Jak cię zabić, kochanie?, Alek Rogoziński

jak cie zabić kochanie alek rogozińskiFilia, 2016

Liczba stron: 334

Zabicie małżonka wydaje się sprawą prostą, Mając sporo czasu (a główna bohaterka, Kasia, go ma) można wymyślić tysiąc pułapek, by śmierć męża wydawała się nieszczęśliwym wypadkiem. Ostatecznie można mu nagotować trujących grzybów. Kasia Donek oddaliła się od swojego męża, nie pasuje jej rola kury domowej, nie może znieść ciągłych docinków pod swoim adresem. Ponadto ma pewność, że Darek ją zdradza. Może się z nim rozwieść, powiecie. Nie jest to takie proste, bo rozwód zniweczy jej szanse na ogromny majątek. Żeby zdobyć pieniądze przepisane przez bajecznie bogatą ciotkę, musi albo urodzić dziecko (i to szybko), albo pozbyć się małżonka (nieodwołalnie i ze skutkiem śmiertelnym). W przeciwnym razie fortuna trafi do parafii katolickiej w Stanach Zjednoczonych. Kasia zaczyna planować zasadzki na swojego niewiernego małżonka. Nie wie jeszcze, że nie tylko ona wpadła na pomysł pozbycia się przeszkody w dostępie do pieniędzy. Na domiar złego do sprawy włącza się bandzior, od którego Donek pożyczył kupę pieniędzy oraz amerykańskie siostry zakonne. Każdy poluje na każdego. A Warszawa przez jeden dzień staje się najbardziej niebezpiecznym miejscem na mapie świata.

Ależ trzeba mieć wyobraźnię, żeby to wszystko wymyślić i napisać tak, żeby nie zgrzytało w czytaniu! Choć autor wprowadził wiele postaci kierujących się różnymi motywacjami (głównie finansowymi), to udało mu się utrzymać w ryzach akcję i tempo, a także zgrać wszytko, by działało jak w szwajcarskim zegarku. Owszem, przez całą książkę mamy świadomość, że jest to konwencja komediowa, w związku z czym wszystko jest możliwe, lecz mimo tego nie odczuwa się sztuczności w kreowaniu zdarzeń i postaci (a tak miałam w przypadku Jonasa Jonassona, tego od „Stulatka” – facet mnie drażni, a nie śmieszy). W przypadku Rogozińskiego nie umiem powstrzymać głośnego śmiechu – szczęśliwie książkę od początku do końca przeczytałam w domu, nie wzbudzałam więc sensacji w środkach komunikacji miejskiej.

Chociaż jest to książka nie związana z cyklem o Joannie i Betty, mamy tu wszytko, za co pokochaliśmy Alka Rogozińskiego – dowcipne dialogi,  nieprawdopodobne zwroty akcji, szybkie tempo, wciągającą fabułę. Szczerze mówiąc „Jak cię zabić, kochanie?” podobała mi się najbardziej ze wszystkich książek autora, choć pozostałe również uwielbiam.  Mam tylko jedno zastrzeżenie. Książkę czyta się ZBYT szybko. Nie zdążyłam się nią nacieszyć, od połowy już martwiłam się, że zaraz koniec. I rzeczywiście koniec przyszedł niespodziewanie szybko. Za to czas spędzony z powieścią był ze wszech miar udany.

Inne książki autora:

UKOCHANY Z PIEKŁA RODEM

MORDERSTWO NA KORFU

Siódme poty i jazda koleją – Jaroslav Rudis w Poznaniu

Jaroslav Rudis Poznań

Jaroslav Rudis, autor powieści, sztuk teatralnych i komiksów, muzyk, wielbiciel kolei i saun, odwiedził Poznań i dwukrotnie spotkał się z wielbicielami swojej twórczości. Ja byłam na spotkaniu w Bibliotece Raczyńskich w deszczowe poniedziałkowe popołudnie 13 czerwca, które miało być poświęcone niedawno wydanej w Polsce powieści pt: „Aleja Narodowa”, lecz zatoczyło znacznie szersze koło.

W tym roku czescy maturzyści mieli na egzaminie dojrzałości pytania związane z „Aleją Narodową”, książką, która porusza problem odradzającego się w Europie nazizmu oraz ważną dla Czechów Aksamitną Rewolucją. Główny bohater „Alei” odczuwa pewien niedosyt związany z tym wydarzeniem. Autor przyznał, że długo przygotowywał się do napisania tej książki, choć sam proces pisania zajął mu zaledwie kilka tygodni. Przede wszystkim szukał właściwego RYTMU, dzięki któremu powieść ma właściwy beat, a nawet, co dodał z uśmiechem, mogłaby zostać przełożona na deski opery.

Zapytany, czy jest zapisywaczem czy pisarzem (jak mówił o sobie Hrabal), powiedział, że jest kontynuatorem czeskiego stylu pisania, ponieważ stawia na wyszukanie właściwej historii.  W przypadku najnowszej książki jest to historia Vandama, który opowiada ją w knajpie przy kuflu piwa. I choć w jego monologu pobrzmiewają wątki nacjonalistyczne, Vandam jest osobą wykształconą i rozumną, a postawa, którą przyjmuje, jest maską chroniącą go przed światem. Postaci Vandama i Zamrażaka są wzorowane na autentycznych bywalcach knajpy, do której zachodzi Rudis. Co ciekawe, Zamrażak przeczytał „Aleję Narodową” i była to prawdopodobnie pierwsza książka, jaką czytał w życiu.

Piwo i poczucie humoru, są według Rudisa, towarem eksportowym Czech. W powieściach Rudisa występują równie często koleje i pociągi. Autor twierdzi, że 150-letnia historia kolei splata się z historią Europy. Fascynują go dworce, które są miejscami, gdzie rozgrywa się wiele życiowych dramatów, są świadkami łez szczęścia i smutku. Sam pisarz pochodzi z rodziny kolejarzy i wiele wskazywało na to, że pójdzie w ślady ojca.  Literaturoznawcy przypisali Jaroslava Rudisa do tzw. nurtu miejskiego, choć on sam pochodzi z małego przygranicznego miasteczka, w którym przenikała się kultura czeska, polska i niemiecka. Jednak to miasta są miejscami, gdzie dużo się dzieje i one go fascynują – nie tylko jako tło dla jego książek, lecz także w życiu prywatnym. Zauważa jednak, że w Czechach panuje „pragocentryzm” – odwoływanie się do Pragi w wielu aspektach. Na przykład, odległość do jakiegoś miejsca podaje się licząc od Pragi. Nic dziwnego, że Czesi nie przepadają za mieszkańcami stolicy.

Rudis zdradził, że aktualnie pracuje nad projektem, który zrodził się z jego fascynacji saunami. Podczas kilkunastu lat korzystania z saun na całym świecie, zapisywał zasłyszane w nich historie opowiadanie przez innych miłośników pocenia się. Na ich podstawie tworzy teraz sztukę teatralną, której akcja będzie osadzona w saunie męskiej. Kobiety będą pełniły funkcję „chóru”, wtrącając swoje trzy grosze zza ściany. To może być fantastyczne!

Podczas wieczoru okazało się, że autor doskonale rozumie po polsku, choć bez piwa nie chciał mówić w naszym języku. Tłumaczenie było zatem jednostronne, z czeskiego na polski, dzięki czemu prowadząca mogła zdać więcej pytań (choć i bez prowadzącej Rudis poprowadziłby doskonale spotkanie autorskie z samym sobą – to nieprawdopodobna gaduła). Byłam zachwycona panem z Uniwersytetu, który tłumaczył wypowiedzi autora na polski – radził sobie bez robienia notatek i był naprawdę świetny w tym, co robił. Gdybyście mieli okazję uczestniczyć w spotkaniu z Jaroslavem Rudisem, nie przegapcie okazji, warto posłuchać co ma do powiedzenia, bo mówi zajmująco, dowcipnie i mądrze.

Książki autora:

Koniec punku w Helsinkach

Grandhotel

Cisza w Pradze

Aleja Narodowa

Jaroslav Rudis Poznań 2

 

Aleja Narodowa, Jaroslav Rudis

aleja narodowa jaroslav rudisKsiążkowe Klimaty, 2016

Liczba stron: 166

Przeczytałam wszystkie wydane u nas powieści Rudisa i z żadną nie miałam takiego problemu, jak z tą. Czytając „Aleję Narodową” nie czułam takiej chemii, jak w przypadku poprzednich książek. Podobała mi się, zaangażowała mnie, ale nie oczarowała. Dopiero podczas spotkania z autorem uświadomiłam sobie, co mnie uwierało. Przez cały czas przeszkadzała mi dwoista natura głównego bohatera o wdzięcznej ksywce Vandam.

Vandam ma nastoletniego syna, lecz nie może go legalnie widywać. Książka jest monologiem, zapisem ukradkowych spotkań z potomkiem, w których Vandam uczy syna życia. Uczy go na własnym przykładzie. Dla Vandama liczą się siła fizyczna, dobra gadka, mordobicie, honor i ojczyzna. Uważa się za ostatniego Rzymianina, bohatera spod Lasu Teutoburskiego, ma na swoim koncie kilka aresztowań i wyroków. A jednocześnie nie jest tylko górą mięśni i pokiereszowaną twarzą – interesuje go wiele rzeczy, dużo czyta, ma wiedzę o świecie współczesnym i historii.  Vandam uczestniczył w ważnych wydarzeniach dla Czechów, m.in. w Aksamitnej Rewolucji, w której odegrał istotną rolę.

Ta jego wrażliwość na świat nie licowała mi z zapędami nazistowskimi, dopiero po przemyśleniu, uznałam, że postać zyskuje dzięki tak odmiennym cechom, a na dobrą sprawę nacjonalistyczne poglądy wcale nie muszą iść w parze z bezdusznością i tępotą. Przywiązanie do swojej małej ojczyzny, dzielnicy mieszkaniowej na uboczu Pragi, sprawia, że ma dla czego żyć, czuje się po części panem osiedla, po części jego obrońcą. W knajpie, w której przesiaduje, jest naprawdę kimś, wszyscy się z nim liczą, a on nie zawiódł żadnego ze starych kumpli. Vandam nie kipi gniewem, żyje tak, jak sobie wybrał, na uboczu rodziny, która się go wstydzi, na uboczu społeczeństwa, które go nie rozumie, lecz osądza.

„Aleja Narodowa” to książka, którą można przeczytać pobieżnie, dla ciekawej, zabawnie opowiedzianej historii życiowego rozbitka. Czytając bardziej wnikliwie odkryjemy wiele nawiązań do problemów współczesnego świata, a przede wszystkim do odradzającego się w Europie nacjonalizmu (nawet gdzieś tam w tle majaczą krematoria pod Brnem, gdzieś tam szczerzy kły wilk czyhający na ofiarę).  Warto zatrzymać się nad nią na dłużej, dać sobie chwilę na przemyślenie i wyłapanie symboli i wątków, które w szybkim czytaniu mogą umknąć. POLECAM!

Ganbare! Warsztaty umierania, Katarzyna Boni

ganbare warsztaty umierania katarzyna boniAgora, 2016

Liczba stron: 304

Japonia nękana jest trzęsieniami ziemi kilkaset razy w ciągu roku. Większość wstrząsów nie zakłóca normalnego funkcjonowania, ludzie przyzwyczaili się do drgań, wiedzą jak się przed nimi zabezpieczać, gdzie się chować. Miasta wyposażone są w systemy ostrzegania, nadmorskie miasteczka chronione są wielometrowymi zaporami, mieszkańcy mają ustawione powiadomienia w komórkach. A mimo tych wszystkich zabezpieczeń 11 marca 2011 roku natura złowieszczo zatriumfowała nad technologią i inżynierią. Tsunami, do którego doszło po potężnym wstrząsie u wybrzeży Honsiu, pokonało zapory, wdarło się do miast, doszło wyżej, niż zakładały plany. Wiele bezpiecznych punktów zbiórek dla ludności znalazło się pod wodą. Tsunami uszkodziło również elektrownię jądrową w Fukushimie.

Katarzyna Boni sprawdziła jak radzą sobie ludzie, którzy przeżyli tragedię. Z rozmów zrodziła się ta książka, w której poziom smutku na jedną stronę przekracza normy, a mimo tego, w żadnym momencie nie czuć ckliwości i sentymentalizmu. O bólu, utracie, heroizmie można pisać rzeczowo. Opowieści tworzą wieloaspektowy obraz społeczeństwa, które zostało doświadczone ponad miarę i jeszcze długo nie otrząśnie się ze skutków tsunami.

Autorka zaczyna od człowieka i kończy na człowieku. To on został najbardziej poszkodowany, woda zabrała jego bliskich, zniszczyła mu dom i miejsce pracy, został mu jedynie kredyt do spłacania. Ból po utracie rodziny jest nie do uleczenia, lecz można go stłumić biorąc udział w poszukiwaniu ciał – pod ruinami, na dnie morza, wchodząc do strefy napromieniowanej.  Do teraz wiele rodzin mieszka w domach tymczasowych – kontenerowych osiedlach. Nadal nie przepracowali traumy, co z jednej strony wynika ze specyfiki tego narodu, a z drugiej z braku warunków ku temu. Trochę pomagają im w tym mnisi, od czasu do czasu otwierając kawiarenkę, w której można żalić się i narzekać. Zrzucenie trosk z serca pomaga i oczyszcza. Coraz popularniejsze stają się objazdowe kina wyświetlające krótkie filmiki powodujące wzruszenie – płacz uwalnia od napięcia, a płacz w miejscu publicznym sprawia, że można żałobę dzielić z innymi.

Trudno stopniować rozmiary tragedii, lecz nie ma chyba większej niż ta, która spotkała rodziny mieszkające w okolicach elektrowni w Fukushimie. Oni do swoich domów, na swoją ziemię już nie wrócą. Nie pójdą łowić ryb w strumieniu, nie zjedzą rosnących za domem grzybów, nie będą uprawiali żyznej ziemi. I już zawsze będą martwić się o zdrowie, swoje i bliskich. Autorka wspaniale opisała heroiczną walkę pracowników elektrowni z żywiołem, walkę, którą niektórzy już przypłacili życiem.

„Ganbare!” oznacza „trzymajcie się, wytrwajcie, dacie radę”. A jeśli wątpcie w to, możecie zapisać się na warsztaty umierania – dzięki nim łatwiej oswoicie się z myślą o swojej śmiertelności. Pomiędzy przetrwaniem a śmiercią jest tylko niewielka granica. Wypełniają ją wspomnienia, obawy, ale i nadzieje na przyszłość. Katarzyna Boni przyniosła nam opowieść o współczesnej Japonii, kraju zmaltretowanym przez naturę, ludziach z trudem radzących sobie z życiem i tych, którzy odnaleźli sens i próbują walczyć. Napisane poruszająco, lecz nie ckliwie, zaskakująco, świeżo. Jednym słowem – DOSKONALE.

Pomieszkanie, Greg Baxter

pomieszkanie greg baxterCzwarta Strona, 2016

Liczba stron: 196

Mroźny i śnieżny grudniowy dzień. Nienazwana europejska stolica. Spotykają się dwie osoby. On jest Amerykaninem, byłym wojskowym, który dorobił się na sprzedawaniu usług informatycznych wojsku amerykańskiemu w Iraku. Ona to urzędniczka bankowa, mieszkanka kraju, w którym rozgrywa się nie-akcja tej książki. Znają się stosunkowo od niedawna, nic między nimi nie zaszło. On chce wyprowadzić się z hoteliku i osiąść w mieście na stałe, więc szuka mieszkania. Nie zna języka, więc ona próbuje mu pomóc. Wyruszają na miasto, najpierw żeby obdzwonić właścicieli interesujących mieszkań, a następnie obejrzeć wybrane lokalizacje.

Jeśli czytałeś uważnie, zauważyłeś, że napisałam „nie-akcja”. Trudno w tej książce dopatrzyć się typowej fabuły. Jest raczej opowieścią o roztrzaskanym życiu, które próbuje się skleić, niż historią, którą da się streścić. Najważniejsze w tej powieści jest to, co nienazwane, czego można domyślić z fragmentów wspomnień głównego bohatera. Gdzieś tam czai się niezbyt udane życie rodzinne, nieciekawi rodzice i rodzeństwo, z którym nic go nie wiąże. Chociaż nie ma praktycznie żadnych opisów działań wojennych, żadnych tragicznych w skutkach zdarzeń, domyślamy się, że pobyt w Iraku miał ogromny wpływ na psychikę tego człowieka. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że jego wyjazd do Europy jest próbą poradzenia sobie z zespołem stresu pourazowego. Niby nic mu nie dolega, lecz wydaje się nieco wycofany, łaknie spokoju i odosobnienia. Jedyną osobą, którą toleruje, jest wspomniana koleżanka Saskia. Wydaje się, że zaczyna się między nimi rodzić przyjaźń, a może nawet coś więcej.

To książka dla cierpliwych, dla tych, którzy wolą sami dociekać, co czuje bohater, co i kto miał wpływ na to, jaki jest. To książka dla tych, którym nie przeszkadza, że nie ma akcji w dosłownym znaczeniu tego słowa. To książka dla tych, którzy, żeby przeżywać literaturę nie potrzebują fajerwerków, pościgów i scen łóżkowych. To książka dla tych, którzy cenią literaturę przez duże L i bohaterów, których nie da się opisać w dwóch zdaniach. To książka dla tych, którzy przedkładają intymny nastrój nad sensacyjną treść. A ja im dłużej myślę o tej książce, tym bardziej jestem nią zauroczona.