B. Opowieści z planety prowincja, Marcin Kołodziejczyk

Wielka Litera, 2013

Liczba stron: 189

Prowincja. Polska klasy B. Polska be. Co nam się z nią kojarzy? Oprócz sielskich widoczków pól poprzecinanych wąskimi wodnymi strugami porośniętymi przy brzegu smutnymi wierzbami płaczącymi do głowy przychodzi nam sporo negatywnych skojarzeń. Marcin Kołodziejczyk nie robi nic, aby rozwiać nasze stereotypy. Pokazuje prowincję bez żadnych ozdób, na surowo. Ta książka to połączenie sztuki reportażu z opowiadaniem. Kilkanaście zamieszczonych w tomie tekstów łączy tylko fakt, że dotyczą zdarzeń i osób z prowincjonalnych miasteczek i wsi.

Czego dotyczą opowiadania? Spraw codziennych, z tym, że te sprawy codzienne w niczym nie przypominają mojej codzienności. Podczas gdy ja zastanawiam się którym lakierem pomalować paznokcie i jaką wziąć książkę, codzienność opisywanych miejsc sprowadza się do tego czym się znieczulić, żeby przewegetować do następnego dnia i skąd zdobyć na to pieniądze. Większość bohaterów ma dość wąskie spojrzenie na świat, aczkolwiek są i tacy, którzy nie boją się wyróżniać z tłumu. Lubujący się w przebieraniu w damskie ciuszki osiłek, siłą mięśni wypracował sobie poważanie wśród miejscowych. W reportażach / opowiadaniach zawartych w książce przeważają bohaterowie płci męskiej – pojawiające się dziewczyny są albo naiwne, albo zachłanne, albo zapijaczone.

Niektóre historie są dość banalne, inne dzięki zaskakującej fabule, zapadają w pamięć. Mnie wryło się opowiadanie o chłopaku, który przyjeżdża w rodzinne strony w odwiedziny do matki. Traktowany jest przez znajomych jak bogacz, ponieważ mieszka w większym mieście i ma samochód. Dopiero później dowiadujemy się w jaki okropny sposób udało mu się wyrwać z biedy. I co mogłoby się stać, gdyby sprawy potoczyły się inaczej.

Chociaż wydaje się, że wszystko w książce będzie smutne, ponure i szaro-bure, to wcale tak nie jest. Autor bawi się konwencjami, sposobem narracji, to, co wulgarne przeplata dowcipem. Czyta się wszystko wyśmienicie, ale także z ulgą, że nie przypadł nam w udziale taki los i że znamy go jedynie z obserwacji (jeśli mamy taką możliwość), prasy, telewizji i literatury. To mocna proza, bardzo obrazowa, angażująca czytelnika. A przez to, że tak bardzo lokalna, bliska każdemu z nas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *