Drobne występki w czasach obfitości, Matthew Kneale

drobne wystepki w czasach obfitosci matthew knealeWiatr od Morza, 2015

Liczba stron: 280

Ten zbiór opowiadań to wiadro zimnej wody na głowy mieszkańców krajów rozwiniętych, to upomnienie i przypomnienie, że nie można kierować się odmienną etyką w stosunku do „obcych”.

Kim są ci obcy? To zazwyczaj mieszkańcy krajów rozwijających się, często ubożsi materialnie od ludzi z zachodu. Na drodze do wzajemnego porozumienia stają nie tylko bariery językowe i kulturowe, lecz również zwykłe uprzedzenia. Czasami problemem jest szowinizm lub chorobliwa zazdrość.

Przeczytałam te opowiadania kilka tygodni temu, zrobiły na mnie bardzo duże wrażenie, kilka z nich zapisało mi się w pamięci. Poruszyła mnie  historia o rodzinie, która wyjeżdża na daleki wschód na wakacje. Przy okazji matka planuje odwiedzić firmę zainteresowaną jej wyrobami biżuteryjnymi, zabiera więc ze sobą szkatułkę z precjozami. Na chińskiej prowincji przybysze z dalekiego kraju wzbudzają duże zainteresowanie. Przykleja się do nich młody chłopak – z jednej strony cieszy ich jego obecność, z drugiej ciągła atencja młodzieńca, z którym nie mogą się porozumieć, doprowadza ich do szału. Pewnego dnia odkrywają, że zniknęła szkatułka z biżuterią. Podejrzenie pada na uganiającego się za nimi chłopaka.

Drugie opowiadanie dotyczy zazdrości. Amerykanin przywozi sobie żonę z egzotycznych wczasów. Kobieta jest piękna, mówi po angielsku, pragnie się wyrwać z biedy. Jej rodzina ubija targu z narzeczonym i zezwala na zawarcie ślubu. Sielanka zmienia się w dramat, gdy para przybywa do Stanów. Dziewczyna nigdy nie była w dużym mieście, nie potrafi sama się poruszać po okolicy – nie ma prawa jazdy, a na przedmieściach nie sposób nigdzie dojść na piechotę. Pragnie się usamodzielnić, lecz jej próby podsycają zazdrość małżonka, który ma obsesję na punkcie zdrady. Dziewczyna biedę wśród swoich zamienia na niewolę w obcym kraju.

Jeśli czasem zdarza Wam się czuć zadowolenie ze swojego życia i cieszycie się, że los sprawił, że jesteście Europejczykami, powinniście dla ochłody przeczytać kilka opowiadań z tego zbioru. Niektóre mają siłę wymierzonego policzka, inne palą wstydem gdzieś we wnętrzu. Podczas lektury człowiek wrażliwy będzie wstydził się za to, że ma biały kolor skóry, dach nad głową i wolność wyboru. Bohaterowie książki ze swojej wolności korzystają samolubnie i zachowawczo. Autor zgrabnie punktuje zadufanie, krótkowzroczność i niecne występki ludzi zachodu w stosunku do mniej uprzywilejowanych narodów. Poruszające, oburzające, wkurzające i zapadające w pamięć. Lektura obowiązkowa.

Pół świata, Joe Abercrombie

pol swiata joe abercrombieRebis, 2015

Liczba stron: 452

„Pół świata” jest drugą częścią cyklu zapoczątkowanego przez „Pół króla”. W tej odsłonie głównym bohaterem nie jest Yarvi, lecz jego protegowana, dziewczyna, której ocalił życie w zamian za całkowitą lojalność. Yarvi, minister królewski, wyciąga Zadrę z więzienia, do którego trafiła za zabicie kolegi podczas treningu. Jest mu potrzebna podczas podróży przez pół świata. Yarvi zbiera załogę, która będzie nieustraszona, zadziorna i gotowa na wszystko. Ich misją jest pozyskanie sojuszników w zbliżającej się wojnie z Najwyższym Królem.

Zadra jest półsierotą, która zaprzysięgła zemstę zabójcy ojca, od dziecka ćwiczyła się w walce. Ma wszystkie cechy wielkiego wojownika – zadziorność, wytrwałość, czujność. Jedyne, czego potrzebuje, to dobrego wyszkolenia w posługiwaniu się bronią. Tym podczas rejsu zajmuje się wynajęta przez Yarviego wojowniczka. Po jej naukach Zadra staje się maszyną do zabijania – żaden z uczestników rejsu nie może się z nią równać. Dziewczyna jednak do końca nie jest świadoma, że jest narzędziem w rękach przebiegłego ojca Yarviego. Jej naiwność w połączeniu z jego sprytem stanowią idealne połączenie, dzięki któremu udaje się zdobyć sojuszników na ziemiach, które dotąd nie miały odwagi wystąpić przeciw Najwyższemu Królowi.

„Pół świata” to świetna przygodówka z elementami fantasy. Abercrombie umieścił akcję w fikcyjnym średniowiecznym świecie podzielonym na krainy rządzone przez ludzi-królów, którym doradzają ministrowie – uczeni w piśmie, czarach, językach. Jednak ani walka o władzę, ani potyczki między grupami wojowników nie rozgrywają się za pomocą magii. Elementy fantastyczne są tylko trzecioplanowym dodatkiem – gdzieś tam statek mija zrujnowane miasto elfów, Zadra dostaje w prezencie bransoletkę pochodzącą czasów, gdy ziemią rządziły elfy, ale błyskotka nie daje jej żadnych nadprzyrodzonych mocy, jedynie zmienia kolor w zależności od nastroju osoby, która ją nosi.

To powieść dla młodzieży, ale starsi również nie powinni być zawiedzeni. Mamy tu sporo scen walki, romantyczną historię (tej jak dla mnie mogłoby nie być), rozgrywki dyplomatyczne na najwyższym szczeblu, wiele przygód, dowcipne dialogi i wartką akcję. Czego chcieć więcej? Oczywiście, bardzo polecam!

Zagadka dna morskiego / Zagadka hien cmentarnych, Jorn Lier Horst

zagadka dna morskiego jorn lier horst

Smak Słowa, 2016

Liczba stron: 157

Akcja trzeciej części cyklu kryminalnego Clue również toczy się nad Zatoką Okrętów. Tym razem do pensjonatu prowadzonego wspólnie przez ojca Cecilii Gaathe i matkę Leo Basta zjeżdżają się filmowcy, którzy w tych malowniczych okolicach kręcą film sensacyjny. Wszyscy mieszkańcy z zaciekawieniem przyglądają się pracom na planie. Ciekawskie dzieci zauważają, że niektórzy mieszkańcy pensjonatu nie chcą znaleźć się w kadrze, nie wszyscy też są tymi, za kogo się podają. Kiedy z morza wypływa but z fragmentem ludzkiego ciała, wszystko, co miało być zabawą, staje się śmiertelnie poważne. Trójka przyjaciół znowu znajduje się w samym środku afery, w którą zamieszane są gangi motocyklowe i handlarze narkotyków.

zagadka hien cmentarnych

Smak Słowa, 2016

Liczba stron: 160

W czwartej części wracamy do sprawy tajemniczej śmierci matki Cecilii, ale zanim dotrzemy do finału tej zagadki, przeżyjemy moc przygód na cmentarzu. Ktoś pod osłoną nocy rozkopuje stare groby. Cecilia, Leo i Une wraz z psem Egonem pełnią wartę, żeby przyłapać hieny cmentarne na gorącym uczynku. Okazuje się, że działalność nieznanych sprawców związana jest z czasami wojny oraz domniemanym skarbem, który został ukryty gdzieś w okolicy. Do rozwiązania tej zagadki oraz tajemnicy zaginięcia i śmierci matki Cecilii przydadzą się nagrania z kamery ornitologa.

Jorn Lier Horst stworzył niezwykle zajmujący i udany cykl kryminalny dla młodszej młodzieży i starszych dzieci. Oczywiście nie ma w tych powieściach krwawych opisów ani analizy chorych umysłów, lecz mimo wszystko nie są to lukrowane opowiastki dla naiwnych. Przestępcy z kart książki są bezwzględni, popełniają morderstwa, parają się kradzieżą i handlem narkotykami, nie przebierają w środkach. Dzieci zwyciężają z nimi sprytem, znajomością okolic oraz wprawą w posługiwaniu się nowoczesnym sprzętem. Za każdym razem mali bohaterowie znajdują się w trudnej sytuacji, z której szczęśliwie wychodzą cało. Jestem znacznie starsza niż adresaci tej serii, ale nie czuję się urażona ani banalnością zagadek, ani spływającym lukrem, bo tego w tych książkach po prostu nie ma. Polećcie te książki młodszemu rodzeństwu. Koniecznie!

Szwecja czyta. Polska czyta, pod red. Katarzyny Tubylewicz i Agaty Diduszko-Zyglewskiej

szwecja-czyta-polska-czytaKrytyka Polityczna, 2015

Liczba stron: 317

Tytuł powinien brzmieć nieco inaczej: „Szwecja czyta. Polska nie czyta”.  Ale o tym wszyscy już wiemy. Nie wiemy wciąż jak zachęcić nieczytających do wkroczenia w krąg kultury słowa pisanego. Redaktorki tej książki przepytały osoby związane ze słowem pisanym – wydawców, bibliotekarzy, tłumaczy, agentów literackich, minister edukacji i wielu innych. Katarzyna Tubylewicz skupiła się na stronie szwedzkiej. Wypytała swoich rozmówców o nowatorskie pomysły wdrażane w Skandynawii, nie tylko służące podniesieniu (czy utrzymaniu) poziomu czytelnictwa, lecz również chroniące interesy pisarzy i tłumaczy literatury. Redaktorki rozmawiające o Polsce skupiały się na ustawie o jednolitej cenie książki oraz odgórnych projektach mających służyć zachęcaniu narodu do czytania.

Co zwróciło moją uwagę to fakt, iż Szwedzi mówili głównie o inicjatywach, które można zrealizować w dość prosty sposób – oddzielne biblioteki dla dzieci w wieku od 10 do 13 lat, zaangażowanie w promocję czytelnictwa osób cieszących się autorytetem wśród młodych ludzi, na przykład, trenerów sportowych. Polacy podpierali się unormowaniami prawnymi, jak chociażby wspomnianą ustawą, która w zaproponowanym kształcie miała chronić jedynie interesy wydawców i księgarzy, a nie miałaby przełożenia na stan czytelnictwa. A prawdopodobnie odniosłaby katastrofalne skutki – książki byłyby drogie, do bibliotek trafiałoby jeszcze mniej nowości niż teraz.

Symptomatyczne okazało się to, iż Skandynawowie podkreślali, że najważniejsze jest, żeby człowiek czytał. Nieważne co. Jak lubi literaturę lekką i przyjemną, a niekoniecznie wysokich lotów, niech czyta to, co mu sprawia przyjemność. Być może z czasem zacznie sięgać po trudniejsze i bardziej wartościowe teksty. Być może nie, ale przynajmniej mając styczność z dłuższym tekstem pisanym nie popadnie we wtórny analfabetyzm. W wypowiedziach rozmówców (a także, o zgrozo!, redaktorek przeprowadzających wywiady) wciąż narzeka się na to, że ludzie zadowalają się niską literaturą. To całkowite niezrozumienie tematu jest dla mnie mocnym wstrząsem. 2/3 Polaków w ogóle nie czyta, większość z czytających sięga po jedną książkę rocznie, a my chcemy ich zachęcić do lektury podsuwając teksty z wyrafinowanym językiem i abstrakcyjną dla nich treścią! Miałam wrażenie, że niektórzy polscy rozmówcy słabo orientują się w polskich realiach – to hity/kity takie jak „50 twarzy Greya” przyciągnęły do bibliotek ludzi, którzy nie byli w nich od czasów szkolnych. Skoro już przekroczyli próg tej instytucji, to jest szansa, że po Greyu sięgną po Crossa, a potem może po Bridget Jones. Ale nie, u nas uparcie wierzy się, że aby być czytelnikiem, trzeba czytać tylko poważne, klasyczne dzieła.

Jakie wnioski? Jako społeczeństwo wciąż jesteśmy zbyt niedojrzali. Lubimy podziały i lubimy podkreślać swoją wyższość nad nieczytającymi lub czytającymi „gorszą” literaturę. Niestety, nie wróży to nic dobrego. I nie doprowadziło to do niczego dobrego – od czasu, gdy powstawała książka, poziom czytelnictwa spadł jeszcze bardziej. Na razie możemy co najwyżej powzdychać i pozachwycać się skandynawskimi rozwiązaniami i osiągnięciami.

Ofiara bez twarzy, Stefan Ahnhem

ofiara bez twarzyMarginesy, 2016

Liczba stron: 528

Podobają Ci się skandynawskie kryminały? A może masz ich już dość? Jakakolwiek padłaby odpowiedź, moją ripostą będzie: Przeczytaj Ahnhema! Dla znudzonych będzie to powiew świeżości, dla zakochanych w kryminalnej  literaturze skandynawskiej odkrycie na miarę Nesbo.

Fabian Risk po latach przepracowanych w sztokholmskiej policji wraca z rodziną do miasteczka, w którym się wychował. Liczy na ożywienie swojego małżeństwa oraz większy spokój w nowym miejscu pracy. Jego nadzieje okazują się płonne, ponieważ już pierwszego dnia przyszła szefowa przerywa jego urlop i prosi o przybycie na miejsce zbrodni. W pracowni stolarskiej miejscowej szkoły znaleziono zwłoki mężczyzny, który chodził z Fabianem do podstawówki. Przy zmasakrowanym ciele leżało zdjęcie klasowe z przekreśloną twarzą zamordowanego. To wszystko skłania policjantów do przyjęcia wstępnej hipotezy, iż zbrodnia wiąże się jakoś z czasami szkolnymi, stąd wskazane jest ściągnięcie Fabiana z urlopu. Niestety, to nie ostatnia ofiara, a morderca postępuje w sposób przemyślany i okrutny.

Fabian Risk okazuje się odstawać od zespołu – jest zbyt wielkim indywidualistą, by uzgadniać każde posunięcie z pozostałymi śledczymi. Przez swoją impulsywność napyta sobie biedy i będzie miał na sumieniu ludzkie życie. Jednak bez jego instynktu, odwagi i zuchwałości morderca wciąż sterowałby policją wyprzedzając ją nie o krok, lecz o cały kilometr.

„Ofiara bez twarzy” to nie tylko powieść kryminalna z szybką i emocjonującą akcją. Porusza również problem przemocy, jakiej dzieci doświadczają w szkole i bezradności rodziców, którzy przez zabieganie przeoczają niepokojące sygnały i doprowadzają do tego, że dręczone dziecko zamyka się w sobie z nierozwiązywalnym problemem. To również książka o obojętności dorosłych i o lekceważeniu problemów dorastających dzieci.

Sporo miejsca autor poświęcił niekompetencji policji wynikającej z zadufania, źle pojętej dumy i zazdrości o osiągnięcia innych. Bohaterowie powieści, szwedzcy i duńscy policjanci, mają skrępowane ręce przez złe i niczym nieuzasadnione decyzje swoich przełożonych. Smutne, że przez niesnaski na wysokim szczeblu, giną ludzie.

W związku z powyższym jest to bardzo przejmująca i smutna powieść. Na szczęście depresyjne nastroje rozprasza szybka akcja, dosadne i krwawe opisy miejsc, w których doszło do przestępstwa oraz ciągłe poczucie ścigania się z czasem. Dobrze napisana, pełna zaskakujących zwrotów akcji, nieprzekombinowana. Warto przeczytać i mieć oczy i uszy otwarte, bo wszystko na to wskazuje, że będzie więcej części cyklu.