Wszystkie wpisy, których autorem jest Agnieszka Kalus

Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena, Lars Simon

Wydawnictwo Initium, 2019

Liczba stron: 480

Tłumaczenie: Anna Krochmal, Robert Kędzierski

Lennart Malmkvist dobrze zarabia, ma ugruntowaną pozycję w firmie, mieszka w drogiej dzielnicy. Nie szuka partnerki na stałe, a wręcz ma uczulenie na stałe związki. W zasadzie niczego mu więcej nie potrzeba. Do czasu, gdy wokół niego zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Najpierw dziewczyna, którą miał zamiar spławić, zaczyna wysyłać mu niepokojące wiadomość – czyżby cierpiała na manię prześladowczą? Potem dochodzi do nieszczęśliwego wypadku lub morderstwa – ginie właściciel sklepu z magicznymi gadżetami. Prywatnie sąsiad i znajomy Lennarta, choć na pewno nie przyjaciel – dzieliła ich zbyt duża różnica wieku i poglądy na prowadzenie interesu. A potem… robi się jeszcze gorzej. Lennart traci pracę, ale dowiaduje się, że zmarły sąsiad przepisał mu sklep, który otrzyma m.in. w zamian za opiekę za psem mopsem. Zgodzić się czy nie zgodzić na taki deal? Lennart nie ma za bardzo wyjścia, ale nie wie jeszcze, że właśnie wkroczył w sam środek afery, w której mówiący pies nie jest największym zaskoczeniem.

To powieść fantastyczno-kryminalna, lekka, zabawna, pełna zagadek sięgających zamierzchłych czasów. Czary i magia odgrywają tu rolę drugoplanową (przydają się w walce), a na pierwszy plan wysuwa się zwykła praca detektywistyczna. Autor ma dryg do kreowania postaci  – Lennart jest sarkastyczny, lecz szczery, zabawny, zagubiony, zaradny, otwarty na nowe wyzwania. Bardzo pozytywny bohater. Odziedziczony przez niego zaczarowany mops to z kolei malkontent, bardzo inteligentny i pomocny, lecz marudny i roszczeniowy. Sąsiadka Maria, która nieustannie gotuje przy dźwiękach włoskich oper, to chodzące ciepło i serdeczność. Dzięki nim książkę czyta się wyśmienicie, aż szkoda, że nie ma od razu kolejnej części, bo nie wszystkie wątki zostały zamknięte.

Jeśli szukacie lekkiej, wciągającej, zabawnej lektury, to sięgnijcie po tę powieść z tytułem, którego nie sposób zapamiętać 😉

Książki na Mikołajki

Gdy mam niewiele czasu i jestem bardzo zmęczona (czytaj: w listopadzie), często sięgam po książki dla dzieci. Ostatnio przeczytałam ich tyle i były tak dobre, że postanowiłam pokrótce napisać o nich, żeby podpowiedzieć Wam, co warto kupić dzieciom w różnym wieku.

Dla małych (4-6 lat)

Kto zgubił kapelusz – Aleksandra Struska-Musiał

Wydawnictwo Bis, 2019

Liczba stron: 48

Zając znajduje piękny, nieprzemakalny kapelusz haftowany w marchewki. Jest nim zachwycony, pragnie taki mieć, ale wie, że właściciel kapelusza szuka straty i smuci się z powodu zguby. Zając postanawia go odnaleźć, więc przeprawia się do niegościnnego lasu po drugiej stronie strumienia. Tam spotyka inne zwierzęta, lecz one zachowują się niezbyt gościnnie. To książka o empatii, o tym, by być dobrym dla innych, by starać się wczuć w ich sytuację i nie oceniać po pozorach. Bardzo ładnie ilustrowana, w twardej okładce, duży format. Czytania jest sporo, więc raczej z pomocą rodziców.

Dla dzieci w wieku 6-8 lat:

Opowieści o zwierzętach, które zmieniły świat – G.L. Marvel

Znak Emotikon, 2019

Liczba stron: 152

Tłumaczenie: Anna Jęczmyk

Znacie Łajkę, owcę Dolly, niedźwiedzia Wojtka? Autor opisuje zwierzęta, które zapisały się na kartach historii. Podoba mi się układ tej książki: po lewej opis dokonań danego zwierzęcego bohatera, po prawej ilustracja. Na końcu natomiast są pytania dla czytelników oraz krótki quiz sprawdzający uważność podczas lektury. Dla dzieci w wielu 6-8 lat.

Agnieszka Taborska

Licho i inni, Liczba stron: 52, Bosz, 2014

Licho wie, Liczba stron: 50, Bosz, 2018

Licho i inni to książka o nadprzyrodzonych postaciach znanych z polskich baśni, czyli tytułowym Lichu, Świteziance, Utopcach, Niebożętach, Olbrzymach, a także o symbolach takich jak parzenice, koronki koniakowskie, pas łowicki. Fajne to!

Druga część skupia się na trzynastu Lichach, które zamiast psocić i niszczyć porządek, tutaj ten porządek przywracają. Strzegą konkretnych miejsc w Polsce: Warszawę, Kraków, ale także zajmują się problemami ogólnokrajowymi: urzędami, koleją, meteorologią. Zabawne!

Dla dzieci w wieku 9-12 lat:

Everest. Edmund Hillary i Tenzing Norgay. Niesamowita historia, A. Stewart & J. Todd-Stanton

Liczba stron: 64

Tłumaczenie: Patrycja Zarawska

Pięknie ilustrowana, wielkoformatowa książka o pierwszych zdobywcach Mount Everest. To książka nie tylko o samej wyprawie w Himalaje, lecz także o życiu Hillary’ego i Norgaya przed i po triumfalnym wejściu na najwyższą górę świata. W książce znajdziemy sporo interesujących informacji o wysokich górach i wspinaczce. Ale przede wszystkim jest to inspirująca opowieść o ciekawości świata, zamiłowaniu do przygód i podróży.

Hedwiga i lato ze Sznyclem. Frida Nilsson

Dwie Siostry, 2019

Liczba stron: 215

Tłumaczenie: Barbara Gawryluk

Jeśli kupować Hedwigę, to od razu trzy tomy! Pierwszy ma tytuł „Hedwiga”, drugi „Hedwiga i Maks-Olof”. Dzisiaj napiszę o najnowszym, w którym Hedwiga nudzi się podczas wakacji. Na szczęście, do opuszczonego domku we wsi przyjeżdża chłopiec z miasta z tatą. Chłopiec jest nieco pulchny i chce, by Hedwiga nazywała go Sznyclem. Ta dwójka wkręca sobie, że we wsi mieszka narkoman, który dręczy swojego kota. Postanawiają zdobyć dowody na jego niecne zachowanie, ale… przy okazji gubią aparat fotograficzny mamy Hedwigi. Ta jednak nie od razu zauważa jego brak, ponieważ ma na głowie większy problem – babcia Hedwigi doznaje udaru i jest w bardzo złym stanie. To książka o tym, że brak uczciwości prędzej czy później się zemści. Co ważne, opowiada także o stracie i żałobie. Wszystko w sposób bardzo przystępny, delikatny. W tym tomie radość miesza się ze smutkiem, jak w życiu.

Piąta babcia Dominika, Katarzyna Ryrych

Edgard, 2019

Liczba stron: 159

Dominik Zajonc po raz pierwszy jedzie sam pociągiem. I to dokąd! Nad same morze, gdzie ma spędzić wakacje u dziadka i jego nowej żony, czyli swojej piątej babci. Ta babcia w ogóle nie wygląda na babcię, a poza tym jest informatykiem! Jakby mało było tych sensacji, okazuje się, że Dominik i mieszkające obok bliźniaczki wplątują się w prawdziwą aferę kryminalną. Ta książka to świetna przygoda, ale przy okazji uczy wielu ważnych we współczesnym świecie rzeczy – na przykład tego, że nie należy ludzi oceniać po wyglądzie. Że role społeczne nie wiążą się z niezmiennymi atrybutami – babcia może być czynna zawodowo, pisać gry komputerowe, a dziadek może dla przyjemności robić swetry na drutach. Powieść zachęca do zrywania ze stereotypami. Jest naprawdę świetna!

Żona dla taty!, Reeli Reinaus

Widnokrąg, 2019

Liczba stron: 205

Tłumaczenie: Anna Michalczuk- Podlecki

Kaisa nie ma mamy, mieszka z tatą i psem. Ale pewnego dnia tata postanawia, że musi znaleźć sobie żonę. Uzgadnia z córką, czy nie ma nic przeciwko i rozpoczynają poszukiwania odpowiedniej kandydatki. Najpierw okazuje się, że tato zupełnie nie wie, jak się za to zabrać, więc Kaisa musi go nauczyć podstawowych zasad inicjowania rozmowy. A potem się zaczyna. Co jakiś czas odwiedzają ich panie, które tata polubił i postanowił przedstawić im córkę i psa. Wynikają z tego zabawne sytuacje. Jedna pani jest zwolenniczką kar cielesnych, inna je tylko wegańskie potrawy i zmusza ich do takiej samej diety, kolejna jest maniaczką sprzątania. Czy tata w końcu się podda? Bardzo, ale to bardzo fajna książka. Zabawna i niegłupia. O przyjaźni, o tym, jak szanować zdanie dziecka, o miłości do zwierząt.

Dla młodszej młodzieży:

W cudzych ogrodach, Krystyna Chołoniewska

Ezop, 2019

Liczba stron: 170

Pod patronatem Czytam, bo lubię

Zuza ma jedenaście lat, lubi malować, ma dwóch starszych braci. Jej życie wywraca się do góry nogami, gdy rodzice postanawiają przeprowadzić się do domku z ogrodem. Dom nie jest nowy, a dziewczynka wykopuje z ziemi w ogrodzie kasetkę ze skarbami ukrytymi przez inną dziewczynkę. Postanawia dowiedzieć się kto mieszkał dawniej w tym domu i kim była dziewczynka, która wpadła na pomysł zakopania kasetki w ogrodzie. Sąsiedzi nie są skorzy do zwierzeń, w ogóle zniknięcie tej rodziny otacza jakaś tajemnica. Ostatecznie jednak wszystko się wyjaśnia, a dziewczynka dowiaduje się rzeczy z historii Polski, o których wcześniej nie wiedziała. 50 lat temu niektórzy ludzie zostali zmuszeni do porzucenia swoich domów i wyjazdu z kraju. To właśnie stało się z tajemniczą mieszkanką tego domu. Bardzo subtelnie opowiedziana historia, wciąga, zachwyca, zasmuca. Warto.

Ludzie, których powinieneś znać, bo zmienili świat. Dwadzieścia wybitnych postaci z historii Polski, Monika Kassner

Universitas, 2019

Liczba stron: 196

Bardziej i mniej znani (większość raczej mniej znana), wszyscy wybitni, z wielkimi osiągnięciami. Wśród opisanych postaci znajduje się znany na całym świecie fryzjer czy założycielka firmy kosmetycznej, naukowcy – odkrywca fal mózgowych, wynalazca kamizelki kuloodpornej,  ludzie sztuki i wizjonerzy. Każda postać ma własny rysunek, który można samemu pokolorować.  Autorka wybrała ciekawe życiorysy, pokazała często krętą drogę do sukcesu, opisała marzenie, które udało im się spełnić. Pouczające i napisane przystępnym językiem.

14-14 Przyjaźń ponad czasem, Silene Edgar, Paul Beorn

Nowa Baśń, 2019

Liczba stron: 280

Tłumaczenie: Patrycja Masłowska

Pod patronatem Czytam, bo lubię

Adrian i Hadrian to trzynastoletni chłopcy, którzy mieszkają we francuskiej Pikardii. Sądzą, że są dalekimi kuzynami, regularnie wymieniają między sobą listy, dzielą się radościami i smutkami, zaprzyjaźniają się na odległość. Przez długi czas nie są świadomi tego, że mogą się kontaktować za sprawą magii, ponieważ jeden z nich żyje w roku 1914, a drugi sto lat później. Gdy Adrian, ten, który żyje w XXI wieku, domyśla się, że Hadrian jest chłopcem z przeszłości, robi co w jego mocy, by ostrzec go przed zbliżającą się wojną. Region, w którym mieszkają, odniósł wielkie straty podczas I wojny światowej. Książka, którą nie tylko świetnie się czyta, ale która uczy empatii, przyjaźni, pokazuje, że nauka jest ważna, bo gdyby Adrian był ignorantem, nie wiedziałby, co grozi jego przyjacielowi. Uwielbiam tę książkę. Polecam.

Nie zdążę, Olga Gitkiewicz

Dowody Na Istnienie, 2019

Wpis powstał we współpracy z Virtualo.

Cztery lata dojazdu do liceum, trzy lata na studia licencjackie, dziesięć lat mieszkania w dużym mieście bez samochodu w rodzinie, brak prawa jazdy. To ja, człowiek, który jeździ komunikacją miejską, pociągami, autokarami, w ostateczności taksówką. Człowiek, który dużo może powiedzieć o zbiorczej komunikacji. Człowiek, który na własne oczy doświadczył niewygód, który musiał zmywać się z udanej imprezy, by zdążyć wrócić przed nocą do domu i nieraz czekał na zimnie lub upale na autobus, który nie wyjechał w trasę. O takich ludziach między innymi pisze Olga Gitkiewicz w reportażu „Nie zdążę”.

Autorka bierze pod lupę transport zbiorczy, autobusy, PKS-y, kolej. Pokazuje jak druzgocący wpływ na komunikację miały przemiany ustrojowe na początku lat 90. XX wieku. PKP podzieliło się wówczas na niezliczone spółki, które zajmowały się obsługą tylko wycinka połączeń. Trasy, które nie przynosiły spodziewanych zysków, zamykano, a nawet celowo działano tak, by zniechęcić ludzi do korzystania z pociągów i w rezultacie zlikwidować połączenia, zostawiając na głowach podróżnych problem np. dojazdu do pracy. Wielu przesiadło się w samochody, ale to tylko pogłębiło wykluczenie komunikacyjne tych, którzy z różnych powodów nie siedli za kółkiem.

Dla mnie najbardziej znienawidzoną formą transportu osobowego są tzw. busiki. Furgonetki przerobione w taki sposób, by upakować w nie jak najwięcej podróżnych. Rzecz mało znana w dużych miastach, lecz na porządku dziennym w mniejszych miejscowościach, gdzie nie działają linie autobusowe. Wiele razy nie miałam wyboru i musiałam podróżować w taki sposób, co najczęściej było koszmarnym przeżyciem. Począwszy od zaduchu, ciasnoty, smrodu spalin, przez niedziałające wycieraczki w deszczu, aż po kierowcę, który minął się z powołaniem i zamiast do samochodu rajdowego, wsiadł do przewożącego pasażerów busika. Olga Gitkiewicz dokłada swoje obserwacje, na przykład wspomina o braku aktualnych rozkładów jazdy lub ich całkowitej nieczytelności.

Ta analiza stanu komunikacji zbiorczej w Polsce jest dla mnie strasznie przygnębiająca, bo doskonale rozumiem rozgoryczenie ludzi odciętych od atrakcji, pracy, szkół. To książka dla nich, lecz także dla tych, którzy absolutnie nie zdają sobie sprawy z problemu, ponieważ od lat nie skorzystali z komunikacji miejskiej i zbiorowej, od lat nie skasowali biletu, bo nawet do sklepu na rogu jadą samochodem. To także książka dla mojej pani fryzjerki, która po zrobieniu prawa jazdy uważa, że piesi mają za dużo praw. I dla aspirujących polityków, którzy chcieliby naprawdę coś zmienić w kraju. Wystarczy spojrzeć za granicę południową, by przekonać się, że można. Czytajcie!

Książka w formie ebooka do nabycia tutaj.

Elżbieta Cherezińska, czyli jak dać królom drugie życie

Gdy pytają mnie o ulubioną polską pisarkę, pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to Elżbieta Cherezińska. Nie tylko dlatego, że tak cudownie pisze, lecz także z tej prostej przyczyny, że autorka jest przesympatyczną, serdeczną, ciepłą osobą. O historii opowiada tak, że czytam jej powieści z wypiekami na twarzy, a przecież nie jestem fanką książek historycznych, zwłaszcza tych o  Polsce.  Cieszę się ogromnie, że pomimo napiętego grafiku autorki, udało nam się porozmawiać o tym, jak powstają jej książki.

Czy ma Pani jakieś rytuały związane z pisaniem? Ciepłe kapcie, ulubioną porę dnia, itp.?

Wiem, że takie jest wyobrażenie „pisarza przy pracy”, ale rzeczywistość jest dużo bardziej prozaiczna. Żeby powstała tak obszerna powieść w tak krótkim czasie (co roku jest premiera), trzeba pisać nie zważając na „weny” i „rytuały”. Po prostu, osiem, czasami dziesięć godzin dziennie pisania. Siłą rzeczy, to wchłania wszystkie możliwe pory dnia. Mogę jedynie powiedzieć, że odkąd moje dzieci są duże, już nie lubię pisać w nocy. Po prostu rezerwuję ją jako czas dla siebie, nie pracy.

A jaki jest Pani ulubiony moment podczas pracy nad książką?

Jest ich kilka. Fantastycznie jest zaczynać przygodę, po raz pierwszy czytać o przyszłym bohaterze, jego epoce i historii. To jak pierwsze spotkanie, pierwsza miłość, albo pojawi się między nami chemia, albo nie. Świetnie jest pisać finały, gdy wszystkie nitki dramaturgiczne zaczynają się splatać, a pomysły sprzed lat mogą zebrać żniwo. To też najtrudniejszy moment pracy, może porównywalny z zaczynaniem pisania, gdy szuka się „głosu bohaterów”.

Skąd przed laty wziął się pomysł, by po sadze o Wikingach, zabrać się za średniowieczną historię Polski?

Naturalny bieg zdarzeń. „Północną Drogę” planowałam latami, ona czekała na to, bym znalazła czas i napisała tę czterotomową i sześciogłosową historię. A w międzyczasie   w sposób zupełnie spontaniczny, budowały się w mojej głowie kolejne, inne historie. Więc to, co wydawniczo wygląda na kolejność, jest w gruncie rzeczy tylko kolejnością publikacji, a nie wymyślania historii.

Czy współpracuje Pani z historykami, którzy dbają o rzetelność historyczną w Pani książkach?

Podkreślam za każdym razem, że bez pomocy fantastycznych historyków, moje powieści nie miałyby tej siły. Lubię też pracować ze specjalistami z różnych innych dziedzin, każdy jest wirtuozem swojej dziedziny, ja, tworząc fabułę, potrzebuję zakorzenić ją w średniowiecznym świecie. Sięgam więc po pomoc archeologów (najczęściej), znawców dawnej architektury i budownictwa, dawnej kuchni i roślin, stroju, broni i… można to nieustannie mnożyć. Ale zawsze początkiem jest dobra znajomość historii i rozumienie procesów, jakie kiedyś zachodziły, w jak najszerszym kontekście.

Jakie, wobec tego, są proporcje czasu pisania do czasu poświęconego na znalezienie informacji historycznych?

Myślę, że to wychodzi pół na pół, zwłaszcza teraz, gdy przez dłuższy czas poruszam się po tym samym obszarze (mam na myśli Odrodzone Królestwo, czyli XIII/XIV wiek).

Jaka jest Pani ulubiona postać historyczna? Czy już znalazła swoje miejsce w którejś z powieści, czy dopiero czeka na swój czas?

To tak, jakby zapytała Pani łasucha o jedną ulubioną potrawę. Nie ma jednej ukochanej postaci. Jest ich wiele – Świętosława, Chrobry, Mieszko, Bezprym, Tryggvason etc. Z tych, którzy są mi naprawdę bliscy, nie pisałam jeszcze o Bolesławie Śmiałym i Bolesławie Krzywoustym.

Jak się Pani udaje tchnąć życie w postaci historyczne? Odprawia Pani nad nimi czary, czy po prostu ożywia je swoją sympatią? 😉

Czary, muszę o tym pomyśleć! Póki co, zbieram wszystkie dostępne fakty biograficzne i przyglądam się im na tle epoki, żeby zobaczyć, jak bardzo ktoś był typowy, lub nietypowy dla swoich czasów. Sprawdzam relacje z innymi postaciami historycznymi, z rodziną. Analizuję dokonania i klęski. Z tego wszystkiego staram się ułożyć portret postaci, czyli na końcu i tak muszę dołożyć coś od siebie, coś, co będzie wyróżnikiem bohatera. Jest ich w moich powieściach tak wielu, i tak wielu nosi te same imiona (Bolesław! Henryk!), że muszę się napracować, by byli odróżnialni.

Którą książkę poleciłaby Pani tym, którzy jeszcze nic nie przeczytali „Cherezińskiej”?

Wiem, że dobrze zaczyna się o „Hardej”, bo ta powieść wrzuca czytelnika od razu do wnętrza piastowskiego świata i, zwłaszcza w pierwszej części, nie jest opowieścią o samej Świętosławie, ale także o Mieszku i Chrobrym. To szeroka panorama Domu Piastów.

Czy seria Odrodzone Królestwo dociera do nastolatków?

Mimo potężnej objętości, tak.

Trwa trasa promocyjna „Wojennej korony”, czy spotkania z czytelnikami to stres czy radość dla autorki?

Radość, bo mogę od razu dostać odzew od tych najszybszych, którzy już zdążyli nową powieść przeczytać. Dzięki temu wiem, na ile pewne wątki tej skomplikowanej i rozległej opowieści, są czytelne, wyraziste.

Czy podczas spotkań autorskich doszło do jakichś zabawnych, zaskakujących sytuacji?

Poznań nie daje się zdetronizować! Czytelnicy ze Starszej Polski zawsze mają przygotowane niespodzianki; bawią się, wyciągając z powieści postaci i wątki i nie tylko przebierają się za ulubionych bohaterów, ale i inscenizują własne wersje książkowych scen. Tym razem oprócz „zielonych panien” na spotkaniu pojawił się król Władysław w zdecydowanie karłowatym rozmiarze, templariusz Kuno i jego druh krzyżacki, Zyghard, w tym jeden z nich był Niemcem, co dodatkowo podkręciło zabawę. Oczywiście Borutka z białą grzywą i nawet orzeł królestwa, co prawda, długo myślałam, że to wrończyk, nowy herb Borutki. Kreatywność czytelników jest nieograniczona!

Nie mogę sobie odmówić pytania o sagę o Wikingach. Czy będzie kontynuacja?

Być może, chętnie spotkałabym się z tamtymi bohaterami.

W jaki sposób relaksuje się Pani po skończonej pracy nad książką? Cokolwiek by to było, z góry życzę, by było tego jak najwięcej 😊

Wyjeżdżam w miejsca, gdzie jest dużo przestrzeni i mało ludzi. Wietrzę głowę. I dziękuję za życzenia. Jeżeli przestanie lać, jeszcze dzisiaj będę nad morzem. W końcu mieszkam pod Kołobrzegiem 😉

Projekt Utopia XXI wieku – konkurs literacki na opowiadanie

Bujasz czasem w obłokach? Wyobrażasz sobie, że świat mógłby być lepszy, sprawiedliwszy, bezpieczniejszy dla wszystkich, sprawniej zorganizowany, masz wizję świetlanej przyszłości? Układasz w głowie różne scenariusze przyszłych zdarzeń? To świetnie! Bo jeśli pisanie nie jest Ci obce, możesz wziąć udział w wyjątkowym konkursie na opowiadanie w Projekcie Utopia XXI wieku.

Tak, UTOPIA to słowo klucz. Zwieńczeniem konkursu ma być tom złożony z najlepszych opowiadań o utopii, więc jest to dla Ciebie szansa na debiut lub kolejną publikację. Tematyka opowiadań może być bardzo różnorodna, ponieważ koncepcja utopii odnosi się do wielu dziedzin życia. Organizatorzy przede wszystkim czekają na prace dotyczące ekologii, ekowiosek, zrównoważonego rozwoju, edukacji alternatywnej, inteligencji kolektywnej, demokracji bezpośredniej i ekonomii społecznej. Jeśli Twój pomysł nie mieści się w tej wyróżnionej tematyce, nie zrażaj się, bo to są tylko propozycje. Pamiętaj jednak, że utwór ma dotyczyć przyszłości niezbyt odległej w czasie. Więcej wskazówek znajdziesz na stronie projektutopia.pl oraz w regulaminie konkursu.

Wspomnę jeszcze o  tym, że publikacja nie jest jedyną nagrodą, ponieważ przewidziano również gratyfikację pieniężną dla autorów najlepszych prac. Główna nagroda to 10 tysięcy złotych, cała pula nagród to 20 tysięcy złotych. Co więcej, autorzy najciekawszych opowiadań będą mieć szansę na dłuższą współpracę przy pisaniu podobnych utworów.

Warto wziąć udział! Warto odkurzyć leżące po szufladach szkice, warto usiąść i napisać coś nowego od początku do końca! Masz czas do 31 stycznia 2010 r.