Bliźnięta Fahrenheit, Michel Faber

Wydawnictwo WAB, 2007

Liczba stron: 384

Wielokrotne już wspominałam, że opowiadania nie są moją ulubioną formą literacką. Jednak dla Fabera już po raz drugi zrobiłam wyjątek. Czytałam te opowiadania przez jakiś tydzień, po dwa, trzy dziennie, bo rozpiętość tematów i przeskoki z miejsca na miejsce, wciąż zmieniający się bohaterowie, uniemożliwiają mi pełen odbiór opowiadań, gdy czytam książkę za jednym podejściem.

Autor sprawnie porusza się w wielu konwencjach i tematykach. Opowiadania „Kryjówka” i „Czarno wszędzie” zawierają elementy fantastyczne – dla mnie zbyt dziwne i raczej utrudniające pełne zrozumienie treści. Trzy opowiadania zawierają drastyczne elementy – najbardziej poruszające to „Błahość czynu”, w którym matka ogarnięta depresją poporodową krzywdzi swoje dziecko, jej przeżycia i czyny opisane są tak dosłownie, że przeskakiwałam tekst, by sama nie pogrążyć się w oparach depresji.

Z kolei „Wykład o kokosach” to surrealistyczny obraz podszyty ociekającym erotyzmem podanym w zakamuflowany sposób – aby tak pisać trzeba mieć świetnie opanowany warsztat pracy, ogromną wyobraźnię, panowanie nad słowem i talent.

Dwa opowiadania „Mysz’ i „Przekraczając ból” to moi faworyci. Pokazują dwa oblicza człowieka i przestrzegają przed tym, by nie osądzać innych po ich wyglądzie i zainteresowaniach. Niechlujny miłośnik gier komputerowych okazuje się mieć wrażliwsze serce niż zafascynowana religią wegetarianka, a muzyk metalowy potrafi z ukochaną osobą tańczyć przy klezmerskiej muzyce w podrzędnym barze.

Podsumowując, nie żałuję czasu poświęconego tej lekturze, a z przeczytanymi czterema książkami Fabera powoli staję się ekspertem w dziedzinie faberologii;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *