Radość pisania

mo2

Nad białą kartką czają się do skoku
litery, które mogą ułożyć się źle,
zdania osaczające,
przed którymi nie będzie ratunku.*

Pisanie, zapisywanie, przepisywanie – to wszystko sprawia mi ogromną radość. Nie ma nic lepszego niż pióro i czysta kartka w ładnym notesie. Na przykład takim jak Moleskine z limitowanej edycji Radość pisania, przygotowanym we współpracy z Fundacją Wisławy Szymborskiej. Notesowi towarzyszy pióro Lamy z serii Safari w kolorze białym lub czarnym.

mo1

Notes jest w linie, na okładce ma wytłaczane inicjały W. S., na pierwszej stronie rękopis wiersza. Skuwka pióra ozdobiona jest reprodukcją podpisu noblistki. A teraz najważniejsze: cały dochód ze sprzedaży piór i notesów z tej kolekcji zostanie przeznaczony na fundusz zapomogowy wspierający pisarzy w trudnej sytuacji. Od 2013 roku takie wsparcie otrzymało już kilkadziesiąt osób.

To wyjątkowy zestaw – jest elegancki i nigdy nie wyjdzie z mody. Pióro i notes można nabyć w komplecie lub oddzielnie. Taki gadżet z pewnością ucieszy każdego, kto kocha czytanie, więc byłyby idealnym prezentem świątecznym. Obdarowując nim bliską osobę, czynicie podwójne dobro.

mo3

Zdjęcia można powiększyć – wystarczy kliknąć.

*fragment wiersza „Radość pisania” Wisławy Szymborskiej.

Notes do kupienia na przykład: TUTAJ, TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ

W powyższych księgarniach warto też sprawdzić dostępność pióra.

Pióro: TUTAJ

Diabelska gra, Angela Marsons

diabelska-gra angela marsonsBurda Książki, 2016

Liczba stron:  448

Początkowo planowałam napisanie o obu książkach Angeli Marsons w jednym poście. Łączy je to, że są kolejnymi częściami cyklu, mają tych samych bohaterów oraz skomplikowaną zagadkę kryminalną. A jednak, podczas gdy „Niemy krzyk” wciągnął mnie od samego początku, do tej książki, czyli „Diabelskiej gry”, w zasadzie do samego końca nie umiałam się przekonać. Cały czas bowiem miałam poczucie, że misternie skonstruowana akcja chwieje się jak kolos na glinianych nogach.

Dwudziestolatka dopuszcza się okropnego przestępstwa – zabija człowieka, który wcześniej ją zgwałcił i odsiedział zasądzoną mu karę. Dziewczyna trafia do więzienia i czeka na proces. Okazuje się, że wcześniej leczyła się u psychiatry. Jej lekarka wydaje się zaskoczona postępowaniem pacjentki, lecz nie przyznaje się przed Kim Stone i jej partnerem, że sama podczas sesji terapeutycznej namówiła ją do tego czynu. Od samego początku wiadomo, że pani psychiatra manipuluje swoimi pacjentami, bo autorka nie ukrywa tego przez czytelnikiem. Policja jest jednak w kropce. Teoretycznie jest osoba podejrzana, więc śledztwo można zamknąć. Jednak Kim Stone czuje, że to nie jest koniec i że lekarka zachowuje się co najmniej dziwnie. Ma rację, jej przeciwniczka zwietrzyła kolejną ofiarę i wykorzystując swoje kontakty zawodowe prześwietliła przeszłość policjantki. Tymczasem pojawiają się kolejne dziwne zbrodnie.

Chociaż z zaciekawieniem czytałam o przeszłości Kim Stone oraz poczynaniach okrutnej psycholog, to nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to wszystko jest mocno naciągane. Bo czy dacie wiarę, że można ukończyć trudne studia, wspinać się po ścieżce kariery, cieszyć się poważaniem w branży tylko po to, żeby zrealizować jakiś swój porąbany plan zawiązany z manipulowaniem pacjentami? Dla mnie to niedorzeczne. Socjopatyczna psycholożka? Naprawdę tak dobrze się maskowała, że żaden z jej nauczycieli i współpracowników niczego nigdy nie zauważył?

Jestem rozczarowana, bo liczyłam na dobrą kontynuację przygód Kim Stone, tymczasem dostałam jakąś bajeczkę, w której kupy się nie trzyma to, co powinno spajać powieść. Sceny kolejnych zbrodni oraz dochodzenie prowadzone przez zespół Stone są napisane z polotem i naprawdę ciekawe, natomiast cała otoczka nie ma większego sensu. Angela Marsons ma u mnie jeszcze jedną szansę, jeśli znowu będzie ściemniała, to się pożegnamy.

Niemy krzyk, Angela Marsons

niemy krzykBurda Książki, 2016

Liczba stron: 416

To debiut powieściowy Angeli Marsons i pierwsza książka z cyklu o detektyw Kim Stone – niepokornej policjantce o skomplikowanej przeszłości i mocno rozwiniętym poczuciu sprawiedliwości. Gdy jest przekonana o czyjejś winie, nie spocznie póki jej nie udowodni. Nie ma przyjaciół oprócz jednego ze swoich podwładnych, nikogo nie dopuszcza do siebie, a szef toleruje jej wybryki tylko dlatego, że przynoszą więcej dobrego niż złego.

Kiedy w Black Country ktoś zabija dyrektorkę szkoły nikt jeszcze nie wie, że to dopiero początek brutalnych zbrodni, a ofiary mają wspólny sekret. Śledztwo w sprawie morderstw jest priorytetem, lecz nagle pojawia się inna sprawa – w pobliżu od lat zamkniętego domu dziecka archeolodzy znajdują zwłoki. Kim Stone jest głęboko poruszona i nie zważając na procedury każe zbadać cały przylegający do spalonego budynku teren. Tymczasem pojawiają się kolejne ofiary zabójstw popełnianych tu i teraz. Policja ma pełne ręce roboty, tym bardziej, że potencjalni świadkowie i ofiary nabierają wody w usta.

Okropnie denerwowała mnie Kim Stone – pyskata, nieumiejąca zachować się w sposób kulturalny, narwana i łamiąca prawo po to, by zgodnie z prawem wymierzyć sprawiedliwość przestępcom. A jednocześnie pani detektyw jest inteligentna, szybko kojarzy fakty, jest przenikliwa, ambitna i cholernie pracowita – nic dziwnego, nie ma przecież do kogo wracać do domu. Sama powieść jest dość mroczna i ponura jak los dziewcząt z domu opieki, na których nikomu tak naprawdę nie zależało, jak się okazuje już po pobieżnym śledztwie. Ta powieść ma podwójne dno, więc nawet jeśli nie zaskoczy was rozwiązanie pierwszej zagadki, prawdopodobnie z uznaniem spojrzycie na Kim Stone, gdy wyjmie swojego asa z rękawa.

Powieść bazuje niestety na pewnych stereotypach – wszyscy opiekunowie w domu opieki mają coś na sumieniu, wszyscy spodziewają się kary po latach, pomiędzy policją a grupą techników dochodzi do spięć, a pani detektyw pcha się nocą do opuszczonego budynku nie powiadamiając nikogo o swoich planach – chociaż każdy, kto przeczytał w życiu kilka kryminałów wie, że na pewno natknie się tam na mordercę i będzie walczyć o życie.

Niech was jednak nie zwiedzie moje marudzenie, bo książkę przeczytałam z wypiekami na twarzy i byłam usatysfakcjonowana i akcją, i zagadką, i rozwiązaniem. A powyższe uwagi przyszły mi do głowy już po fakcie – wcześniej byłam zbyt zaabsorbowana śledzeniem akcji i nie zwracałam uwagi na nic innego. Polecam, jeśli lubicie mroczne kryminały z charakterystycznym policjantem.

Nienarysowane historie, Bohdan Butenko (zebrała Anna Dobiecka)

nienarysowane-historieAxis Mundi, 2016

Liczba stron: 100

Niech nie zwiedzie was wygląd tej książki – okładka i nietypowy format mogą sugerować, że jest to pozycja dla dzieci. Tak jednak nie jest! To książka, w której znakomity ilustrator, Bohdan Butenko, opowiada o sobie i o tym, co mu się przydarzyło w różnych okresach życia. Co ciekawe, Anna Dobiecka napisała tę książkę przez telefon – raz w tygodniu przeprowadzała rozmowę z rysownikiem, w której opowiadał jej kilka przygotowanych wcześniej anegdot.

Tak, anegdot. Nie jest to bowiem typowa książka biograficzna, chociaż opowieści ułożono chronologicznie. Dotyczą przed wszystkim czasów studenckich oraz perypetii związanych z wykonywanym przez bohatera zawodem. Wiele z nich mogłoby znaleźć się w antologii absurdów PRL-u. Czy kiedykolwiek przyszło wam do głowy, że rysownik mógł mieć nieprzyjemności wynikające z tego, że na druk ilustrowanej przez niego książki poszło za dużo papieru? Czy wpadlibyście na to, że ktoś nakręcił wyświetlany w kinach film dla dzieci wykorzystując do tego zamieszczone w książce ilustracje i nie informując o tym ilustratora? Możemy również dowiedzieć się jak przebiegło najmniej udane spotkanie targowe Bohdana Butenki oraz poznać różne perypetie związane z podróżami i spotkaniami z czytelnikami, a także co przydarzyło mu się podczas ceremonii wręczania przez dzieci Orderu Uśmiechu.

Chociaż byłam nastawiona na bardziej wnikliwą opowieść biograficzną, przeczytałam książkę z dużym zainteresowaniem, obszerne fragmenty na głos, żeby podzielić się nimi z domownikami. Książkę oczywiście ilustrował sam Bohdan Butenko – rysownik, który upiększał czytane przez nas w dzieciństwie książki, człowiek, dzięki któremu, smutne czasy PRL-u były nieco bardziej kolorowe.