Czytamy w oryginale

„Czytamy w oryginale” to seria, o której już kilka razy mówiłam, ale jako pani od angielskiego, czytelniczka i tłumaczka mam ogromną potrzebę zebrania wszystkich informacji w jednym miejscu. Tym bardziej, że w ankiecie na Instagramie okazało się, że zaledwie jedna czwarta obserwatorów zna takie książki i kiedyś z nich korzystała.

Książki z tej serii to klasyka literatury w skróconej i uproszczonej formie. Gdy otwieramy książkę, z lewej mamy tekst w języku angielskim, z prawej strony ten sam tekst jest po polsku. Od nas zależy, jak będziemy czytać, czy najpierw po angielsku, a potem po polsku, żeby się upewnić, czy wszystko dobrze zrozumieliśmy. Można też skupiać się na jednej wersji językowej i tylko szukać poszczególnych słów lub zdań po polsku, by sprawdzić znaczenie konkretnego fragmentu.

Taka nauka języka jest doskonałym uzupełnieniem tradycyjnych / szkolnych metod nauczania. Z doświadczenia wiem, że uczniowie na pewnym poziomie nauki zwykle szukają bardziej wymagających i dłuższych tekstów, by szlifować język i sprawdzić się w rozumieniu testów literackich. Dzięki tłumaczeniu, które mają pod ręką, nie muszą wertować słowników czy zaglądać do aplikacji, żeby sprawdzić znaczenie nieznanego słowa, wobec czego się nie rozpraszają!

Takie książki w całości lub fragmentach można też z powodzeniem wykorzystać na kursach językowych czy podczas lekcji języka angielskiego w szkołach średnich. Do głowy przychodzi mi wiele pomysłów na zajęcia, ale jako że nie jest to blog o metodyce nauczania, nie będę ich tutaj wymieniać. Podkreślę tylko, że warto zakupić je do szkolnych bibliotek i mieć pod ręką.

Seria „Czytamy w oryginale” ma jeszcze jeden atut. Dotychczas ukazały się dwie książki polsko-ukraińskie – idealne dla Ukraińców, którzy w przyspieszonym tempie uczą się polskiego. Świetne jako pomoc naukowa podczas zajęć polskiego jako języka obcego, niezbędne w bibliotekach szkolnych, idealne na prezent. Warto zapamiętać, że coś takiego istnieje.

Do kupienia tutaj: KLIK

Jakie korzyści z czytania w oryginale dostrzegacie? Czy podoba wam się taka forma nauki / utrwalania / szlifowania języka obcego?

Tron Jagiellonów. Krwawa sukcesja, Szymon Jędrusiak

Bukowy Las, 2022

Liczba stron: 496

Czy książka historyczna może spodobać się czytelnikowi, który szuka przede wszystkim dobrej rozrywki?

„Tron Jagiellonów” rozgrywa się na początku XV wieku, kiedy w Europie dużo się dzieje, a Polska jest łakomym kąskiem dla tych, którzy chcieliby powiększyć potęgę swojego rodu. Król Władysław Jagiełło wciąż bowiem nie doczekał się potomka płci męskiej, co stanowi duży problem jeśli chodzi o sukcesję tronu. Sytuację chcą wykorzystać Hohenzollernowie, którzy zawiązują tajny spisek, by na polskim tronie osadzić nowo narodzonego syna Fryderyka I. W grę wchodzą ogromne pieniądze, wielkie wpływy oraz zaszczyty, wobec czego spiskowcy nie przebierają w środkach i są gotowi wszcząć wojnę, byleby osiągnąć swój cel.

Jednocześnie na terenach przygranicznych dochodzi do dziwnych, niewytłumaczalnych zdarzeń. Pojawia się tajemniczy, okrutny wojownik kryjący twarz za maską wilka, który zostawia za sobą szlak krwi oraz tajemnicze znaki w miejscach, gdzie dokonał przerażających zbrodni na pozornie niewinnych ludziach. W sprawę włącza się polski wywiad, jego wybitna agentka Konstancja z Szafrańców oraz sam Zawisza Czarny. Na własną rękę sprawę morderstw próbują wyjaśnić bracia zakonni z Tyńca, choć nie mają pojęcia w jak wielką aferę się angażują.

Tyle o fabule, bo żaden opis ani streszczenie nie są w stanie oddać emocji towarzyszących lekturze tej powieści. Od pierwszych rozdziałów czytelnik jest tak zaaferowany akcją i związany z bohaterami, że ani na chwilę nie chce odrywać się od lektury. Autor ma wielki dar kreowania postaci, które nie są jednowymiarowe, wprost żyją własnym życiem na kartach powieści, wydają się być tak namacalne, że naprawdę wcale bym się nie zdziwiła, gdyby w moim mieszkaniu pojawił się Zawisza Czarny w zbroi lub Konstancja w strojnej sukni. Byłam tak pochłonięta czytaniem, że jedną nogą znajdowałam się w XV wieku w samym środku akcji kryminalnej.

Warto zwrócić uwagę na dwie żeńskie postaci – wspomnianą Konstancję i jej podopieczną Agatę, która z nieznanych powodów musi się ukrywać. Agata uciekając przez wynajętymi przez swoich wrogów zbirami trafia dosłownie na kraniec ówczesnego świata – do Hiszpanii. Moją uwagę przyciągnął też fragment, w którym wspomina się, że kobiety szpiegowały na rzecz Polski i w zamian za swoją służbę były objęte troskliwą opieką. W mojej głowie zalęgła się myśl, że chciałabym przeczytać książkę o takich agentkach, bo w „Tronie Jagiellonów” mają one rolę drugoplanową.

Uwielbiam, gdy książka przenosi mnie w inne czasy, a te odmalowane są w taki sposób, że wszystko wydaje się namacalne. Co dla mnie ważne, język narracji nie jest stylizowany, nie ma tu łamańców stylistycznych czy dziwnych konstrukcji zdań, więc książkę czyta się płynnie. Jeśli ktoś miałby konkurować z Elżbietą Cherezińską, to jest to Szymon Jędrusiak, który, mam nadzieję nie raz nas jeszcze zaskoczy.

Marta Guzowska i Leszek Talko o KZM, czyli…

Wakacje w górach, nad morzem, nad jeziorem czy na działce w mieście? Nieważne, dokąd się wybieracie wszędzie czeka na was… zagrożenie! Malutkie, czające się w krzakach niebezpieczeństwo. Siedzi i patrzy, czujnie wypatruje momentu, gdy zajęci książką zapomnicie o całym świecie. Wtedy WYCHODZI!!!

Nie, nie zajęłam się pisaniem kryminałów ani horrorów i nie jest to wstęp do książki. To cała prawda, a negatywnym bohaterem jest kleszcz. Ja natomiast piszę o kleszczach z kilku powodów. Po pierwsze, trochę mnie przerażają, zwłaszcza tym, że są takie małe, takie łatwe do przeoczenia, a kłują i zakażają wirusem powodującym groźną chorobę – kleszczowe zapalenie mózgu (KZM). Po drugie, w kampanii, której celem jest dotarcie z wiedzą o tym, jak się zabezpieczać przez KZM, wzięli udział znakomici pisarze. Marta Guzowska i Leszek Talko przygotowali opowiadania, w których czynią kleszcza bohaterem literackim. Po trzecie, mnie także poproszono o włączenie się w akcję i opowiedzenie moim czytelnikom, czego dowiedziałam się o tej strasznej chorobie, na którą nie ma leku.

Link do opowiadania Marty Guzowskiej pt: „Nierozsądny”

Link do opowiadania Leszka Talko pt: „Ten szósty”

Przeczytaliście? I jak wam się podobała pani laborantka i sprytny bohater Talki?

Marta Guzowska zgodziła się udzielić wywiadu dla was, czytelników Czytam, bo lubię i opowiedzieć o tym i innych projektach, którymi się obecnie zajmuje.

Dlaczego zaangażowałaś się w kampanię „Nie igraj z kleszczem. Wygraj z kleszczowym zapaleniem mózgu”?

Osobiście uważam, że szczepionki to największy wynalazek ludzkości. Nie, nie przesadzam. Zapomnieliśmy już, jak straszne choroby pokonaliśmy za pomocą szczepionek. Ale przypomnę tu, że moja mama, kiedy się urodziłam, bardzo się cieszyła, że jest już szczepionka na polio (wprowadzona dosłownie kilka lat wcześniej) i że ona nie musi się martwić, czy jej dzieci zachorują.

Mamy tak wspaniałe narzędzie do dbania o własne zdrowie, niekorzystanie z niego jest – nazwijmy to mocno! – głupotą. Zaś argumenty przeciwników szczepień, oparte na plotkach a nie na długim i trudnym procesie weryfikacji naukowych faktów… brak mi tu słowa.

Mam psa, często z nim spaceruję po łąkach i po lesie. Jestem więc – oczywiście – zaszczepiona. Moja rodzina też.  

2.    Jak spędzasz lato? Czy piszesz coś nowego?

Lato spędzam w dwóch miejscach, które kocham: na Krecie i w podwarszawskim Brwinowie. Na Krecie będę zbierać materiały do osobistego przewodnika o Krecie, który ukaże się w przyszłym roku w wydawnictwie Wielka Litera. Jestem autorką wielu książek, ale rzadko cieszę się jak dziecko na myśl o napisaniu kolejnej. A teraz właśnie się tak cieszę.

A w Brwinowie będę spotykać się z przyjaciółmi, cieszyć kuchnią mojej mamy – znakomitej kucharki i jeść jagodzianki. Brwinowskie są najlepsze!

3.    Jakie książki polecasz do czytania na leżaczku?

Na upał i urlop polecam gorąco nową serię kryminalną autorstwa Leszka Talki i mojego. Lucja Słotka – to tytuł serii i imię głównej bohaterki – sprawi, że po prostu się pośmiejecie. I mam nadzieję, że będziecie się śmiać co najmniej tak głośno, jak my podczas pisania. Tego nam naprawdę potrzeba w tych trudnych czasach.

No właśnie, docieramy do szczepionki, jeśli przeczytaliście opowiadania to już wiecie, że istnieje szczepionka przeciw kleszczowemu zapalaniu mózgu Z początku choroba przypomina grypę i często jest bagatelizowana i nierozpoznana przez lekarzy, ale robi się naprawdę niebezpieczna, kiedy wirus przenika do systemu nerwowego i atakuje opony mózgowe i mózg. Szczepionka przeciw KZM nie jest luksusem, a postępowaniem podyktowanym zdrowym rozsądkiem, jeśli pracujecie w terenie lub spędzacie sporo czasu w lesie, na działce, terenach zielonych. Tym bardziej, że naukowcy obserwują tendencję wzrostową zachorowań na KZM oraz zwiększającą się liczbę kleszczy w Polsce.

Kleszczu – nie jesteśmy aż tacy bezbronni. Mamy szczepionkę, więc nie zacieraj łapek, siedząc w tej trawie!

Mamy też pisarzy, którzy nie tylko zapewniają nam rozrywkę, lecz także uświadamiają nam istniejące zagrożenia i wskazują, w jaki sposób o siebie dbać.

Załączam wam link do strony informacyjnej.