7 razy dziś, Lauren Oliver

Wydawnictwo Otwarte, 2011

Liczba stron: 384

Sam ma trzy przyjaciółki. Razem chodzą do liceum, razem spędzają wieczory i weekendy. Ich paczka trzęsie szkołą, bo są najpopularniejszymi dziewczynami w całym liceum. Ponadto Sam ma chłopaka, którego zazdroszczą jej inne licealistki, kochającą rodzinę i prawie wszystko, co sobie wymarzy. Życie Sam jest idealne. Prawie idealne, bo od czasu do czasu nachodzą ją małe wyrzuty sumienia, że stała się oziębłą suką, przed którą drżą pierwszoklasistki, która bez mrugnięcia okiem pastwi się nad innymi, która postępuje pod dyktando swoich przyjaciółek i zgodnie z tym, czego oczekują od niej inni. Czasem tylko wracają do niej wspomnienia, kiedy to ona znajdowała się na niższym szczeblu popularności, z którego wyciągnęła ją przebojowa i bezwzględna Lindsay.

Piątkowa impreza kończy się dla Sam w sposób, którego żadna nastolatka nie mogłaby przewidzieć. Gdy budzi się następnego dnia znowu jest piątek 12 lutego, a w szkole tak jak dnia poprzedniego obchodzony jest Dzień Kupidyna – targowisko próżności. Tego dnia najpopularniejsi dostają kwiaty od znajomych, ci, którzy przyjaciół nie mają, przemykają się pod ścianami pod czujnym obstrzałem spojrzeń. Mniej niż pięć róż to tak jakby samobójstwo towarzyskie… Sam ma kolejną szansę na przeżycie tego dnia. Takich szans ma w sumie siedem, o czym ona nie wie, a czytelnik już wie, bo zna tytuł powieści. Nastolatka postanawia wpłynąć na bieg wydarzeń, bo w pewnym momencie zaczyna dostrzegać ich związki przyczynowo-skutkowe.

„Przez większą część czasu – przez dziewięćdziesiąt dziewięć procent czasu – po prostu nie wiesz, jak i dlaczego nitki się ze sobą wiążą, i nie ma w tym niczego złego. Robisz coś dobrego, a wydarza się coś złego. Robisz coś złego, a wydarza się coś dobrego. Nic nie robisz, a coś wybucha.”

To książka adresowana do nastolatek, ale równie dobrze mogłaby być skierowana do czytelnika dorosłego, wystarczyłoby zmienić liceum na dowolne biuro, a nastoletnią Sam na trzydziestoletnią kobietę. Przyznam, że pierwszy rozdział zirytował mnie opisami pustki umysłowej najpopularniejszych dziewczyn oraz samą amerykańską ideą „popularności”, która dla młodzieży jest ważniejsza od wszystkiego innego. Następne rozdziały natomiast wciągnęły tak, że najchętniej nie odkładałabym powieści przed jej zakończeniem.

Zmiana, jaka zachodzi w Sam nie odbywa się na zasadzie „pstryk i gotowe”. Dziewczyna nieraz dostaje szkołę życia, jakkolwiek niedorzecznie mogłoby to brzmieć w świetle wydarzeń, jakie miały miejsce w książce. To książka niosąca ważny przekaz, ważny dla tych, którzy dopiero wkraczają w dorosłość i dla tych, którym, mimo pożółkłej już metryki, zdarza się czasem zbłądzić, źle kogoś ocenić, przecenić kogoś, kto na to nie zasługuje, zadawać się z kimś, kto nas nie szanuje. „7 razy dziś” jest jedną z bardziej wartościowych książek dla młodzieży, jakie przeczytałam w ostatnich latach, a przy tym w żadnym momencie nie daje się odczuć, że autorka moralizuje, czy próbuje naprawić świat. Polecam matkom i córkom z całą odpowiedzialnością za swoje słowa. Na pewno będzie o czym rozmawiać po lekturze…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *