Istota zła, Luca D’Andrea

istota-zlaWAB, 2016

Liczba stron: 477

Uzdolniony amerykański scenarzysta telewizyjny, Salinger, przeprowadza się z rodziną do Europy. Osiedlają się z żoną i pięcioletnią córką w małej górskiej miejscowości u podnóży Dolomitów. Taki osiadły i nieco nudny tryb życia szybko mu się nudzi, wpada więc na pomysł nakręcenia serialu o pracy ratowników górskich. Sprowadza swojego wspólnika i rozpoczynają zdjęcia do zakrojonego na szeroką skalę paradokumentu. Podczas jednej z akcji w Dolomitach dochodzi do tragicznego wypadku – z życiem uchodzi tylko Salinger. Żyje potem dręczony wyrzutami sumienia oraz przeświadczeniem, że na jego życie czyha pradawna Bestia zamieszkująca w górach.

Gdy Salinger dowiaduje się, że w pobliżu jego domu, w wąwozie Bletterbach kilkadziesiąt lat temu doszło do potwornego potrójnego morderstwa, a sprawcy zbrodni nigdy nie zostali ujęci, postanawia wgryźć się w tę sprawę. Jego żona i teść są bardzo niezadowoleni z jego zaangażowania w tę dawną, zapomnianą już historię, chcą by odpoczywał i zdystansował się to tragedii, jaką sam niedawno przeżył. Jednak dla Salingera praca jest najlepszym odpoczynkiem. Przeczesuje archiwa, rozmawia w mieszkańcami, próbuje jak najwięcej wyciągnąć od teścia. Okazuje się, że nie tylko styka się z murem milczenia, lecz także z otwartą wrogością – mieszkańcy nie wybaczyli mu jeszcze tego, że przeżył wypadek w górach, a on już pragnie rozdrapywać zabliźnione rany.

To powieść, w której bardzo długo nie wiadomo, w jaką stronę potoczą się wydarzenia. Opis i początkowe sceny sugerują działania sił nadprzyrodzonych, Bestii mieszkającej w górach i mieszającej w głowach ludziom, którzy podeszli do niej zbyt blisko. Wiele miejsca poświęca się tu stosunkom rodzinnym, przede wszystkim konfliktowi między Salingerem a jego żoną, która upiera się, by choć przez rok nie pracował i zażywał przepisane mu leki. Sporo uwagi poświęca się również córce tej pary – dziewczynce  dociekliwej i spostrzegawczej. Najważniejszym wątkiem okazuje się jednak zbrodnia w wąwozie Bletterbach. Czy mieszkańcom miasteczka naprawdę nie zależy na odkryciu winnych śmierci trójki młodych ludzi? Czy mają coś na sumieniu? Czy to możliwe, żeby wszyscy sprzysięgli się, żeby zachować w tajemnicy to, co wiedzą?

Autorowi udało się odtworzyć duszną, psychodeliczną atmosferę miasteczka, które na powierzchni wydaje się przesympatyczne i otwarte, lecz niewiele trzeba, by przekonać się o tym, jakie jest prawdziwe oblicze jego mieszkańców. Bardzo udanie odtwarza też stany psychiczne Salingera – zagubienie, strach, determinację, by mimo wszystko dowiedzieć się prawdy. A potem dezorientację, gdy nie wie, co z tą prawdą zrobić.

Bardzo lubię mroczne thrillery, które niosą za sobą obietnicę czegoś wstrząsającego, przygnębiającego i grożą kacem książkowym po lekturze. Tutaj ku uldze jednych, a niezadowoleniu drugich, mrok rozjaśniają sceny iście melodramatyczne i sielankowe z udziałem najbliższych Salingera. To oraz szczegółowe opisy każdej postaci sprawiają, że książka nie razi „istotą zła”, lecz jest lekturą, przez którą brnie się dość mozolnie w niektórych jej częściach. Gdzieś tak od połowy akcja nabiera rumieńców i znacznie przyspiesza. Wiadomo już w jakim kierunku się potoczy, lecz nie wiadomo jaki będzie finał. Zdradzę tylko, że zaskakujący i dramatyczny.

Wenecki anonim, Giuseppe Berto

wenecki anonim giuseppe bertoMuza SA, 2003

Liczba stron: 116

Czytam nie tylko świeżynki, nowości i przedpremiery. Czasem mruga do mnie okiem jakaś dawno kupiona i zapomniana na półce książka. Ta króciutka powieść niosła za sobą wielką niewiadomą – zupełnie nie wiedziałam, czego mam się spodziewać.

Ona przyjeżdża na jeden dzień do Wenecji. Na jeden dzień zostawia dzieci i nowego partnera, żeby spotkać się ze swoim byłym mężem. Nie do końca wie, dlaczego to robi, lecz odnosi wrażenie, że jego zaproszenie jest ważne. Od pierwszej chwili pomiędzy nimi panuje duże napięcie i dystans. On nie chce zdradzić powodu swojego zaproszenia, ją przepełniają pretensje – o brak zainteresowania dzieckiem, o uparte niezgadzanie się przez niego na rozwód. Krążą po Wenecji, która była świadkiem ich młodzieńczej miłości, choć nie mają nadziei na wskrzeszenie uczucia, które wtedy między nimi wybuchło.

Ta niewielka książeczka opowiada o odchodzeniu, miłości i oddaniu sztuce. To sztuka ma być portalem, który poniesie w przyszłość to, co człowiek chce przed śmiercią przekazać światu. To sztuka ma być jego powiernikiem, jego opus magnum, które udowodni, iż nie całe życie zostało zmarnowane, że nawet w człowieku przegranym można odnaleźć przebłyski geniuszu.

To również powieść o miłości – tej pierwszej i najważniejszej, która choć już odeszła w przeszłość, nadal jest ważna w życiu byłych kochanków. Bo chociaż oddaliły ich od siebie różnice, to wciąż kochają w sobie to, co ich pierwotnie zachwyciło. Mimo nowych partnerów, cynicznego podejścia do dawnej miłości i nowych doświadczeń życiowych to, co zachwycało w byłym partnerze, nadal jest im bliskie, choć spychane do podświadomości.

Szkoda tylko, że książka składa się z drętwych dialogów – choć podobno bohaterowie są ludźmi inteligentnymi, zachowują się jak rozkapryszone dzieci, przerzucają głupimi uwagami, a nawet ranią się słowem i gestem. Psychologia postaci zupełnie mnie nie przekonuje, gdyby książka była dłuższa, nie dałabym rady jej skończyć. Na szczęście dość szybko docieramy do finału, który tak naprawdę już nie jest zaskakujący, lecz na pewno przynosi ulgę. Dobry pomysł, średnie wykonanie.

Zemsta i przebaczenie. Narodziny gniewu, Joanna Jax

narodziny gniewuVideograf, 2016

Liczba stron: 352

Gdy żyje się w trudnych czasach, trzeba być gotowym na poświęcenia, to pierwsze, co przyszło mi do głowy po lekturze tej książki będącej pierwszym tomem nowego cyklu Joanny Jax. Trudne czasy, o których mowa, to okres przed i w trakcie drugiej wojny światowej, która komplikuje życie bohaterów tej powieści.

Dwie dziewczyny i dwóch chłopaków – różni ich bardzo wiele, łączy również bardzo wiele. Mieszkają w jednej wsi przez co dość dobrze się znają. Dziewczyny są ubogie, ich krewni zarabiają na życie usługami lub pracą w polu. Jedna ma talent wokalny, druga świetnie tańczy, lecz nie są to talenty pożądane u młodych, biednych dziewczyn. Ponadto większości ludzi kojarzą się ze zbyt swobodnym stylem życia. Chłopcy są przyrodnimi braćmi – Julian prawowitym synem bardzo bogatego arystokraty, Emil dzieckiem służącej, którego Chełmicki nie uznał. Dziewczyny dostają szansę na wyjazd do Warszawy i rozpoczęcie kariery na scenie, Julian wstępuje do wojska, Emil wchodzi na drogę przestępstwa, bo taki styl życia najbardziej mu imponuje i daje możliwość zemsty, która motywuje go do działania.

Ścieżki tych ludzi wielokrotnie się będą przecinały, losy zawiodą ich w różne miejsca, zgotują im szczęśliwe chwile i chwile tragiczne. Postawią przed wyborami, jakich nikt wolałby nie musieć podejmować. Wszystko, co osiągnęli psuje wybuch wojny i pojawienie się okupantów. Czy przyjaźnie przetrwają? Czy Emil zrealizuje swoją zemstę? Kto na tym ucierpi? Kto zyska na niepewnej sytuacji? Jako czytelnicy śledzimy życiowe dramaty, czasem się dystansujemy, lecz generalnie dajemy się wciągnąć w intrygi toczące się na kartach książki.

W powieściach obyczajowych często denerwują mnie ograne schematy, tutaj też one występują, na szczęście nie zawsze akcja toczy się wytyczonym rytmem – dość często autorce udaje się zerwać z rutyną i zaskoczyć czytelnika. Mam co prawda zastrzeżenia do psychologii postaci, naprawdę nie lubię takich zupełnie czarnych i zupełnie złotych charakterów – tacy ludzie występują tylko na kartach powieści, w życiu bywają bardziej letni, czasem dobrzy, czasem źli. Niemniej jednak jestem przekonana, że miłośnicy powieści obyczajowych będą zachwyceni tą powieścią, docenią ją za tło historyczne, dynamikę zdarzeń, różnorodność postaci, ich skomplikowane losy i wybory, przed jakimi stają.

Niebezpieczna gra, Joanna Opiat-Bojarska

niebezpieczna gra joanna opiat bojarskaCzwarta Strona, 2016

Liczba stron: 434

Pamiętacie Aleksandrę Wilk z „Gry pozorów”? Wydawała Wam się trochę tajemnicza i skryta? W tej powieści, drugiej w serii, Olka powraca i odkrywa swoje tajemnice z przeszłości. Jednak to nie wątek obyczajowy jest tu najważniejszy, lecz wątek kryminalny. Ten jest ściśle związany z widoczną na okładce, zabytkową broszką w kształcie ważki.

Aleksandra właśnie zaczyna urlop, dzieci wyjechały na obóz, ona sama ma nadzieję podgonić to, co trzeba i trochę wypocząć. Daje się namówić przyjaciółce na spontaniczny weekendowy wyjazd do Łodzi, a przy okazji, po dawnej znajomości, obiecuje skonsultować pacjenta, który na skutek wypadku samochodowego całkowicie stracił pamięć. Jedyne, co powtarza, to imię i nazwisko panieńskie Aleksandry. Skąd ją zna? O co chodzi? Każdy byłby zaintrygowany, nic dziwnego, że bohaterka daje się wciągnąć do sprawy, która ostatecznie całkowicie wypełni jej urlop, przypomni bolesne chwile i narazi na niebezpieczeństwo, nie tylko ją, lecz również intensywnie ją pocieszającego informatyka, który pojawił się w pierwszej części. Aleksandra ma świadomość, że najważniejsze jest, by „jej” pacjent jak najszybciej odzyskał pamięć, przypomniał sobie swoją przeszłość oraz okoliczności, które doprowadziły do tego, że znalazł się na poboczu z urazem głowy.

Ten kryminał Opiat-Bojarskiej jest jak jazda kolejką górską – akcja jest szybka i zawiła. Nie brakuje tu napięcia ani sensacyjnych scen. Jest i trochę dramatu (zazdrosna przyjaciółka wpadająca w histerię) oraz thrillera (duży dom samotnie mieszkającej starszej pani, która lubi pokazywać jaka jest bogata). Tak jak wspomniałam na początku, czytelnik może zajrzeć w przeszłość bohaterki i dowiedzieć się, między innymi, skąd u niej taka niechęć do policji. Dodam, że w tej części, okaże się, że Olka jest w stanie się przełamać w tej kwestii i współpracować z policjantką, która sama jest wdzięcznym tematem dla psychologa.

Bardzo fajna rozrywka, choć, muszę przyznać, że znacznie lepsza w warstwie kryminalnej niż obyczajowej. Na pewno spodoba się tym, którzy lubią, gdy w książce dużo się dzieje, zagadka kryminalna jest na tyle skomplikowana, żeby do samego końca trzymać w niepewności, a bohaterka na tyle wiarygodna, żeby chcieć z nią tę zagadkę rozwiązywać. Polecam!

Śmierć w rzece Kura i inne zagadki kryminalne, Włodzimierz Spasowicz

Smierc w rzece Kura włodzimierz SpasowiczPIW, 2016

Liczba stron: 212

Co za niezwykła książka! Na pierwszy rzut oka, flaki z olejem. No bo jak inaczej można nazwać zbiór złożony tylko z mów sądowych wygłoszonych przez adwokata z czasów carskiej Rosji. Na drugi rzut oka, (więcej rzutów okiem nie będzie, bo na dobre przykleiło się do książki i nie chce się oderwać), książka okazuje się fantastyczna. A sam Spasowicz mistrzem retoryki, budowania napięcia i obalania założeń, które poczyniono w sprawach jego klientów. Cóż za wspaniały człowiek – inteligentny, dociekliwy, elokwentny, sprawiedliwy.

Najdłuższą mową jest ta dotycząca śmierci młodej kobiety w rzece Kura, o którą oskarżono kilku mężczyzn. Spasowicz zastępując niejako niedouczonych śledczych, ośmieszając lekarzy badających ciało i trochę pastwiąc się nad „społecznym” pomocnikiem policji, pokazuje okoliczności śmierci kobiety starając się oczyścić swojego klienta. To bardzo długa i szczegółowa mowa, do stworzenia której należało zgłębić różne dziedziny wiedzy – medycznej, geograficznej, śledczej, a przede wszystkim wykazać się zdrowym rozsądkiem i podejrzliwością wobec ustaleń władz.

Inne mowy są krótsze, ale nie mniej ciekawe. Dotyczą morderstwa, kradzieży i innych przestępstw, popełnianych zwykle przez młodych ludzi zmuszonych okolicznościami lub omamionych autorytetem innym osób. Spasowicz nazywa rzeczy po imieniu, stara się wykazać niewinność lub umniejszyć winę swoich klientów. Zawsze na końcu mowy podane jest rozstrzygnięcie sądu – zwykle dość zaskakujące.

„Śmierć w rzecze Kura” czyta się jak świetny kryminał – są tu przecież zagadki kryminalne, które krok po kroku zostają rozwiązane przez adwokata. Charakterystyczne są tu drobne złośliwości mające ośmieszyć i zdyskredytować tych, którzy zaniedbaniem lub zastraszaniem przyczynili się do posadzenia na ławie oskarżonych niewłaściwego człowieka. Spasowicz działa w imię sprawiedliwości, zgrabnie żonglując faktami, wykorzystując swoją rozległą wiedzę oraz umiejętności oratorskie. Gorąco zachęcam do lektury!