Chris Niedenthal. Wybrane fotografie 1973–1989

Bosz, 2014

Liczba stron: 312

Ponad trzysta fotografii znalazło się w najnowszym albumie Chrisa Niedenthala, do którego wstęp napisał, wspaniale puentując zawarte w nim kadry, Jerzy Pilch. Chris Niedenthal, urodzony i wykształcony w Anglii syn polskich emigrantów, przyjechał do Polski w 1973 roku i został tu do dziś. W ciągu szesnastu lat robienia zdjęć składających się na ten album, szlifował swój warsztat i z wolnego strzelca stał się stałym korespondentem największych światowych gazet.

System pracy narzucony przez pracodawcę nakazywał, by fotograf wysyłał do redakcji niewywołane rolki filmów. Było to swoiste zabezpieczenie, żeby gazeta miała fotografie na wyłączność. Dla samego twórcy było to trochę uciążliwe, ponieważ nie widział wykonanych przez siebie zdjęć, nie wiedział też czy są poprawnie pod względem technicznym. W związku z tym, niektóre fotografie przedstawione w albumie, autor po raz pierwszy zobaczył dopiero wiele lat po ich zrobieniu.

Niedenthal z pewnością nie minął się z powołaniem, ma świetne oko i wrażliwość. Chociaż fotografie powstały na kolorowym filmie, jest to świat w dużej mierze bardzo szary. Pokazuje rzeczywistość taką, jaką pamiętamy i która jest dla nas, Polaków, zrozumiała. Znakomitym przykładem niezrozumienia kodu kulturowego, uwiecznionego na jednym z kadrów, jest widok klęczących na ulicy kobiet, modlących się za postrzelonego w zamachu Jana Pawła II. Jedna z nich przepasana jest obwarzankiem papieru toaletowego. Fotografia ta przeleżała w nowojorskim archiwum aż 30 lat, lecz żaden dziennikarz nie był w stanie pojąć, po co kobiecie ten papier. Inną, znakomitą fotografią, jakby żywcem wziętą z filmu Alternatywy 4, jest scena z lokomotywą, której używano jako systemu ogrzewania w gospodarstwie rolnym. Niedenthal zrobił ją zanim powstał wspomniany film. Zdjęcie, które mnie bardzo intryguje, przedstawia kondukt żałobny z ciałem kardynała Wyszyńskiego w drodze do katedry św. Jana Chrzciciela. Na pierwszym planie, w tak zwanym mocnym punkcie, widać dwóch przyklękających na jedno kolano mężczyzn. Jeden z nich ma urządzenie z długą anteną. Czy jest to radioodbiornik, czy może krótkofalówka? Czy jest to wierny, który przyszedł pożegnać kardynała, czy może ubek zabezpieczający trasę konduktu? Tego nie wiem.

Zapewne każdy, kto zetknie się z tym wydawnictwem, trafi na fotografie, które przykują jego uwagę na dłużej. Album jest bardzo starannie wydany, zawiera ponad 300 zdjęć i, co z pewnością ucieszy każdego czytelnika, nie jest bardzo drogi. Te kadry to prawdziwa uczta dla oczu, refleksyjny powrót do czasów wszędobylskiej szarości, chwila zadumy, a także powód do uśmiechu i snucia własnych opowieści.

Test ilustrowany zdjęciami z albumu można przeczytać TUTAJ (KLIK)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *