Anglicy na pokładzie, Matthew Kneale

Wiatr od Morza, 2014

Liczba stron: 523

Polskiej premierze tej książki towarzyszył spory rozgłos, bardziej związany z polityką wydawcy, niż z samą treścią powieści. Wydawca wpadł bowiem na pomysł, by powieść przetłumaczyło tylu tłumaczy, ilu jest narratorów w książce, a autor wyraził zgodę na to, by jego dzieło poddać translatorskiemu eksperymentowi. Teraz wiadomo już, że eksperyment wypadł pomyślnie.

Jest połowa XIX wieku. Natchniony, konserwatywny i niezbyt rozgarnięty pastor Wilson, pragnie przekonać niedowiarków i odnaleźć na Tasmanii ziemski ogród Eden. Z pomocą finansową zamożnego protektora organizuje wyprawę do tej odległej kolonii, znanej z wielkich obozów dla skazańców wysyłanych tam z Anglii. Wraz z nim do Tasmanii mają wyruszyć doktor medycyny oraz młody botanik. Panowie wynajmują w londyńskim porcie statek z załogą składającą się z kapitana Kewleya oraz grupy mieszkańców Wyspy Man. Podróżni nie wiedzą, że na antypody płyną statkiem wypełnionym ukrytą kontrabandą, upłynnienie której okazało się dla kapitana problemem i wpędziło go w niezłą kabałę, z której uratuje go tylko zniknięcie na jakiś czas z półkuli północnej.

Czytelnik śledzi akcję toczącą się dwutorowo – zmierzający na południe statek ze skłóconymi członkami ekspedycji religijno-naukowej oraz opowieść o dramatycznych wydarzeniach rozgrywających się na Tasmanii, widzianych oczami jednego z ostatnich aborygenów oraz białych kolonizatorów wyspy. To, co zaszło w ostatnich latach na Tasmanii nie ma nic wspólnego z rajem, którego poszukują Anglicy. Aborygen, Peevay, opowiada o losach swojego plemienia, które potraktowano z najwyższym okrucieństwem – zabijając wielu jego bliskich, przeganiając ich z miejsca na miejsce, a wreszcie trzymając w niewoli na małej wyspie, gdzie zapadali na przywleczone z Europy choroby.

W tej napisanej z rozmachem powieści zderzają się ze sobą dwa światy, które nie są w stanie się porozumieć, w związku z czym ten silniejszy, zurbanizowany i korzystający z udogodnień cywilizacyjnych, rozjeżdża świat aborygenów żyjących w zgodzie z naturą. Biali „zdobywcy”patrzą na aborygenów z góry, próbując ich „ucywilizować” i zagarnąć ich ziemie. Ponadto w tamtych czasach wielką popularność zaczynają zyskiwać wyssane z palca teorie o podłożu rasistowskim. Stosunek białych do coraz mniej licznych rodzimych mieszkańców wyspy jest protekcjonalny i podszyty hipokryzją. Choć takie postępowanie jest wstrętne i budzi moralny sprzeciw, to jednak nie dziwi. Czytelnik uodporniony jest na niegodziwość białych, którzy swoje uprzedzenia, nienawiść i zawiść rozciągają również na przedstawicieli swojej rasy. Ten, który z początku wydaje się najbardziej zdemoralizowany, okazuje się wrażliwym człowiekiem z sumieniem. Ci, którzy górują nad innymi za sprawą wychowania, edukacji i pozycji społecznej, wkrótce pokazują swoje prawdziwe oblicze.

To książka pełna zaskoczeń, zawierająca wiele zabawnych i kilka dramatycznych fragmentów. Jest połączeniem powieści przygodowej z fabularyzowanym reportażem o tragicznych losach rodzimej ludności w brytyjskiej kolonii. Czyta się ją doskonale również za sprawą wspomnianego we wstępnie przekładu. Polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *