Goliat, Tom Gauld

goliat tom gauldCentrala, 2012

Liczba stron: 96

Goliat. Postać znana od setek lat. Prawie trzymetrowy olbrzym walczący po stronie Filistynów, który, mimo najnowocześniejszej zbroi, zginął z rąk Dawida. Jak wyobrażaliście sobie Goliata? Ja zupełnie inaczej, niż przedstawił go Tom Gauld.

Gauldowy Goliat jest żołnierzem, ale ponad walkę, wartę i popisy z bronią przedkłada spokój swojego namiotu i pracę kancelisty. Nie ma duszy wojownika, jest romantykiem, wrażliwcem, osobą niezwykle łagodną, refleksyjną. Pewnego dnia król wzywa go do siebie i przedstawia swój plan. Wojna ma zostać rozstrzygnięta w jednej walce – zmierzą się ze sobą dwaj najznamienitsi wojownicy z każdej armii. Ten, który zwycięży przyniesie chwałę swojemu narodowi. Każdego dnia Goliat ze swoim giermkiem wychodzi poza obóz i krzyczy: „Wybierzcie spośród siebie człowieka i niech zejdzie do mnie do walki. Jeśli przemoże mnie i zwycięży mnie, zostaniemy waszymi sługami; jeśli zaś ja go przemogę i zwyciężę, wtedy wy zostaniecie naszymi sługami i będziecie nam służyli!” Sami wiecie, jak to się skończy.

gauld3

Ależ mi było szkoda Goliata! Wspaniałego, łagodnego romantyka uwięzionego w ciele budzącego grozę olbrzyma. Wygląd, okoliczności, bezmyślny władca wszystko to złożyło się na jego osobisty dramat. Będąc jednak człowiekiem pogodzonym z losem, nie próbował się buntować, nie robił nic, żeby zmienić swoje przeznaczenie, po prostu poddawał się biegowi zdarzeń. Goliat Toma Gaulda to człowiek uwikłany, postać tragiczna, prawie bohater romantyczny, ale nieposługujący się pompatycznym językiem. Bardzo podoba mi się to rewolucyjne podejście do biblijnej historii.

gauld2

Tom Gauld jest znany z historyjek obrazkowych o książkach i czytaniu, które zamiesza m.in. w The New York Times i The Guardian. Rysuje charakterystycznym, łatwo rozpoznawalnym stylem. Plansze są pozbawione szczegółów, postaci i elementy tła schematyczne, oszczędnie stosuje kolory, siła jego komiksów polega nie na fajerwerkach, lecz na pomyśle, prostocie, tekście. „Goliata” narysował w podobnym stylu. Zamieściłam dwie plansze, żebyście zobaczyli, jak łatwo się go czyta, jak estetyczny jest rysunek i zapis. Jestem zachwycona.

Jem przy czytaniu

jem przy czytaniu

Jem przy czytaniu. Nie mam żadnych zahamowań. Gdybym miała się stosować do wszystkich dziwnych zaleceń: „Nie czytaj przy jedzeniu. Nie czytaj w wannie. Nie czytaj w łóżku”, nie czytałabym w ogóle, bo nie dysponuję taką ilością czasu, by zasiąść przy stole lub na fotelu i celebrować chwilę z książką. Od zawsze jem i czytam, leżę i czytam, kąpię się i czytam, mieszam w garnku i czytam. Nie niszczę przy tym książek. A nawet jeśli, to co? Sama za nie zapłaciłam, a książka to tylko przedmiot. Po przeczytaniu trafi na półkę i będzie stała kilka lat. Równie dobrze może stać z plamą lub ukrytym między stronami okruchem. Jeszcze lepiej je się czytając na czytniku. Tutaj to już całkowity luz – kapnie, to się powyciera 😉

Jedzenie i czytanie nie wykluczają się. Pisze o tym Marek Bieńczyk w „Jabłku Olgi, stopach Dawida”, a ja podpisuję się pod jego słowami.

„Nigdy nie słyszałem w domu ‚nie czytaj przy jedzeniu’; do dzisiaj takie molestowanie wydaje mi się karygodne, gdyż rozbija całość i wspólnotę światów cudownie połączonych. Dlaczego rozdzielać dwa łaknienia, głowę od żołądka, po co niszczyć magię komunii, której gdzie indziej ze świecą szukać? (…)

Oczywiście są chwile, kiedy smak potrawy przyciąga uwagę i warto zanurzyć się w każdym kęsie jak w święconej wodzie. Ale nad epifanie, które smak przynosi w darze, wolę tę inną zawartą w nim możliwość: łączenia się ze smakiem pisma”.

Kocham czytać, ale nie oznacza to, że oddaję kult książkom. Uwielbiam zawarte w nich historie, natomiast papier jest tylko przekaźnikiem treści. Jem przy czytaniu i staram się nie szkodzić przy tym książkom, ale nie rwę włosów z głowy, gdy jakaś wyjątkowo soczysta malina skropi stronę swoim sokiem, co przecież nie zdarza się codziennie. Ci, którzy kupili lub dostali ode mnie książki, wiedzą, że nie kleją się i nie śmierdzą sosem chili.

Kogo zgorszyłam moim wyznaniem? Kto wcina książki i kanapki, podobnie jak ja? Komu zdarzyła się jakaś nieprzyjemna awaria i pochlapał cenną lub należącą do kogoś innego książkę? Podzielicie się swoimi historiami?

Córka rzeźbiarza, Tove Jansson

córka rzeźbiarza tove janssonMarginesy, 2016

Liczba stron: 160

Autorka książek o Muminkach miała fantastyczne dzieciństwo, a przynajmniej takie wnioski można wyciągnąć z opowiadań prezentowanych w „Córce rzeźbiarza”.  Z wyczuwalną nostalgią wspomina w nich swoje zabawy, opowiada o nietuzinkowych rodzicach artystach i wydarzeniach, które zapadły jej w pamięć.

Tove to uparta dziewczyna z ogromną wyobraźnią. Gdy coś sobie ubzdura, wkłada dużo wysiłku w realizację swojego pomysłu i nie zważa na zdanie innych. Pewnego razu przez pół miasta toczyła duży kamień, który miał uczynić jej rodzinę bogatą. Spocona, poobijana poświęciła swojej misji wiele godzin, a największe wyzwanie czekało na nią na końcu. Innym razem zbudowała w ogrodzie rzeźbę przedstawiającą złotego cielca. A potem przez swój upór i upierdliwość zepsuła młodym geologom pobyt nad morzem.

Dziewczynka ma również mnóstwo fantazji – często bawi się samotnie, w zatokach „widzi” różne fantastyczne postaci pojawiające się tylko wczesnym rankiem. Miałam tu skojarzenia z bohaterami jej późniejszych książek dla dzieci i jestem niemal pewna, że te wymyślone w dzieciństwie stworki weszły później do kanonu literatury dziecięcej.

Ojciec Tove jest rzeźbiarzem, matka ilustratorką książek dla dzieci. Dom dziewczynki jest tak „artystyczny”, jak to możliwe. Autorka wspomina nocne spotkania przy winie, dziesiątki zwierząt kręcących się pod nogami, fruwających nad głowami i ulubienica taty – małpa. Chadzał z nią do knajpy, i troszczył się o nią jak o dziecko, co wzbudzało w małej Tove ogromną zazdrość i smutek.

W książce pojawia się również postać trochę szurniętej ciotki, która odreagowywała prozę życia (a może jakieś dramatyczne wydarzenie) realizując swoje projekty artystyczne. Murowała mozaikę na schodach, robiła pudełeczka z kolorowych obrazków i nawet ośmieliła się wchodzić do pracowni rzeźbiarskiej i korzystać ze sprzętu, którego nikt nie mógł dotykać.

Nie spodziewałam się, że lektura tego niezbyt obszernego tomu opowiadań przysporzy mi tyle przyjemności. To trochę sielankowy, trochę autokrytyczny obraz dzieciństwa, oszczędny w słowach, lecz trafiający w punkt. Chociaż czytamy o dziecięcych marzeniach i zabawach, w tle widzimy już postać dorosłej Tove Jansson, osoby obdarzonej dużą wyobraźnią, talentem plastycznym, zamkniętej w sobie i tajemniczej. Zachęcam!

Lodowe piekło. Katastrofa na Grenlandii, Mitchell Zuckoff

lodowe pieklo katastrofa na grenlandii mitchell zuckoffZnak Horyzont, 2016

Liczba stron: 464

Bohater wojenny to nie tylko ten, który dokonał odważnych czynów na polu bitwy. To także taki człowiek, który ruszył na pomoc innym ludziom i ten, który troszczył się o życie i zdrowie swoich towarzyszy w najbardziej ekstremalnych warunkach panujących na ziemi. Tak, w tej książce aż roi się od bohaterów, ale w żadnym momencie nie jest patetyczna.

Końcówka 1942 roku była pasmem nieszczęść dla wojsk amerykańskich stacjonujących w okolicach Grenlandii. Ze względu na fatalne warunki pogodowe wprawiające pilotów w dezorientację, na lodzie robiły się aż trzy samoloty. Prawie wszyscy członkowie załóg przeżyli wypadki, lecz stanęli wobec dużego problemu. Akcja ratunkowa mogła zająć dużo czasu, lotnicy najpierw musieli ich odnaleźć, następnie dotrzeć po nich drogą lądową, wodną lub powietrzną. Pogoda nie sprzyjała startom samolotów ratunkowych, podobnie jak nawierzchnia lodowca pokryta grubą warstwą śniegu i poprzecinana zdradliwymi szczelinami.

Opowieść o heroizmie uwięzionych w śniegu i lodzie żołnierzy oraz licznych, często nieudanych próbach ich ratowania, do końca trzyma w napięciu. Tym bardziej, że natura uparła się, by nie wypuścić tych chłopaków ze swoich mroźnych objęć i każde nowe przedsięwzięcie obracała w niwecz, raniąc, zabijając, napędzając strachu i wpędzając w depresję. Czterdziestostopniowe mrozy, wichury, burze śnieżne, przesuwający się lodowiec i ukryte rozpadliny to tylko nieliczne problemy, z którymi muszą zmagać się uwięzieni. Z biegiem czasu dochodzą wyrzuty sumienia, ponieważ są świadkami śmierci dążącego im na ratunek ochotnika.

Autor snuje równoległą opowieść o współczesnych próbach zorganizowania ekspedycji na Grenlandię w celu odnalezienia uwięzionych w śniegu maszyn z drugiej wojny światowej. Sam autor tej książki chce wyruszyć z taką ekspedycją, by nadać ostateczny szlif wojennej historii, którą pisze na podstawie archiwów i rozmów z tymi, którzy jeszcze żyją i pamiętają wydarzenia z lat 40. Niekończące się problemy związane z finansowaniem i logistyką sprawiają, że i ten wątek trzyma w dużym napięciu. Uda im się ta wyprawa? Znajdą coś mając tak skąpe i wykluczające się wzajemnie dane wygrzebane z odtajnionych archiwów wojskowych? A może wcześniej charyzmatyczni przywódcy wyprawy zagryzą się na śmierć w którejś z niekończących się kłótni?

Te historie wydarzyły się naprawdę. Zuckoff opisał je z przykładając się do detalu, starając się odtworzyć niemal każdy dzień spędzony przez lotników w śnieżnych kryjówkach, walkę o przetrwanie i zachowanie zdrowych zmysłów. Z dużą dokładnością przedstawił sylwetki żołnierzy biorących udział w akcji poszukiwawczej i pechowców czekających na przybycie pomocy. Ci najwytrwalsi, do których najtrudniej było dotrzeć, spędzili na Grenlandzkim lodowcu prawie pięć potwornych miesięcy. Książka opatrzona jest licznymi przypisami i fotografiami, choć żadna z nich nie oddaje w wystarczającym stopniu horroru rozbitków.

Uwielbiam historie o przetrwaniu w ekstremalnych warunkach, więc była to dla mnie wspaniała, choć miejscami bardzo smutna i wymagająca lektura. Gorąco (jakże nie na miejscu to słowo tu wygląda!) Wam ją polecam!

Polecam w Publio

baner_do_tekstu

Od dziś przez cały tydzień w księgarni internetowej Publio znajdziecie dziesięć polecanych przeze mnie książek dostępnych w atrakcyjnych cenach.

Proponuję Wam książki różnych gatunków, autorów polskich i zagranicznych, nowości i powieści, które premierę miały wiele lat temu. Starałam się, by w zestawieniu znalazła się również literatura faktu. Wszystkie poniższe tytuły zapadły mi w pamięć. Przygotujcie więc czytniki i siebie samych na mroczne i mocne wrażenia.

Miłego czytania!

Wszystkie zamieszczone zdjęcia są podlinkowane do promocji. Jeśli chcecie poznać moją pełną recenzję, w prawym górnym rogu tej strony znajdziecie wyszukiwarkę.


lotnisko w monachium

Lotnisko w Monachium – Greg Baxter

Bohaterowie tej powieści są jak atomy krążące po swojej orbicie, odbijają się od innych cząsteczek, lecz nie tworzą trwałych więzi. Stanowczo książka nie dla tych, którzy lubią w literaturze szybką akcję, dynamiczne dialogi i wolą „kawę na ławę”.


głosy pamano

Głosy Pamano – Jaume Cabre

Nie jest sztuką mówienie o ważnych kwestiach, sztuką jest mówienie w taki sposób, by przekazać istotę rzeczy i by dotrzeć do odbiorcy. Cabre nie moralizuje, nigdy nie mówi wprost, co jest dobre, a co złe, po prostu stawia czytelnika wobec problemu i angażuje go w pełni.


mała zagłada

Mała zagłada – Anna Janko

„Mała zagłada” jest próbą przełożenia drugiej wojny światowej na język sumienia. To wymagająca, pięknie napisana książka o haniebnych czynach. Jest oparta na przeciwieństwach: osobista i uniwersalna, wstrząsająca i intymna. Lektura obowiązkowa.


rzeczy iwaszkiewicz intymnie anna król

Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie – Anna Król

To, co z biografią Jarosława Iwaszkiewicza zrobiła Anna Król, wymyka się jednak wszelkim schematom. W „Rzeczach” dostajemy klocki, z których składamy sobie portret pisarza. Dowolność interpretacji sprawia, że książka wydaje się jeszcze bardziej atrakcyjna.


te chwile

Te chwile – Herbjorg Wassmo

„Te chwile” to książka o powolnym dojrzewaniu do bycia sobą, o zmiennych kolejach losu i odkrywaniu siły czerpanej z kobiecości. Wassmo unika łatwych ścieżek i dopowiedzeń. Składa powieść z tytułowych chwil, ale nigdy nie odkrywa wszystkich kart.


broad peak

Broad Peak. Niebo i piekło – Bartek Dobroch i Przemysław Wilczyński

Przybliża laikom dokonania polskich himalaistów w sposób przekrojowy, nie skupiając się jedynie na tragedii z 2013 roku. Autorzy wychodzą z założenia, że aby zrozumieć to, co się stało na Broad Peaku, należy mieć pojęcie o złożonych mechanizmach i siłach mających wpływ na ten sport.


trup-z-nottingham

Trup z Nottingham – Sasza Hady

To taki kryminał, w którym emocje związane z kolejnymi etapami sprawy kryminalnej splatają się z wartką narracją oraz zabawnymi dialogami. Diabelnie zabawnymi. Tak śmiesznymi, że czasami wybuchałam gromkim śmiechem.


grobowa cisza

Grobowa cisza – Arnaldur Indridason

Mroczny islandzki kryminał, w którym autor mistrzowsko stopniuje napięcie, łączy wątki z przeszłości z jak najbardziej współczesnymi problemami, oferuje przy tym bogatą, jak na powieść kryminalną, podbudowę psychologiczną.


ptaszyna

Ptaszyna – Dezso Kosztalanyi

Czy przystoi szanowanemu mężczyźnie wstydzić się brzydkiej i nieciekawej córki, która nie wyszła za mąż, a nawet nie miała żadnego poważnego kandydata do ręki? Kto z Was lubi po zamknięciu książki przetrawiać ją jeszcze w sobie, powinien koniecznie przeczytać „Ptaszynę.”


miasto ślepców

Miasto ślepców – Jose Saramago

Najbardziej znana powieść Jose Saramago może być odczytywana wprost jako fantastyczna opowieść o mieszkańcach anonimowego miasta dotkniętych upośledzającą chorobą. Można ją też interpretować jako przypowieść o tym, jak niewiele dzieli cywilizowanych ludzi od nieprzebierających w środkach dzikusów.


Dajcie znać, co sądzicie o moich propozycjach.

newsletter publio