Córka kanibala, Rosa Montero

Muza SA, 2001

Liczba stron: 405

Na lotnisku zostaje uprowadzony mąż głównej bohaterki Luci Romero- wysoki rangą urzędnik państwowy. Do porwania dochodzi w sposób przez nikogo niezauważony, równie dobrze mężczyzna mógłby ulotnić się sam. W ten sam sposób rozumuje poinformowana o zdarzeniu policja – może facet w średnim wieku chciał spędzić sylwestra z kimś innym niż żona i sam się wkrótce znajdzie?

A jednak nie. Kilka dni po porwaniu Lucia odbiera telefon z żądaniem okupu. Suma jest ogromna. Z początku wydaje jej się to kpiną, ale wkrótce dostaje od porwanego męża instrukcje skąd wziąć pieniądze. Czyżby jej małżonek prowadził podwójne życie? Z biegiem dni dowie się coraz więcej o nim, o sobie i o życiu.

Od porwania zaczyna się i kończy ta książka, ale nie ono jest najważniejsze w powieści. Głównym jej tematem jest przemiana bohaterki z niepewnej siebie, schematycznie działającej czterdziestolatki w kobietę, która potrafi docenić to, co ma w życiu, jest samowystarczalna i pogodzona z sobą i bliskimi. Aby ta zmiana mogła nastąpić, na drodze Luci muszą stanąć dwaj mężczyźni – jej sąsiedzi. Osiemdziesięcioletni Felix oraz dwudziestolatek Adrian wspierają ją po porwaniu, pomagają w przekazaniu łupu i rozwikłaniu dużego przekrętu na najwyższych szczeblach władzy państwowej. W międzyczasie dużo ze sobą rozmawiają – Felix opowiada o swoim pełnym przygód życiu anarchisty na początku wieku, Adrian podważa tezy postawione przez dziadka, Lucia próbuje odnaleźć się w sytuacji nie raniąc żadnego z nich. To przedziwne, nieustraszone trio trafiło na siebie we właściwej chwili.

Przeczytałam tę powieść z zainteresowaniem, chociaż nie poruszyła mnie tak bardzo jak wydana niedawno „Instrukcja jak ocalić świat” tej samej autorki. Odniosłam też wrażenie, że ślizgałam się po powierzchni tej powieści i nie udało mi się dotrzeć do sedna sprawy – może to świąteczne rozleniwienie tak wpłynęło na mój odbiór treści, może sedno zostało zbyt głęboko ukryte, może niczego więcej tam nie ma…

Przekonajcie się sami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *