Belcanto, Ann Patchett

Rebis, 2008

Liczba stron: 408

Małe południowoamerykańskie państwo organizuje ważne dla kraju przyjęcie, w którym uczestniczą ambasadorowie, przedsiębiorcy z wielu krajów oraz sławna amerykańska śpiewaczka operowa, zaproszona specjalnie dla honorowego gościa z Japonii. Japończyk, o którym mowa, jest bogatym przedsiębiorcą i miłośnikiem opery, nie ma jednak zamiaru otwierać fabryki w tym kraju – przyjechał ze swoim osobistym i zaufanym tłumaczem Genem po to, by wysłuchać koncertu. Kiedy pod koniec przyjęcia do domu wiceprezydenta wdziera się grupa porywaczy przygotowująca uprowadzenie prezydenta, piekny wieczór zmienia się w koszmar. Sytuacja staje się jeszcze trudniejsza, gdy okazuje się, że w budynku nie ma prezydenta, który w ostatniej chwili zrezygnował z udziału w przyjęciu.

Porwani i porywacze zostają skazani na swoje towarzystwo – sytuacja staje się patowa, bo ani rząd nie chce ustąpić przed coraz to nowymi żądaniami porywaczy, ani oni nie chcą się poddać. Jedyne ustępstwo na jakie idą okupanci to wypuszczenie tych zakładników, których obecność nie jest niezbędna. Pozostają przedstawiciele obcych krajów, wiceprezydent i diwa operowa – jedyna kobieta wśród porwanych. Łączność ze światem utrzymywana jest dzięki telewizji oraz wysłannikowi organizacji pokojowej, który zajmuje się dostawami żywności oraz pośredniczy w negocjacjach. Nic jednak nie wskazuje na to, by negocjacje szybko przyniosły jakiś pozytywny skutek.

W willi wiceprezydenta natomiast po pierwotnym szoku związanym z ograniczeniem wolności, dochodzi do zażyłości – najpierw między porwanymi, następnie także między żołnierzami a porwanymi. Dużą rolę w łagodzeniu stosunków między obiema grupami ma tłumacz Gen oraz śpiewaczka, której urok osobisty w równym stopniu oddziałuje na więźniów, jak i na nieletnich porywaczy. Historia zmierza z kierunku, którego nikt nie jest w stanie przewidzieć.

Piękna książka, napisana z polotem, skrząca inteligencją, chwilami zabawna, ale nie rubaszna. Autorka ma prawdziwy talent w kreowaniu postaci oraz subtelnym manipulowaniu czytelnikiem, by nagle spostrzegł, iż nie wie po której stronie lokuje większą sympatię i życzliwość. Historia taka zapewne nie mogłaby się zdarzyć w realnym świecie – żaden rząd nie pozostawiłby na tak długi czas zakładników w rękach porywaczy. Jednakże sama świadomość, że świat jest nieprzewidywalny i przynosi najbardziej nieprawdopodobne uczucia w zupełnie nieodpowiednich ku temu momentach, sprawia, że można spojrzeć na życie z większym optymizmem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *