Tragedia na Przełęczy Diatłowa, Alice Lugen

Recenzja we współpracy z VIrtualo.

Grupa przyjaciół postanawia zdobyć szczyt Otorten na Uralu. Mieszkają w ZSRR i jest końcówka lat 50. Większość z nich studiuje na Politechnice Uralskiej, inni zaczęli już pracę przy różnych tajnych projektach państwowych. Wszyscy interesują się turystyką, odbyli wiele wypraw, są doświadczeni i umieją zachować się zimą w górach oraz ocenić zagrożenie. Niestety, nikt z nich nie wraca, a ekipa poszukiwawcza, która dociera po wielu dniach na przełęcz nazwaną później od nazwiska szefa grupy Przełęczą Diatłowa, znajduje puste obozowisko. Później również ciała wszystkich uczestników wycieczki. Od ponad pięćdziesięciu lat dziennikarze, blogerzy, rodziny zmarłych próbują dowiedzieć się, co wydarzyło się w górach i dlaczego  wyprawa skończyła się tragicznie. Poszlak jest sporo, dowodów brak.

Autorka opisuje, w jaki sposób prowadzono śledztwo i… jak doprowadzono do jego zamknięcia, konkludując, że turystów zabiła „potężna siła”, co może oznaczać praktycznie wszystko, lecz dla wnikliwego czytelnika oznaczać będzie dwie rzeczy. Nie napiszę jakie, bo przecież chcecie przekonać się sami, co autor tego określenia miał na myśli.

Alice Lugen przyłożyła się do pracy nad tą książką. Przede wszystkim zadała sobie trud opowiedzenia o tym, jak żyło się w ZSRR za czasów Chruszczowa, jakie panowały nastroje, jak bardzo państwo ingerowało w życie ludzi, jaki panował chaos biurokracyjny i skąd u młodych taki pęd do turystyki. To bardzo ważne do zrozumienia przyczyn tragedii i przyczyn jej tuszowania. Reporterka opisała również swoich bohaterów, którzy po lekturze książki nie są już tylko imionami i nazwiskami z listy zmarłych na Przełęczy, lecz zabawnymi, przyjaznymi ludźmi obdarzonymi niepowtarzalnymi cechami, marzącymi, kochającymi, próbującymi dostosować się do czasów i okoliczności. Wprowadza też element niepewności, pisząc o jedynym niepasującym członku ekipy, oraz o tym, który w ostatniej chwili się wycofał z wyprawy i całe życie przeżył z piętnem tego, że się uratował.

Z tą zagadką śmierci młodych ludzi na uralskiej przełęczy spotkałam się kilka lat temu. Przeczytałam o niej w jakimś czasopiśmie, potem obejrzałam film dokumentalny, lecz wciąż moja ciekawość nie została zaspokojona. Reportaż Alice Lugen w zasadzie wyczerpuje temat, bo uważny czytelnik wysnuje wnioski i dopowie sobie to, co niedopowiedziane. To bardzo dobra książka. Koniecznie przeczytajcie.

Książka na razie dostępna jest tylko w formie ebooka. Kupicie ją tutaj.

Linia, Elise Karlsson

Wydawnictwo Pauza, 2020

Liczba stron: 207

Tłumaczenie: Dominika Górecka

Każda książka Wydawnictwa Pauza w jakiś sposób mnie zaskakuje. Nie inaczej było z „Linią”, która pozornie jest książką, w której niewiele się dzieje. Kobieta w średnim wieku po okresie bezrobocia dostaje pracę w redakcji wydawnictwa, które specjalizuje się w publikacji poradników m.in. o tym, jak efektywnie pracować. Bardzo zależy jej na utrzymaniu tej posady, więc pilnie przykłada się do obowiązków. Tak pilnie, że praca wkrótce staje się sensem jej życia. Jedyną rozrywką. Jedynym, z czym się identyfikuje.

„Czy to całe życie bohaterki? Mam nadzieję, że to tylko jego fragment i to, co w życiu najlepsze, specjalnie zostało w sferze domysłów i niedopowiedzeń. Bo przecież sensem i celem istnienia nie może być praca! Nie, nie, nie! ‚Linia’ to bardzo niepokojąca, niedająca spokoju i ważna dla mnie powieść”.

Powyższe słowa powstały zaraz po lekturze, na gorąco i znalazły się na okładce tej książki. Zrodził się we mnie bunt na to, że praca może tak rozpanoszyć się w czyimś życiu. Odciąć człowieka grubą linią od tego, co poza nią. Nie tylko od lęków i niepokojów bezrobocia, lecz także od całego świata zewnętrznego. Życie innych dzieje się gdzie indziej, życie Emmy to korporacja, to terminy, telefony, konferencje. Emma lubi być ważna, lubi być doceniana i chwalona. To wszystko oferuje jej firma, która stała się dla niej centrum wszechświata. Czy Emma zdoła przekroczyć niewidzialną linię? Czy stanie po właściwej stronie, gdy nadejdzie czas wyborów?

Podskórnie niepokojąca proza, pokazująca, jak wąska granica dzieli nas (mnie również!) od tego, by praca zdominowała nasze życie. Ja się przed tym bronię, Emma przyjęła to rozwiązanie z otwartymi ramionami. Czy w przeciwnym razie jej życie wypełniałaby pustka? Obawiam się, że tak. Że praca jest dla niej kompensacją niespełnionych marzeń, niewypowiedzianych potrzeb, tam czuje się kimś. Poza pracą być może jest nikim.