Czarna lista, Frederick Forsyth

Albatros, 2014

Liczba stron: 430

Obecnie rzadko sięgam po książki sensacyjne, ale wiele lat temu zaczytywałam się w tego typu literaturze. Kiedy zobaczyłam, że Frederick Forsyth na chwilę przerwał swoją literacką emeryturę i napisał kolejną książkę, pomyślałam, że będzie ona dobrym pretekstem do chwilowego powrotu do przeszłości. W końcu nazwisko autora, niczym rzetelna firma, gwarantuje rozrywkę na wysokim poziomie. Nie pomyliłam się w swoich założeniach i spędziłam dwa bardzo przyjemne wieczory z „Czarną listą”.

Czarna lista to dokument zawierający nazwiska tych, którzy nawołują do terroryzmu lub w równie okrutny sposób zapisali się na kartach historii. Osoby z tej listy to cele do eliminacji, a na ich likwidację rząd USA nie szczędzi żadnych nakładów. W 2014 na listę trafia fanatyczny islamista nawołujący do zabójstw. Nikt nie wie gdzie się ukrywa i kim jest. Zamaskowana postać zwana Kaznodzieją ma ogromną rzeszę wielbicieli, którzy za sprawą jego internetowych kazań, przechodzi na skrajny dżihad i morduje przypadkowe ofiary.

Rządy USA i Wielkiej Brytanii wydają na Kaznodzieję karę śmierci. Jak jednak wytropić przestępcę? Jak dowiedzieć się skąd nadaje swoje kazania? Spece z agencji narodowych są bezradni, lecz Tropicielowi, który odpowiedzialny jest za akcję pomaga genialny nastoletni haker z zespołem Aspergera. Wytropienie przestępcy, a dotarcie do niego, to dwie różne sprawy. Ale amerykańskiemu Tropicielowi pomaga sztab ludzi i najnowocześniejszy sprzęt.

Kiedy czytałam „Czarną listę” zastanawiałam się nad tym jak bardzo, wraz z rozwojem techniki, elektroniki, informatyki, zmieniły się powieści sensacyjne. Dawniej agent miał jeden lub dwa szpiegowskie gadżety i polegał głównie na siatce informatorów. Teraz praca wywiadowcza opiera się na wiedzy hakerów, najnowocześniejszym sprzęcie i wygląda nieco jak gra komputerowa. Jednakże, z książki jednoznacznie wynika, że cały ten sprzęt okazałby się nieprzydatny (przestępcy są dobrze zorientowani w możliwościach technicznych), gdyby nie czynnik ludzki. Agenci wywiadu pracujący na wrogim terenie muszą mieć nerwy ze stali. Żałuję, że wątek agenta, który przedostał się do obozu wroga, nie został bardziej rozwinięty.

„Czarną listę” czyta się przyjemnie i z zaangażowaniem. Akcja płynie wartkim strumieniem, pojedyncze wątki szybko łączą się w jedną całość, dobro triumfuje, choć nie bez przeszkód. Dla mnie, osoby mało zorientowanej, lektura stała się okazją poznania pracy tajnych jednostek specjalnych. Być może mój gust jest już spaczony doborem innych lektur, lecz zabrakło mi tu dogłębnych portretów postaci, dzięki którym mogłabym bardziej wczuć się w atmosferę powieści i mocniej kibicować Tropicielowi w jego misji przeciw Kaznodziei.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *