Czytaj za darmo!

Jak zapewne wiecie od 2 listopada trwa ogólnopolska akcja czytelnicza Czytaj.pl. W wielu miastach pojawiły się plakaty z kodem QR, dzięki któremu możemy pobrać na telefon jedną z kilkunastu udostępnionych pozycji. Co ważne, są to nowości, często jeszcze niedostępne w bibliotekach.

Lista dostępnych książek z podlinkowanymi recenzjami do tych z nich, które przeczytałam i polecam:

1. Wojciech Drewniak „Historia bez cenzury 2”
2. Krzysztof Piskorski „Czterdzieści i cztery”
3. Gregory David Roberts „Shantaram”
4. Filip Springer „Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast”
5. Anna Kamińska „Wanda”
6. Jakub Małecki „Ślady”
7. Dan Ariely „Szczera prawda o nieuczciwości”
8. Elżbieta Cherezińska „Korona śniegu i krwi”
9. Camilla Lackberg „Księżniczka z lodu”
10. Peter Wohlleben „Sekretne życie drzew”
11. Jon Ronson „#WstydźSię!”
12. Marek Kamiński „Marek i czaszka jaguara”

Organizatorzy akcji mają świadomość, że nie każdy mieszka w dużym mieście, nie każdy ma dostęp do plakatu, stąd udostępnili kod również w internecie. Proszę, oto jest, można pobierać, zapraszać znajomym, a przede wszystkim można czytać za darmo 🙂

Anglicy. Przewodnik podglądacza, Matt Rudd

angicy-przewodnik-podgladaczaWydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2017

Liczba stron: 256

Tłumaczenie: Magdalena Rabsztyn-Anioł

Matt Rudd, dziennikarz, postanowił scharakteryzować i opisać swoich rodaków – Anglików. Jego ambitny projekt był dość czasochłonny i wymagał przemieszczania się w wiele miejsc oddalonych od Londynu. Autor swoje spostrzeżenia ułożył w logicznym porządku względem miejsc, np: Kanapa, Kuchnia, Ogród, Biuro, Pub, Plaża, Sypialnia.

Zaczyna się od kanapy – ulubionego miejsca każdego Anglika, mebla kojarzącego się z odpoczynkiem, nic nierobieniem, oglądaniem telewizyjnej papki i byciem nie w pracy. Dochodzi do wniosku, że najukochańsze sofy to te, które mają przeszłość wypisaną na obiciach, a najbardziej przerażające to te, o których marzą niektórzy emeryci – sterowane elektrycznie, będące centrum kosmicznym w miniaturze. Kończy na sypialni i erotycznych nawykach, statystykach i ciekawostkach. Po drodze zahacza o sklepy, boisko i pociąg podmiejski, który okazuje się nie taki straszny, jak autor sobie wyobrażał.

Aby napisać książkę, Rudd rzeczywiście wsiadł w środku nocy do pociągu podmiejskiego, by wraz z pracownikami udać się w drogę do Londynu. Co więcej, mimo klejących się powiek, przeprowadził wśród nich badanie poziomu zadowolenia. Jej wyniki były szokujące! Nikt by się nie spodziewał, że można mieć aż tak dobre/złe samopoczucie o szóstej rano w drodze do pracy. (Tak, specjalnie dałam Wam dwie opcje do wyboru, żeby nie zdradzać wyników i być może zachęcić Was do przeczytania tej książki). Żeby przekonać się, jakie są nietypowe upodobania Anglików w sferze seksualnej, wybrał się z innym dziennikarzem na objazd parków, w których, podobno, spotykają się miłośnicy doggingu. Żeby zobaczyć, jak wyglądają letnie kurorty w Anglii, pojechał do dwóch z nich po sezonie. Zwiedzał również kuchnie, ogrody i poszedł na mecz. A że jest dobrym obserwatorem, z każdego miejsca przywiózł sporo materiału porównawczego.

Matt Rudd pisze w sposób dość zabawny – nie ma wątpliwości, że jednych jego poczucie humoru będzie razić, inni będą się dobrze bawić. To dość hermetyczny humor, więc zapewne znajdą się i tacy, którzy nie załapią. Jego obserwacje bywają zaskakujące, lecz w większości układają się w obraz narodu, który ma swoich dziwaków, osoby,  mające osobliwe zainteresowania, którym poświęcają dużo czasu i środków. To także naród raczej zadowolony ze swojego życia, szanujący pracę, ale nie do końca umiejący się odprężać – rozrywki mają dość nudne i często sprowadzają się do wieczornej wizyty w pubie. To społeczeństwo raczej mieszczańskie i mało rozpasane. Na rozpasanie nie pozwala m.in. angielska pogoda. Po lekturze wniosek narzuca się sam: Anglicy niczym się od nas nie różnią, choć o potrafią o sobie opowiadać w ciekawy sposób. Warto przeczytać, chociażby dla samych dygresji autora.

Leon, Mons Kallentoft & Markus Lutteman

leonRebis, 2017

Liczba stron: 340

Tłumaczenie: Anna Krochmal, Robert Kędzierski

Tak sobie skaczę między seriami powieści Kallentofta, nie przywiązując większej wagi do systematyczności i kolejności. Chociaż akurat w przypadku serii Hercules, o której mowa, czytam tak, jak się ukazuje. „Leon” jest tomem drugim z młodym policjantem, do niedawna cudownym dzieckiem wydziału kryminalnego, teraz wrakiem człowieka niszczonym przez demony przeszłości i używki, Zackiem Herry.

To czysty przypadek, że ktoś odnalazł te zwłoki. Morderca przywiązał ciało brutalnie zabitego chłopca do otworu komina w niedziałającej fabryce. Z jednej strony wyeksponował je, z drugiej ukrył przed ludzkim wzrokiem. Zobaczył je miłośnik dronów, który testował w tej okolicy nowy sprzęt. Policjanci, którzy przybyli na miejsce znalezienia zwłok nie kryli wzburzenia – chłopiec sporo wycierpiał przed śmiercią. Zanim policjanci ustalili, kim było zamordowane dziecko, doszło do kolejnego porwania – tym razem zaginął syn bardzo bogatego właściciela firmy produkującej gry komputerowe. Okazuje się, że zabójca jest pewny siebie, bo kontaktuje się wydziałem kryminalnym i przesyła link do zatrważających nagrań.

Chore umysły pragnące zemsty za prawdziwe lub wyimaginowane krzywdy to coś, co może przerazić. Ten tutaj jest trochę zbyt teatralny – uwielbia przebieranki, wie jak dostać się na łamy gazet, wie jak pokonywać swoje ograniczenia i systematycznie ćwiczy się w zabijaniu. Droga do jego odnalezienia będzie długa i bolesna dla policjantów zajmujących się tą sprawą. Poleje się krew, policjanci poniosą straty, które nadwerężą ich morale. Fabuła tej powieści jest bardzo dramatyczna, smutna i pełna goryczy, co jak najbardziej pasuje do gatunku tej książki. Mam jednak jeszcze jedną uwagę osobistą, coraz mniej lubię Zacka – twardzielem jest tylko na zewnątrz, w środku to obraz nędzy i rozpaczy, mięczak, który problemy topi w alkoholu i narkotykach. Wolałabym, żeby jego miękkość przejawiała się w inny sposób – mógłby hodować egzotyczne rośliny lub zbierać zdjęcia kotków. Czy polecam? Jak najbardziej – nie zwiedziecie się na tej książce, bo to dobry kryminał, w którym zachowano odpowiednie proporcje między sensacją a tłem obyczajowym. Zachęcam!

Damy, dziewuchy, dziewczyny. Historia w spódnicy, Anna Dziewit-Meller

damy-dziewuchy-dziewczyny-historia-w-spodnicyWydawnictwo Znak Emotikon, 2017

Liczba stron: 159

Jesteśmy jako społeczeństwo coraz bardziej świadomi tego, że często przemilcza się lub umniejsza dokonania kobiet. Pamiętamy królów, władców, wojowników, naukowców, awanturników, artystów i wynalazców. Gdy dziewczyny wkraczały w męski świat, często były traktowane protekcjonalnie. Zresztą przez wieki uważano, że płeć żeńska jest stworzona do gorszych zajęć, mniej eksponowanych stanowisk, a umysł kobiety nie jest w stanie nadążyć za ideami absorbującymi mężczyzn. Anna Dziewit-Meller wybrała kilkanaście kobiet, które zaprzeczają tym krzywdzącym stereotypom.

Przewodniczką po galerii dam, dziewuch i dziewczyn jest Henryka Pustowójtówna, uczestniczka powstania styczniowego, rozrabiaka i wiercipięta, która za nic miała ograniczenia narzucane kobietom w epoce, w której żyła. By osiągnąć swój cel, gotowa była przebrać się za chłopaka. Chociaż pamięć o niej mocno się zatarła (ja nigdy nie słyszałam o Heńce), była sławna nie tylko w Polsce (która wówczas Polską nie była), lecz także mówiono o niej w innych krajach. Kogo przedstawia nam Pustowójtówna? Władczynie i arystokratki – Świętosławę, Jadwigę Andegaweńską, Izabelę Czartoryską. Artystki, czyli na przykład: Zofię Stryjeńską, Marię Komarnicką i Barbarę Hulanicki, która projektowała ubrania dla największych sław współczesnego świata. Oprócz znanych nazwisk, takich jak Maria Skłodowska-Curie czy Wanda Rutkiewicz, mamy też panie, które są mniej medialne, lecz ich osiągnięcia przeszły do historii.

Przystępny język, objaśnione trudniejsze wyrazy i pojęcia, które nie tylko przybliżają znaczenie, lecz także tłumaczą skomplikowaną sytuację Polski na przestrzeni lat, sprawiają, że książka może być lekturą dla dość małych dzieci. Według mnie już siedmiolatek i siedmiolatka  jest w stanie wysłuchać ze zrozumieniem biografii znanych i mniej znanych bohaterek. Podobają mi się również ilustracje Joanny Rusinek – są czarno-białe i wydają się świetnie współgrać z historiami zawartymi w książce.

Mimo tytułu poleciłabym książkę nie tylko dziewczynkom. Wydaje mi się, że chłopcy również powinni poznać dziewuchy, które mało czego się bały, dążyły do swoich celów z determinacją, miały wspaniałe przygody i w niczym nie były gorsze od chłopców. Czytajcie tę książeczkę swoim dzieciom i rozmawiajcie z nimi o tym, jak ważne jest posiadanie marzeń i dążenie do ich realizacji. Niezależnie od płci.