O starym człowieku, co czytał romanse, Luis Sepulveda

o-starym-czlowieku-co-czytal-romanseNoir Sur Blanc, 2006

Liczba stron: 99

Książka ta, sądząc po dacie polskiego wydania, przeleżała u mnie jakieś dziesięć lat. Pewnego dnia po prostu poczułam, że muszę ją wreszcie przeczytać. Nie wiem, co mną kierowało, kiedy ją kupowałam – podejrzewam, że tytuł i okładka. Są urocze.

Antonio Jose Bolivar jest człowiekiem przynależącym do dwóch światów. Wiele lat życia spędził mieszkając z plemieniem Indian. Poznał ich zwyczaje, nauczył się polować, oprawiać mięso, nieobca mu jest sztuka przetrwania w dżungli. Musiał jednak opuścić plemię Shuarów i zamieszkać wśród „bardziej ucywilizowanych” ludzi. Spędza dnie na lekturze romansów, w ten sposób przeżywając niekończącą się żałobę po żonie. Gdy pewnego dnia do wioski przypływają Indianie przywożąc na łodzi zmasakrowane zwłoki Amerykanina, poszukiwacza złota, tylko Bolivar jest w stanie określić przyczynę śmierci tego człowieka. Okazuje się, że to jedno wydarzenie pociągnie za sobą całe pasmo tragedii.

Widzicie? Ta książka ma niecałe sto stron. To jednak wystarczyło autorowi do tego, żeby stworzyć wciągającą, dramatyczną opowieść oraz bohaterów, o których można powiedzieć więcej niż dwa zdania. Dał radę przedstawić kawał historii Chile, przeciwstawić dzikich Indian pozornie cywilizowanym Amerykanom, a na dodatek pokazał jak wiele zła wynika z niezrozumienia przyrody oraz jak wiele dobrego płynie z czytania, nawet ckliwych romansów.

To wspaniała książka, malownicza, barwna, odczuwa się ją wszystkimi zmysłami. Przeżywa się dramat Bolivara uwikłanego w sprawę, której nie chce, lecz musi rozwiązać. Szukajcie jej w bibliotekach, bo nie wiem, czy uda się ją znaleźć w księgarniach, czytajcie i podziwiajcie kunszt pisarski Sepulvedy!

Galeria kotów. Historia sztuki z pazurem, Susan Herbert

1

Media Rodzina, 2016

Liczba stron: 192

Dumne, nieprzeniknione, chadzające własnymi ścieżkami. Podstępnie knują jak przejąć władzę nad światem. Zapewne udałoby im się wykoncypować jak to zrobić, lecz… nie za bardzo lubią odrywać się od kanapy i przerywać słodkiego snu. Instynkt drapieżnika plus charakter przytulaka – połączenie wybuchowe. Mało kto potrafi się oprzeć ich urokowi.

7

KOTY. KOTY. KOTY…

Na początek przejęły główne role w kultowych filmach i najbardziej znanych dziełach sztuki. Pasują wyśmienicie do wybranych ról. Tylko zobaczcie.

3

Mona Lisa nigdy nie była bardziej tajemnicza i nieprzenikniona. Infantka nie mogłaby być słodsza i bardziej niewinna. A Van Gogh wygląda świetnie jako rudy kocur. Kot Gladiator – bardziej dostojny niż Russel Crowe!

2

Album jest wyjątkowym spojrzeniem na historię sztuki i filmu. Obrazy i kadry są podpisane, choć w zasadzie trudno o jakiekolwiek wątpliwości, jeśli macie jako taką orientację w świecie sztuki.

4

Album jest wydany na dobrym papierze, kolorowy (chyba, że koty występują w czarno-białych filmach). Zaskakujący i zabawny. Doskonały dla kogoś, kto uwielbia koty i otacza się ich wizerunkami i gadżetami.

6

5

 

Przekręt. Najwięksi kanciarze PRL-u i III RP, Patryk Pleskot

przekretZnak Horyzont, 2017

Liczba stron: 384

Czasem fajnie sobie przypomnieć sprawy i (wątpliwych) celebrytów sprzed lat, tak pomyślałam biorąc się za czytanie tej książki. Okazało się, że oprócz nazwisk mi znanych, autor opisał takich oszustów, o których wcześniej nie słyszałam, bo ich działalność przypadła na okres, kiedy nie było mnie na świecie lub wtedy, gdy bardziej interesowali mnie chłopcy niż śledzenie wiadomości z kraju i ze świata.

Część bohaterów tej książki już nie żyje, inni się ukrywają, jeden z nich nadal robi interesy, choć szczyt jego popularności już dawno minął. Zebrane w książce historie opowiadają o ludziach, którzy przede wszystkim chcieli zaistnieć, wyróżnić się, wyrwać ze swojego zwykle wiejskiego środowiska i zrobić coś wielkiego. Wielkiego, czyli w ich mniemaniu, przynoszącego pieniądze, szacunek, choćby przelotny, lub sławę. Wszystkim się to udało w pewnym zakresie. Anastazja Potocka przez łóżko wkręciła się w świat wielkiej polityki i wydała skandalizującą książkę. Kalibabka, zwany polskim Casanovą, opisywany był w gazetach, jego podboje i oszustwa stały się kanwą popularnego serialu o Tulipanie. Fałszywe franki Czesława Bojarskiego osiągają na aukcjach niesamowite ceny, a sprawą Zdzisława Najmordzkiego, mistrza ucieczek, żyła cała Polska.

To książka nie roszcząca sobie prawa do psychologicznej analizy przyczyn zachowania oszustów. Skupia się raczej na czynach, kilkakrotnie tylko zwracając uwagę na powtarzające się schematy lub cechy charakteru typowe dla opisywanych oszustów. To, z czego zasłynęli poszczególni bohaterowie, to niejednokrotnie kanwa do serialu lub pełnometrażowego filmu. Ich akcje były tak niewiarygodne, że gdyby nie zostały im udowodnione w sądzie, trudno byłoby w nie uwierzyć. Nabierali się wszyscy – od prostych ludzi, z którymi chyba było najłatwiej, po polityków i milicję/policję. Co więcej, niektórzy urzędnicy skompromitowali się tak bardzo, że nawet niszczyli obciążające ich dokumenty, żeby przypadkiem nie wyszło na jaw, że dali się owinąć oszustowi wokół palca.

Z siedmiu życiorysów tylko dwa, te związane ze światem polityki, wydały mi się mniej ciekawe, stąd zakładam z dużym przekonaniem, że każdy znajdzie w tej książce coś, co go zainteresuje. Jest napisana z niewielką ilością przypisów, jako że ma charakter popularnonaukowy, lecz ma stuprocentowe oparcie w faktach. Autor pisze zajmująco, chwilami nawet posługując się humorem (szczególnie w komentarzach do poszczególnych przekrętów żerujących na naiwności). Czyta się to doskonale – dla starszych będzie to pewnie przypomnienie afer, jakimi żyła Polska, dla młodszych odkrycie, że czasami prawdziwe życie pisze lepsze historie niż hollywoodzkie produkcje filmowe.

Bezsilni, Kati Hiekkapelto

bezsilniRingier Axel Springer, 2017

Liczba stron: 352

Anna Fekete w dzieciństwie wyemigrowała z rodziną do Finlandii. Jej ojczyzna, dawna Jugosławia nadal kusi ją swoim dawnym urokiem. I choć Anna doskonale zdaje sobie sprawę, że ani tam, ani tu nie przynależy w stu procentach, wciąż mami się wizjami powrotu na stałe. W Finlandii pracuje w policji kryminalnej, jest samotna, trzyma się nieco na uboczu, nie chcąc otwierać przed obcymi. Sen z oczu spędza jej brat, który tak jak ona został w przybranej ojczyźnie, lecz życiowe niepowodzenia topi w morzu alkoholu. To i wiele innych kwestii sprawia, że Anne jest oddaną policjantką – może poświęcić prowadzonej sprawie tyle czasu, ile trzeba. Do pustego mieszkania jej się nie spieszy.

Pewnego wieczoru zostaje wezwana do przeprowadzenia przesłuchania swojej rodaczki, dziewczyny pracującej w Finlandii jako au pair, która wracając nocą do domu swoich pracodawców przejechała leżącego na drodze staruszka. Dopiero sekcja zwłok może wykazać czy mężczyzna jeszcze żył, gdy został potrącony przez samochód. Trzeba na nią trochę poczekać, tymczasem jednak policja musi ustalić, kim był ten człowiek i jak znalazł się w piżamie za miastem. W międzyczasie Anna na prośbę znajomych prowadzących pizzerię zobowiązuje się do pomocy nielegalnemu imigrantowi, który został aresztowany w mieszkaniu, które zostało przeszukane przez oddział antynarkotykowy. Okazuje się, że chłopakowi nie będzie łatwo pomóc.

W tej historii przeplatają się trzy różne wątki kryminalne, które naprawdę trudno połączyć w jedną całość: zaginiecie staruszków mieszkających w jednej kamienicy, pojawienie się groźnego gangu narkotykowego w mieście, śmierć drobnego dilera. Oprócz tego mamy bardzo ciekawe wątki obyczajowe trochę przybliżające życie w Finlandii – śnieg leżący do maja, rozrywki Finów, służbę zdrowia, mentalność tych ludzi itp. Dość mocno spośród różnych poruszanych tematów wybija się tu kwestia uchodźców i bezdusznej machiny państwowej, kierującej się niewłaściwymi przesłankami w przyznawaniu statusu uchodźcy.

„Bezsilni” to bardzo ciekawa powieść kryminalna z wyraźnie zarysowanym tłem społecznym oraz obyczajowym. Mnie się bardzo podobała, Polecam!

Dziennik kasztelana, Evzen Bocek

dziennik-kasztelanaStara Szkoła, 2017

Liczba stron: 220

Wiedziałam, że nie będzie aż tak zabawnie jak podczas lektury obu tomów „Arystokratki” (KLIK1 KLIK2), ale nie sądziłam, że na koniec będę zbierać szczękę z podłogi.

Rok 1996. Pracownik naukowy z Pragi postanawia zacząć życie od nowa. Wkurza go powierzchowność życia w stolicy, bezcelowość swojej dotychczasowej pracy, problemy małżeńskie. Traktując to jak eksperyment, obejmuje stanowiska kasztelana w zamku kilkaset kilometrów od Pragi. Nie ma pojęcia, co powinno należeć do jego obowiązków, lecz jest pod dużym wrażeniem nowego miejsca pracy, a także współpracowników – wiecznie skacowanego ogrodnika, cierpiącego na epilepsję stróża nocnego oraz dziwnej, kryjącej jakąś tajemnicę pary. W prowadzonym od pierwszego dnia dzienniku opisuje to, co go niepokoi, zdumiewa, smuci. Sporo miejsca poświęca swojemu poprzednikowi, o którym ludzie mówią niewiele i zawsze źle. Najgorsze jest to, że zamek zadaje się żyć własnym życiem, ale przecież rozsądny człowiek nie dopuszcza do siebie myśli o duchach. Wszystko nasila się, gdy do zamku sprowadza się jego żona i pięcioletnia córka.

W tej książce dochodzi do kumulacji pewnych zdarzeń, których nie da się wytłumaczyć za pomocą racjonalnych argumentów. Atmosfera jest ciężka, choć dość często napotykamy na humor językowy i sytuacyjny, to raczej nie będzie nam do śmiechu. Pośród tragicznych, dramatycznych zdarzeń kasztelan stara się wykonywać swoje obowiązki najlepiej jak potrafi. Pracuje tu od kilku miesięcy, ale przeczuwa, że nie będzie potrafił porzucić zamku. Nigdy. W żadnych okolicznościach. Zamek i jego kilkusetletnia historia wniknęły pod jego skórę. Stały się symbolem czegoś większego niż jesteśmy w stanie ogarnąć umysłem.

Jak zwykle u tego autora książka czyta się niemal sama – pozorna lekkość zapisków kasztelana unosi czytelnika na fali zdarzeń, usypiając jego czujność. Szczególnie, gdy czyta się ebooka i nie kontroluje znikających procentów. Nagle okazuje się, że to już, koniec, dalej już nic nie ma. Nie ma odpowiedzi na pytania, nie ma prowadzenia za rękę. Czytelniku, musisz poradzić sobie z tym sam. Jak już pozbierasz szczękę z podłogi. I chociaż mam jakąś własną interpretację zdarzeń, nie podam jej tutaj, każdy musi sam zmierzyć się z symboliką tej powieści.