Anima Vilis, Krzysztof T. Dąbrowski

Wydawnictwo Initium, 2010

Liczba stron: 286

Im cieplej i jaśniej na dworze, tym chętniej sięgam po opowiadania i powieści z dreszczykiem. „Anima Vilis” jest zbiorem opowiadań z pogranicza horroru, baśni, science-fiction i fantasy, a wszystko to okraszone czarnym humorem. Przyznam na wstępie, że ta mieszanka okazała się być wybuchowa, a każde z opowiadań czytałam z niemałym zainteresowaniem.

Kilka opowiadań połączonych jest ze sobą osobami głównych bohaterów i jak sam autor zaleca we wstępie, powinno się je czytać w takiej kolejności, w jakiej zostały umieszczone w książce. Pozostałe opowiadania stanowią odrębne byty.

Ogarnięty morderczym szałem Święty Mikołaj, wierny do ostatniego tchnienia piesek Maksio, opętana przez Przedwiecznego staruszka Alina, zwana także jako Ta, Która Wiele Imion Miała, George – zombie, to postaci, które długo będę pamiętała. Nie dość, że same w sobie są niezwykle ciekawe, to jeszcze zostały osadzone w fabule, która zadziwia swoim rozmachem. Dąbrowski płynnie przechodzi z jednej konwencji w drugą, dlatego też zdarza się, że w jednym opowiadaniu mamy elementy baśniowe połączone z science-fiction. Często też bazuje na motywie wędrówki dusz i reinkarnacji.

Opowiadanie, które wywarło na mnie duże wrażenie nosi tytuł: „A teraz bawcie się i świętujcie”, w którym ludzie z niewiadomych powodów popełniają samobójstwa. Niektórzy z nich widzą wrogo nastawione istoty pozaziemskie i w panicznej ucieczce przed ufoludkami popełniają błędy, które kończą się tragiczną śmiercią. Czy ludzie ci postradali zmysły? Czy nastąpiła inwazja UFO? Czy ziemianie padli ofiarą kosmicznego spisku? Rozwiązanie jest naprawdę nieźle zakręcone.

Autor funduje czytelnikowi ostrą jazdę, nie tylko poprzez różnorodność gatunków, ale przede wszystkim dzięki pomysłom na fabułę opowiadań oraz nietuzinkowym bohaterom. Każde z zamieszczonych w tomie opowiadań ma swoja charakterystyczną atmosferę, a autor bez problemów kreuje literackie światy, jakie dyktuje mu niczym nieskrępowana wyobraźnia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *