Amelia i Kuba. Tajemnica dębowej korony, Rafał Kosik

amelia-i-kuba-tajemnica-debowej-koronyPowergraph, 2017

Liczba stron: 270

Czytałam jedną z poprzednich części tego cyklu i bardzo mi się podobała. Kosik pisze tak, by bawić, a jednocześnie czegoś nauczyć. Tym razem dzieci mieszkające w Zamku, jak nazywa się modny apartamentowiec, próbują rozwikłać tajemnicę dębowej korony.

Na podwórzu, otoczony ze wszystkich stron murami apartamentowca rośnie wielki, rozłożysty, ponad dwustuletni dąb. Dzieci chętnie spędzają czas, siadając na najniższej gałęzi drzewa, ponieważ regulamin zabrania wspinania się na wyższe gałęzie. Pewnego dnia kot sąsiadki uwalnia się z mieszkania i wskakuje wysoko na koronę drzewa. Gdy Kuba próbuje mu pomóc w zejściu na ziemię, dostrzega przyczepioną do konara drabinkę, która prowadzi gdzieś wysoko. Od tej pory chłopak robi wszystko, żeby sprawdzić, co kryje się pomiędzy liśćmi dębu. Nie jest to proste, zawodzi nawet zaawansowana technologia. Z pomocą przyjdzie mu… małpka. Tak, prawdziwa małpka. Musicie jednak sami przeczytać, żeby dowiedzieć się, w jaki sposób małpka znalazła się w Zamku.

Rafał Kosik porusza (podobno przypadkiem, bo gdy powstawała książka, drzewostan w Polsce jeszcze nie był zagrożony) problem wycinki drzew. Stary, zdrowy dąb z podwórka staje się celem grupy nowych mieszkańców-oszołomów, którzy pragną większej przestrzeni na place zabaw dla dzieci i podpisują petycję mającą na celu wycinkę drzewa. Nie przemawiają do nich żadne argumenty, co gorsza, coraz bardziej się nakręcają, opowiadając niestworzone historie o zagrożeniach, na jakie są narażeni mieszkając w pobliżu tego dużego drzewa. Czy uda się powstrzymać ich mordercze zapędy?

To bardzo ciekawa, zabawna, pełna komicznych scen książka o przyjaźni, przygodach, po które wcale nie trzeba lecieć na drugi koniec świata, bo wystarczy mieć oczy szeroko otwarte, żeby dobrze się bawić i znaleźć sobie zajęcie. Bardzo fajne jest to, że wszystko w książce jest współczesne – dzieci korzystają z tabletów, komórek, dronów, a jednocześnie nowoczesna technologia jest tylko dodatkiem, który ułatwia znalezienie odpowiedzi na nurtujące nas pytanie, gdzie można nauczyć się, jak zrobić hamak lub znaleźć adres jakiejś firmy.

Warto czytać, warto kupić dzieciom, nie tylko tę część, lecz całą serię.

Wszystko jak chcesz. O miłości Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego

wszystko-jak-chceszWilk & Król, 2017

Liczba stron: 528

Rzadko rozmyślam o literackich bohaterach (lub rzeczywistych postaciach w przypadku literatury faktu) po odłożeniu książki na półkę. O Iwaszkiewiczu natomiast nie mogę przestać myśleć. Jest mi go tak bardzo żal.

Podtytuł książki nie pozostawia wątpliwości, że chodzi o miłość dwóch mężczyzn. Ja nie mogę otrząsnąć się z wrażenia, że zamiast „i Jerzego Błeszyńskiego”, powinno być „do Jerzego Błeszyńskiego”. Niezbyt wiele bowiem wskazuje na to, że miłość była odwzajemniona.

Gdy Jarosławowi przydarzyła się ta miłość, był już dziadkiem, bardzo znanym pisarzem, sprawującym wiele publicznych funkcji. Jerzy natomiast był… nikim. Prowincjonalnym gryzipiórkiem, który nie śmierdział groszem. Jego atutami była (podobno) zachwycająca uroda oraz otwartość na związki z mężczyznami. Po kilku latach Iwaszkiewicz uczynił z niego „lorda”, jak sam go nazywał. Jerzy rozbijał się po Polsce samochodem pisarza, dysponował nieograniczonymi zasobami pieniędzy, dzięki którym utrzymywał liczne kochanki i imponował w towarzystwie. Iwaszkiewiczem powodowała miłość, zaślepienie i odrobina litości. Miał świadomość, że choremu na gruźlicę kochankowi zostało niewiele życia. Czym kierował się Błeszyński? Miłością własną, jak sądzę.

Listy zebrane w tym tomie pochodzą ze zbiorów prywatnych (jakimś cudem trafiły do rąk kolekcjonera, który przekazał je następnie do muzeum). Są to tylko listy pisane przez Iwaszkiewicza do Błeszyńskiego. Listów zwrotnych nie udało się na razie zlokalizować, być może zostały zniszczone. Co ciekawe, Iwaszkiewicz pisał do młodego kochanka również po jego śmierci (i według mnie te listy najbardziej otwierają oczy na charakter tej znajomości).

To jest książka o wielkiej, prawdziwej miłości, miłości polegającej również na zaślepieniu, na idealizowaniu, na chęci podarowania wybrankowi gwiazdki z nieba. Z kolejnych listów wyłania się również obraz miłości tragicznej – nie tylko ze względu na wiadomy finał romansu. Tragizm wiąże się tu z naiwnością, wykorzystaniem, gierkami psychologicznymi.

Można zastanawiać się, czy wydawanie prywatnej korespondencji nie jest naruszeniem jej tajemnicy. Redaktorka książki sama zadawała sobie to pytanie i we wstępie wyjaśnia, co nią kierowało. Według mnie, dobrze się stało, że te napisane piękną polszczyzną listy miłosne ujrzały światło dzienne. Mówią o sprawach uniwersalnych, nie przekraczają granicy dobrego smaku, dają nam pełniejsze spojrzenie na twórczość (i osobę) Jarosława Iwaszkiewicza. Poza tym, poruszają w czytelniku różne czułe struny. Ja cały czas w myślach krzyczałam: „Jarek, przejrzyj na oczy!”, a potem wzdychałam bardzo nieładnie „No kiedy on w końcu umrze”. Jestem bardzo ciekawa, jakie emocje wzbudzi ta książka w was, dlatego czytajcie!

Agonia dźwięków, Jaume Cabre

agonia-dzwiekowMarginesy, 2017

Liczba stron: 336

Tłumaczenie: Anna Sawicka

Był mały strach. Każda kolejna wydana u nas książka tego autora była coraz słabsza. Na szczęście „Agonia dźwięków” przerwała tę złą passę, bo okazała się nie tylko ciekawą opowieścią, lecz również taką, która daje sporo do myślenia.

Brat Junoy chwali Pana swoją grą na organach. Czerpie z tego nieskrywaną radość, więc jego zwierzchnicy, postrzegający religię i modlitwę w zupełnie odmienny sposób, zsyłają go za karę do odległego żeńskiego klasztoru klauzurowego, gdzie Junoy ma objąć rolę spowiednika. Panująca w klasztorze głucha cisza to jedno, znacznie gorzej przywyknąć do panującego tam chłodu. Matka przełożona do granic możliwości śrubuje i tak już ścisłe zasady: postu, rozmowy, stroju, obowiązków, modlitw. W związku z tym mniszki chodzą wycieńczone, pozbawione wszelkiej radości. Napięta sytuacja pomiędzy siostrami a Junoyem zaostrza się jeszcze bardziej, gdy do klasztoru przybywają dwie nowe kandydatki na mniszki klauzurowe. One, podobnie jak Junoy, z trudem znoszą atmosferę panującą za wysokimi murami.

Ta książka pięknie opowiada o tym, jak religijność pomylona z fanatyzmem może niszczyć ludzi. Jak instytucje kościelne próbują złamać tych, którzy wstąpili do zakonu, odebrać im to, co daje im w życiu radość. Uświadamiają, że człowiek nic nie znaczy w zetknięciu z brutalną machiną, która w działaniu przypomina walec – wydusza z ludzi wszystko, co indywidualne, co radosne, co postępowe, a pozostawia brzydką wiernopoddańczość oraz obojętność. To również książka o konflikcie pomiędzy zwierzchnikami, którzy religijności przypisują śmiertelną powagę, a prostymi wyznawcami Boga, którzy chcą go chwalić tak jak potrafią – śpiewać i grać, cieszyć się pięknem natury stworzonej przez Boga. Przede wszystkim jest to bardzo smutna książka. Nie odbieram jej jednak jako krytyki kościoła katolickiego, to bardziej próba pokazania, że świat jest piękny, nieważne, co nam próbują wmówić posępni panowie w sutannach. Ważny jest tutaj również czas akcji – nigdzie nie jest powiedziane wprost, lecz z pewnych podrzuconych tropów możemy się domyślić, że brat Junoy żył na początku XX wieku. Sądzę, że autor specjalnie nie uwypuklał tego aspektu, ponieważ chce podkreślić uniwersalność przesłania niesionego przez książkę. Ponadto, w instytucjach kościelnych zmiany zachodzą tak powoli, że nie zdziwiłabym się, gdyby nadal istniały podobne zgromadzenia, zarządzane przez podobne podstępne kreatury jak to, do którego trafił nic nie przeczuwający brat Junoy. Polecam lekturę.

Misja: Encyklopedia, Arturo Pérez-Reverte

misja-encyklopediaWydawnictwo Znak, 2017

Liczba stron: 602

Tłumaczenie: Joanna Karasek

To nie jest książka na jeden wieczór. I dobrze. Byłoby mi przykro, gdybym musiała się z nią tak szybko rozstać. Czytałam ją ponad tydzień i im dłużej wędrowałam z akademikami, tym bardziej chciałam pozostać w ich towarzystwie.

Rzecz dzieje się w Hiszpanii i Francji końca XVIII wieku. Hiszpańska „rada językowa” podejmuje decyzję o zakupie wydanej we Francji wielotomowej encyklopedii, podsumowującej najnowsze odkrycia, cechującej się dużym liberalizmem. Dzieło jej zakazane w katolickiej Hiszpanii, lecz król wydał zgodę na zakup książek, by mogły posłużyć akademikom w tworzeniu nowych słowników i leksykonów. W misję wyrusza dwóch wybranych przez radę akademików – bibliotekarz i były admirał marynarki królewskiej. Okazuje się jednak, że nie wszyscy członkowie rady podzielają entuzjazm pozostałych. Dwóch z nich pragnie uniemożliwić posłańcom wykonanie misji i wysyła za nimi najemnego bandytę, który ma zrobić wszystko, by uczeni wrócili z pustymi rękami.

Bibliotekarz i admirał nigdy wcześniej nie wyszli poza przelotną znajomość. Długa podróż i perypetie w Paryżu zbliżają ich do siebie, choć, jak się szybko okazuje, mają zupełnie odmienne poglądy. Bibliotekarz jest człowiekiem religijnym, zwolennikiem monarchii, choć daleko mu do konserwatywnego betonu, to boi się „bluźnierstw”. Admirał z kolei jest człowiekiem bardzo światłym, uważa, że nadrzędną wartością w życiu jest wolność, którą ograniczają religie oraz monarchia. W Paryżu natomiast obaj panowie poznają człowieka, który w swoim wolnomyślicielstwie idzie kilka kroków dalej i jest zwolennikiem rewolucji i całkowitego przemeblowania społeczeństwa.

Co ciekawe, autor na co jakiś czas przerywa opowieść o przygodach akademików, żeby opowiedzieć o tym, w jaki sposób szukał materiałów – map, na których mógł odtworzyć trasę z Madrytu do Paryża, map osiemnastowiecznego Paryża, dokumentów dotyczących miejsc i osób, na które natknęli się podróżni poszukujący pełnego wydania encyklopedii, zwyczajów, obyczajów, nastrojów w społeczeństwie. Wyjaśnia również jak wpadł na pomysł napisania tej książki i ile informacji znalazł w listach bibliotekarza, który informował akademię o postępach ich wyprawy. Z wątłego materiału Perez-Reverte napisał pokaźną, bardzo interesującą powieść przygodową, a jednocześnie odtworzył tło historyczne, wygląd miast i rodzącą się przyjaźń między dwojgiem ludzi.  Polecam gorąco!