Archiwa kategorii: The Cure w literaturze

The Cure w horrorze

the cure just

Potwierdziły się słowa Roberta Cichowlasa, o tym, że Kazimierz Kyrcz Jr jest fanem The Cure. Pierwsza wzmianka obrazująca zainteresowania muzyczne autora znajduje się już na 197 stronie:

„Nawet zgubiony w ciemności możesz to zrobić dobrze – za pośrednictwem odtwarzacza CD przekonywał wokalista The Cure. – Albo czekaj na śmiertelny cios.

Dzięki tym tekstom ból nie znikał, jednak stawał się odrobinę znośniejszy.”

Tylko, że mnie się widzi, iż te słowa nie pochodzą z jednej piosenki, tylko z trzech 😉

A potem jeszcze w opowiadaniu „Brzydula” (str. 389) pojawia się Just Like Heaven:

„Przebijali się przez Hetmańską, słuchając stacji nadającej rocka z lat osiemdziesiątych. Za sobą mieli już Final Countdown i Why can’t this be love, a teraz właśnie leciało Just Like Heaven”.

To niech leci… 🙂

Muszę powiedzieć, że czuję się usatysfakcjonowana, bo od dawna nie znajdowałam żadnych wzmianek o zespole, a zanim zaczęłam je notować w blogu, natykałam się w książkach co kawałek o cure’owe inspiracje. Może zła passa została przełamana?

The Cure How beautiful you are – C. Baudelaire Oczy biednych

How beautiful you are – Oczy biednych

Znajdź różnicę 😉

How beautiful you are – R. Smith Oczy biednych – C. Baudelaire (tłum. Ryszard Engelking)
You want to know why i hate you?
Well i’ll try and explain…
You remember that day in Paris
When we wandered through the rain
And promised to each other
That we’d always think the same
And dreamed that dream
To be two souls as one
And stopped just as the sun set
And waited for the night
Outside a glittering building
Of glittering glass and burning light…
And in the road before us
Stood a weary greyish man
Who held a child upon his back
A small boy by the hand
The three of them were dressed in rags
And thinner than the air
And all six eyes stared fixedly on you

The father’s eyes said „beautiful!
How beautiful you are!”
The boy’s eyes said
„how beautiful!
She shimmers like a star!”
The child’s eyes uttered nothing
But a mute and utter joy
And filled my heart with shame for us
At the way we are

I turned to look at you
To read my thoughts upon your face
And gazed so deep into your eyes
So beautiful and strange
Until you spoke
And showed me understanding is a dream
„i hate these people staring
Make them go away from me!”

The fathers eyes said „beautiful!
How beautiful you are!”
The boys eyes said
„how beautiful! she glitters like a star!”
The child’s eyes uttered joy
And stilled my heart with sadness
For the way we are
And this is why i hate you
And how i understand
That no-one ever knows or loves another

Or loves another

 

A więc chcesz się dowiedzieć, czemu cię dziś nienawidzę! Pewne łatwiej mi będzie to wyjaśnić, niż tobie zrozumieć. (…)

Spędziliśmy ze sobą cały długi dzień, który mnie wydał się krótki. Obiecaliśmy sobie solennie, że każda nasza myśl będzie wspólna, moja-twoją, a twoja-moją, i że nasze dwie dusze złączą się odtąd w jedną. (…)

Wieczorem trochę zmęczona, postanowiłaś usiąść przed nową kawiarnią (…). Kawiarnia błyszczała. Nawet gaz płonął zapałem debiutanta (…)

Na wprost nas, na jezdni, utkwił jakiś poczciwiec, mniej więcej czterdziestoletni, ze zmęczoną twarzą i siwiejącą brodą; jedną ręką obejmował małego chłopca, na drugiej zaś trzymał dziecko, ze słabe, by iść. (…) Wszyscy w łachmanach. Te trzy twarze miały w sobie niezwykłą powagę, a tych sześcioro oczu wpatrzonych w nową kawiarnię kontemplowało ją z zachwytem równie wielkim, choć w zależności od wieku różnie zabarwionym.

Oczy ojca mówiły: „Jak tam pięknie! Jak tam pięknie!” (…) Oczy chłopca: „Jak tam pięknie! Ale do tego domu mogą wejść tylko ludzie, którzy nie są tacy jak my”. – Jeśli chodzi o oczy dziecka, to były zbyt oczarowane, aby wyrażać cokolwiek poza najgłębszą, bezmyślną radością.

Piosenki mówią, że rozkosz uszlachetnia duszę i zmiękcza serce. Piosenka miała rację tego wieczora – w moim przypadku. Nie tylko byłem wzruszony tą rodziną oczu, ale czułem się trochę zawstydzony szklankami i karafkami za dużymi na nasze pragnienia. Odwróciłem wzrok ku tobie, kochanie, by w twoim spojrzeniu wyczytać moją myśl; topiłem oczy w twych oczach (…), kiedy nagle się odezwałaś: „Ci ludzie są nie do zniesienia. Te ich oczy jak młyńskie kamienie. Czy nie zechciałbyś poprosić właściciela, żeby ich stąd usunął?’

Tak trudno zrozumieć się nawzajem, mój drogi aniele, a i tak nieudzielna jest myśl, nawet jeśli dwoje ludzi się kocha.

Tym razem znalazłam tekst, który zainspirował Roberta Smitha do napisania piosenki „How beautiful you are”. Szczerze mówiąc książkę Baudelaira pt: „Paryski splin” wypożyczyłam między innymi z nadzieją na przeczytanie tekstu w pierwotnej wersjii. Nie spodziewałam się jednak aż tak bliskiego podobieństwa. Nie jest to żadne odkrycie, którego dokonałam, ale ciekawostka, którą odnotowuję, na wypadek gdyby ktoś szukał Smithowych inspiracji.

The Cure w literaturze – Mam łóżko z racuchów (J. Moriarty)

Dodaję nową kategorię w blogu zmuszona okolicznościami. Otóż co chwilę znajduję w czytanych książkach odniesienia do The Cure. Ogromnie mnie cieszy fakt, że tak wielu ludziom ten zespół nie jest obojętny i trafia nawet do powieści. Zawsze dzielę się swoimi odkryciami z mężem i zmuszam go do przeczytania wybranej strony żeby też miał się czym cieszyć. Niestety, po zamknięciu książki zapominam o tym miłym akcencie. Nie jestem w stanie odtworzyć gdzie jeszcze widziałam The Cure – może oprócz książki Iana Rankina „Wiszący ogród”, która cała jest odniesieniem do piosenki o tym tytule.

Jaclyn Moriarty „Mam łóżko z racuchów” WAB str. 299

„Okazało się, że poproszono go z jakiegoś powodu, by porównał dwie różne wersje piosenki pod tytułem Love Cats. Jedną wersję oryginalną, wykonywał zespół The Cure. Drugą, nowszą, facet o pseudonimie Tricky. Mieszanina tajemniczych słów i nazw! Fancy poczuła zdenerwowanie i podniecenie.

– Jak sądzisz, która wersja jest bardziej udana? – spytał. – Która jest bardziej dynamiczna? Która piękniejsza? Która sprawia, że masz ochotę tańczyć? Którą uważasz za bardziej zmysłową? (…)”

Teraz mam pewność, że nie zapomnę, że Jaclyn Moriarty umieściła Love Cats w swojej powieści, a przy okazji znalazłam okazję by pochwalić się zdjęciem The Cure z koncertu w Katowicach oraz Kinią.

Komiksowo

Jeszcze tydzień i będę miała więcej czasu – na razie musi starczyć mi przeglądanie gazet w biegu oraz czytanie etykiet na opakowaniach produktów. Co prawda jestem w trakcie lektury „Przystupy” i książka bardzo mi się podoba, ale w ciągu ostatniego tygodnia przeczytałam mniej więcej 100 stron 🙁 („Life is hard and love is always over in the morning…” o taki cytat z The Sisters of Mercy właśnie przyszedł mi do głowy).

Przeczytałam ostatnio tylko dwa komiksy. Nie jest to moja ulubiona forma literacka, więc nie będę nawet ich oceniać. Wspomnę tylko, ze dla fanów The Cure ukazał się komiks w USA pt. „A Strange Day”. Historię wymyślił Damon Hurd, obrazki rysowała Tatiana Gill.

„A Strange Day” to obrazkowa historia o spotkaniu dwóch fanów The Cure na parkingu pod sklepem muzycznym w dniu wydania kolejnej płyty ich ulubionego zespołu. Chłopak to introwertyk, dziewczyna pełna wigoru i pomysłów. Gdy okazuje się, że trzeba czekać kilka godzin na dostawę płyt, nowi znajomi postanawiają spędzić ten czas wspólnie przy muzyce ich ulubionego zespołu. Okazuje się, że wiele ich łączy. Historia jest dość naiwna, w sam raz dla nastolatek zakochanych w Robercie Smith’cie – o ile jakieś nastolatki wiedzą kim jest ten starszy pan w mocnym makijażu. Ja czytałam z zainteresowaniem ze względu na tematykę, bo za moich nastolatkowych czasów takich tematycznych komiksów nie było. Ukazała się także druga część pt: „Pictures of you”. Muszę na nią zapolować.

Dzięki mojemu dziecku wróciłam do komiksów o Tytusie. Młody wygrzebał u dziadków kilka sztuk, które kupiłam jako dziecko i pochłonął je w ciągu jednego dnia. Potem odkryliśmy, że wznowiono wydawanie kolejnych części przygód Tytusa i kupujemy mu je regularnie. Sama ostatnio z zainteresowaniem ponownie przeczytałam odcinek, w którym Tytus przygotowuje się do olimpiady – „Tytus Olimpijczykiem”. Romek i A’Tomek zajmują się trenowaniem zawodnika w różnych konkurencjach. Lubię Tytusy, bo w każdej księdze jest coś, co mnie rozśmiesza, obrazki są prymitywne, ale urokliwe i oddają ducha PRL’u.

Czytam właśnie kolejny komiks. Tym razem kultowy we Francji TinTin, stamtąd moje dziecko dostało kilka części po angielsku. Aktualnie jestem z TinTinem w Tybecie 🙂