Skradzione morderstwo, James Oswald

skradzione morderstwo james oswaldWydawnictwo Jaguar, 2015

Liczba stron: 386

„Skradzione morderstwo” jest drugą częścią cyklu z inspektorem McLeanem, ale nie trzeba koniecznie znać pierwszej, żeby czerpać przyjemność z lektury.

W więzieniu ginie „Gwiazdkowy Morderca”, psychopatyczny zabójca kobiet, który przed dziesięcioma laty uśmiercił narzeczoną McLeana. Anderson prowadził antykwariat, był erudytą, człowiekiem pozornie godnym zaufania. Jego piwnica jak i psychika skrywały jednak najgorsze koszmary. Ku zgrozie śledczych, okazuje się, że ktoś naśladuje jego zbrodnie. Z ulic miasta giną młode kobiety, których ciała znajdowane są potem w zbiornikach wodnych. Czyżby McLean wsadził za kratki niewłaściwego człowieka? A może zabójca miał wspólnika, który pozostał na wolności? A może podobieństwo do zbrodni Gwiazdkowego Mordercy jest tylko przypadkowe? Jakkolwiek by było, policjanci muszą odnaleźć sprawcę jak najszybciej, ponieważ tajemniczy przeciwnik rozsmakował się w zabijaniu.

McLeanem targają wątpliwości i rozterki. Z jednej strony czuje ulgę, że nie żyje człowiek, który zamordował jego ukochaną. Z drugiej, wie, że jego śmierć niczego nie zmieni, a on i tak nie zazna spokoju. Postanawia jednak dopaść przeciwnika, a rozwikłanie tej zagadki traktuje bardzo ambicjonalnie. Śledztwo powoli i mozolnie posuwa się do przodu, ponieważ policja ma bardzo skąpe informacje, zero świadków, żadnych poszlak. Jedyne, co wiedzą na pewno to to, że sprawę coś łączy z zamkniętą dziesięć lat wcześniej sprawą Gwiazdkowego Mordercy.

Oswald się rozkręca i wciąż pozostaje wierny konwencji. Bohaterowie się nie zmieniają, akcja toczy się w smaganym wiatrem i deszczem Edynburgu, pomiędzy wydziałem zabójstw a domem McLeana. To dość mroczny kryminał, trup ściele się gęsto, policjanci krążą po omacku, badając nawet najbardziej nieprawdopodobne wersje zdarzeń. A mimo tego czytelnik nie czuje przygnębienia ani znużenia, bo akcja toczy się wartko, bohaterowie prowadzą zabawne dialogi, często dochodzi do nowych (drastycznych) odkryć, pojawiają się nowe wątki. Jeśli szukacie rozrywki, wciągającej lektury na kilka wieczorów i nie zadowalacie się byle czym, sięgnijcie po powieść Jamesa Oswalda.

O pierwszej części pt: „Z przyczyn naturalnych” przeczytacie TUTAJ.

Zagadka salamandry i Zagadka zegara maltańskiego, Jorn Lier Horst

Jorn Lier Hors jest bardzo popularnym norweskim pisarzem, którego powieści kryminalne zostały przetłumaczone na wiele języków. Pisze dla dorosłych i dla dzieci. Wydawaną w Polsce serię z Wistingiem dedykowaną czytelnikom dorosłym bardzo polecam. Nie mogłam się doczekać kolejnego tomu cyklu, więc, postanowiłam sprawdzić o co chodzi w serii Clue napisanej z myślą o młodszych miłośnikach powieści detektywistyczno-kryminalnych.

zagadka salamandry jorn lier horst

Smak Słowa, 2015

Liczba stron: 157

„Tajemnica salamandry” otwiera cykl CLUE. Poznajemy trójkę przyjaciół mieszkających nad brzegiem morza. Cecilia pomaga ojcu prowadzić nadmorski pensjonat. Jej mama nie żyje. Rok wcześniej utonęła podczas przyjęcia. Ojciec Cecilii zatrudnia menadżerkę, która ma pomóc mu w  interesie, a ona sprowadza się z synem Leo. Jest jeszcze Une i jej pies Egon – Une jest córką nawigatora pracującego w pobliskim porcie i wygląda trochę jak chłopak.

Pewnego ranka Cecilia znajduje na plaży wyrzucone przez morze zwłoki mężczyzny z tatuażem przedstawiającym salamandrę. Na miejscu zjawia się też Leo z nieodłącznym telefonem i aparatem fotograficznym. Dzieci powiadamiają policję i wkrótce wokół ciała zbiera się tłum ludzi i zadeptuje to, co Cecilię niepokoiło od samego początku. Na mokrym piasku widać było ślady stóp – ktoś obszedł ciało i nie powiadomił władz. Dlaczego nie chciał się ujawnić? Co łączy go ze zmarłym? Podejrzenie pada na gości pensjonatu. Dzieci starają się przysłuchiwać rozmowom, obserwować ruchy gości, a nawet podczas ich nieobecności zaglądają do zajmowanych przez nich pokoi. Okazuje się, że nie chodzi tu tylko o śmierć człowieka z tatuażem. Sprawa jest poważna i niebezpieczna, bo w grę wchodzą duże pieniądze oraz grupa bezwzględnych ludzi.

zagadka zegara maltanskiego jorn lier horst

Smak Słowa, 2015

Liczba stron: 175

Une i Leo nie zniechęcili się do zagadek kryminalnych mimo dramatycznych wydarzeń, do jakich doszło w scenie finałowej poprzedniej części. Co więcej, szukanie przestępców bardzo im się spodobało. Cecilia przejawia najmniej entuzjazmu. Jej myśli zaprząta sprawa śmierci jej mamy. Chociaż policja uznała to za wypadek, Cecilia jest przekonana, że coś musiało się wtedy wydarzyć. Dziewczyna znajduje pamiętniki mamy, lecz one niczego nie wyjaśniają, wprowadzają jeszcze więcej zamętu.

W pensjonacie dzieją się dziwne rzeczy. Ze względu na remont Cecilia tymczasowo zajmuje jeden z pokoi zwykle wynajmowanych gościom. Pewnej nocy ktoś zakrada się pod jej drzwi i próbuje dostać się do środka. Ponadto, mieszkańców osady elektryzuje wiadomość o tym, że z więzienia uciekł człowiek podejrzewany o kradzież złota, precjozów i niezwykle cennego zegara maltańskiego. Niektórzy mieszkańcy go znają, ponieważ wychowywał się w okolicy będąc dzieckiem. Przyjaciele postanawiają dowiedzieć się jak najwięcej o tym mężczyźnie i zbadać opuszczony dom należący do jego rodziny. Sprawy jednak szybko się komplikują, a cała afera znajduje swój finał w powojennych bunkrach.

Obie książki bardzo mi się podobały, chociaż nie jestem dzieckiem ani nastolatką. Horst nie traktuje młodego czytelnika jak półgłówka, zagadki są skonstruowane inteligentnie, autor podrzuca mnóstwo fałszywych tropów kierujących podejrzenia na różne osoby. Pomysł umieszczenia akcji w pensjonacie i jego okolicach jest świetny – takie miejsce może kryć wiele tajemnic, przyjeżdżają tam różni ludzie, podejrzane typy dobijają interesów w tym odludnym miejscu. Zaintrygował mnie wątek śmierci mamy Cecilii, który, jak sądzę, będzie spinał wszystkie części cyklu. W drugiej części dziewczynka rozwiązuje jedną z zagadek związanych z tym tragicznym wydarzeniem, ale wydaje się, że jest jeszcze daleko od wyjaśnienia sprawy.

Każdy tom ma temat przewodni. W pierwszym, była to filozofia Sokratesa i jego słynne powiedzenie „Wiem, że nic nie wiem”. Podobnie jak wielki filozof dzieci postanowiły zbierać informacje rozmawiając z ludźmi i przysłuchując się ich rozmowom. W „Zagadce zegara maltańskiego”, jak łatwo się domyślić, tematem przewodnim jest czas oraz filozofia świętego Augustyna z Hippony, który próbował ująć czas w ramy języka.

Na pewno będę czytała kolejne części cyklu CLUE. To bardzo przyjemna lektura na jeden wieczór, znacznie lepsza niż niejedna książka kierowana do dorosłych. Jeśli macie dzieci w wieku szkolnym (koniec podstawówki, gimnazjum) śmiało możecie polecić im tę serię, sami również zajrzyjcie, podejrzewam, że wciągną Was te historie.

1945. Wojna i pokój, Magdalena Grzebałkowska

1945 wojna i pokój magdaena grzebałkowskaAgora, 2015

Liczba stron: 420

Będąc dzieckiem naiwnie wyobrażałam sobie, że w dniu oficjalnego zakończenia wojny zapanował pokój, wszystko wróciło do stanu sprzed 1939 roku, a ludzie żyli długo i szczęśliwie. Potem, gdy oprócz wyobraźni, miałam również jakąś wiedzę historyczną, przestałam się zastanawiać nad tym faktem, ponieważ zmienił się system i nikt już hucznie nie świętował w maju zakończenia drugiej wojny światowej. Książka Grzebałkowskiej sprawiła, że miałam okazję zweryfikować swoje dziecięce wyobrażenia, uzupełnić luki w wiedzy historycznej oraz spojrzeć na rok 1945 nie z perspektywy doniosłych zdarzeń, lecz z poziomu zwykłego człowieka.

Autorka miesiąc po miesiącu relacjonuje wydarzenia roku 1945, przeskakując między regionami i narodowościami oraz skupiając się na losach jednostki. Każdy rozdział zaczyna przeglądem prasy, cytując ogłoszenia drobne, które same w sobie są dowodem na to, że kraj wraca do stanu równowagi – ludzie szukają się nawzajem, sprzedają i kupują, ale też żebrzą o pomoc oraz szukają winnych kradzieży i innych niegodziwości, działalność wznawiają instytucje kulturalne oraz społeczne.

Nie spodziewałam się takiego ładunku emocjonalnego w tych reportażach. Zaczyna się dość kontrowersyjnie, bo od szabrowników, najczęściej niezorganizowanych grup ludzi, którzy wybierali się do opuszczonych poniemieckich wsi, żeby kraść pozostawiony przez uciekinierów dobytek. Jedni dorobili się na tym sporych majątków, inni szli, by urządzić swoje domy. Jeszcze inni kierowali się ciekawością, jakie skarby kryją się w domach wroga. Są też bardziej chwytające za serce historie, jak ta o Niemce, która uciekając z Polski wsiadła z maleńkim synkiem na statek, który zbombardowali wycofujący się Rosjanie. Ta tragedia zaważy na jej życiu i nie da o sobie zapomnieć do późnej starości. Dużo w tych reportażach historii bez happy endu, bo to był bardzo trudny czas – bardzo ostra zima, głód, przechodzące wojska niemieckie i rosyjskie, bandy partyzantów, wysyp nikczemników i kombinatorów.

Rok 1945 to ludzkie tragedie, chaos, strach, okres, kiedy do głosu dochodzą najgorsze instynkty i ludzie zaczynają walczyć ze swoimi rodakami o każdy skrawek ziemi. Matki powszechnie oddają dzieci do adopcji, niektóre, na jakiś czas umieszczają potomstwo w domach dziecka, ponieważ nie są w stanie zapewnić im dachu nad głową, wykształcenia i jedzenia. Do tego dochodzi walka o władzę, świetnie opisana w rozdziale o powojennym Wrocławiu.

Chyba byłabym nieuczciwa twierdząc, że autorka ma szczęście do tematów, bo to chyba nie o szczęście chodzi, lecz o talent i pracowitość. Dotarcie do dokumentów, żyjących świadków to jedno. Inną sprawą jest nakłonienie tych starszych ludzi do zwierzeń, do opowiedzenia nierzadko bolesnych historii lub takich, które nie stawiają ich w najlepszym świetle. A jeszcze inną sprawą jest spisanie ich opowieści w przystępnej formie i świetnym stylu. Polecam każdemu.

Czwarta ofiara, Mari Jungstedt

czwarta ofiara Mari JungstedtBellona, 2013

Liczba stron: 392

To dziewiąty tom serii gotlandzkiej, która mimo długości wcale mi się nie znudziła. Jej główny bohater Ander Knutas jest doświadczonym śledczym, który potrafi zorganizować pracę swoim ludziom i sobie, ale  niestety zaniedbuje życie rodzinne. Dzieciom, które już kończą szkołę, wcale to nie przeszkadza, ale jego żona postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i przyjmuje posadę w swojej rodzinnej Danii. Knutas zamiast pogrążać się w rozpaczy, angażuje się w nowe śledztwo.

W centrum miasta dochodzi do zuchwałej kradzieży pieniędzy z oddziału bankowego. Ofiarą zamaskowanej trójki przestępców pada przypadkowe dziecko. Policja musi dotrzeć do sprawców jak najszybciej, ale ponosi porażkę, bo wcześniej dopada ich większy pech. Okazuje się, że ktoś był dobrze poinformowany o ich planach, znał miejsce, gdzie schronili się po napadzie i korzystając z ich nieuwagi sam wymierzył sprawiedliwość jednemu z członków szajki. Policja nie wie, od której strony zabrać się za tę sprawę, która z napadu przerodziła się w dochodzenie w sprawie morderstwa. Nic tu się nie klei. Przesłuchania nie wnoszą niczego nowego. Upłynie dużo czasu zanim wpadną na to, że rozwiązania zagadki należy szukać w przeszłości.

I tym razem autorka zaserwowała czytelnikom skomplikowaną i bardzo ciekawą zagadkę kryminalną. Z każdą stroną jest coraz więcej niewiadomych, akcja się zagęszcza, bo chociaż stopniowo poznajemy  przeszłość sprawców, to wciąż nie wiadomo, kto i za co ich ściga. W tle przewijają się gangi motocyklowe, przedstawiciele półświatka, szemrane postacie. Według mnie, to jedna z mroczniejszych części tego cyklu. Jeśli znacie poprzednie części, wiecie, że warto, jeśli nie znacie, powinniście dać szansę Jungsted. Nie jest to może klasa Nesbo, ale gwarantuje rozrywkę na dobrym poziomie.

O innych powieściach w cyklu, przeczytacie tutaj:

  1. Niewidzialny
  2. Niewypowiedziany
  3. We własnym gronie
  4. Umierający dandys
  5. Słodkie lato
  6. Upadły anioł
  7. Podwójna cisza
  8. Niebezpieczna gra

Imigranci. Opowieści nie tylko dla Niemców, Krzysztof Maria Załuski

imigranci opowiesci nie tylko dla niemcow

Wydawnictwo Oskar, 2015

Liczba stron: 224

Nie znałam wcześniej autora, nie przepadam za opowiadaniami, a jednak zdecydowałam się na lekturę. Dałam się namówić Oldze Tokarczuk  i Andrzejowi Stasiukowi, którzy już przeczytali książkę i  polecają ją na okładce. Piszą, że jest czarna, okrutna i krwawa. Dla mnie to o wiele lepsza rekomendacja niż, na przykład, romantyczna i optymistyczna.

Opowiadania zawarte w tym tomie są bardzo krótkie, lakoniczne, nie byłam przygotowana na to, że w tak niewielu słowach można zawrzeć tyle okrucieństwa, bólu, szaleństwa. Prawie wszystkie opowiedziane historie dotyczą imigrantów, głównie z Europy Wschodniej, którzy przybyli do Niemiec po lepsze życie. Niestety, bardzo szybko przekonali się, że wcale nie jest im łatwo, a życie nie jest ani lepsze, ani bezpieczniejsze, a oni na zawsze pozostaną obcymi. Wyobcowanie, tęsknota, brak środków do życia, wykorzystanie seksualne, alkoholizm i inne uzależnienia, szaleństwo, opętanie – mamy tu przegląd nieszczęść, jakie mogą spaść na człowieka.

W tomie znajduje się kilkadziesiąt opowiadań, w każdym z nich umiera co najmniej jedna osoba. To bardzo dużo śmierci, dużo przygnębiających życiorysów, tragicznych losów. Chociaż nie ma tu szczegółowych opisów zbrodni i śmierci, jest to wstrząsająca i dołująca lektura. Jednocześnie wydaje się bardzo prawdziwa – historie, o których pisze Załuski, mogły się zdarzyć naprawdę i prawdopodobnie wiele z nich się wydarzyło. Każdy z nas słyszał o matkach, które przez bezduszność systemu zostają doprowadzone na skraj nędzy, a jedynym wyjściem z tragicznej sytuacji wydaje im się zabicie siebie i dzieci. Słyszeliśmy o ludziach, którzy sami próbują wymierzyć sprawiedliwość. Słyszeliśmy o takich, którzy stracili wszystko i życie nic już dla nich nie znaczy.

Powtórzę za Stasiukiem, że „to jedna z najczarniejszych książek, jakie zdarzyło mi się przeczytać.” I zgodnie z tym, co mówi podtytuł, nie jest to książka tylko dla Niemców. To książka dla każdego, kto ma odrobinę wyobraźni i empatii, bo większości opisanych nieszczęść można było zapobiec.