Chłopaki w sofixach, Jakub Porada

Prószyński i S-ka, 2011

Liczba stron: 230

Pisanie recenzji zaczęłam od sprawdzenia roku urodzenia autora, bo za nic mi nie pasowała data podana przez wydawcę na okładce, postarzająca Jakuba Poradę o sześć lat. Prawdziwy rok urodzenia 1969 zgadza się z opisywanymi przez autora realiami Polski lat osiemdziesiątych. Osobiście podeszłam do lektury jak zupełny naturszczyk – nie czytałam nic z tego co napisali o książce inni, samego autora prawie nie kojarzę, bo TV to nie jest coś, co mnie przyciąga, szczególnie programy informacyjne mi nie leżą. Czytałam zatem bez żadnych uprzedzeń i bez żadnych sympatii również. I to pozwoliło mi bawić się tą lekturą i wspominać czasy mojego dzieciństwa, bo wtedy gdy Porada był nastolatkiem ja miałam jakieś 10 lat i też sporo pamiętam…

Kielce kojarzone są z wiatrem, który nieźle dokazuje, szczególnie na dworcu. Autobiograficzna powieść Jakuba Porady przybliża nieco blokowiska kieleckie oraz ich lokatorów. Benek, tak nazywano autora, jest zwykłym nastolatkiem jakich na pęczki można było spotkać w latach osiemdziesiątych – dekatyzowane dżinsy, koszula ze stójką, na nogach sofixy polskiej produkcji, w domu zestaw kaset magnetofonowych z piosenkami przegrywanymi w nieskończoność i nielicznymi płytami (winylowymi!). Głowę wypełniają mu marzenia o karierze aktorskiej lub muzycznej, rozgląda się za dziewczynami, czas spędza z kumplami z podwórka kombinując jakby zdobyć parę złotych na wino marki wino czy inny trunek z procentem.

Książka nie ma typowej fabuły, jest raczej zlepkiem wspomnień o kolegach, znajomych i miejscowych dziwakach. Znajdują się w niej fragmenty niezwykle zabawne, opisy drobnych kradzieży w piwnicach, chaosu na parkingu, kiedy to grupa podrostków przepychała w jedno miejsce samochody pozostawione na luźnym biegu, alkoholowe ekscesy i zmagania z dezelowanymi instrumentami. Książka obejmuje okres kilku lat pokazując jak potoczyły się losy wszystkich najbliższych kumpli Benka, samego Benka uwzględniając w najmniejszym stopniu. Wyjaśnia jednak czym różnił się od pozostałych i dlaczego nie skończył na dnie jak wielu innych z paczki.

Co by nie mówić, że książka jest lansem czy próbą zwiększenia popularności, mnie czytało się ją z dużą przyjemnością. Czasy, o których mowa, choć tak nieodległe wydają się być oddalone o lata świetlne. Aż trudno uwierzyć, że dawniej zadowalaliśmy się tak nielicznymi rzeczami. Zespoły muzyczne, popularne wtedy to teraz w większości szczyt obciachu, choć przetrwały fascynacje takimi zespołami jak Depeche Mode, The Cure czy nieistniejącym już Joy Division. Wątpię w to, że książka przypadnie do gustu osobom urodzonym po tych czasach, bo wiele z opisanych rzeczy nie będzie się im z niczym kojarzyła – nagrywanie na kasety i przewijanie rozbiegówki ołówkiem, Tomek Beksiński, Kasprzak, wyroby czekoladopodobne, tytułowe sofixy to relikty tamtych czasów i słowa wytrychy dla wtajemniczonych.

Nie pomoże książce także brak głównego wątku i poszatkowana konstrukcja składająca się ze wspomnień nieumiejscowionych chronologicznie. Będą i tacy, którzy zirytują się kolokwialnością języka oraz licznymi porównaniami. Wierzę jednak w to, że znajdą się trzydziesto – czterdziestolatkowie, którzy odnajdą w książce Porady cząstkę siebie, swoją młodość i dzieciństwo. Ja cieszę się, że to wszystko, co dla nas miało niezwykłą wartość, zostało spisane i w ten sposób nie zostanie zapomniane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *