Chemia śmierci, Simon Beckett

Amber, 2006

Liczba stron: 247

David Hunter, antropolog sądowy, szuka ucieczki od swojej tragicznej przeszłości. Wyprowadza się z miasta, zmienia zawód. Los prowadzi go do sennego miasteczka Manham, w którym Hunter dostaje posadę lekarza rodzinnego i skrywając swoje doświadczenie, pracuje ramię w ramię z częściowo sparaliżowanym prowincjonalnym doktorem.

Niestety, los nie jest dla Huntera łaskawy, ponieważ trochę wbrew swojej woli, zostaje zaangażowany przez policję w wyjaśnianie sprawy seryjnego porywacza i mordercy kobiet, którego pierwszą ofiarę znajdują w pobliskim lesie, w stanie daleko posuniętego rozkładu. Hunter jako specjalista od chemii śmierci, czyli skomplikowanych procesów rozkładu tkanki ciała ludzkiego, pomaga w określeniu daty i bezpośredniej przyczyny śmierci kobiety. Mniej więcej w tym samym czasie, Hunter poznaje miejscową nauczycielkę i angażuje się uczuciowo.

Manham jest małą miejscowością i gdy okazuje się, że mordercą prawdopodobnie jest ktoś z miejscowych, mieszkańcy przestają panować nad emocjami. Dochodzi do samosądów, a Manham huczy od plotek. Ich ofiarą pada również Hunter, którego po kilku latach wciąż traktuje się jak obcego. Mieszkańcy podejrzewają, iż ma on coś na sumieniu, ponieważ podejrzanie często odwiedza go policja. Sam Hunter nie dementuje plotek, nie spieszno mu przyznać, że jest doświadczonym antropologiem i dokonuje sekcji zwłok zamordowanych kobiet. Przede wszystkim pragnie spokoju i interesuje go kontynuowanie praktyki wiejskiego lekarza.

„Chemia śmierci” to powieść kryminalna na wysokim poziomie. Przede wszystkim zwraca uwagę język i styl narracji – niespieszny, pełen zadumy i kontemplacji rzeczywistości. Oprócz zajmującego wątku kryminalnego, autor w wiarygodny sposób obrazuje mechanizmy zachodzące w małej społeczności dotkniętej okrutną zbrodnią. Postacie są dość przekonywujące, a samo zakończenie może być zaskoczeniem. Świadomie twierdzę, że tylko „może” być zaskakujące, ponieważ w powieści nie ma zbyt wielu postaci, które mogłyby zostać zakwalifikowane przez czytelnika jako potencjalni mordercy, więc zapewne niektórzy wcześniej wykombinują co i jak. Z całą stanowczością nie mogę się jednak zgodzić z napisami na okładce książki (działają na mnie odpychająco, choć z założenia powinny zachęcać) – nie rozumiem jak ktoś mógłby śmiertelnie przerazić się podczas lektury tej książki. Musiałby bać się większości powieści i filmów kryminalnych. Gruba przesada, naprawdę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *