Alfred i Ginewra, James Schuyler

alfred-i-ginewrPaństwowy Instytut Wydawniczy, 2016

Liczba stron: 132

Nagle, bez żadnego przygotowania, znajdujemy się w dziecięcym świecie. Alfred, ten młodszy z rodzeństwa i jego siostra Ginewra nie troszczą się o czytelnika-podglądacza, który jest świadkiem ich zabaw i intryg. Musi sam sobie radzić i odcedzać to, co istotne, od przekomarzania się dzieciaków.

Niewiele o nich wiemy. Ginewra lubi czytać i wymyślać własne historie, Alfred naśladuje siostrę, jest głośny i niecierpliwy. Gdy trafia do szpitala, odwiedza go głównie babcia. Co się dzieje z rodzicami? Z dialogów można wywnioskować, że między nimi coś zgrzyta, ale co? I dlaczego mama i tata nagle wyjechali? Dzieci nie zdołały zbyt wiele podsłuchać, więc na razie cieszą się tym, co mają. Po raz pierwszy w życiu samotnie odbędą podróż pociągiem do domu, gdzie mieszka babcia od strony mamy i wujek.

Ta minipowieść utkana jest z dialogów pomiędzy dziećmi. Z nich dowiadujemy się, gdzie są, z kim i dlaczego. Nie są to zawsze wiarygodne obserwacje. Często dziecięca wyobraźnia przejmuje stery i wprowadza zamęt. Ginewra przekonuje się o tym na własnej skórze, gdy mówi coś na temat swojej rodziny, chcąc zaimponować nowym koleżankom.

Bardzo wnikliwie i przekonująco autor przedstawił „przyjaźń” pomiędzy dziewczynkami. Gdy nowa próbuje zaprzyjaźnić się z dwiema przyjaciółkami dochodzi do rozmaitych przetasowań. Ta najsilniejsza w grupie dobiera sobie powierniczki, bezceremonialnie odsuwając na bok tą, która aktualnie się nie nadaje na koleżankę. Żeby zyskać akceptację trzeba wielu wyrzeczeń, lizusostwa, umiejętności puszczania zniewag w niepamięć.

To książka dla dorosłych i napisał ją dorosły mężczyzna wykazując się wielkim zmysłem obserwacji, wyciągania wniosków oraz świetnym piórem. Takie powieści nigdy się nie zestarzeją i przez każde pokolenie będą odczytywane w podobny sposób. Po prostu świat dzieci jest dość przewidywalny i znany każdemu, bo każdy z nas kiedyś był na etapie bohaterów tej książki i zna pewne zachowania z autopsji. Nie wszyscy jednak potrafiliby opisać go z taką wnikliwą lekkością jak Schuyler. Polecam.

Bestia. Studium zła, Magda Omilianowicz

bestia-studium-zlaOd Deski Do Deski, 2016

Liczba stron: 275

Seria na Faktach przedstawia prawdziwe zbrodnie i prawdziwych zbrodniarzy. Została oddana w ręce reporterów i uznanych pisarzy, którzy na swój sposób opisują zadany im lub wybrany przez siebie temat. To, że Magda Omilianowicz napisała o Pękalskim jest oczywiste – jako jedna z niewielu dziennikarzy przeprowadziła z nim wywiad po tym jak trafił do więzienia. Teraz w oparciu o dokumenty procesowe, rozmowy z osobami zaangażowanymi w śledztwo i proces opisuje drogę, jaką Leszek Pękalski przebył zanim trafił za kratki.

Nieoficjalnie przypisuje mu się kilkadziesiąt morderstw, głównie na kobietach, ale Pękalski nie gardził również mężczyznami i dziećmi. On sam do wielu się przyznał, chociaż formalnie udowodniono mu tylko jedną zbrodnię, za którą otrzymał wyrok 25 lat więzienia. Niedługo, jeśli nic się nie zmieni w prawie, zostanie wypuszczony na wolność i prawdopodobnie będzie dalej zabijał. Taki już jest. Egoistyczny. Zapatrzony w siebie. Ograniczony umysłowo, choć świetnie sobie radzi manipulowaniem ludźmi. Rozgranicza dobro od zła, ale i tak najważniejsze dla niego jest zaspokojenie podstawowych potrzeb. Dla niego to pełen żołądek oraz seksualne spełnienie.

Autorka reportażu nie usprawiedliwia go, nie sympatyzuje z tym człowiekiem, który dawno temu przekroczył granice człowieczeństwa. Bez rozczulania się opisuje trudne dzieciństwo chłopaka, dziwne relacje z siostrą, okres dorastania i nauki, więź z jedną z nauczycielek, którą odwiedzał już po ukończeniu szkoły, interesowną przynależność do Świadków Jehowy. Pisze również o zbrodniach, których się dopuścił, za które nie został skazany. Śledczy i prokuratorzy są przeświadczeni o jego winie, lecz nie mają namacalnych dowodów – wszystko to działo się przed tym jak zaczęto badać DNA, nie ma próbek, nie ma podstaw, by oskarżyć człowieka, istnieje natomiast podejrzenie, że policja chciałaby wyczyścić sobie kartoteki dopisując niewyjaśnione zbrodnie Pękalskiemu.

Chociaż Omilianowicz nie opisuje ze szczegółami, na czym polegał rytuał Pękalskiego i jak okaleczał swoje ofiary, te kilka zdań wtrąconych tu i tam daje pojęcie o bestialstwie tego człowieka i całkowitym poddaniu się pierwotnym instynktom. Nazwanie go „bestią” nie jest nadużyciem. Czytałam ten reportaż ze wstrętem i z rozgoryczeniem. Czytałam z duszą na ramieniu. Zastanawiałam się przy tym jakich potrzeba umiejętności, by rozmawiać z „bestią”, okazywać mu szacunek, zainteresowanie, traktować jak człowieka. Współczuję śledczym, psychiatrom, psychologom, którzy musieli stanąć z nim twarzą w twarz. Żałuję, że wymiar sprawiedliwości nie okazał się skuteczniejszy. Musicie przeczytać, bo to świetny reportaż grający na emocjach, pokazujący, że pozory mogą mylić, a pierdołowaty pan, którego omijamy szerokim łukiem, bo jest niechlujny, może mieć zupełnie inne oblicze. O wiele gorsze.

Najlepsze książki 2016 roku

najlepsze-2016

Nie był to rok obfitujący w zachwyty literackie. Owszem, znalazłam książki, które bardzo mi się podobały, ale niewiele było takich, które by mnie rozpirzyły z drobny pył. W poniższym zestawieniu znalazły się książki, które przeczytałam w 2016 roku, choć niektóre z nich zostały wydane wcześniej.

Literatura piękna:

Greg Baxter – Pomieszkanie

Uwielbiam niedopowiedzenia w książkach. A ta właśnie taka jest, a ponadto: depresyjna, ponura, spokojna. W zeszłym roku Baxter również wskoczył na podium, więc widać, że się dogadujemy.

Virginie Despentes – Vernon Subutex 1

Przerysowany obraz społeczeństwa, uwypuklający przywary. Despentes każdemu dowala po równo. Mocna i otwierająca oczy.

Tim Johnston – W dół

Rzadko się zdarza, żeby w topce znalazł się kryminał. Książki tego gatunku traktuję jako jednorazową rozrywkę. „W dół” to przejmujący obraz rodziny zniszczonej przez porywacza dziecka. Niektóre sceny zostają pod powiekami.

Lily King – Euforia

Na samą myśl o tej powieści robi mi się duszno – klimat tropikalnych dżungli miesza się z namiętnością antropologów badających pierwotne plemiona. O miłości można pisać inteligentnie, Lily King to udowodniła.

Nic Pizzolatto – W drodze nad Morze Żółte

Zbiór opowiadań. Pizzolatto jest dostatecznie dołujący i depresyjny, żeby mi się spodobać. Przenosi w zupełnie inne rejony wrażliwości. Chciałabym, żeby więcej pisał.

Ela Sidi – Czcij ojca swego

Dzieciństwo bez mamy z pijącym tatą. Dużo tego powstaje, ale tu jest inaczej, bo widzimy autentyczny, PRL-owski świat oczami dziewczynki. Musiałam robić przerwy na oddech.

Elizabeth Strout – Mam na imię Lucy

Minimalistyczna powieść o… człowieku. W centrum mamy relacje między matką a córką. Pozostawiająca wiele miejsca wyobraźni, złożona ze scen, które trudno wyrzucić z głowy.

Literatura faktu:

Katarzyna Boni – Ganbare! Warsztaty z umierania

Japonia po trzęsieniu ziemi i tsunami. Ludzie próbujący poradzić sobie z traumą, pogodzić ze śmiercią, oswoić swoją śmiertelność.

Roman Cilek – Ja, Olga Hepnarova

Wnikliwy reportaż o dziewczynie, która z premedytacją wjechała ciężarówką w tłum ludzi. Jej życie opowiedziane wielogłosem i refleksja na temat wymiaru (nie?)sprawiedliwości.

Magdalena Grzebałkowska – 1945. Wojna i pokój

Polska w roku zakończenia działań wojennych. To zbiór reportaży połączonych ze sobą czasem i miejscem, lecz dotyczących wielu różnych aspektów życia. Mocna.

Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski – Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście

Tak właśnie powinno pisać się biografie. Bogaty materiał podany z bardzo przystępny sposób, nie tylko dla fanów himalaizmu.

Monika Kuhnke & Włodzimierz Kalicki – Uprowadzenie Madonny. Sztuka zagrabiona

Książka o sztuce, którą czyta się jak najbardziej zakręcony kryminał. Podczas lektury i zaraz po niej opowiadałam wszystkim zawarte z niej historie zaginionych dzieł sztuki. Przepraszam, jeśli jednak nie chcieliście tego słuchać 😉

Wisława Szymborska & Kornel Filipowicz – Najlepiej w życiu ma twój kot. Listy

Kto by pomyślał, że listy mogą być aż tak dobrą lekturą. Ciepłe, inteligentne, zabawne – aż człowiekowi robi się przyjemnie, że może trochę ogrzać się w blasku tej dojrzałej miłości.

Mitchell Zuckoff – Lodowe piekło. Katastrofa na Grenlandii

A tutaj znowu zimno. Reportaż o poszukiwaniu zaginionego na Grenlandii samolotu z czasów II wojny światowej. I historia heroicznych wyczynów pilotów. O przetrwaniu, niezłomności, bohaterstwie i bezinteresownej pomocy.

Wszystkie tytuły są zalinkowane do obszerniejszych recenzji. Znacie te książki? Zachęciłam Was do lektury którejś z nich?

Zrzućcie okiem również na: podsumowanie 2016 roku KLIK oraz pełną listę przeczytanych książek KLIK.

Dziewczyna, którą kochałeś, Jojo Moyes

dziewczyna-ktora-kochalesMiędzy Słowami, 2017

Liczba stron: 512

Jak zapewne wiecie, nie przepadam za powieściami obyczajowymi ani tymi kierowanymi w szczególności do kobiet. Jojo Moyes jest jedną z nielicznych autorek tego gatunku, które nie tylko toleruję, ale również lubię. Gdybym jednak miała wybierać książkę na podstawie opisu i po okładce, na pewno ominęłabym ją szerokim łukiem. A szkoda, bo przeczytałam ją z przyjemnością, ponieważ porusza problem, który bardzo mnie interesuje.

Śledzimy równolegle historie dwóch kobiet – Sophie oraz Liv. Sophie jest Francuzką, wraz z siostrą prowadzi mały hotel w niewielkiej miejscowości na północy Francji. Trwa pierwsza wojna światowa, kraj okupowany jest przez Niemców. Panuje głód, ludzie są w bardzo złej kondycji psychicznej. Sophie i jej siostra tęsknią za mężami, którzy poszli na front i od długiego czasu nie kontaktowali się z domem. Na domiar złego komendant stacjonującego w mieście wojska każe im przygotowywać posiłki dla oficerów. To może postawić siostry w złym świetle. Chociaż nie mają wyjścia, bo z wrogiem się nie dyskutuje, boją się, że rodacy posądzą je o kolaborację. Komendantowi wpada w oko Sophie oraz przedstawiający ją obraz namalowany przez jej męża, ucznia Matisse’a.

Liv jest młodą wdową. Jej mąż był architektem, zbudował dla nich wspaniały dom, na który jej teraz nie stać. Zabijają ją rachunki, nie wie, co ma zrobić ze swoim życiem. Nadal mentalnie tkwi w czasach, gdy była żoną Davida. W wyjątkowo depresyjny wieczór poznaje w barze Paula. Między nimi jednak stanie obraz, ten sam, który sto lat wcześniej wisiał na ścianie hotelu Sophie, a teraz zdobi sypialnię Liv. Skąd się u niej wziął? Jaką przebył drogę?

Te dwa pytania na końcu poprzedniego akapitu są bardzo istotne. Spora część książki to opis procesu w sprawie restytucji zrabowanego dzieła sztuki. Jest to temat, który bardzo mnie interesuje (jeśli Ciebie również, przeczytaj TO i TO). Historia Sophie, która najbardziej w życiu pragnie dowiedzieć się, co dzieje się z jej mężem, oraz obraz francuskiego miasteczka okupowanego przez Niemców pokazują dramat wojny w miejscu, którego nie objęły właściwe działania wojenne. Najsmutniejsze jest to, że sąsiedzi odwracają się od sąsiadów wierząc w pomówienia. Takie zachowania doprowadziły do niejednej tragedii. Historia Liv i Paula mniej mnie interesowała, to typowy romans z przeszkodami (muszą być przeszkody, bo nie byłoby książki, o szczęśliwej miłości nie ma co pisać).

Tak, jestem usatysfakcjonowana. Wciągnęła mnie ta powieść, zaintrygowała historia obrazu oraz luki, jakie należało wypełnić, by prześledzić drogę, jaką przeszło dzieło w ciągu stu lat. Ta historia tak mnie pochłonęła, że starałam się nie zwracać uwagi na schematy typowe dla powieści obyczajowych, niemające żadnych podstaw zachowania niektórych bohaterów czy niewielkie prawdopodobieństwo zaistnienia tak wielu zbiegów okoliczności. To zupełnie inna książka niż najbardziej znana powieść Jojo Moyes „Zanim się pojawiłeś„, lecz jest równie ciekawa. Polecam.

Zagroda zębów, Wit Szostak

zagroda-zebowPowergraph, 2016

Liczba stron: 104

To jedna z bardziej zaskakujących książek, jakie ostatnio czytałam. Zaskakuje formą i treścią. Jest króciutka, ale obfituje w wiele scenariuszy i historii.

Wit Szostak posłużył się mitem o Odysie, który po długich wojażach, wielu przygodach, walce stoczonej pod Troją, walce z żywiołami na morzu powraca do swojej Penelopy. Tak jest w micie. U Szostaka jest inaczej. Autor proponuje odmienne scenariusze. Zastanawia się, co by było, gdyby Odys po powrocie na Itakę nie został przez nikogo rozpoznany? A może by tak sprawić, żeby Odys zawrócił z brzegu Itaki i popłynął w nieznane? Są tu również i takie scenariusze, które każą mu zostać wśród ruin Troi, wspólnie z innymi odbudowywać miasto, wypełniać pokutę za swój podstęp.

Kilkadziesiąt wersji losów jednego człowieka. Kilkadziesiąt różnych dróg. które mógł wybrać. Kilkadziesiąt ścieżek, które stały przed nim otworem. Gdyby miał wiele żyć, mógłby spróbować innych scenariuszy. Te miniatury można odczytywać dosłownie, jako zabawę znanym mitem, lecz o wiele ciekawsza jest interpretacja, która narzuca się już w czasie czytania: Odys to ja, to ja daję się nieść nurtowi, z niektórymi pokusami walczę, innym ulegam, ale nie zapominam, że mam przed sobą cel, do którego dążę. A gdybym tak przestała walczyć, czasem uległa, na chwilę zapomniała o celu, to jak wyglądałaby moje życie. Czy mój cel nie jest smyczą, która trzyma mnie w miejscu? Czy to, co wydaje się słuszne, naprawdę takie jest? Może czasem warto zboczyć z drogi, żeby dostrzec inne możliwości. To właśnie taka książka, pozornie krótka i prosta, ale głęboka i zasiewająca wątpliwości. Bardzo dobra.