyjnym bohaterze, nie miałabym zastrzeżeń, chwaliłabym warsztat i opowiedzianą historię, ale niepokoi mnie manipulowanie faktami. Nie potrzebujemy takich bohaterów jak Karol Kot.

Literackie kalendarze na 2016 rok

Przed Nowym Rokiem warto zadbać o nowy kalendarz. Albo nawet kilka. Najlepiej, żeby kalendarz odzwierciedlał nasze zainteresowania, inspirował, cieszył oko swoim wyglądem i był praktyczny.  Dla mnie kalendarz jest bardzo istotny, bo powinien spędzić ze mną cały rok, pozostać w jednym kawałku  i wciąż cieszyć oko. Przygotowałam dla Was takie, które nazwałam kalendarzami literackimi.

Na poniższym zdjęciu widać ich grubość i wielkość – to ważne, bo ja, na przykład, nie noszę przy sobie niczego większego niż kieszonkowy Moleskine, ale wiem, że niektórzy wolą rozmiar A5 lub większy. Jedynie kalendarz, którego używam w pracy ma rozmiar zeszytu, ale on spełnia zupełnie odmienne funkcje niż ten służący osobistym zapiskom.

k15

1. Kalendarz z Małym Księciem z Wydawnictwa Znak ma średnią wielkość i grubość oraz sztywną okładkę. Zawiera wszystko to, co może nam się przydać i jeszcze więcej: mapy, przeliczniki miar, daty świąt ruchomych aż do 2025 roku, ważne numery telefonów, stolice europejskie, przedrostki matematyczne itp. Dla mnie stanowczo za dużo, ale zapewne wydawca celuje w młodzież szkolną, której te rzeczy mogą się przydać.

k14

Tydzień rozpisany jest na jednej stronie, na drugiej dostajemy miejsce na notatki. Z tyłu mamy jeszcze kilka dodatkowych kartek na adresy i telefony. Co ciekawe kalendarz obejmuje również cały styczeń i początek lutego 2017 roku.

k13

Co kilkanaście stron znajduje się również ilustracja oraz cytat z książki. Bardzo sympatyczne i urokliwe. Kalendarz ma również jedną tasiemkę do zaznaczania strony.

kalendarz mały książe1

Oprócz kalendarza Znak wydał również Notatnik z Małym Księciem. Wymiary ma takie same jak kalendarz, tasiemkę, gładkie strony do pisania z ilustracjami i jednozdaniowymi cytatami. Ilustracji jest dużo, ale nie zajmują wiele miejsca na stronie..  Ten notes jest naprawdę ładny. Warto zwrócić na niego uwagę.

k10

2. „52 tygodnie z rysunkami, które inspirują” to nie do końca kalendarz literacki. Zwróciłam na niego uwagę, bo jest bardzo ładny i pomysłowy. Ma sztywną okładkę, dość grube strony, odpowiednie do kolorowania i minimalną ilość dodatkowych gadżetów. Brak mu tasiemki, nie ma żadnych map, przeliczników i tabel. Jest tylko strona do zapisania danych osobistych i z tyłu dwie strony na dodatkowe notatki. Wszystkie niedostatki wynagradzają ładne kolorowanki w stylu „Tajemniczego ogrodu”.

k8

Tydzień rozpisany jest na jednej stronie, na drugiej  jest kolorowanka. Pamiętam, że były dwa rodzaje tych kalendarzy, z zieloną i niebieską okładką. Ja wybrałam ten z zieloną ze względu na kolorowanki, które bardziej mi się spodobały niż te zawarte w drugiej opcji. Wydawca to Arkady.

k9

3. Książki Reginy Brett biją rekordy popularności w Polsce. Autorka przygotowała 12 nowych lekcji na 2016 rok zawartych w tym tomie, co sprawia, że kalendarz ten jest również książką. Jest najgrubszy ze wszystkich, ma utwardzaną okładkę, ale nie całkiem sztywną, tasiemkę do zaznaczania oraz zakładkę (nie wiem czy to tylko reklamówka, czy znajduje się w każdym tomie). Opatrzony jest przedmową. Przed każdym z miesięcy znajduje się dłuższy tekst, na każdej stronie jakieś hasło, myśl, inspiracja. Z tyłu znajduje się jeszcze kilkanaście stron na dodatkowe notatki.

k5

Każdy dzień jest na oddzielnej stronie, co daje dużo miejsca na własne zapiski. Każdy miesiąc ma inną szatę graficzną. Papier cienki, żółtawy, trzeba uważać, żeby go nie przebić, gdy się pisze piórem lub markerami. Wydawnictwo Insignis.

k7

4. Najporęczniejszy ze wszystkich, ten, który będzie codziennie przy mnie przez kolejnych 12 miesięcy to Moleskine. Przez ostatnie dwa lata miałam Moleskine z Małym Księciem, w tym roku postanowiłam postawić na Fistaszki, tym bardziej, że od razu zakochałam się w piszącym na maszynie Snoopim.

    k2

W środku nie ma zbyt wielu nawiązań do Fistaszków. Jedynie wyklejka okładki to komiks,  do kalendarza dołączono również naklejki z dymkami (patrz zdjęcie poniżej).

Kalendarz zamykany jest na gumkę, ma tasiemkę do zaznaczania oraz kieszonkę na drobiazgi z tyłu. Papier ma cienki, ale wytrzymały (wiem, bo podobnych kalendarzy używam od lat).

k3

Zawsze wybieram takie, które mają tydzień z lewej strony i miejsce na notatki (koniecznie w linie) z prawej. Kalendarz zawiera kilkanaście stron dodatkowych gadżetów – w tym mapy, przeliczniki, numery kierunkowe do różnych państw oraz miejsce na dodatkowe notatki.

k4

Który podoba Wam się najbardziej? Jaki kalendarz wybraliście na nowy rok? Zwracacie w ogóle uwagę na to jakiego kalendarza używacie?