Winlandia, George Mackay Brown

Wiatr od Morza, 2017

Liczba stron: 320

Tłumaczenie: Michał Alenowicz

Tytuł książki zapowiada wielką przygodę, wszak Wikingowie zapuścili się tak daleko na zachód, że dotarli do wybrzeży Ameryki. Ziemia ich zachwyciła ze względu na bogactwo roślinności. Najbardziej upodobali sobie winorośl, od której nazwali nowy ląd. Jak przebiegła próba kolonizacji wiemy z sagi o Leifie Erikssonie, a przynajmniej ja wiem, bo kiedyś tłumaczyłam powieść o Wikingach i naczytałam się wówczas sporo o tym okresie. A jednak tytuł tej powieści jest zwodniczy, bo Winlandia, do której w wieku nastoletnim zawitał młody bohater, stanowi tylko ułamek tej historii.

Ranald Sigmundson opuszcza statek swojego okrutnego ojca i zabiera się na gapę razem z Leifem Erikssonem. Sporo się od niego uczy o morzu, o ludziach, o tym, jak nimi rządzić i czego się po nim spodziewać. To przydaje mu się później, kiedy pływa po morzach i kiedy osiada na ziemi przodków. Nie chce bowiem wiązać się z morzem, woda to stanowczo nie jest jego żywioł. Zapisawszy się dobrze w pamięci marynarzy oraz norweskiego króla osiada na roli. Jako pokorny rolnik i właściciel ziemski nie pragnie władzy ani bogactwa. Wiele widział w swoim życiu jako młody człowiek i im jest starszy, tym bardziej brzydzi się intrygami i przepychankami wśród władców, które odbijają się na życiu zwykłych ludzi. Jego ziemia znajduje się na Orkadach, które przez długie lata rozszarpywane były przez nieumiejących pogodzić się braci oraz króla Norwegii.

Powieść oparta jest na sagach o Orkadach i o Grenlandczykach, czerpie z nich informacje o sytuacji na wyspie, waśniach i skrytobójstwach. Ranald w większości jest jedynie niemym świadkiem wydarzeń, choć i to jest dla niego zbyt wiele. Najbardziej na świecie marzy o odcięciu się od wszystkiego, lecz napływ informacji (w XI wieku!) pozbawia go możliwości życia w słodkiej niewiedzy. Smuci i przeraża go podłość, okrucieństwo,  bezduszność ludzi, a Winlandia, którą widział jako dziecko, jawi mu się jako idealna kraina.

Bardzo podobały mi się wątki przygodowe oparte na faktach historycznych. Tak opowiedziana historia trafia do czytelnika, podejrzewam, że wielu czytelników nieznających historii tych miejsc, potraktuje powieść jako fikcję literacką. Mniej podobała mi się opowieść o rodzinie Ranalda – została potraktowana po macoszemu, zginęła pomiędzy opisami waśni władców, a szkoda, bo chętnie lepiej poznałabym jego najstarszą córkę i syna, który wybrał życie poza Orkadami. Większy nacisk na osobę Ranalda, wnikliwsza analiza jego zachowań pozwoliłaby podążać za jego tokiem myślenia, jednak w tej formie czytelnikowi pozostało tylko domyślanie się. Szczerze, to Ranald od połowy książki  irytował mnie swoją zachowawczą postawą.  Mimo tych uwag, książkę polecam, bo to przede wszystkim powieść przygodowa, przy której mile można spędzić czas, chociaż wątki przygodowe są podporządkowane morałowi, że ludzie jak byli, tak są podli i żądni władzy.

Grzech, Max Czornyj

Filia, 2017

Liczba stron: 400

Co jest w tym Lublinie, że powstają tam takie mocne kryminały? Max Czornyj nie jest przecież pierwszym autorem, który w ponurych barwach przedstawia to miasto. Najpierw Marcin Wroński pokazał jego ciemną stronę w swoich kryminałach retro, teraz wzięło się za nie inne pokolenie i straszy Lublinem współczesnym.

W mieście dochodzi do serii porwań. Giną kobiety. Policja próbuje nie dopuścić do wybuchu paniki i nie odkrywa wszystkich kart. Jednak nie tak łatwo zatuszować zbrodnię, gdy morderca podrzuca potwornie okaleczone i upozowane zwłoki w miejscach łatwo dostępnych. Gdy ginie kolejna kobieta Eryk Deryło, cyniczny i dość porywczy policjant, chce wierzyć, że za jej zniknięciem stoi mąż. Nie dopuszcza do siebie, że w okolicy grasuje seryjny morderca. Nieco odmiennego zdania jest młody profiler, konsultant w policji – według niego okaleczenia, upozowanie i miejsce złożenia zwłok wskazują na kogoś z duży problemem.

„Grzech” to powieść dla tych, którzy są w stanie znieść opisy paskudnych tortur i pokaleczonych ciał. Dla tych, którzy cenią mroczne historie i ponurą atmosferę będzie to pozycja pierwsza klasa. A jeśli na dodatek preferujecie trochę pokręconych śledczych, takich co to nie wiadomo, czego się po nich spodziewać to Deryło jest w sam raz. Ja jako czytelniczka lubię takie kryminały, w których na pierwszym planie jest praca śledcza i tutaj w dużej części tak jest. Możemy podążać za tokiem myślenia policjantów badających sprawę, przesłuchiwać podejrzanych i świadków, zastanawiać się nad rozwiązaniem. Chwilami jednak brakowało mi ciągu przyczynowo-skutkowego, zwłaszcza pod koniec książki. Zakończenie uznaję za najsłabsze, nie pod względem fabularnym, lecz pod względem wykonania. Miałam wrażenie, że autor poszedł na skróty, wyjął miotłę i pozamiatał – trochę jak w horrorach, kiedy autor tak namota, że jedynym rozwiązaniem jest wypuszczenie zgrai wilkołaków, które zagryzą wszystkich i po sprawie. To porównanie trochę na wyrost, ale i tutaj pojawia się wątek, który nieco upraszcza fabułę. Mam nadzieję na przyszłość, że autor porzuci taplanie się w makabrze na rzecz porządnej pracy policyjnej.

To debiut autora i mimo moich utyskiwań na zakończenie, jest na tyle dobry, że jak sugeruję wcześniej, jestem gotowa przeczytać kolejną jego książkę. . A to już coś!

Celibat. Opowieści o miłości i pożądaniu, Marcin Wójcik

Agora, 2017

Liczba stron: 304

Trochę obawiałam się tej książki, bowiem pisząc na taki drażliwy temat łatwo przegiąć w którąś stronę i napisać reportaż z tezą. Marcin Wójcik swoich bohaterów musiał poznać dość dobrze i zyskać ich zaufanie, skoro ci opowiadali mu o swoich najintymniejszych przeżyciach. W bardzo wielu opowieściach wyczuwam nawet pewną sympatię i współczucie, a nie stronniczość i uprzedzenia.

Bohaterami tej książki są seks i osoby duchowne. Nie można bowiem myśleć o księżach jak o osobach pozbawionych pociągu seksualnego. Celibat nie jest gwarantem wstrzemięźliwości, tym bardziej, że niektórzy interpretują go w taki sposób, by usprawiedliwić swoje zachowanie i nie spowiadać się ze współżycia. Ponadto, jak podkreślają rozmówcy autora, seminarium duchowne nie przygotowuje młodych chłopców do radzenia sobie z seksualnością, która w pewnym momencie zaskakuje i osacza ich do takiego stopnia, że uciekają w pornografię, masturbację, homoseksualizm, sekretne związki z kobietami. Wielu nie radzi sobie z tym problemem i porzuca studia, inni, biorąc przykład ze starszych, uczą się żyć w hipokryzji.

Wójcik rozmawia z kobietami księży, z księżmi, którzy odeszli i z tymi którzy zostali w kościele. Porusza szeroką tematykę – uzależnienie od pornografii, sposoby radzenia sobie z księżmi, którzy założyli rodziny, homoseksualizmem w seminarium oraz na plebaniach, hipokryzją, zakłamaniem, rozpustą oraz niestety tuszowaną pedofilią. Przy okazji pokazuje jakie rentowne interesy robią księża i jak traktują swój zawód/powołanie. Dla przeciwwagi zamieszcza rozmowę z księdzem, który, jak sam mówi, opiera się pokusom cielesnym, złożone śluby traktuje poważnie, nie szuka dla siebie wymówek, choć przyznaje, że walka z własnym ciałem jest wyczerpująca i wymaga dużego heroizmu.

Przez większość książki współczułam tym chłopcom, którzy w wieku nastu lat wyrzekli się czegoś, czego nawet nie zdążyli posmakować. Ich wiara często nie miała szans – nie tylko dlatego, że nie radzili sobie z celibatem. Przede wszystkim dlatego, że nie radzili sobie z hipokryzją panującą w kościele. Idealiści, którzy wstąpili do seminarium zderzają się często z betonem, hierarchami, którzy swoją rolę postrzegają przez pryzmat korzyści, jakie mogą czerpać ze stanowiska i zaufania społecznego. Dzięki ochronie kościoła jako instytucji zyskują bezkarność oraz dostęp do środków materialnych pozwalających na wystawne życie.

Jako osoba, której nie po drodze z wszelkimi wyznaniami, przyjęłam tę książkę na chłodno. W zasadzie nic mnie nie zdziwiło. Chodzę po tym świecie nie od dziś, czytam gazety, oglądam telewizję (choć rzadko) i wiem, o co w tym chodzi. Chciałabym jedynie poznać skalę problemu, lecz wiem, że takich danych nikt nie opublikuje ani nie zbierze w rzetelny sposób. Zastanawiam się natomiast jak na ten reportaż reagowały osoby wierzące – czy spotkał się z ich aprobatą, zrozumieniem, smutną konstatacją stanu faktycznego? A może wręcz przeciwnie, po przeczytaniu zaprzeczały i piętnowały autora, który śmiał tknąć temat tabu? Czy ktoś z Was ma wiedzę na ten temat? Możecie podrzucić linki do recenzji, artykułów, komentarzy?

Rdza, Jakub Małecki

Sine Qua Non, 2017

Liczba stron: 288

Ilekroć biorę do ręki jakąś książkę Jakuba Małeckiego, mam świadomość, że wybieram się w nieznane. Bo chociaż pozornie Małecki pisze o miejscach i czasach znanych i oswojonych, to przedstawia je tak, że są nie do poznania. Nie czujemy się w nich wygodnie i komfortowo. Zawsze coś uwiera. Zawsze coś nie pozwala w pełni zrelaksować się przy lekturze. I to jest dla mnie wyznacznik dobrej książki!

Siedmioletni Szymon czeka w domu babci na przyjazd rodziców, którzy pojechali na koncert do miasta. Ilekroć Szymon jest u babci, większość czasu spędza ze swoim przyjacielem, z którym uwielbia się bawić na torach kolejowych. Ten dzień na zawsze odmieni jego życie, ponieważ na stałe zamieszka z babcią, która po tragicznej śmierci rodziców zajmie się jego wychowaniem. W powieści pobrzmiewają dwa plany czasowe – okres dorastania Szymka oraz czas obejmujący dzieciństwo i młodość jego babki. Chociaż dzieli ich wiele lat, ich losy są ściśle splecione i naznaczone pewnego rodzaju smutkiem, tragizmem i brakiem wiary w możliwość zmiany swojego przeznaczenia.

„Rdza” nie jest jednak tylko książką o relacjach między poturbowanym za młodu wnukiem a jego skrywającą wiele tajemnic babką. To również powieść o trudnej przyjaźni. Ten wątek jest jednym z najlepszych w „Rdzy” – niepozbawiony niedopowiedzeń, pełen napięcia, tropów podsuwanych tu i tam.  No i smutny. Cholernie smutny. Podobnie jak cała książka. Choć tak naprawdę opowiada o życiu przeciętnego człowieka, którego wyróżnia jedynie (a może aż) to, że za młodu przeżył wielką tragedię, to przez cały czas gdzieś w tle pobrzmiewa smutek. Ja go odczuwałam najbardziej, gdy uświadamiałam sobie jak wiele szans zostało zmarnowanych przez bohaterów. Podoba mi się, że Małecki w ostatnich książkach odchodzi coraz bardziej od fantastyki, a to, co tajemnicze i niewyjaśnione można dzięki ciekawym zabiegom pisarskim zinterpretować inaczej niż tylko poprzez odwołania do sił nadprzyrodzonych. Świetna książka!

Inne książki J. Małeckiego na Czytam, bo lubię

Ślady

W odbiciu

Dżozef

11. Nagroda Literacka m. st. Warszawy czeka na Wasze zgłoszenia

Czy wiecie, że jest  w Polsce nagroda literacka, która cieszy się tradycją sięgającą czasów przedwojennych? Czy wiecie, że i Wy możecie zgłosić do niej swojego kandydata? To świetna wiadomość, prawda? Na pewno chcielibyście uhonorować swoje ulubione polskie książki i pisarzy.

Mowa o Nagrodzie Literackiej Miasta Stołecznego Warszawy, która po raz pierwszy została wręczona w 1926 roku, a otrzymał ją Władysław Mickiewicz, najstarszy syn Adama. Praktycznie od samego początku Nagroda miała duży prestiż, jednak wybuch II wojny światowej sprawił, że jej wręczanie zostało zawieszone. Do tradycji honorowania najlepszych pisarzy wrócono dopiero w 2008 roku. W obecnej formie nagrody wręczane są w pięciu kategoriach:

1) proza,

2)  poezja,

3) książka o tematyce warszawskiej,

4) literatura dziecięca (za tekst i ilustracje),

5) warszawski twórca.

Ta ostatnia kategoria przeznaczona jest dla wybitnych pisarzy, w szczególny sposób związanych z Warszawą i rozpatrywany jest całokształt ich twórczości. Pierwszym, w 2008 roku, uhonorowanym tym tytułem był Tadeusz Konwicki, o którym w laudacji napisano „za wszystko co stworzył o Warszawie, dla Warszawy i w Warszawie”. W kolejnych latach tytuł warszawskiego twórcy otrzymali: Józef Hen, Marek Nowakowski, Janusz Głowacki, Janusz Tazbir, Joanna Kulmowa, Wiesław Myśliwski, Jarosław Marek Rymkiewicz, Eustachy Rylski i Hanna Krall.

Żeby przybliżyć Wam rangę Nagrody dla „warszawskiego twórcy” wspomnę o Hannie Krall, zeszłorocznej laureatce, o której przewodniczący jury Janusz Drzewucki powiedział jakże trafnie, że „jako pisarka przekroczyła wiele schematów literackich. Każdy kto przeczyta jej książkę, wie, że musi przeczytać wszystkie”. Autorka w swoich książkach łączy przenikliwość reportera z wrażliwością na krzywdę ludzką. Porusza całe spektrum tematów, często wracając do czasów II wojny światowej i losu Żydów. Nieobce są jej również tematy bardziej współczesne i, jak przekonują nas Wojciech Tochman i Mariusz Szczygieł w biografii „Krall”, potrafi znaleźć wspólny język z każdym człowiekiem. Hanna Krall jest twórcą nie tylko warszawskim, lecz uniwersalnym, bo pisze o tym, co ważne, bolesne, niedopowiedziane przez innych.

Nagroda Literacka m.st. Warszawy przyznawana jest autorom książek wyróżniających się poziomem literackim i edytorskim. Jury rozpatruje książki żyjących autorów, napisane w języku polskim i wydane w roku poprzedzającym przyznanie Nagrody. Jednak w szczególnych przypadkach do Nagrody pretendować mogą wznowienia wybitnych dzieł literackich.

Jakie książki i autorzy zostali uhonorowani tym prestiżowym wyróżnieniem? Można to sprawdzić na tej stronie (KLIK). Wśród laureatów znajdziemy: Andrzeja Stasiuka, Annę Janko, Urszulę Kozioł, Ignacego Karpowicza, Jarosława Mikołajewskiego i wielu innych. Już jeden rzut oka na wyróżnione tytuły oraz nazwiska autorów wiele mówi o tym, jak różnorodne książki są brane pod uwagę. Anna Janko dostała nagrodę za „Małą zagładę”, wstrząsającą autobiograficzną książkę o dziedziczeniu pamięci i traum przodków. Andrzej Stasiuk został nagrodzony za „Wschód”, książkę, która z jednej strony jest zapisem podróży autora po Rosji, Chinach, Mongolii, z drugiej, zadumą nad kondycją współczesnego świata. Ignacy Karpowicz z kolei w nagrodzonych „Ościach” pochylił się nad współczesnym człowiekiem, uwikłanym w zależności międzyludzkie, którego opisał z humorem, ironią i rozmachem. Z kolei wybór najlepszej książki dla dzieci w 2016 roku zbiegł się z preferencjami dzieci, które z wielką przyjemnością zaczytują się „Niesamowitych przygodach dziesięciu skarpetek” Justyny Bednarek i Daniela de Latoura. To chyba jedyna znana mi nagroda literacka, w której książki dla dzieci traktowane są na równi z literaturą kierowaną dla dorosłych.

Myślę, że wiecie już sporo o Nagrodzie. Teraz pora na kwestie praktyczne. Jak można zgłosić książkę i twórcę? To proste!

Jeśli jesteś czytelnikiem, propozycje do nagrody (w kategoriach: proza, poezja, literatura dziecięca – tekst i ilustracje oraz edycja warszawska) można zgłaszać za pośrednictwem formularza zgłoszeniowego dostępnego na stronie internetowej www.kulturalna.warszawa.pl lub pocztą tradycyjną na adres: Biuro Kultury, Urząd m.st. Warszawy, pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa z dopiskiem „Nagroda Literacka m.st. Warszawy”.

Wydawcy natomiast dodatkowo powinni przesłać osiem egzemplarzy zgłaszanej książki.

Macie czas od 1 grudnia 2017 roku do 31 stycznia 2018 roku. Ale nie odkładajcie tego na ostatnią chwilę. Wesprzyjcie swoich ulubionych autorów, poświęćcie chwilę na przesłanie zgłoszenia, pokażcie, że Wam na nich zależy!