Belfer, Katerina Diamond

belferZysk i S-ka, 2017

Liczba stron: 368

Tłumaczenie: Wiesław Marcysiak

Miał być mroczny kryminał. I był mroczny, tylko że zupełnie bez sensu.

Pierwszą ofiarą jest dyrektor elitarnej szkoły. Mężczyzna powiesił się na terenie placówki. Wszyscy sądzą, że to samobójstwo, my wiemy, że ktoś zmusił go do założenia pętli na szyję. Od razu też wiadomo, że belfer wybrał śmierć, ponieważ ukrywa jakąś wstrętną tajemnicę. Później są kolejne ofiary (zawsze mężczyźni) zabijane w coraz bardziej wyrafinowany i makabryczny sposób. Trzeba nastawić się na jelita wylewające się z rozpłatanej jamy brzusznej, setki powierzchownych ran, przez które człowiek powoli się wykrwawia itp.

Jest też para śledczych – on właśnie wrócił do służby po trwającym kilka miesięcy odsunięciu. Przez jego zaniedbanie nie ujęto handlarza narkotykami. Ona jest natomiast nowa i została przeniesiona w atmosferze skandalu. Nie chce jednak powiedzieć dlaczego. (Nic dziwnego, gdy już opowie, okazuje się, że ta historia pozbawiona jest sensu i sklecona na kolanie). Długo zajmuje im połączenie do kupy wszystkich przypadków i wysnucie jakichś logicznych wniosków.

Jest też dziewczyna pracująca w miejscowym muzeum. Przygotowuje ekspozycję z wypchanych zwierząt. Wcześniej naprawia eksponaty, które ucierpiały w pożarze. Jest introwertyczna, boi się własnego cienia. Ma ku temu powody – wcześniej została zgwałcona, a sprawcom, chłopakom z bogatych rodzin wszystko uszło płazem.  Do pomocy dostaje doktoranta, który od początku jest tajemniczy. Wkrótce pomiędzy nimi iskrzy. W międzyczasie jednak taksydermistka odkrywa tajemną komnatę w muzeum. A w niej liczne dowody popełnianych przestępstw.

Nie będę opisywała jak to się wszystko łączy, bo szkoda czasu. Wszystko jest w stu procentach nieprzekonujące, nastawione na tanią sensację i makabrę, dialogi tak sztuczne, że zgrzyta w zębach, sceny finałowe jak z horroru klasy b. Tajne stowarzyszenie służące zaspokajaniu sadystycznych popędów jego członków obejmuje połowę prominentnych mieszkańców miasteczka, a ci, jakby to była zabawa, chętnie fotografują siebie i swoje maltretowane ofiary. Bogato ilustrowana kronika ich działalności jest łatwo dostępna. Policjanci a nawet morderca w scenach finałowych okazują się bohaterami. Co więcej, zgwałcona dziewczyna również wymierza karę swojemu oprawcy i w kilka godzin zmienia go w mumię. Absurdy, cliche, grafomania, tania sensacja bez żadnego podparcia w psychologii postaci, fabuła durna do granic możliwości. Omijajcie tego potworka, jest mnóstwo dobrych książek tego gatunku, że tę możecie z czystym sumieniem sobie odpuścić.

5 myśli nt. „Belfer, Katerina Diamond”

  1. Dzięki za ostrzeżenie. Popraw tylko „nieprzekonywujące” na „nieprzekonywające” albo „nieprzekonujące”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *