Ale kosmos!, Mary Roach

Znak, 2011

Liczba stron: 323

To moje pierwsze literackie spotkanie z Mary Roach. I choć treść książki o kosmosie i astronautach wzbogaciła mnie o dziesiątki mniej lub bardziej smacznych anegdot, to najbardziej zafascynowała mnie postać samej autorki… Mary Roach jest osobą nad wyraz dociekliwą, pewnie niektórzy z jej rozmówcą określają ją znacznie dosadniej. Zadaje dziesiątki pytań o rzeczy, o których rozmówcy nie chcieliby być pytani. Nie ma dla niej tematów tabu. Nie ma przeszkód, których nie mogłaby pokonać, miejsc, w które nie mogłaby wejść. Sama na własnej skórze testuje rozmaite urządzenia, pomysły oraz … stan nieważkości.

Wraz z przedstawicielami NASA udaje jej się dostać na lot paraboliczny samolotem, który potocznie zwany jest Vomit Comet, ze względu na to, co dzieje się z ludzkim organizmem podczas gwałtownych lotów w górę i równie gwałtownego nurkowania, powtarzanego wiele razy w celu uzyskania stanu nieważkości. Wyjeżdża do Kanady na wyspę, której ukształtowanie i krajobraz zbliżone są do tego na księżycu. Tam, w spartańskich warunkach, obserwuje testy sprzętu oraz sprawności manualnej i ruchowej astronautów zamkniętych w niewygodnych skafandrach. Dociera do byłych astronautów i naciąga ich na wspomnienia, których treść jest zbyt osobista, by mogła być firmowana przez NASA. Wyjeżdża do Japonii, by przyjrzeć się testom, jakim poddawani są kandydaci na astronautów. W Rosji zwiedza muzeum podboju kosmosu i spotyka byłych uczestników misji pozaziemskich, z którymi osusza niejeden kieliszek.

Co wchodzi w zakres rozmów Mary Roach z astronautami i pracownikami NASA? Tematyka rozmów jest bardzo szeroka, nie dotyczy jednak stricte ich pracy, a warunków, w jakich przebywają. Okazuje się, że lista problemów z jakimi zmaga się Agencja Kosmiczna wcale nie obejmuje tylko bezpieczeństwa lotu. Należy rozwiązać wiele bardziej przyziemnych problemów – mycie czy oddawanie moczu jest zadaniem bardziej skomplikowanym dla kosmonautów niż obsługa panelu sterowniczego. Jak dać sobie radę z kąpielą skoro woda zmienia się w dryfujące w przestrzeni amebopodobne kulki? Jak żywić astronautów aby byli zadowoleni z jakości pożywienia, pamiętając jednak o koniecznej miniaturyzacji porcji? Jak zapobiegać chorobom na jakie narażone jest ciało ludzkie w sytuacji długotrwałego nieużywania mięśni i kości nóg? Jak zapobiec urazom w sytuacji przeciążeń rzędu 10G, podczas wlatywania w atmosferę ziemską?

Umiejętność stawania właściwych pytań, dociekliwość oraz otwartość autorki gwarantują dobrą lekturę. Jednak tematyka koncentrująca się w niektórych rozdziałach przede wszystkim na odrzutach przemiany materii człowieka, może okazać się nieco obrzydliwa dla osób wrażliwych na naturalistyczne opisy. Nie każdemu czytelnikowi przypadnie do gustu poczucie humoru autorki, choć ja przez większość książki dobrze się bawiłam. Ponadto zaimponowała mi szeroka wiedza oraz zakres zainteresowań Mary Roach – w swoich dociekaniach nie koncentruje się tylko i wyłącznie na kosmosie, ale ze swoboda przytacza przykłady z innych dziedzin – zwyczaje godowe delfinów, problemy z higieną wśród badaczy polarnych, kłopoty ze wzrokiem wśród pływajacych na łodziach podwodnych, to tylko niektóre przykłady, które przytaczane są w książce.

Powiedzenie „Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle” w stu procentach sprawdza się w przypadku Mary Roach. Warto jednak zauważyć, że ta przysłowiowa baba potrafi swoją wiedzę świetnie sprzedać spragnionemu wiedzy i sensacji czytelnikowi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *